Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=5qw8g1HKjS0
Nadszedł wieli dzień ślubu. Poprzedniego dnia razem z Loczkiem wybraliśmy się na zakupy aby kupić dla mnie jakąś sukienkę na dzisiaj. Oczywiście Harry musiał wyciągnąć mnie do najdroższego sklepu w Harrods. Długo nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. Wszystkie kiecki albo były zbyt wydziwiane, albo za poważne, a kiedy znalazłam już coś idealnego, to cena mnie przerażała. Dla Stylesa cena nie stanowiła problemu, więc nie rozumiał dlaczego się spinam, skoro może mi ją podarować w prezencie. Nie chciałam, żeby był moim sponsorem. Czułam się z tym strasznie nie na miejscu. Przecież, to głupie, żeby wydawał na mnie swoja kasę i to nie drobne kilka funtów, ale kilka a nawet kilkanaście tysięcy funtów, bo mi się spodobała akurat ta sukienka a nie inna. Oczywiście on i tak zawsze robi po swojemu, więc pomimo moim wszelkim sprzeciwom kupił mi piękną, zwiewną sukienkę w kolorze który perfekcyjnie zgrywał się z kolorem moich włosów oraz bardzo jasną karnacją. Nie wiedziałam jak mogę mu dziękować. Było mi głupio, ze płaci za mnie. Jak to przecież wygląda, żeby mój przyjaciel wydawał 12 tysięcy na moją kieckę którą i tak pewnie założę tylko raz. W głowie mi się to nie mieściło. Oczywiście było do przewidzenia, że zdaniem Harrego nowa sukienka równa się nowe szpilki. Obłęd. Za nie też mi zapłacił. Tłumaczył się, że zasłużyłam i mam to potraktować jako prezent z okazji ukończenia studiów. Z reszta z Harrym nie da się dłużej dyskutować, bo on zawsze końcem końców postawi na swoim. Do mnie przyjechała dawna kumpela jeszcze z czasów technikum i zamieszkała u mnie w tym tygodniu. Miała być tu jeszcze 2 dni i wrócić do Polski. Oczywiście zrobiła mi klika moralizujących wykładów typu: „nie możesz pozwalać mu na to, żeby cie obdarowywał drogimi prezentami bo potraktuje cię jak dziwkę” oraz „Angel, pakujesz się w szambo, zerwij z nim kontakt.” Miałam dość.
Nadszedł wieli dzień ślubu. Poprzedniego dnia razem z Loczkiem wybraliśmy się na zakupy aby kupić dla mnie jakąś sukienkę na dzisiaj. Oczywiście Harry musiał wyciągnąć mnie do najdroższego sklepu w Harrods. Długo nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego. Wszystkie kiecki albo były zbyt wydziwiane, albo za poważne, a kiedy znalazłam już coś idealnego, to cena mnie przerażała. Dla Stylesa cena nie stanowiła problemu, więc nie rozumiał dlaczego się spinam, skoro może mi ją podarować w prezencie. Nie chciałam, żeby był moim sponsorem. Czułam się z tym strasznie nie na miejscu. Przecież, to głupie, żeby wydawał na mnie swoja kasę i to nie drobne kilka funtów, ale kilka a nawet kilkanaście tysięcy funtów, bo mi się spodobała akurat ta sukienka a nie inna. Oczywiście on i tak zawsze robi po swojemu, więc pomimo moim wszelkim sprzeciwom kupił mi piękną, zwiewną sukienkę w kolorze który perfekcyjnie zgrywał się z kolorem moich włosów oraz bardzo jasną karnacją. Nie wiedziałam jak mogę mu dziękować. Było mi głupio, ze płaci za mnie. Jak to przecież wygląda, żeby mój przyjaciel wydawał 12 tysięcy na moją kieckę którą i tak pewnie założę tylko raz. W głowie mi się to nie mieściło. Oczywiście było do przewidzenia, że zdaniem Harrego nowa sukienka równa się nowe szpilki. Obłęd. Za nie też mi zapłacił. Tłumaczył się, że zasłużyłam i mam to potraktować jako prezent z okazji ukończenia studiów. Z reszta z Harrym nie da się dłużej dyskutować, bo on zawsze końcem końców postawi na swoim. Do mnie przyjechała dawna kumpela jeszcze z czasów technikum i zamieszkała u mnie w tym tygodniu. Miała być tu jeszcze 2 dni i wrócić do Polski. Oczywiście zrobiła mi klika moralizujących wykładów typu: „nie możesz pozwalać mu na to, żeby cie obdarowywał drogimi prezentami bo potraktuje cię jak dziwkę” oraz „Angel, pakujesz się w szambo, zerwij z nim kontakt.” Miałam dość.
