sobota, 7 września 2013

Rozdział XV "Przeznaczenie"

           Byłam cała w skowronkach, wreszcie wszystko zeszło na właściwy tor. Teraz jedynym problemem była Jessica. Harry mówił, że postara się z nią to załatwić. Chciał jej wysłać krótką wiadomość, jednak ja go poprosiłam, żeby spotkał się z nią oko w oko i był delikatny. Wiem, że nie powinno mnie to obchodzić, czy będzie delikatny czy też nie, w końcu to przez nią wszystko się posypało, ale to jest mimo wszystko kobieta i ma kruche wnętrze.
Następnego wieczoru pojechaliśmy z Harrym do Zayna. Byli tam wszyscy. Nikt poza Harrym i Louisem nie wiedział, że jestem ponownie w Londynie. Weszliśmy pośpiesznie do środka, gdyż na zewnątrz padał deszcz. To typowe o tej porze w Anglii. Trzymając Harrego za dłoń, weszłam do kremowego salonu w którym siedzieli oglądając jakiś film i zajadając się pizzą.


- Cześć. – powiedziałam wesoło. Wszyscy podskoczyli. Byli zaskoczeni. Od razu poznali mój cudny akcent. Odwrócili głowy i na mój widok pobledli. Nie wierzyli własny oczom.
- Angel! – krzyknął Niall i rzucił pizzą o podłogę, poczym podbiegł do mnie i mnie uścisnął z całej siły.
- Niall! – krzyknęłam. Byłam taka szczęśliwa mogąc ponownie z nimi być.
- Angel, Boże… nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! – rzucił mi się na szyję Liam ze łzami, ja również zaczęłam płakać.
- Tak bardzo tęskniliśmy. – pocałował mnie w policzek Malik i ścisnął tak mocno, że aż ciężko było mi złapać powietrze do płuc.
- Ja za wami też. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo.
- My mocniej. – odezwał się Louis. – Nie wiem, czy zauważyłaś, ale Niall cisnął pizzą o dywan żeby cię przywitać. To mówi samo przez się. – zaśmiał się.
- Angel jest lepsza od pizzy. – odparł Niall uśmiechając się do mnie. – A ty jej Lou nie przywitasz?
- Ja? My się już widzieliśmy.
- I nic nam nie powiedziałeś? – zapytał oburzony Liam.
- Ja go o to prosiłam. Wiecie, najpierw musiałam się ponownie oswoić z miastem i zebrać się do kupy, żeby załatwić pewną sprawę – spojrzałam na Harrego i posłałam mu jednoznaczny uśmiech.
- Angel, ty… - spojrzała  na mnie Danielle ze łzami w oczach, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- O mój Boże! To wspaniałe wieści! O matko! – zapiszczała radośnie Perrie.
- Czy ja mógłbym się dowiedzieć o co kaman? – spojrzał na nas pytająco Liam.
  

- Ty serio nic nie widzisz? – spojrzał na niego Harry śmiejąc się.
- Nie, a co mam widzieć?
- Będę tatą. – powiedział dumnie Styles.
- Czyim? – zapytał Niall objadając się ponownie kawałkiem pizzy należącym do Louisa.
- No dziecka – odparł Tomo.
- Jakiego? – kontynuował.
- No a jak ci się zdaje? – zapytał Zayn z niedowierzeniem.
    

- No właśnie nie wiem. Nic  z tego nie rozumiem. – stwierdził Horan.
- Jestem w ciąży. – powiedziałam.
- Angel!!! Będziesz miała dziecko?! – podskoczył radośnie i ponownie rzucił gdzieś kawałek pizzy, podbiegł do mnie ściskając mnie z całej siły.
- A kto będzie ojcem? – zapytał patrząc się na mnie.
- Słucham? – spojrzałam na Irlandczyka myśląc że sobie żartuje.
- No kto jest tatą?
- Harry. – odpowiedziałam.
- No ale jak? – spojrzał na mnie nadal nic nie rozumiejąc.


- Mam ci to teraz szczegółowo objaśniać? – zapytałam z wyczuwalną ironią.
- Będę ojcem dziecka, które urodzi Angel. – powiedział Harry stanowczo patrząc mu w oczy i trzymając go za ramiona.
- Aaaaaaaaaa – zrozumiał w końcu. – To wy ten tego? – poruszył brwiami.
- Niall, ciasta są na stole. – wtrąciła się Perrie żeby go od nas odciągnąć. Poskutkowało.
- Jesteście teraz razem? – spojrzała na mnie ciekawa El. Nie do końca wiedziałam jak odpowiedzieć na to pytanie. Spojrzałam na Harrego i czekałam, aż coś powie.
- Tak. – odparł krótko całując mnie w policzek.
- A co z Jessicą? – ciągnęła temat brunetka.
- A co ma być? Rozstaniemy się. Proste. Przecież tak naprawdę, to ona mnie nie kocha. Zależy jej tylko na luksusie. – odparł.
- Cieszę się, że w końcu wam się udało. Naprawdę. Już nie mogłam patrzeć jak ciągle się mijacie i udajecie, że nic między wami nie ma. Jesteście dla siebie stworzeni i nie rezygnujcie z siebie, chociażby nie wiem jak źle było, bo tylko we dwoje możecie być szczęśliwi. – powiedziała Danielle.
- Zgadzam się. Stary, wierzę że wam się uda. Zawsze wam pomogę. Kochacie się i to widać. – powiedział Zayn. Rozkleił się.
- Pamiętacie, kiedyś nawet się o nich zakładaliśmy. – wtrącił się Irlandczyk.
- Cicho Niall. – upomniał go Liam.
- O co się zakładaliście? – spojrzałam na nich ciekawa.
- O to kiedy się zejdziecie. – odparł Louis.
- Jak to? – spojrzałam nadal nic nie rozumiejąc.
- Noooo…. Przed wyjazdem założyliśmy się z Liamem, Zaynem i Niallem o to kiedy ty i Harry zostaniecie parą. Liam obstawiał że dwa dni po powrocie, ja że pierwszego dnia wyjazdu, Zayn że jeszcze przed moim ślubem, a Niall mówił, że w kolejnym roku. – oznajmił Lou.
- Nie prawda! Mówiłem, że za 3 miesiące. – zbulwersował się Horan.
- No i nikt z was nie wygrał – odparł Harry śmiejąc się.
- Pokaż, widać ci już brzuszek? – zaciekawił się Mulat.
- Tak troszeczkę. Jak na razie, to wygląda tylko tak, jakbym trochę przybrała.- zaśmiałam się wesoło, a on dotknął mojego brzucha.
- Macie już imię? Chrzestnych? Datę ślubu? – pytał Liam.
- Jeszcze nie, ale wszystko  swoim czasie. – odparłam.
- Najpierw musimy powiadomić Directioners na tweeterze. -  powiedział Liam wyjmując telefon i logując się na konto, a ja zasłoniłam mu ekran komórki.
- Jeszcze nie, najpierw muszą się dowiedzieć rodzice Harrego i to od nas a nie przez Internet.- uśmiechnęłam się delikatnie.
Od Zayna pojechaliśmy prosto do mojego domu, gdzie chłopak został na noc. Rozmawialiśmy do późna.
- Jutro masz zamiar jej powiedzieć? – spojrzałam na niego kładąc się do łóżka przy jego boku.
- Tak. Tak planuję. – odparł zamyślony.
- Bądź w miarę delikatny. Proszę. – spojrzałam na niego pełna troski.
- Będę. Obiecuję. – odparł i objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. – Jutro z samego rana do niej pojadę. – rzekł stanowczo całując mnie w czoło.
- Ona musi wiedzieć. – odparłam, poczym zasnęłam. Byłam skonana.

             Rano Harry wstał wcześniej. Kiedy się obudziłam, jego już nie było. Zostawił mi liścik w kuchni przy talerzu z gotowym śniadaniem informując mnie, że będzie późnym wieczorem, bo ma dzisiaj kilka spraw do załatwienia. Ok. Nie ma problemu. Zjadłam pyszne śniadanie które dla mnie zrobił i poszłam się ogarnąć. Przez całe popołudnie byłam strasznie rozleniwiona. Czas umilała mi Perrie. Siedziałyśmy przed telewizorem oglądając komedię romantyczną. Była dopiero poła filmu, a ja już zaczęłam beczeć. Masakra… teraz rozumiem kobiety w ciąży i ich szalejące hormony.
Razem z Perrie chciałyśmy z ciekawości sprawdzić co się dzieje na fanowskich stronach o 1D. Odpaliłyśmy laptopa i weszłyśmy na pierwszą lepsza stronę która się nam wyświetliła.
Tytuł najnowszego posta był „Harry rozdaje autografy grupce fanek pod restauracją” Pomyślałam, że to jest słodkie. Zaczęłyśmy czytać dalej. „Nowa płyta już wkrótce”, „Czy Horan zrobił sobie nowy tatuaż?” „ Harry całuje się z rudą.” Zaraz.. co? Harry całuje się z rudą????? Wtf? Bez wahania weszłam na tę stronę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na tym zdjęciu któe tam zamieszczono Harry ewidentnie całował jakąś laskę. Byłam w szoku, Perrie również. Próbowała mnie uspokoić. Powiększyłam to zdjęcie, bo chciałam wiedzieć kim jest ta dziewczyna. Może to jakaś fanka która się na niego rzuciła? Powiększyłam i zauważyłam coś, dzięki czemu odetchnęłam z ulgą. Facet ze zdjęcia to nie Harry. Przecież on był w topie i po pierwsze nie miał tatuaży, a po drugie mamy październik! Odetchnęłam z ulgą. „Nigdy więcej nie czytam żadnych stonek o 1D. Nigdy.” Stwierdziłam na głos, a Perrie przytuliła mnie mocno do siebie.
         Po chwili wszedł Harry.
- Jestem kochanie. – krzyknął z progu i zaczął zdejmować buty i kurtkę.
- Jesteśmy w kuchni. – wrzasnęłam w miarę cicho.
- Heej – powiedział wchodząc do nas poczym objął mnie w pasie i pocałował w szyję.
- Yhy.. no tak.. Cześć Harry. – pomachała mu Perrie chcąc dac mu zrozumienia „Tu jestem”
- Powiedziałem cześć. – wystawił jej język, a ja zaczęłam się śmiać.
- Co pieczesz? – zapytał kradnąc mi miski trochę masy. – Fuuuj. – skrzywił się.
- Zostaw. To jest surowe. Robię placki ziemniaczane. – powiedziałam dodając trochę pieprzu.
- O tej porze? Co to w ogóle jest? – zapytał zdziwiony.
- Nigdy nie jadłeś placków ziemniaczanych? W Polsce są dość popularne. – odparłam i pocałował go.
- Dobra, to ja się już będę zbierać. – powiedziała Perrie.
- Zostań, już kończę piec. Zjesz z nami. – zaproponowałam.
- Skoro nalegasz. – uśmiechnęła się promiennie.
Po 10 minutach podałam kolację na stół. Harr na początku nie wiedział, jak się to je, ale poradził sobie i nawet mu zasmakowało, tak jak i Perrie. Nic dziwnego, jestem dobrą kucharką. Harry ponownie został u mnie. Kiedy Perrie już wyszył a ja sprzątałam ze stołu postanowiłam zacząć temat Jessiki.
- Byłeś u niej? – spojrzałam na niego biorąc talerze ze stołu.
- Tak. Byłem. – westchnął.
- I co?
- Była wściekła i powiedziała, że jeszcze oboje tego pożałujemy.
- Niby czego? Z resztą nieważne. – uśmiechnęłam się do niego radośnie. Odniosła talerze i usiadłam mu na kolanach. – Czyli teraz już oficjalnie możemy być parą? – zapytałam go.
- Chyba tak. – odparł całując mnie.
- Kocham cię. Ty i mała Darcy jesteście dla mnie wszystkim. – powiedziałam.
- Ja ciebie też. – pocałował mnie namiętnie, poczym gwałtownie przerwał pocałunek pytając – Powiedziałaś Darcy? Ty już wiesz? – zrobił wielkie oczy. Był podekscytowany i umierał z ciekawości.
- Jeszcze nie wiem, ale mam przeczucie. – uśmiechnęłam się szeroko. – Chodźmy spać. – wstałam i pociągnęłam go za dłoń. Posłusznie poszedł za mną do pokoju. Kiedy wyciągałam piżamę z szafki objął mnie  w pasie przylegając do mnie i całując zachłannie mój kark.
- Dawno tego nie robiliśmy. – wyszeptał do mojego ucha.
- I nie zrobimy. Jeszcze przez jakieś 5 miesięcy. – uśmiechnęłam się szeroko i pomierzwiłam burzę jego brązowych loków.
- Dlaczego? – spojrzał na mnie zawiedziony.
- Booooo nie wiem czy zauważyłeś kochanie, ale jestem w 4 miesiącu ciąży. – posłałam mu całusa i poszłam się kąpać.

               Rano obudził mnie Harry muskający moje wargi. Kiedy się zorientował, że już nie śpię, uśmiechnął się do mnie promiennie i pogładził moją głową nachylając się nade mną aby złożyć głębszy pocałunek na moich ustach.
- Jesteś taka piękna. – powiedział odrywając się ode mnie.
- Mam ochotę na truskawki. – powiedziałam uśmiechając się do niego szeroko.
- Mam teraz iść do supermarketu? Jest 8 rano. – zasmucił się.
- Proszę. – musnęłam jego wargi.
- To za mało. – sprzeciwił się, ponownie go pocałowałam.
- Pójdziesz? – zrobiłam piękne oczka.
- Ach, co mam z tobą zrobić? – zaśmiał się wesoło, wstał i ubrał się. Poszedł do sklepu po truskawki, tak jak go ot prosiłam. Ja w między czasie zwlekłam się z łóżka i przygotowałam dla nas kanapki na śniadanie. Styles wrócił, wszędzie poznam ten sposób otwierania i zamykania drzwi. Nikt inny tak nimi nie trzaska! Podałam śniadanie do stołu. Zjedliśmy je razem.
- Harry, nie sądzisz, ze powinniśmy zaprosić twoich rodziców? – spojrzałam na niego trzymając  w dłoniach kubek z kawą.
- Myślałem o tym. – powiedział. – Może zadzwonię do nich i poproszę ich żeby przyjechali jutro do mnie na obiad? – spojrzał na mnie pytająco.
- To dobry pomysł. Tylko… co ja im powiem? Będą na mnie źli. W końcu namieszałam w twoim życiu i cierpiałeś z mojego powodu. – powiedziałam.
- Moja mam o wszystkim wie. Ona to rozumie. Robin też jż z pewnością wie. Gorzej może być z moim tatą. On jest jaki jest. Staroświecki. – odpowiedział.
- Ty też jesteś staroświecki. – stwierdziłam.
- No właśnie chyba już nie do końca. – zaśmiał się. – Staroświeccy ludzie zaczynają wszystko od pierwszej randki, pocałunku, zaręczyn potem ślub ma ślub i na samym końcu dziecko. A my? Zaczęliśmy od ostatniego i nawet jeszcze nie byliśmy an pierwszej randce. – zaśmiał się.
- Chyba masz rację. – zgodziłam się z nim.
- A co z Twoimi rodzicami? – zapytał.
- Myślę, że może byłoby fajnie jakbyśmy polecieli do Polski w któryś dzień? – spojrzałam na niego będąc ciekawa odpowiedzi.
- Chętnie. Bardzo chcę ich w końcu poznać. Nienawidzą mnie?
- Nie. Nie znają cię. Nie mają prawa żeby cię oceniać. – uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
                 Na drugi dzień od samego rana byłam u Harrego i przygotowywaliśmy jego dom na wizytę jego rodziców. Byłam roztrzęsiona. Przecie z Anne mnie ukatrupi! Przynajmniej ja bym tak zrobiła gdyby jakaś wredna harpia tak skrzywdziła mojego syna.
Stało się przyjechali. Była 14. Harry otworzył im drzwi i zaprosił ich do środka. Byli wszyscy w komplecie. Czułam się nieswojo. Anne wiedziała, że ja też tam będę. Nie skoczyła z radości na mój widok. Przywitałam się ze wszystkimi. Zasiedliśmy do polsko-angielskiej uczty. Atmosfer była na luzie. W połowie obiadu Harry powiedział, że musi coś ogłosić.
- Jak widzicie ja i Angel jesteśmy teraz razem. Wiem, ze bywało między nami rożnie, ale jesteśmy swoimi drugimi połówkami. To jest pewne. Angel jest w czwartym miesiącu ciąży i … zostanę tatą. – powiedział dumny i uronił łzę.
- Harry, kochanie. – wyszeptałam i chwyciłam go za dłoń.
Ku mojemu zdziwieniu wszyscy się ucieszyli. Byli szalenie szczęśliwi na wieść ze zostaną dzidkami a Gremma ciotką. Zanim odjechali matka Harrego chciała ze mną porozmawiać. Bałam się tej rozmowy, bo nie wiedziałam co chce mi powiedzieć. Poszłam z nią do drugiej części domu. Zamknęłyśmy się w pokoju gościnnym.
- Harry jest szczęśliwy, że wróciłaś i że zostanie ojcem. – zaczęła – Ale ja chce wiedzieć, jaki ty masz w tym interes? – zapytała.
- Nie mam żadnego interesu. Jestem tu teraz w Londynie, z Harrym, bo spodziewam się jego dziecka i go kocham.
- Ciężko jest w mi w to uwierzyć. – zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie oczekiwałam, że przyjmie mnie pani z otwartymi ramionami. Nic z tych rzeczy. Może mnie pani uważać za bezduszną materialistkę, proszę bardzo. Mało mi na tym zależy. Sama pewnie postrzegałabym tak kobietę w życiu mojego syna która wyrządziła mu tyle krzywdy. Może mi pani wierzyć lub nie, ale ja kocham pani syna. Zawsze go kochałam. Odeszłam od niego, bo myślałam, ze  w ten sposób będzie lepiej, że będzie dla nas łatwiej, ale myliłam się. Nie było łatwiej, było tylko gorzej. Pogubiłam się w życiu, chciałam o nim zapomnieć jednocześnie myśląc o nim całymi dniami i nocami. Pani tego nie zrozumie. Nikt tego nie zrozumie. Uciekałam przed tymi uczuciami, ale teraz już nie zamierzam. Kocham Harrego Stylesa, tego chłopaka z piekarni, a nie gwiazdę którą kochają miliony a tak naprawdę nic o nim nie wiedzą. Może mnie pani nienawidzić, ale proszę chociaż spróbować mnie tolerować. Nie dla mnie, ale dla Harrego i naszego dziecka. Tylko o tyle panią proszę.
- Dobrze. Harry chce tego dziecka, więc nie mogę się wtrącać. Nie mam zamiaru niszczyć waszego związku, on pewnie i tak się kiedyś sam rozleci. Dal dobra mojego syna i tego dziecka gotowa jestem zrobić wszystko. Nawet ścierpieć ciebie, choć najchętniej to odesłałabym cię z powrotem do Polski. – powiedziała poczym wyszła.
Odjechali. Harry zauważył mój nieciekawy humor.
- Co się stało skarbie? – zapytał siadając obok mnie na łóżku gdzie leżałam.
- Rozmawiałam z twoja mamą. – powiedziałam.
- Wiem. Co się stało?
- Nie, ale ona mnie nie akceptuje. Powiedziała, że będzie mnie tolerować ze względu na ciebie i na dziecko, ale mi nie ufa. – zaczęłam płakać. Harry objął mnie i przytulił do siebie próbując mnie uspokoić.
- Nie przejmuj się Angel. Zmieni zdanie. Ja ją znam. – powiedział.
Czułam, że sam nie do końca wierzy w to co mówi. Zmartwiło go to, że jego matka mnie nie chce w swojej rodzinie. Wystraszyłam się, że może mnie zostawić, przecież sam dawno temu powiedział, że jeśli jego rodzina nie zaakceptuje jego wybranki to nie będzie mógł z nią być.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz