niedziela, 22 września 2013

Rozdział XIX "The End"

               Po cudownym pobycie we Francji pojechaliśmy do Holmes Chapel odebrać Darcy. a następnie wróciliśmy do Londynu. Jak się okazało chłopcy oraz Eleanor, Danielle i Perrie byli wtajemniczeni w niecny plan Stylesa. Ucieszyli się, że powiedziałam „Tak”. Postanowiliśmy ustalić z Harrym wstępną datę ślubu. Musieliśmy wziąć pod uwagę wszystkie goniące go terminy i wyjazdy. Kiedy już znaleźliśmy odpowiedni dzień na ślub poszliśmy wszystko załatwiać. Nie było to aż takie proste jak nam się wydawało, ale udało się. Oboje z Harrym uznaliśmy, że nadeszła pora poinformować o naszych zaręczynach i ślubie jego rodzinę. Oczywiście o zaręczynach już wiedzieli. Harry zdążył się pochwalić Gremmie i Anne. Zaprosiliśmy ich na obiad. Przyjechali. Oczywiście na początku wszyscy byli ciekawi jednego: Gdzie jest nasza kruszynka? Uznałam, że to jest kochane, że tak mocno im na niej zależy. Jak zwykle mieli dla niej masę prezentów. Po jakiejś godzinie zasiedliśmy wszyscy razem przy stole. Po uczcie Harry zaczął temat.
- Bardzo się cieszymy, że dzisiaj przyjechaliście. – powiedział lustrując wzrokiem każdego z osobna. – Chcemy wspólnie z Angel was zaprosić na nasz ślub, który odbędzie się 1 września. – powiedział. Wszyscy się ucieszyli! Wszyscy z wyjątkiem jego mamy.
- To wspaniale! – krzyknął jego ojciec dumny z syna.
- Ogromnie się cieszę kochani. – posłała nam serdeczny uśmiech Gremma.
- W końcu będziecie prawdziwą rodziną. – dodał ojczym.
              Anne nic się nie odzywała. Po obiedzie musieli się już zwijać, ponieważ mieli coś jeszcze do załatwienia. Anne wzięła Harrego na słowo, a ja pożegnałam ich wszystkich i udałam się do płaczącej Darcy. Idąc do pokoju córki usłyszałam przez uchylone drzwi fragment rozmowy.
- Mówiłam ci, że ślub to złe rozwiązanie! – krzyknęła półgłosem wściekła Anne.
- Proszę cię przestań. To naprawdę nie jest twoja sprawa! – odezwał się Styles.
- Moja! Bo jesteś moim synem. Nie wolno ci brać ślubu z byle kim. Ona nie jest dla ciebie! Nie rozumiesz tego? Nie pamiętasz już jak przez nią cierpiałeś? – zapytała go.
- Pamiętam, ale mamy razem dziecko. Zapomniałaś? Jesteś babcią Darcy, a ona jest jej matką. Musicie się w końcu dogadać. – stwierdził.
- Nie ufam jej! Nigdy nie zapałam do niej sympatią. – powiedziała chłodno.
- Mamo kocham cię i wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale Angel jest dla mnie ważna. Kocham ją. I wiem o tym, że ona mnie też. – powiedział.
- Skoro tak mówisz… Ale to nie zmienia faktu, że jestem przeciwna waszemu małżeństwu. - Po tych słowach usłyszałam kroki zmierzające ku drzwiom, uciekłam więc do pokoju Darcy. Mała już nie płakała. Teraz słodko spała. W mojej głowie znowu głębiły się myśli. Było mi przykro, że mama Harrego ma o mnie takie złe zdanie, ale przecież to nie było nowością. Nigdy mnie nie lubiła. Postanowiłam się tym nie przejmować. Najważniejsze było to, że Harry mnie kocha.
                    Przez kolejne dwa miesiące nasze życie nabrało tępa. Musieliśmy zająć się przygotowaniami do ślubu. To było strasznie czasochłonne. Pogoń za dekoracjami, zaproszeniami, bukowanie biletów na samolot do UK dla całej rodziny, przymiarki sukni, jadłospis, szukanie odpowiedniej Sali itp… to wszystko mnie męczyło. Brakowało mi czasu dla Darcy, praktycznie ciągle opiekowali się nią Louis i Liam na zmianę. Ale… ślub bierze się tylko raz.
             Zostały trzy tygodnie do 1 września. Najintensywniejszy okres. W zasadzie teraz to już profesjonaliści przejęli pałeczkę w kwestii wystroju Sali, kościoła, cateringu. Byłam sama obejrzeć salę weselną, bo Harry jechał do studia, a małą zajmowali się moi rodzice, którzy niedawno przylecieli chcąc nam pomóc. Kiedy skończyłam „nadzorować” przygotowania wróciłam do auta, już miałam je odpalać, ale mój telefon zadzwonił. Postanowiłam odebrać. Dzwonił Niall.
- No hej. – powiedziałam radośnie.
- Angel.. – wybełkotał.
- Stało się coś? – zapytałam.
- Przyjedź, bo Ha.. Harr.. y.. bądź tu! – nie mogłam go zrozumieć, był cały roztrzęsiony.
- Niall? Co się dzieje? Coś z Harrym? – zapytałam.
- Harry miał wypadek. – powiedział Liam który najwyraźniej wyrwał telefon Irlandczykowi. – Przyjedź do szpitala, tego gdzie rodziłaś Darcy! – krzyknął. – Piętro drugie pokój 205. Pośpiesz się. – powiedział w nerwach poczym się rozłączył.
                    Byłam przerażona. Z ledwością odpaliłam auto. Jak na złość kluczyk nie chciał wejść do stacyjki. Ruszyłam z piskiem opon nie zważając na to, że jadę właśnie pod prąd i mam na liczniku 100 k/h. Po drodze o mały włos nie spowodowałam wypadku. Ale to nie było istotne. Liczyło się tylko, aby dojechać na miejsce i to jak najszybciej. Kiedy byłam już pod szpitalem zostawiłam auto gdzieś na parkingu i pobiegłam jak na złamanie karku do recepcji. Cała roztrzęsiona zapytałam gdzie leży Harry Styles. Nakierowano mnie. Nie zważałam na ludzi których taranowałam. Chciałam pobiec do Harrego i zobaczyć, że wszystko jest w porządku. Wbiegłam na drugie piętro. Wszyscy tam już byli. Ledwo łapiąc powietrze do płuc zapytałam co się stało i gdzie on jest. Wszyscy ryczeli. Przeczuwałam najgorsze.
- Gdzie jest Harry? – zapytałam ponownie, do moich oczu napłynęły łzy. – Do jasnej cholery! Gdzie jest mój Harry?! – krzyknęłam, a Louis wstał z miejsca i mnie mocno do siebie przytulił.
- Harry miał wypadek. – powiedział drżącym głosem.
- Nie… Gdzie on jest? Chcę go zobaczyć – rozpłakałam się już na dobre.
- Nie wolno tam wchodzić. Właśnie go operują. Jechał za szybko i stracił kontrolę nad kierownicą… zatrzymał się na drzewie. – powiedział. Zamarłam.
- Boże…! – zaczęłam zanosić się płaczem. Wszyscy próbowali mnie uspokoić. Zauważyłam, że jest też z nami Anne, siedziała na końcu rzędu kryjąc twarz w dłonie. Niepewnie podeszłam do niej.
- Anne.. – wyszeptałam trzęsąc się ze strachu i z bólu. Po moich policzkach nadal ciekły łzy.
- Jechał za szybko… - wyszeptała i spojrzała na mnie.
Nic już nie powiedziałam, usiadłam obok niej i zamarłam. Skryłam twarz w dłonie, skuliłam się i zaczęłam zanosić się gorzkim płaczem. Cała się trzęsłam i miałam problemy z złapaniem tchu. W tamtym momencie czułam, że wszystko się może zdarzyć, a Harry może umrzeć. Nie przeżyłabym tego. „Biedna Darcy – pomyślałam. – A jeśli Harry… jeśli on…” Wtedy usłyszałam, że ktoś wychodzi z Sali. Zeskoczyłam z krzesła i podbiegłam do lekarza.
- Co z nim? – zapytałam.
- Nie mogę jeszcze udzielić żadnych informacji. Proszę czekać cierpliwie.
- Cierpliwie?! – podniosłam ton głosu. Na nowo zaczęłam płakać. Byłam kłębkiem nerwów. Danielle przyniosła mi kawę, jednak nie miałam ochoty jej pić.
- Błaga cię Harry walcz. Nie poddawaj się. Masz dla kogo żyć. Masz mnie, Darcy. Błagam. Kocham cię. – szeptałam półgłosem w nerwach zaciskając mocno powieki i składając ręce jak do modlitwy. Anne mocno mnie wtedy przytuliła.
- Kochasz go. – wyszeptała. – Naprawdę go kochasz.
- Jak mogła pani w to kiedykolwiek wątpić? – zapytałam zdołowana.
Czekanie dłużyło i się i dłużyło. Godzina, dwie, trzy… operacja wciąż trwała.
- Jeśli Harry.. – zaczęłam.
- Wszystko będzie dobrze Angel! Nie wolno ci tam myśleć! – złapał mnie za dłoń Zayn.
- On i Darcy są dla mnie wszystkim. Jeśli on u-u-umrze ja… - na nowo zaniosłam się płaczem. Liam przytulił mnie mocno do siebie.
W tym samym momencie lekarz wyszedł z sali. Wstałam z krzesła i podbiegłam do niego, po mnie powtórzyli to wszyscy.
- Kto jest jego rodziną? – zapytał doktor.
- Wszyscy. – odparł Niall.
- A więc, pacjent miał poważne obrażenia wewnętrzne. Zrobiliśmy co w naszej mocy. Operacja się udała. Pacjent jest teraz w śpiące farmakologicznej. Powinien się wybudzić za klika godzin. Stoczyliśmy ciężką walkę o jego życie, prawdę mówiąc z medycznego punktu widzenia szanse na jego ocalenie były marne. Walczył zacięcie. Jak widać ma tym świecie osoby z którymi jeszcze się nie chciał żegnać.
- Można do niego wejść? – zapytałam ocierając łzy.
- Tak. Ale tylko jedna – dwie osoby. Nie siedźcie za długo. Dzisiaj i tak się już nie obudzi.
- Dziękujemy. – powiedziała Anne.
- Kto idzie go odwiedzić? – zapytał Zayn.
- Idź. – usłyszałam z ust Anne.
                      Niepewnie weszłam do środka. Trzęsłam się. Na widok nieprzytomnego, obolałego Harrego dostałam do serca uderzenie bólu. Usiadłam przy jego boku i chwyciłam jego dłoń.
- Kochanie, jestem tu. – zaczęłam mówić delikatnym głosem. – Tak się o ciebie bałam. Nigdy więcej mi tak nie rób.  Kocham cię. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Zanim cię poznałam moje życie było nijakie. Ty nadałeś mu kolorów. Kocham cię i błagam cię nigdy mnie nie zostawiaj. Nie umiałabym żyć bez ciebie. Harry, bądź silny. Proszę.
- Musi pani już wyjść. – usłyszałam głos pielęgniarki.
- Mogę przy nim zostać? Nie chcę żeby był tu sam. – odparłam.
- To nie zgodne z przepisami naszego szpitala.
- Błagam panią. Chociaż na jedną noc, dopóki jest nieprzytomny. Kiedy stąd wyjdę będę umierać z niepokoju.
- No dobrze. Poinformuję ordynatora. – uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Nie zostawię cię kochanie. – powiedziałam i pocałowałam jego dłoń.
                      Nazajutrz Harry się obudził. I właściwie… zaraz po przebudzeniu obudził mnie głaszcząc ostatkiem sił moją głowę którą miałam oparta o barierkę jego łóżka. Czując jego dotyk na nowo czułam, że żyję. Poinformowałam lekarza. Od wczesnych porannych godzin chłopaki siedzieli pod salą wraz z matką Harrego. Powiedziałam im, że zostałam wyproszona na moment z sali, bo Harry się obudził. Ucieszyli się.. odetchnęli z ulgą. Kiedy lekarz opuścił jego pokój Anne weszła do środka i powiedziała, że ja też mam tam iść.
- Jak się czujesz synku? – zapytała z troską siadając przy jego boku.
- Bywało lepiej. – wyszeptał. Był pozbawiony sił. Stanęłam obok Anne i posłałam mu serdeczny uśmiech pełen miłości i otuchy.
- Musisz wracać do zdrowia, w końcu bierzecie ślub za 3 tygodnie. – powiedziała chwytając mnie i chłopaka za dłoń. Byłam zaskoczona. – Chce was przeprosić, a zwłaszcza ciebie Angel. – zaczęła. – To jak cię traktowałam było złe. Widzę, jak mocno kochasz Harrego, a on to odwzajemnia. Jesteście dla siebie stworzeni. Ja nie mogę tego niszczyć. Kochacie się i to jest dla mnie najważniejsze. Angel witaj w rodzinie. – powiedziała ze łzami. Ja i Harry też się wzruszyliśmy.
- Dziękuję. – powiedziałam, poczym ją uścisnęłam.
Ponownie wszedł lekarz. Kazał nam wyjść, bo robi obchód. Po tygodniu Harry opuścił szpital i na ostro zajęliśmy się dopinaniem wszystkiego na ostatni guzik przed ceremonią.

                    W końcu nadszedł ten dzień. 1 września. Nie widziałam Harrego od samego rana gdyż on spał u siebie, a ja wraz z Darcy i rodzicami nocowałam w domu po Pani Parker. Harrym zajmowali się chłopcy, ja natomiast wpadłam w ręce Perrie, Danielle i Eleanor. Byłam strasznie podenerwowana i podekscytowana zarazem. Nie umiałam się zebrać do kupy. Chciałam, żeby ten dzień był idealny i dokładnie taki jaki sobie razem z Harrym wymarzyliśmy. Cieszyłam się, że datą ślubu jest 1. września, ponieważ była to dla mnie szczególna data. Naprawdę szczególna. Dziewczyny odprawiały nade mną i nad małą Darcy rytuały. Miałam coś niebieskiego, pożyczonego itp., itd. Moja suknia ślubna była skromna i pełna klasy. Nigdy nie chciałam iście balowej kiecki. Były zbyt przerysowane i teatralne. Zamówiona specjalnie na ten dzień fryzjerka spięła moje włosy, zrobiła mi śliczny makijaż którego prawie nie było widać, a przy okazji zrobiła na główce Darcy małe warkoczyki. Wygląda tak ślicznie! Kiedy założyłam na siebie białą suknię, wtedy dopiero poczułam, że to już. Że dzisiaj zostanę żoną Harrego. ZOSTANĘ JEGO ŻONĄ! Czy może być coś piękniejszego? Byłam cała w skowronkach. Od samego rana tańczyłam, śpiewałam, a dziewczyny i rodzice mi w tym pomagali.
  

   Zaczęła się schodzić najbliższa rodzina. Wynajęliśmy im pokoje w jednym z hoteli z Londynie i opłaciliśmy lot w obie strony. Chciałam, żeby dzisiaj byli ze mną wszyscy moi najbliżsi. Nie było tylko mojego dziadka. Było mi smutno, że dziadziuś nie zatańczy ze mną na moim weselu, ale wiem, że obserwował mnie z góry. Brakowało mi też wśród gości Pani Parker. Ona tyle dla mnie zrobiła i zawdzięczam jej wszystko. Kochała mnie jak własną córkę, a ja ją jak najlepsza w świecie ciotkę.
                   Kiedy wybiła godzina zero kamerzysta wparował do pięknie przystrojonego domu a zaraz za nim Harry i reszta gości. Rodzice nas pobłogosławili, a potem pojechaliśmy razem w białej limuzynie do Katedry.
- Denerwujesz się? – zapytałam.
- Nie. – odparł Harry i chwycił mocno moją dłoń. – A ty?
- Nie. – uśmiechnęłam się szeroko. – Mocno cię kocham.
- Ja ciebie też. – odparł. – Nigdy jeszcze nie widziałem równie pięknej panny młodej. – zaśmiał się wesoło.
- Ty też wyglądasz nieziemsko. – posłałam mu promienny uśmiech. Razem z  nami w limuzynie jechali nasi rodzice oraz nasza córka. Miałam coś ważnego powiedzieć Harremu – Harry, musisz o czymś wiedzieć – zaczęłam, ale do naszych uszu dobiegł inny dźwięk.
- Pieś. – powiedziała dość niezrozumiale Darcy.
- Angel? Słyszałaś?! – krzyknął Harry.
- Słyszałam. – ucieszyłam się. – Moja księżniczka. – pocałowałam ją.
- Nasza. – poprawił mnie Harry i również ją pocałował.
- Ma coś z ciebie. – zaśmiałam się. – Twoim pierwszym słowem był kot, a jej pies. – zachichotałam. – Moim było tylko Gaga. – Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Kocham cię i jestem największym szczęściarzem na ziemi. - W tym momencie dojechaliśmy. Nie zdążyłam mu powiedzieć czegoś niezwykle istotnego. Wolałam żeby dowiedział się o tym przed ślubem… ale zwyczajnie nie zdążyłam. Pomógł mi wysiąść z limuzyny, za nami wysiedli nasi rodzice wraz z naszą gaworzącą perełką. Wszyscy już się zjechali. Harry wprowadził do kościoła moją mamę i swoją. Ja natomiast byłam prowadzona do ołtarza przez mojego tatę. Moje nogi znowu zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa robiąc się jak z waty. Doszłam. Idąc do ołtarza miałam na ustach szeroki uśmiech. Tak samo jak i czekający na mnie przyszły mąż. Ceremonia się zaczęła. Kiedy nadszedł czas przysięgi, słyszałam jak świadek Harrego, którym był Zayn cicho łka, tak samo jak i mój świadek – Perrie.
                       Kiedy Harry zaczął powtarzać za księdzem słowa przysięgi, łzy popłynęły wzdłuż jego policzka, jednak nie zasłoniły uśmiechu który mu towarzyszył przez całą ceremonię..  "Ja Harold biorę sobie Ciebie Anielo za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Następnie nadeszła moja kolej.  "Ja Aniela biorę sobie Ciebie Haroldzie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Kiedy ksiądz powiedział słynne „Możesz pocałować Pannę Młodą” Harry zaczął całować mnie tak zachłannie, jakbyśmy się nie widzieli od roku. To było miłe. Lubiłam jak mnie całował, dotykał, przytulał, pieścił, szeptał że mnie kocha. Kochałam jego wahania nastrojów, dziwne, ale słodkie poczucie humoru, jego sposób mówienia, poruszania się, jego kręte włosy, błysk zielonych oczu oraz uśmiech który sprawiał, że chciało mi się żyć. Wyszliśmy razem z Katedry, a na zewnątrz czekali już na nas goście którzy obrzucali nas ryżem i polskimi grosikami (oczywiście moja część gości) na szczęście. Zaczęliśmy je zbierać z Harrym. Później wszyscy udaliśmy się do Sali weselnej. Wszystko poszło perfekcyjnie. Wesele było dwudniowe. Prawdę mówiąc nie mieliśmy nawet z Harrym czasu ba porządną noc poślubną, bo zaraz po pierwszym dniu wesela, które skończyło się o 7 rano poszliśmy do hotelu naprzeciwko, gdzie zatrzymali się nasi goście aby się wykąpać i trochę wyspać przed dalszą częścią imprezy.
                       Po drugim dniu wesela wróciliśmy już wymordowani, ale szczęśliwi do naszego wspólnego domu. Darcy została z rodzicami w domu po Pani Parker, bo chcieli spędzić z nią trochę czasu zanim wyjadę a tym samym dając nam chwilkę dla siebie.
- Witam w domu Pani Styles. – powiedział Loczek biorąc mnie na ręce i przenosząc przez próg domu. – Mamy przed sobą długą noc. – na jego twarzy pojawił się figlarny uśmiech.
- Już się nie mogę doczekać. – wyszeptałam i pocałowałam go namiętnie bawiąc się przy tym jego włosami. Harry ponownie wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni gdzie położył mnie na naszym dużym łóżku i całując mnie po szyi zaczął ściągać ze mnie części garderoby. Pomagałam mu w tym trochę, bo miał problem ze zdjęciem jasnoróżowej sukienki.
- To będzie nasz pierwsza noc jako małżonkowie. – powiedział odrywając się od moich ust.
- Pierwsza i na jakiś czas ostatnia. – powiedziałam.
- Ostatnia? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Jestem w ciąży. – odparłam, na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
- Kocham cię. – powiedział i pocałował mnie namiętnie.
- 2 miesiąc – wyszeptałam podczas pocałunku.
- Darcy będzie miała brata. – powiedział Styles.
- Skąd wiesz, że brata? – zapytałam przerywając na moment pieszczoty.
- Imię Nathan nie może się przecież zmarnować. – zaśmiał się wesoło i zaczął mnie ponownie całować.
                          To była jedna z najcudowniejszych nocy jakie razem spędziliśmy. Od momentu ślubu wiele się w naszym życiu pozmieniało, ale zdecydowanie na lepsze. Byliśmy bardziej wytrwali, utwierdzeni w naszym związku i nic nie stawało nam na drodze do szczęścia. W zasadzie to brukowce próbowali wymyślać różne sensacje na nasz temat i na temat mojego męża, jednak nauczyłam się, że to tylko sieczka. Nie warto w nią wierzyć. Po 7 miesiącach na świat przyszedł Nathan. Urodził się 20 marca o godzinie 17:34. Od tamtej pory wszystko było jeszcze bardziej zwariowane. Nathan odziedziczył po mnie upartość, a Darcy odziedziczyła też tą samą cechę, tyle tylko, że  po Harrym. Kiedyś przyjechałam do Londynu aby odmienić swoje życie. Syudia były tylko pretekstem do przyjazdu tutaj. Nie sadziłam, że to miasto zaoferuje mi tyle łez, upadków, wzlotów i przede wszystkim szczęścia. Może nie zawsze się zgadzamy we wszystkich kwestiach, ale nasze uczucie się nie wypala. Chciałam od Londynu miłości i dostałam Harrego. Dostałam spełnienie najskrytszych marzeń skryte w jednym zachrypniętym „Kocham.” Z biegiem czasu zespół się rozpadł. Po 30 latach postanowili wrócić do normalności.  Jednak ich życie nigdy już nie będzie normalne, bo gdy spotykamy się razem wszyscy i zaczynamy wspominać dzieją się różne rzeczy. Powracają stare krzyki, przepychanki, napady śmiechu, wygłupy i bitwa o pilota. W tym przypadku nic się nie zmienia pomimo czasu. Wszystko jest jak dawniej i to jest cudowne.

*** 50 lat później *** 
                   
                        Miesiąc temu Harry zmarł. Miał raka. Jego organizm był zbyt słaby żeby walczyć. Miał 79 lat. Ja mam teraz 76. 72 lata… piękna liczba. Odkąd nie ma Harrego czuję pustkę i żal. Nic nie jest tak jak dawniej. Nikt nie mówi mi już, że mnie kocha w tak piękny sposób. Co noc modlę się, żeby przyszedł i mnie stąd zabrał do siebie, żebyśmy znowu mogli być razem. Bo ON tylko ON od momentu kiedy po raz pierwszy spojrzeliśmy sobie w oczy na przyjęciu u Louisa 22 grudnia 53 lata temu, aż do momentu kiedy jego serce przestało bić, jest, był i będzie tym jednym jedynym już na zawsze. Nawet śmierć nas nie rozdzieli. To uczucie jest zbyt silne, aby mogło tak po prostu nie przetrwać. Darcy i Nathan opiekują się mną odkąd Harry odszedł, jestem im za to wdzięczna. Martwią się o mnie i nie chcą żebym była sama w domu. Ale mi jest tak dobrze. Nie chcę nigdzie wychodzić, nie chcę czuć na twarzy promieni słońca, nie chcę słyszeć śpiewu ptaków. Nic już nie chcę. Chce tylko mojego Harrego. Chcę żeby mnie przytulił, pocałował i powiedział, ze jest przy mnie i ze mnie kocha. Tyle chcę. Czy to aż tak wiele? Mój dzień wygląda całkiem normalnie. Budzę się rano, ubieram się, idę coś zjeść, włączę stare płyty One Direction, rozmawiam z dziećmi i z wnukami, wpatruję się w nasze ślubne zdjęcie, a potem kładę się spać. Kładę się spać i modlę się, żeby przyszedł i mnie uratował. Modlę się, żeby zabrał mnie ze sobą. W każdej sekundzie przez 50 lat naszego małżeństwa sprawiał, że czułam się jak w jednej z bajek Disneya… „I żyli długo i szczęśliwie”. On był moją bajką.

***KONIEC***





czwartek, 19 września 2013

Rozdział XVIII "When A Man Loves A Woman"

                Trzy miesiące… tylko trzy miesiące…. A dłużyły się jak 3 lata. Nie miałam co z sobą zrobić. Spędzałam dużo czasu z Perrie, Danielle i Eleanor, ale mimo to czułam się fatalnie. Tęskniłam. Po miesiącu radzenia sobie z samotnością wyjechałam do Polski, mimo zakazowi Harrego. Ale on przecież i tak dobrze wiedział, że go nie posłucham w tej kwestii. Jestem uparta. Rozmawialiśmy ze sobą dzień w dzień po kilka razy. Jednak każda przegadana minuta nie była tym samym co prawdziwa rozmowa w cztery oczy, w ciepłym domu przy kominku, z grającą muzyką w tle. Tęskniłam. Teraz z każdą sekundą bardziej. Czy ktoś to zrozumie?
                   Będąc w domu u rodziców, ciągle słyszałam pytania od całej rodziny: Kiedy ślub, jak dziecko będzie się nazywać, czy jesteście dalej para, jak to się zaczęło, czy nie boisz się, że on cię zdradzi. Miałam dość. Przecież to moje życie. Nie powinno ich to interesować. Na wszystko przyjdzie czas, tak myślę. Przecież nie trzeba brać ślubu ze względu na dziecko. To jest niepoważne. Ślub z rozsądku… a gdzie w tym wszystkim miłość? Czy ktokolwiek o niej w ogóle pamięta? Nevermind. Kolejne dwa miesiące w gronie rodziny i przyjaciół minęły. Było mi łatwiej być teraz z nimi, tutaj, w domu. Co ja robiłabym sama w Londynie w ósmym miesiącu ciąży, na dodatek w Wigilię? No właśnie….
                   Nadszedł styczeń. Wróciłam do Wielkiej Brytanii. Był 15 stycznia. Koniec trasy One Direction. Byłam straaaaaaasznie szczęśliwa, że w końcu go zobaczę. „Urosłam” od naszego ostatniego spotkania. Mała Darcy nie może się już doczekać wyjścia na świat, bo kopie coraz mocniej i częściej niż zwykle. Przygotowałam wraz z dziewczynami obiad dla chłopaków w domu Liama i Danielle. Spisałyśmy się. Uczta wyglądała wybornie, klasa sama w sobie. Pomieszałyśmy kuchnie angielską i polską. Nie mogłyśmy się doczekać, aż poprzez drzwi wpadnie do środka piątka roześmianych chłopaków, których tak bardzo nam brakuje. Chciałyśmy usłyszeć od nich wszystko co się działo w trasie, zobaczyć zdjęcia, nagrania, na których podobno 50 procent zawartości to zanotowane rozmowy moje i Harrego. W sumie oprócz koncertów, spotkań z fanami i rozmów ze mną nic więcej nie robił. Tak przynajmniej twierdził Louis, a Niall się z nim zgodził. Wybiła godzina 13:24 i usłyszałyśmy, jak ktoś przekręca kluczyk w drzwiach. Był to Liam. Wszedł do środka niosąc ze sobą ogromną walizkę, a za nim wpadła banda rozwrzeszczanych chłopaków. Na ich widok zaczęłyśmy piszczeć jak zakochane w nich po uszy nastolatki oczekujące na koncert. Harry widząc mój brzuch popłakał się. Podbiegł do mnie i mocno mnie uściskał, uważając na dziecko, poczym pocałował mnie namiętnie. Brakowało mi tego tak bardzo. Za bardzo….
- Tak bardzo tęskniłem. – powiedział tuląc mnie i zaciskając powieki, aby nie uronić łez.
- Ja też. Kochanie, nawet nie wiesz jak bardzo. – rozryczałam się.
- Nie płacz głuptasie. – spojrzał na mnie śmiejąc się promiennie, otarł moje łzy.
- Sam masz ochotę płakać . – odparłam odwzajemniając jego mimikę.
- Bo cię kocham. – wyszeptał patrząc prosto w moje oczy i ponownie złączył nasze usta.
- Wiem. Tylko, nie wiem, dlaczego. Zasługujesz na kogoś dużo lepszego. – odparłam.
- Ty jesteś najlepszym co dostałem od losu. – uśmiechnął się delikatnie i pocałował moje czoło.
               Następnie odkleiłam się od niego i przywitałam resztę. Tak mocno tęskniłam za nimi wszystkimi, za wiecznymi wrzaskami, śmiechami, przygaduszkami, bójkami o jedzenie i pilota do plazmy. Teraz wszystko jest na swoim miejscu. Dźwięki, które zwykle doprowadzają mnie do bólu głowy, teraz są najpiękniejsze dla uszu. Moi chłopcy.
Zasiedliśmy do stołu, a Liam zaczął nam opowiadać o swoich wrażeniach.
- Szkoda, że was tam nie było! Gdybyście to tylko widziały! Na szczęście nagrałem to. – krzyczał podekscytowany.
- Tak jest, zanudzaj je swoim filmikiem jak to pomalowałeś mi całą twarz markerem wododpornym. – wtrącił się znudzony Louis.
- Chcę to zobaczyć! – wyskoczyłam jak Filip z konopi.
- Hahahahahahaha. Nie. – odparł krótko Zayn.
- Czemu? – zapytałam zdziwiona.
- Bo w tle widać Harrego jak goli sobie nogi, wiesz… jeszcze byś zwątpiła w męskość swojego faceta. – parsknął śmiechem Mulat.
- Oooooo kochanie…. – pogładziłam Hazzę po policzku.
- To był tylko przegrany zakład… Zayn przyznaj się lepiej, że zgubiłeś w hotelu swoje lusterko i zacząłeś płakać. – pokazał mu język Styles.
- To nie prawda. – bronił się Malik.
- Prawda. – stwierdził jednoznacznie Lou.
- No dobra.. prawda, i co z tego? – zapytał śmiejąc się. – Znacie mnie.
- Nie da się ukryć. – roześmiała się Perrie.
- Zaraz, to Liam cię pomalował? – obudziła się Danielle.
- Nie wiesz z kim mieszkasz pod jednym dachem! – krzyknął Louis. – To psychopata. – wyszeptał robiąc śmieszną minę.
- Kim jestem? – niedosłyszał Liam.
- Wspaniałym człowiekiem. – uśmiechnął się do niego szeroko Tomlinson.
- Dzięki, Lou, ty też jesteś dobrym, wspaniałym, kochanym facetem. – odparł Liam.
- A nie mówiłem? – ponownie wyszeptał Lou.
- Ej, a co na deser? – zapytał Niall przestając się opychać resztkami obiadu i dołączył się do dyskusji.
- Zaraz podam. – powiedziała Perrie.
- Szybko, jestem głodny. – wszyscy spojrzeli na niego z miną wtf? Gorzej ci?
- Dajcie spokój, przecież to Niall! – wtrąciłam się, a cała reszta zgodziła się ze mną kiwając głową, poczym wybuchliśmy śmiechem, a Irlandczyk znowu nie nadążał za nami. Nic nowego.
Po obiedzie wróciliśmy z Harrym do naszego domu. Rozpakowaliśmy jego walizki.
- Angel, czekaj. Mam coś… - zaczął szukać czegoś na dnie walizki. – Jest! – krzyknął znajdując to.
- Co to? – zapytałam kiedy wręczył mi torbę. Wyjęłam rzeczy znajdujące się w niej. Jak się okazało były to ubranka dla dziecka. – Harry… - zaśmiałam się wesoło.
- Wiem, wiem… ale nie mogłem się powstrzymać. One są takie słodkie. – zaczął.
- Ale póki co będą za duże na Darcy. – zachichotałam.
- No tak, ale dzieci szybko rosną. – pocałował mnie w policzek.
- Ja też kupiłam kilka, a raczej kilkanaście drobiazgów. Wpadam w zakupowy szał teraz… - przewróciłam oczami, Harry się tylko zaśmiał i dotknął mojego brzucha.
- Tatuś już jest w domu. – wyszeptał całując go. – kocham cię Darcy, ciebie i mamusię. Będziesz naszym największym skarbem, już jesteś. – powiedział, poczym zaczął śpiewać What Makes You Beautiful.
- Kochanie, obawiam się, że ona nie wiele rozumie z tego co śpiewasz. – pogłaskałam go po głowie.
- Wiem, ale musi się oswajać z moją muzyką. Będzie największą Directionerką na świecie i jak podrośnie, to wezmę ją do nas i będzie szóstym członkiem. – rozmarzył się. – Jeśli odziedziczy talent po mnie, a urodę po tobie, to będzie miała wszystko czego zapragnie. Na pewno tak będzie.
- Gadasz bez ładu i składu, ale lubię to jak gadasz, więc nie przerywaj. – zaśmiałam się melodyjnie.
                   
                Dwa kolejne miesiące minęły jak pstryknięcie palcem. Był marzec. Dokładnie 14 marca. Godzina 21. Poczułam silny skurcz. Zasyczałam z bólu, później kolejny, 2 razy mocniejszy. O mały włos nie przewróciłam się w kuchni. Zawyłam lekko. Złapałam się kurczowo za blat mebli i zaczęłam wołać:
- Harry! Harrrrry! – darłam się.
- Kochanie, tak wiem! Mam herbatę. Przyjdę, jak skończy się odcinek. – krzyknął ze salonu gdzie oglądał X-Factora.
- Haaaaarrrryyyyy! – darłam się dalej. 
- No jeszcze 10 minut! – usłyszałam.
- Harry głąbie! Zaczyna się! – krzyknęłam. Nie byłam podenerwowana, świadomość bólu wypełniła całe moje wnętrze.
- Co sie zaczyna? – zapytał nie rozumiejąc. – Zaczy… co?!!!! – wykrzyczał i podskoczył rzucając pilota gdzieś za siebie który roztrzaskał się na kilkanaście części. Cały spanikowany pobiegł do kuchni. Chwycił mnie ostrożnie, ale mocno, abym się nie przewróciła i jeszcze głupio zapytał – Kochanie, jesteś pewna, że to już?
- Teraz nie dam rady, ale jak Darcy się urodzi, to cię walnę za to pytanie. Wieź mnie do szpitala! – rozkazałam. Zaprowadził mnie pod drzwi wyjściowe. Już miał mnie wyprowadzać z domu, ale dla pewności postanowiłam zapytać: - Kluczyki?
- Co? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Masz kluczyki?
- Jakie?
- Do auta!
- Yy? O cholera! – krzyknął i zostawił mnie tak opierając mnie najpierw o niską półkę. – Już wracam! Nigdzie beze mnie nie idź! – rozkazał.
- Bardzo śmieszne. – odparłam z ironią. – Aaaaaaaaaałaaaaaa – zawyłam kiedy poczułam kolejny skurcz. Harry latał z pokoju do pokoju szukając kluczy, nawet wlazł do łazienki. – Na stole w kuchni Harry! – nakierowałam go. Pobiegł do kuchni.
- Gdzie jest stół?! – usłyszałam.
- Jaja sobie robisz? – teraz zwątpiłam. Czułam, że za moment urodzę Darcy na wycieraczce. – Przed tobą. Take duże, białe, połyskujące! To jest stół! – wytłumaczyłam biorąc wdech między każdym pojedynczym słowem. W końcu przybiegł z kluczami. Wziął też ze sobą jabłko. – Po co mi to? – zapytałam kiedy mi je wręczył.
- Na wypadek, jakbyś zgłodniała po drodze.
- Wkurwiasz mnie! Wieź mnie do szpitala. – rzuciłam jabłkiem i rozbiło się na obrazie.
- Gdzie to jest? – zapytał.
- Co?
- Szpital.
- Harry błagam, dowieź mnie tam. – rozbeczałam się, skurcze się nasilały.
Jakimś cudem tam trafiliśmy. Oczywiście ja musiałam skupiać się na drodze podczas gdy rodziłam, bo Hazzie wszystko wyleciało z głowy. Dojechaliśmy szczęśliwe. Harry szybko pobiegł po lekarzy, podał moje dane personalne i przewieziono mnie na porodówkę. Harry wszedł razem ze mną, ale zemdlał po 5 minutach i go wyprowadzono. To był niesamowity ból. Przeciśnięcie arbuza przez dziurkę wielkości cytryny. Nie lada sztuka! Bolało jak diabli. Po trzygodzinnych męczarniach na porodówce rozległ się głośny płacz dziecka. Popłakałam się z bólu, wycieńczenia, ale przede wszystkim ze szczęścia. Lekarze zawołali Harrego, aby odciął pępowinę. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, kiedy dowiedział się, że został ojcem. Lekarze obmyli i opatulili małą w ciepły powijak i dali Harremu na trzęsące się ręce. Łzy zaczęły płynąć  z jego oczu. Podszedł do mnie ostrożnie i dał mi ją potrzymać. Usiadł obok mnie i oboje wpatrywaliśmy się w nią jak w obrazek.
- Mój aniołek. – wyszeptałam płacząc ze szczęścia.
- Mała Angel. – powtórzył za mną Harry.
- Jest taka piękna. – przejechałam delikatnie opuszkiem palca po jej policzku, aby jej nie zranić. – Kocham cię mój aniołku. – mój głos zadrżał.
- Teraz już prawie jesteśmy rodziną. – rzekł płacząc.
Zabrano nam małą na badania. Zostałam z Harrym sam na sam.
- To jest niesamowite… ja… przepraszam. Spanikowałem. Nie codziennie rodzisz dzieci. – tłumaczył się.
- Kocham cię. – pogładziłam jego policzek dłonią, on ją objął swoją.
- Za niedługo będziemy prawdziwą rodziną. – powiedział.
- Jestem taka szczęśliwa. – powiedziałam. – Muszę odpocząć.
-Mam iść?
- Nie. Zostań tu przy mnie. Proszę. – posłałam mu kojący uśmiech.
                    Nadeszła pora karmienia, miałam spore obawy, nie chciałam skrzywdzić naszej kruszynki. Położna wytłumaczyła mi wszystko co i jak. Udało się. Pierwsze karmienie miałam za sobą.
Po chwili przyszedł do nas lekarz prowadzący. Miał w dłoni akta urodzenia małej. Chciał żebyśmy je wypełnili.
- Imię dziecka?
- Darcy – odparliśmy równocześnie.
- Nazwisko? – Harry spojrzał na mnie niepewny.
- Styles. Darcy Styles. – odparłam.
- Dziecko nosi nazwisko pani byłego męża?
- Tak. To znaczy nie byłego męża. Chłopaka. A coś w tym złego? – zapytałam.
- Nie. Już zapisuję. – odparł.
- Imiona rodziców?
-  Harold i Angel, to znaczy Harold i Aniela. – poprawiłam się.
- Dobrze. Adres?
Lekarz zadawał nam masę pytań. Kiedy już zakończył uzupełnianie powiedział krótko:
Darcy Styles urodzona 14 marca o 23:59. Gratuluję nowo upieczonym rodzicom. – wyszedł.
               Ze szpitala wypuszczono mnie już po 2 dniach.  Zawieźliśmy Darcy do jej domu, do naszego domu. Pokój dziecięcy już na nią czekał, był cały umeblowany i różowy. Harry uparł się na ten kolor, a ja nie miałam sił go przekonywać do zmiany zdania. Uległam i nie żałuję bo wszystko w tym pomieszczeniu wygląda tak słodko i przytulnie. Pierwsze dni były ciężkie. Nie umieliśmy sobie do końca poradzić z obowiązkami, jednak pomagała nam mama Harrego, a po dwóch tygodniach moi rodzice przylecieli do nas. Byli szczęśliwi i dumni. Na początku patrzyli sceptycznie na Harrego, ale przed wyjazdem z Londynu powiedzieli, że są szczęśliwi nie tylko dlatego, że zostali dziadkami, ale również są spokojni i cieszą się, że mam Harrego, bo widać jak mocno się kochamy. Chciałam usłyszeć od nich te słowa. Onedirectionowa ekipa od momentu przywiezienia Darcy do domu przesiadywała u nas całymi dniami. Byli 24/7. Doceniałam to. Darcy ma fajnych wujków! Oni niemalże biją się o to, kto będzie ją nosił na rękach. Ze względu na narodziny dziecka przesunięto termin wydania ich nowego albumu. Paul rozumiał, że teraz na pierwszym miejscu jest dziecko i wszyscy musimy oswoić się z tą sytuacją.

                     Darcy ma już rok i 3 miesiące. Zawieźliśmy ją do Anne. Ma się nią zaopiekować przez dwa dni. Harry uparł się, że mamy lecieć do Paryża. Nie byłam przekonana. Nie wolno zostawiać dziecka i jechać gdzieś w cholerę. Błagał mnie tak długo, ze w końcu się zgodziłam. Zamówił dla nas apartament naprzeciwko wieży Eiffla. Widok był cudowny! Przylecieliśmy w piątek rano, a  wracać mieliśmy kolejnego dnia w sobotę wieczór. Po przylocie zostawił mnie na dwie godziny samą w hotelu i poszedł sobie gdzieś. Mówił, że ma coś do załatwienia. Martwiłam się o niego jak to ja. Dzwoniłam też co chwilę do Anne aby wiedzieć jak czuje się mała. Kobieta nadal nie chętnie ze mną rozmawiała.  Po długiej nieobecności Styles w końcu wrócił. Przyniósł ze sobą duże pudełko, pod którego wiekiem kryła się piękna, czarna, wieczorowa suknia, która błyszczała w świetle.
- Harry, co to jest? – spojrzałam na niego niepewnie.
- Załóż ją. Na dzisiejszy wieczór. – uśmiechnął się tajemniczo – Masz dwie godziny czasu żeby zdążyć. Przyślę kogoś po ciebie. – powiedział poczym wyszedł.
Nic  z tego nie rozumiałam, ale zrobiłam jak kazał. Zaczęłam się szykować. Dzięki Bogu moje ciało po porodzie zmieniło się tylko nieznacznie. Zrobiłam delikatny makijaż, rozpuściłam długie, blond włosy oraz założyłam suknię wieczorową jaką dla mnie zostawił. Punktualnie o 20 ktoś zapukał do mich drzwi, byłam przekonana że to Harry, ale za nimi stał jakiś wystrojony mężczyzna.
- W czym mogę pomóc? – zapytałam.
- Panna Aniela Frytkowska? – zapytał czytając z kartki moje nazwisko.
- Tak, ale o co chodzi? – spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Niech pani idzie za mną. – powiedział i wziął mnie pod rękę.
- No ale…
- Niech się panienka nie obawia. – uśmiechnął się przyjaźnie i wyprowadził mnie z hotelu, przed którym stała udekorowana bryczka. Rozkazał mi w niej usiąść i sam powiózł mnie w niej pod wieżę Eiffla. Wjechałam winda na sam szczyt. Nie wiedziałam co tu robię. Dokoła było pusto! Ani jednej żywej duszy. Kiedy byłam już na szczycie niepewnie ruszyłam przed siebie stawiając ostrożnie każdy krok. W świetle zachodzącego, lipcowego słońca zauważyłam postać której kontury były tak wyraźne…. Stała nieruchomo przy barierce patrząc bezpośrednio przed siebie na ulice Paryża. Chyba owa osoba usłyszała, że nie jest już sama, odwróciła się powoli i posłała mi serdeczny uśmiech, który ja odwzajemniłam. Był to Harry. Podszedł do mnie swoim kocim krokiem i pocałował mnie w dłoń.
- Brak mi słów, żeby opisać jak pięknie wyglądasz. – powiedział patrząc w moje oczy.
- Harry… - zaczęłam, on uciszył mnie delikatnym muśnięciem ust.
- Panowie! – zwrócił się do francuskich muzyków, którzy zaczęli grać na instrumentach piękne ballady.                           Dziwne, ale dopiero teraz ich zauważyłam. Moja cała uwaga skupiła się na Harrym, nie dostrzegłam też w pierwszym momencie nakrytego stoliku dla dwojga.
- Jak ty to załatwiłeś? – zapytałam ciekawa.
- Mam .. znajomości. – przesłał mi szeroki uśmiech i chwycił moją dłoń ponownie. – Mogę Panią prosić do tańca? – zapytał. Kiwnęłam twierdząco głową. Zaczął mnie prowadzić w rytm muzyki. Cały świat dookoła wirował. Poczułam się jak bohaterka jednej z komedii romantycznych. Przez cały taniec byłam wpatrzona w jego zielone, błyszczące oczy.
- Sprawiasz,  że czuję się jak księżniczka. – powiedziałam  pewnym momencie.
- Jesteś nią. – odparł i musnął moje wargi. Przystanęliśmy na moment. Harry złapał moją dłoń i poprowadził mnie w stronę pięknie nakrytego stolika. Odsunął mi krzesło i pomógł usiąść. – Paryż jest piękny – zaczął mówić siadając naprzeciwko mnie. – To miasto zakochanych. – stwierdził.
- Czemu właściwie jesteśmy na Wierzy Eiffla Anie w zwykłej restauracji? – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Mówiłem ci już, że nasz pierwsza randka będzie niezapomniana. – przesłał mi szeroki, słodki uśmiech i zaczął nerwowo grzebać po kieszeniach spodni i garnituru. Nie wiedziałam o co chodzi. – Mam! – krzyknął wyciągając z tylniej kieszeni chusteczki higieniczne. Miałam nadzieję, że wyjmie coś innego. Głupia ja, myślałam, że ma zamiar mi się oświadczyć.
- Chusteczki? – zapytałam nieco zaskoczona.
- Tak. – odpowiedział krótko. – Mam nadzieję, że lubisz francuską kuchnię. – uśmiechnął się do mnie słodko.
- Nie próbowałam jeszcze, ale kto wie. – uśmiechnęłam się lekko. – Ale ślimaków i żab nie mam zamiaru jeść. – uniosłam prawa brew i na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Nie zamówiłem ich głuptasie. – roześmiał się. Oboje skosztowaliśmy tego, co mieliśmy na talerzach. Kiedy to już zjedliśmy Harry zaproponował, żebyśmy udali się ku barierce aby podziwiać piękną, nocną panoramę miasta. Widok był niesamowity. Zaparł mi dech w piersiach. W pewnym momencie Harry gdzieś polazł. Nawet tego nie zauważyłam. Usłyszałam pierwsze takty piosenki, do której wspólnie tańczyliśmy na weselu Tomlinsonów. Odwróciłam się i ujrzałam za sobą Stylesa trzymającego w prawej dłoni piękną, czerwoną różę. Wręczył mi ją i klęknął przede mną wyjmując z niewielkiej kieszonki małe, czerwone pudełeczko, które otworzył. Tak jest. Był to pierścionek zaręczynowy. Na moment zdrętwiałam, a po chwili moje nogi stały się niczym z waty. Byłam roztrzęsiona, szczęśliwa, zaskoczona i z niecierpliwością czekałam aż coś powie. Klęczał przede mną z dobre pół minuty. Widziałam jaki jest podenerwowany. Wziął głęboki wdech i w końcu przemówił:
- Angel, miałem przygotowaną piękną, wzruszającą mowę, ale z nerwów zapomniałem wszystkiego. Kocham cię i chcę spędzić z Toba resztę życia. Nie ważne ile nas jeszcze czeka kłótni, nieprzespanych nocy, trzaskania drzwiami. To wszystko się nie liczy. Wiem jedno, że będąc razem.. tylko wtedy jesteśmy szczęśliwi oboje, kiedy mamy siebie. Mój świat stał się lepszy od momentu kiedy wtarłaś mąkę w moje włosy. Kocham cię i nigdy nic tego nie zmieni. Chcę się co wieczór kłaść obok ciebie do łóżka i budzić widząc twój piękny uśmiech i czując ciepło twoich dłoni, chcę dawać ci powody do radości, chcę móc troszczyć się o ciebie i być z tobą. Od teraz już na zawsze. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie. I dlatego ja Harold Edward Styles błagam cię Anielo Angel Frytkowska uczyń mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi i wyjdź za mnie. – mówiąc te wszystkie piękne słowa patrzył w moje oczy. Łzy wzruszenia spływały po naszych policzkach. Ja nie umiałam odnaleźć języka w buzi.
- Tak. – tyle tylko byłam w stanie powiedzieć w tamtym momencie.
- Tak? – spojrzała na mnie chcąc cie upewnić.
- Po stokroć tak. – powiedziałam śmielej nie kryjąc mojej radości. Harry założył pierścionek na mój palec poczym wstał i pocałował mnie namiętnie unosząc mnie przy tym w górę. Byłam szczęśliwa. Byłam… SZCZĘŚLIWA.
- Wiedziałem, że chusteczki się przydadzą. – zaśmiał się wesoło Harry ocierając moje łzy. Wróciliśmy do stołu, usiadłam na jego kolanach.
- Harry.. –zaczęłam. – Nie sądzisz, że najpierw powinieneś zapytać moich rodziców o moją rękę? – pogłaskałam go po dłoni.
- W zasadzie, to już ich pytałem. – odparł gryząc delikatnie moje ucho.
- Jak to? – zdziwiłam się. – Przecież oni nie znają angielskiego, ani ty polskiego.
- Zanim wyjechali poprosiłem ich o zgodę na nasze zaręczyny, nie mieli nic przeciwko… A bariera językowa to żadna przeszkoda. Przecież tłumacz internetowy istnieje. – zaśmiał się wesoło. – A żeby nie mieli wątpliwości pokazałem im pierścionek i zacząłem gestykulować. Domyślili się o co mi chodzi i obiecali że nic ci nie powiedzą.

- Kocham cię. – pocałowałam go.