Dzisiaj będę lśnić. W tych ciuchach
inaczej się nie da. Założyłam na siebie piękną kremową suknię i pasujące do niej
szpilki. Wcześniej oczywiście zrobiłam sobie wieczorowy makijaż i ułożyłam
ładnie, dziewczęco, ale też efektownie moje blond włosy. Podobałam się samej
sobie, a to najważniejsze. Kiedy stanęłam przed lustrem, nie mogłam uwierzyć
własnym oczom, że to ja. Wyglądałam zjawiskowo.
W tym momencie moja skromność opadła do zera, a pewność siebie sięgnęła zenitu. Wybiła 13, a do moich drzwi zapukał nie kto inny jak Harry. Otworzyłam je nieśmiało. Na widok Stylesa zaniemówiłam. Wyglądał magicznie. Czarny, dopasowany garnitur, wypastowane buty, perfekcyjnie ułożone włosy oraz ten uśmiech który mnie dosłownie powalił z nóg.
- Wyglądasz… wyglądasz zjawiskowo. –
ponownie obdarował mnie swoim pięknym uśmiechem i pocałował moją dłoń.
- Dziękuję. Ty również wyglądasz
nieziemsko. – odwzajemniłam jego mimikę. Poczułam, że moje policzki na nowo
oblewa rumieniec.
- Czy królewna jest już gotowa? –
zapytał wpatrując się we mnie.
- Owszem. Muszę jeszcze tylko wziąć
torebkę. – odparłam po czym zniknęłam w głębi domu. Odchodząc czułam wzrok
Loczka na sobie. Kiedy wróciłam nadal przyglądał mi się zagryzając dolną wargę.
– Coś nie tak? – zapytałam.
- Nie. Jesteś piękna. – odparł
po czym wziął mnie pod rękę i niczym prawdziwy dżentelmen zaprowadził mnie do
swojego auta otwierając mi drzwi i zamykając je za mną. Czułam się jak
księżniczka. Naprawdę. Motyle w moim brzuchu wariowały. Coś było nie halo. Skąd
nagle moim brzuchu znalazło się tyle
motyli? – zastanawiałam się w drodze do katedry. Ukradkiem zerkałam na
prowadzącego samochód bruneta po mojej prawej stronie. Wyglądał… brak mi słów.
Nie była w stanie oderwać od niego wzroku. Zawsze wyglądał dobrze, nawet aż za
dobrze żeby przejść obok niego obojętnie, ale dzisiaj… nie wiedziałam co się ze
mną dzieje będąc w jego obecności. A przecież my zawsze się przyjaźniliśmy.
Więc co jest grane?
Harry jest świadkiem, więc
musieliśmy być trochę wcześniej. Z tego co mi mówił, Louis chciał, żebym ja też
była, ale Eleanor się nie zgodziła. Nie zdziwiło mnie to specjalnie. Wzięła na
świadka swoją przyjaciółkę. W sumie to nie mam do niej pretensji, to jest jej
ślub, najważniejszy moment jej życia. Zasługuje na to, żeby wszystko szło
dokładnie tak jak to sobie wyśniła na ten dzień. Podjechaliśmy pod Katedrę, a
tam już wszyscy byli zgromadzeni. Ja dołączyłam do reszty chłopaków i ich
kobiet, a Hazza poszedł czynić swoje powinności świadka. Młoda para wyglądała
niesamowicie. Sukienka El trochę nie przypadła mi do gustu, ponieważ ja zawsze
kiedy myślę o moim przyszłościowym ślubie widzę siebie w delikatnej, skromnej,
prostej, białej sukience, a jej kiecka przypominała kreację iście z balu
przebierańców, ale to jest jej dzień i ważne, że jej się tak podoba.
Usłyszeliśmy melodię graną przez dzwony oraz organy i weszliśmy do kościoła
oczekując na parę młodą. Po chwili weszli. Do ołtarza El prowadzona była przez
jej ojca. Obiecałam sobie, że nie będę płakać i nie płakałam, jednak nie było
łatwo, bo kiedy sobie pomyślałam o tym jak oni mocno muszą się kochać i jak
mocno kocham Tomlinsona o mało się nie rozkleiłam. W tym dniu czułam się, jakby
mój rodzony brat wstępował w związek małżeński. Kiedy Lou i El złożyli sobie
przysięgę, Harry nie wytrzymał i popłakał się. Czuł w tym momencie dokładnie to
samo co ja. Po ceremonii wszyscy wybiegli przed kościół, gdzie obsypaliśmy
młoda parę ryżem i składaliśmy im życzenia. Zaczęto też robić kilka zdjęć na
pamiątkę. Później wszyscy udaliśmy się do wynajętej Sali balowi w jednej z
restauracji. Czekał tam na nas obiad. Po obiedzie, orkiestra, a nawet nie
orkiestra zaczęła grać walc dla młodej pary a następnie dla świadków.
Przyjaciółka El z którą świadkował Hazza była piękna. Wysoka, szczupła,
wszystko miała na swoim miejscu. To zalotne spojrzenie nawet mnie wprawiło w
osłupienie. Była naprawdę piękna i gorąca. Widząc jak tańczy przytulona do
mojego chłopaka… wróć.. do mojego przyjaciela zzieleniałam z zazdrości. Jednak
musiałam udawać obojętną. Przecież… powinnam być obojętna. Jest moim
przyjacielem i może tańczyć z kim chce. Sama nie rozumiałam tego, co się działo
w środku mnie. To było nienormalne.
Nigdy, nie odczuwałam tak silnego oddziaływania ani fruwających po całym
żołądku motylów, które ona zaczęła dusić kiedy się do niego przyssała. Taniec
się skończył. Ale zaraz… teraz jeszcze czas na wspólne zdjęcia, kolejne tańce.
Na początku przyjęcia teoretycznie byłam z Harrym, ale w praktyce wyglądało to
tak, że on musiał spędzać czas z nią. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Kiedy
zobaczyłam, że Zayn wychodzi na zewnątrz poszłam za nim. Mulat oparł się o
barierkę schodów i wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Stanęłam obok niego.
- Daj zapalić. – powiedziałam
opierając się łokciami o srebrną barierkę.
- Od kiedy ty palisz? – spojrzał na
mnie i ewidentnie był w szoku.
- Od dzisiaj. – uśmiechnęłam się
delikatnie i wzięłam od niego papierosa którego pomógł mi odpalić. Na początku
zaciągałam się wolno i płytko, a potem coraz głębiej. Smak tytoniu był mi
dobrze znany. Na początku czułam w ustach smak zasuszonej trawy, kurzu i coś
jak metal. Z kolejnym zaciągnięciem smak zaczynał być coraz to bardziej znośny
i nawet smaczny. Nie był to pierwszy papieros który wypaliłam w życiu, ale to
nieznaczny, że paliłam nałogowo. Nic z tych rzeczy. Jednie czasem dla
towarzystwa ze znajomymi na imprezach będąc już po piwie miałam fazę żeby się
zaciągnąć. Papierosy nigdy nie robiły sensacji na moich kubeczkach smakowych.
- Stało się coś? – zapytał
zaciągając się głęboko.
- Nie. Wszystko w porządku, jestem tylko trochę zmęczona. –
wyjaśniłam, ale moje słowa były mało przekonujące.
- Coś z Harym? – konturowała wywiad.
- Dlaczego z Harrym? – spojrzałam na
niego i nerwowo wpuściłam dym do płuc.
- Angel, wiedzę co się dzieje.
Jesteś zła, że on tańczy z Emilly. – powiedział – Nie masz powodu do obaw, to
tylko taniec.
- Do jakich obaw? – spojrzałam na niego
z osłupieniem i uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Już ty sama dobrze wiesz. – rzucił
peta za barierkę.
- Zayn, co ty sugerujesz? Przecież
ja i Harry… - zaczęłam.
- Ciii.. – przerwał mi w połowie zdania. – Ty i Harry to tylko
przyjaźń. Rozumiem. Ale czy przez każdego przyjaciela palisz to świństwo? –
rzucił okiem na peta którego trzymałam w dłoni po czym zabrał mi go i wyrzucił.
- Proszę cię… - spojrzałam na niego
błagalnym spojrzeniem.
- Nic mu nie powiem. – oznajmił.
- O czym? O tym, że zapaliłam?
- Nie. O tym, że go kochasz. –
uśmiechnął się delikatnie.
- To jest tylko mój przyjaciel. –
broniłam się.
- Ja jestem twoim przyjacielem.
Niall jest twoim przyjacielem, Louis jest twoim przyjacielem, Liam jest twoim
przyjacielem, ale czy o któregoś z nas byłabyś do tego stopnia zazdrosna gdyby
tańczył z Emilly? – spojrzał w moje oczy. Jego słowa były niezwykle trafne.
Miał stuprocentową rację. Ale co to zmieni?
- Nie mówi nikomu. – poprosiłam.
- Nie powiem, możesz być o to pewna.
– przytulił mnie mocno do siebie po czym wszedł do środka. Ja stałam jeszcze
chwilkę na zewnątrz i analizowałam to co przed momentem dotarło do moich uszu.
Nie chciałam, żeby miał rację, przecież teraz wszystko się tylko skomplikuje.
Ja i Harry nie możemy mieć wspólnej przyszłości. Jesteśmy z dwóch różnych
światów których nie wolno łączyć do kupy w taki sposób. Zawsze kiedy on jest
blisko mnie, ja czuję, że żyję. Zawsze kiedy uśmiecha się do mnie, przytula
mnie i całuje w policzek czuję, że moje życie może być normalne chociaż na moment.
Nie. Stop. Nie mogę pozwolić sobie na przekroczenie tej granicy, nie mogę dać
mu do zrozumienia, że popadam w to głębiej.
Poszłam się jeszcze przejść. Ludzie
musieli patrzeć na mnie jak na niezłe dziwadło. Kto normalny chodzi o 16 po
zacisznej ulicy Londynu w kiecce i butach o łącznej wartości 15 tysięcy?
Wyglądałam jak milion dolców, ale co z tego? Nic nie było dobrze. Postanowiłam
już wrócić na salę i poczciwie grać radosną, zadowoloną z wszystkiego Angel
którą wszyscy znali. Uśmiech ponownie zawisnął na mojej twarzy. Co z tego, że
był udawany? Nikt się nie zorientował. Weszłam, a Tomlinson od progu porwał
mnie do tańca. Próbowałam się wymigać mówiąc, że boli mnie głowa, ale on nie
chciał słuchać żadnych ale. W końcu to jego dzień! Byłabym arcyświnią gdybym
nie zatańczyła z nim. Nie wolno mi schrzanić najlepszego dnia jego życia moimi
humorkami. Zatańczyliśmy więc do jakiejś tradycyjnej brytyjskiej, ślubnej
piosenki. Później wziął mnie Liam na odbijanego, a po nim Niall. Miałam już
dość. Wróciłam do stoliku, gdzie siedziałam praktycznie sama, bo wszyscy
szaleli na parkiecie. Dwa rzędy dalej dostrzegłam Loczka i ta dziewczynę.
Wyglądali razem całkiem fajnie, jednak to zmieniło mojego nastawienia.
Próbowałam się na nich nie gapić, jeszcze wzięliby mnie za debilkę. Byłam
ciekawa o czym rozmawiają, oboje sprawiali wrażenie dość zaaferowanych swoja
dyskusją wywołująca u nich napady śmiechu. W pewnym momencie Harry zauważył
moją obecność, przeprosił ją i przysiadł się do mnie. Na mojej twarzy zagościł
wymuszony uśmiech.
- Hej księżniczko. – uśmiechnął się
szeroko – Gdzie się podziewałaś? – zapytał.
- Byłam na zewnątrz, bo rozmawiałam
przez telefon. – palnęłam pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Godzinę? – spojrzał zdziwiony.
- Tak. Rodzice dzwonili, sam rozumiesz.
– uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Jasne. – objął mnie ramieniem –
Pachniesz dymem? – zdziwił się jeszcze bardziej.
- Yyy tak, spacerowałam wzdłuż ulicy
i tam było kilku ludzi którzy palili. – odparłam błyskawicznie, co poniekąd
było prawdą.
- Rozumiem. Nie znikaj mi już tak. –
pocałował mój policzek. Miałam dziwne wrażenie, że dystans między nami się
zmniejsza. Nie mogłam do tego dopuścić.
- Byłeś w towarzystwie Emilly, więc
nie narzekaj. – zaśmiałam się najnaturalniej jak tylko umiałam i odsunęłam się
do niego na kilka centymetrów.
- Angel.. błagam cię… ona gada jak
najęta! Nigdy więcej mnie z nią nie zostawiaj! – zaśmiał się wesoło.
- Myślałam, że się lubicie… -
powiedziałam jakby nigdy nic, jakby to było najzwyklejsze zdanie na świecie.
- Nie bardzo. Nie mój typ. Jest
śliczna, ale charakter ma paskudny. – westchnął. To zdanie poprawiło mi humor.
- Gdyby była choć w połowie taka jak ty, to kto wie. – pokazał mi szereg swoich
białych zębów. Nie wiedziałam jak mam mu na to odpowiedzieć. – Czemu Zayn się
nam przygląda?
- Pewnie nie może się napatrzeć na
twój śliczny garnitur. – odparłam biorąc do ust ciastko.
- Garnitur? Tylko? Dzięki. –
strzelił udawanego focha.
- No heeeey… jesteś śliczny. Lepiej?
– spojrzałam na niego śmiejąc się cichutko.
- Dużo lepiej. Jeszcze nie
zatańczyliśmy dzisiaj. – zaczął.
- Wiem. I nie zatańczymy.
- Czemu? – trochę się zaniepokoił.
- Booo nie grają tu Nat King Cole –
When I fall in love. – pogłaskałam go po głowie i zaczęłam się śmiać.
- Ale masz wymagania dziewczyno –
przewrócił oczami i ponownie objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w niego jeszcze
mocniej. Przegadaliśmy chwilkę, po czym do tańca poprosił mnie jakiś opalony
przystojniak, oczywiście zgodziłam się bez wahania.
- Ze mną nie zatańczysz, a nim tak? – rzucił za mną Styles. Nie
dopowiedziałam mu nic na to. Przecież obiecałam sobie, że nie zrobię nic, by
przekroczyć granicę przyjaźni.
Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=1PykXTXfsF8
Piosenka:
Nieznajomy przyparł mnie do siebie
prawie mnie zgniatając i prowadził mnie w rytm muzyki. Przetańczyliśmy raptem
minutę, i nagle usłyszałam pierwsze takty dobrze mi znanej ballady. Obok mnie
stanął Styles i odbił do tańca kłaniając się przede mną. Piosenka wybrzmiewała
pierwsze wersy…. Styles delikatnie, ale zdecydowanie przyparł mnie do siebie,
pozostawiając swoje dłonie na moich biodrach, ja zarzuciłam mu ramiona na szyję
i tańczyliśmy zapominając o wszystkich dookoła. Byliśmy tylko my wpatrzeni w
swoje oczy. Nic nie istniało. ‘To jest piosenka o Tobie” – wyszeptał, po czym
zaczął śpiewać równo z nagraniem.
Ta piosenka była zdecydowanie za krótka. Trzy minuty, to nic. Poczułam się jak w bajce, jak prawdziwa królewna która właśnie ma na wyciągnięcie ręki swojego rycerza, wszystko o czym zawsze marzyła. Gdy piosenka się skończyła Harry uśmiechnął się do mnie delikatnie, był chyba lekko zawstydzony. To była jedna najcudowniejszych chwil jakie mi podarował. Kiedy się zatrzymaliśmy ludzie zaczęli bić nam barwo, przez co się troszkę zmieszałam. Zayn posłał mi jednoznaczny uśmiech. Wiedziałam, co miał na myśli. Jednak nadal nie zmieniłam zdania. Styles nigdy się nie dowie o tym, że mi zależy. Nie. Wróciliśmy do stolika, właśnie była mała przerwa na zjedzenie czegoś ciepłego. My, to znaczy ja i Hazza siedzieliśmy razem z reszta zespołu wraz z panną młodą oraz Perrie i Danielle. Harry przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem jakby chciał powiedzieć „Stop. Ona jest moja.” A przecież nie jestem jego. Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilku godzin uświadomiłam sobie, że jestem zakochana w najlepszym przyjacielu. Szkoda tylko, że on tego nie odwzajemnia. Nie… to dobrze, że on nie odwzajemnia. Biłam się z myślami. Przy naszym stoliku panowała zacięta dyskusja na temat tego, kiedy prasa dostanie jakiś przeciek zdjęć ze ślubu oraz, że trzeba było zamówić catering z Nando’s. Nie trudno się domyśleć kto ją zaczął. Wesele było na prawdę udane, a ja i Harry przetańczyliśmy całą noc.Kiedy się zakocham,To na zawsze,Albo nigdy się nie zakocham.W tym niespokojnym świecieMiłość się kończy nim się zacznieI tak wiele pocałunków w świetle KsiężycaWydają się zimne w cieple Słońca.Kiedy dam me serce,To całkowicie,Albo nigdy go nie oddam.I chwila kiedy poczuje,Że czujesz to tak samo,Będzie tą, w której zakocham się w Tobie.
Piosenka:
Po przyjęciu Harry odwiózł mnie do
domu około 4 w nocy. Nie wiedziałam jak wyjść z auta, bo właśnie zaczęło padać.
Nie było jakiejś wielkiej ulewy, tylko zwykły, normalny deszcz, który zniszczy
moje włosy i zmoczy ubranie jak wysiądę. Nie miałam parasola, Harry też nie,
więc skazana byłam na stawienie czoła chłodnym, brytyjskim kroplom deszczu.
Styles wysiadł z auta jako pierwszy i otworzył mi drzwi w biegu podając mi dłoń
aby mi pomóc.
- Dziękuję za wspaniały wieczór. –
powiedział uśmiechając się do mnie szeroko.
- Zaprosiłabym cię, ale jest moja
koleżanka… - zaczęłam. – Spadam już, bo będę cała mokra. Na razie kochanie –
powiedziałam po czym pocałowałam go w policzek. Deszcz już zdążył zmoczyć nas
oboje.
- Pa. – wyszeptał. Zaczęłam podążać
w stronę furtki. – Angel zaczekaj! – usłyszałam. Styles podbiegł za mną,
chwycił mnie za dłoń przyciągając mnie szybko do siebie, spojrzał głęboko w
moje oczy po czym ujął moja twarz w soje duże dłonie i złączył nasze namiętne,
głodne pocałunku wargi napierając na mnie swoim ciałem. Ten moment jest nie do
opisania. NIE UMIEM powiedzieć, co poczułam w tamtym momencie, to było jak
narkotyk, jak euforia, najpiękniejsze uczucie, którego dotąd doświadczyłam.
- Dobranoc – wyszeptałam mając nadal
przytwierdzone wargi do jego i zniknęłam za bramką. Byłam cala w skowronkach.
Miałam problem z złapaniem równowagi. Odwróciłam się i widziałam jak Hazza
biegnie do samochodu w podskokach. Otworzyłam wejściowe drzwi zamknęłam je
opierając o nie moje mokre plecy. Czułam się jak we śnie, z którego wyrwało
mnie chrząkanie Kai. Otworzyłam oczy i zauważyłam jej grobową minę.
- Widziałaś? – zapytałam.
- W co ty się pakujesz? – zapytała
krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nie. Nie chcę dłużej słuchać
żadnych wykładów. Wiem co robię i na prawdę nie musisz się o mnie martwić. –
powiedziałam nadal będąc przytwierdzoną do drzwi.
- On się tobą zabawi i cię zostawi!
Jesteś głupia, jeśli myślisz, że ktoś taki jak ty może go choć trochę
obchodzić! Nie chce, żebyś cierpiała! Zakończ to! – podniosła na mnie ton
głosu.
- Nie znasz go tak dobrze jak ja,
więc dlaczego tak łatwo przychodzi ci ocenianie go? On nie może mnie
skrzywdzić, każdy, tylko nie on. Wiem o tym! Ufam mu jak nikomu innemu. Ty tego
nigdy nie zrozumiesz. – pokiwałam przecząco głową i zaczęłam podążać w stronę
kuchni, gdzie też przeniosła się awantura.
- Masz rację, że nie zrozumiem! On
nie jest ciebie wart! – wrzeszczała idąc za mną.
- Dosyć tego! – krzyknęłam
najgłośniej jak tylko potrafiłam. – Nie masz prawa się w to wtrącać, jesteś
moją przyjaciółką, ale to cie nie upoważnia do mówienia mi co mam robić.
Zakochałam się. Ok.? I guzik mnie obchodzi zdanie innych w tym temacie. Nawet
jeśli nam nie wyjdzie, to przez to pięć sekund, kiedy mnie pocałował byłam
najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Wiem, że robię źle, bo nasze światy w ogóle
się nie zgrywają, ale wiem też, że zrobię największe głupstwo na ziemi nie
próbując. Zależy mi na nim i nie mam zamiaru ci udowadniać jak mocno, przecież
ty i tak w to nie uwierzysz. – powiedziałam, po czym wybiegłam z kuchni,
- Aniela, czekaj! – zawołała za mną.
Stanęłam w długim, ciemnym korytarzu, a ona do mnie podeszła. – Przepraszam.
Wiem, że on nie jest dla ciebie pierwszym lepszym, ale boję się, że ci złamie
serce. – przytuliła mnie.
- Nie bój się. Skoro ja się o to nie
boję, więc dlaczego ty tak? – spojrzałam na nią. – Ja naprawdę wiem, że on mnie
nie zrani. Znam go, a on zna mnie. – dodałam po chwili.
- Nigdy go nie zaakceptuję, ale
jeśli jesteś świadoma tego co robisz, to ja nie mogę się wtrącać. Życzę wam
wszystkiego najlepszego. – ponownie mnie przytuliła.
Po wykąpaniu się, położyłam się
prosto do łóżka. Nie chciało mi się spać, a raczej baaaaardzo chciało mi się
spać, ale byłam zbyt przejęta, aby móc zamknąć oczy choć na sekundę. Wciąż cała
drżałam i czułam jego ciepły dotyk, piękny zapach i delikatne usta. Śmiałam się
sama do siebie. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, jak długo tak naprawdę czekałam
na ten moment. Telefon zaczął dzwonić. To Harry. Odebrałam rozpromieniona.
- Cześć – powiedziałam trochę
drżącym i niepewnym głosem. Odczuwałam dziwny niepokój przed tą rozmową.
- Nie mogę zasnąć. – powiedział
zachrypniętym głosem.
- Właśnie myślałam o tobie.
- Ja o tobie też… Ogółem zauważyłem,
że co noc myślę o tobie przed zaśnięciem, a dzisiaj nie umiem zasnąć.
- Będziesz musiał spróbować. – zachichotałam
– Bo mi oczy się już kleją. – dodałam.
- Zostawisz mnie tu samego? –
zapytał błagalnie.
- Mhm… Dobranoc Harry. –
wyszeptałam.
- Angel… - usłyszałam.
- Dobranoc. – wyszeptałam i
rozłączyłam się.
Opadłam bezwładnie na poduszkę
próbując zebrać myśli. To nie było łatwe. Mój telefon zaczął wibrować,
odczytałam wiadomość „Już za Tobą tęsknię ;*” odpisałam krótkim „Dobranoc ;*”.
Próbowałam zasnąć, jednak to nie było łatwe. Udało mi się około 6 rano.


.png)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz