czwartek, 5 września 2013

Rozdział XIII "Czas nie leczy ran"


             Na drugi dzień rano wieści o nowej, tajemniczej dziewczynie Harrego Stylesa obiegły cały świat. Ludzie mijający mnie na ulicy szeptali między sobą, szturchali się nawzajem i mówili ‘Patrz to ona!” „Nie, no co ty wygadujesz! Tamta ma dłuższy nos!” Plotkowali przyrównując mnie do zdjęcia w gazecie. Czułam się niesamowicie zażenowana. Miałam wrażenie że oczy całego miasta zwrócone są na mnie. Nawet w pracy szefowa przyglądała się mi tego dnia 2 razy baczniej niż zwykle, a David nagle zrobił się miły rozumiejąc z kim ma do czynienia. Tego wszystkiego było za dużo jak na skromną osobę przyzwyczajoną do dużej prywatności. Wiem, że to dopiero początek. Bałam się nawet myśleć co ludzie wypisują na mojej facebookowej tablicy oraz tweetują do mnie na tt. Pewnie byłyby to same hejty i obraźliwe, niesmaczne komentarze. Bałam się spotkania z zaślepionymi fankami Harrego. Przecież one zaczęłyby mnie obwiniać, o to, że mu go odebrałam, a to nie prawda!
Po pracy pojechałam do domu Zayna. Tam mieli być dzisiaj wszyscy z tego co mi mówił Harry. Weszłam ‘z buta’ jak do siebie, ale Zaynowi nigdy to nie przeszkadzało.
- Siemka! – krzyknęłam radośnie i poszłam odłożyć moją torbę na kanapę.
- Yo Angel! – odezwał się Malik.
- Dobrze, że jesteś! Musisz mi coś doradzić! – powiedział Horan.
- Ja? – spojrzała na niego zaskoczona. – Niby co?
- Tak ty, ty! – uśmiechnął się szeroko i chwycił mnie za dłoń prowadząc do sypialni. Nikt się tym specjalnie nie przejął.
- Więc, co się stało? – zapytałam siadając na łóżku.
- Chciałem cię o coś zapytać. – zaczął. – Jakbyś zareagowała gdybym cię teraz pocałował? – zapytał całkiem śmiało siadając obok mnie.
- Jakbym zrobiła co? – skoczyłam  łóżka będąc w szoku.
- Noo jakbym cię pocałował.
- Niall czy ty się dobrze czujesz? – spojrzałam na niego przerażona.
- Co? Nieeee.. nie w tym sensie. Jesteśmy przyjaciółmi! Chodzi mi o to, jakbyś zareagowała?
- Dlaczego pytasz? – zdziwiłam się.
- No bo widzisz… Wczoraj jak wyszliście  z Harrym z klubu, ja zostałem i poznałem niesamowitą dziewczynę, strasznie dobrze nam się rozmawiało i w końcu ją pocałowałem, a ona uciekła z piskiem!
- Może.. była fanką? Wiesz.. najpierw poznała swojego idola, a potem on ja pocałował. Zbyt dużo emocji jak na jeden wieczór. – rzuciłam i zaśmiałam się wesoło.
- Myślisz? Obyś miała rację! Już się bałem, że to ze mną jest coś nie tak. – odetchnął z ulgą.
- Głowa do góry! Z tobą jest wszystko jak najbardziej w porządku. – puściłam mu oczko i wyszłam z sypialni.
Powróciłam do chłopków. Usiadłam obok Harrego, a on objął mnie ramieniem, jak miał to w zwyczaju robić i musnął moje usta.
- Fuj. – skrzywił się Louis. – Nie całuj mojej siostry w taki sposób! – powiedział mierząc go wzrokiem.
- Masz rację, też wolę całować Angel ostrzej. – powiedział z cwaniackim uśmiechem Loczek.
- Angel! Zabraniam ci się z nim spotykać! – krzyknął Lou.
- Z kim? Z nim? – ujęłam podbródek Harrego robiąc słodki Dziubek i go pocałowałam delikatnie.
- Opamiętaj się! – zaśmiał się Louis. – Przecież on golił sobie kiedyś nogi! – wyszeptał dość donośnie.
- Powiedział facet noszący damskie rurki. – przekręciłam oczami.
- Masz coś do spodni mojej żony? – zbulwersował się na żarty.
- Nie, ale do ciebie mam dużo. – pokazałam mu język.
-Ciekawe co? – wystraszył się.
- Jesteś deklem Tomlinson. – wzruszyłam ramionami.
- Harry, twoja nieokrzesana dziewczyna mnie obraża! – oburzył się na niby.
- Słyszałem, ale z jej ust wszystko brzmi tak słodko. – pogładził moją głowę.
- Fakt. – rozmarzył się Tomo.
- Ej, to już nie jestem twoją siostrą? – spojrzałam na niego zdziwiona.
 - Przez pięć sekund nie byłaś, ale znowu cię zatrudniam, bo jesteś wkurzająca, irytująca, pyskata , ale kocham to jak mnie wyprowadzasz z równowagi.
- Z pełną wzajemnością Lou. – posłałam mu buziaczka.
- Kochanie, co robimy dzisiaj wieczorem? – spojrzałam na Loczka.
- Właściwie dzisiaj jestem umówiony. – powiedział z zamysłem.
- Aaaa..
- Ale możesz iść ze mną, jeśli tylko chcesz. – uśmiechnął się delikatnie.
- Gdzie?
- Do restauracji. Jestem tam umówiony z moją znajomą. – wyjaśnił.
- Ze znajomą? – czerwona lampka w mojej głowie się zapaliła.
- Tak, jest bardzo sympatyczna. To jak idziesz ze mną?
- No nie wiem, nie chcę wam przeszkadzać.
- Nie będziesz – uśmiechnął się szeroko.
- Ok., w takim razie czemu nie. – odwzajemniłam jego mimikę.

                 Po kilku godzinach byliśmy już w restauracji w której czekała na nas długonoga, blondynka w małej czarnej. 
  

Na jej widok trochę się rozzłościłam. Była zbyt piękna! No bez jaj przy niej biorąc pod uwagę urodę i sylwetkę ja byłam jak szara myszka! Od razu roześmiana rzuciła się na Stylesa płaszcząc go. Ja stałam boku i ze spokojem obserwowałam jak go ściska i całuje w kącik ust. Aż zamknęłam na moment oczy. Następnie podeszła do mnie podając mi dłoń na przywitanie.
- Jestem Jessica. – powiedziała.
- Angel. – odpowiedziałam mając na twarzy wymuszony uśmiech.
- Harry dużo mi o Tobie opowiadał – powiedziała siadając na krześle po drugiej stronie stolika. Harry odsunął dla mnie krzesło i zasunął je kiedy siadałam.
- Och, świetnie. Mi jakoś nigdy o tobie nie wspomniał ani słowem. – odparłam uśmiechając się sztucznie. Styles popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
- Pewnie to dlatego, że się krótko znacie. Ja go znam już od roku. Na początku nawet mnie podrywał. – spojrzała na niego kocio.
- Ekstra. Nie udało mu się cię wyrwać, czy w między czasie znalazłaś sobie kogoś innego? – zapytałam z tym samym wyrazem twarzy. Poczułam jak Hazza kopnął mnie pod stołem.
- Różnie bywało. Pocałowaliśmy się raz czy dwa. – zachichotała, a ja już byłam na 2 stopniu wku*wienia, lepiej dla niej żebym nie osiągnęła 3.
- Tak, przelotne romanse są rozkoszne. – odparłam. – Zwłaszcza kiedy ma się męża. – spojrzałam na jej obrączkę.
- Może zmieńmy temat. – zaproponował Harry któremu zrobiło się nagle gorąco.
- Bardzo dobrze mi się rozmawia z Twoją koleżanką. – powiedziała uszczypliwe.
- Angel uwielbia rozmawiać. Gadanie to jej specjalność. Nawet jak powinna siedzieć cicho to ciągle gada. – zaśmiał się nerwowo.
- Nie więcej niż ty, kolego. – posłałam mu gniewne spojrzenie.
- Dobrze, mniejsza o to. Pamiętasz jak poszliśmy dwa tygodnie temu na spacer? Mówiłeś komukolwiek, co się wtedy stało? – uśmiechnęła się zadziornie. Ja natomiast kipiałam ze złości.
- Może mi opowiesz co się wtedy stało? – spojrzałam na niego cała blada. Byłam wściekła. Miałam ochotę ją udusić.
- Co się miało stać? Byliśmy w parku. – odparł wzruszając ramionami.
- W parku? – spojrzałam na niego.
- Tak. Byliśmy się przejść. – powiedziała, poczym po momencie dodała coś, co mnie bardzo zabolało – A potem rzucił się na mnie. – zaśmiała się.
Posłałam chłopakowi spojrzenie pełne goryczy, bólu i gniewu poczym wybiegłam z restauracji. On pobiegł za mną bez zastanowienia.
- Angel! Co ty wyprawiasz! – krzyczał i biegł do mnie.
- Jak mogłeś? Zaufałam ci! – wykrzyczałam prosto w jego twarz cała zapłakana.
- To nie tak. Wtedy jeszcze nie byliśmy razem. Ty zdawałaś egzaminy, pamiętasz? – tłumaczył się.
- Daruj sobie. Błagam! – krzyknęłam. – Wtedy kiedy ja myślałam o tobie zamiast się uczyć ty się z nią obściskiwałeś i jakieś trzy dni później ze mną! – mówiłam z dużymi przerwami, gdyż płacz mnie dławił.
- Angel… - próbował ująć moją twarz w dłonie, a ja je odepchnęłam. – Okay. Jak chcesz to idź. Nie potrzebuję cię. Myślisz, że kim jesteś? Zawsze zgrywasz niewiniątko i wszystko uchodzi ci płazem! Lepisz się do każdego chłopaka a później rozpaczasz, bo mają cię za szmatę! – wykrzyczał mi w twarz. Spojrzałam na niego zdruzgotana. –Ja.. Ja nie chciałem tego powiedzieć. – zmienił ton głosu na łagodniejszy, a do jego oczu napłynęły łzy.
- Ale powiedziałeś. – odparłam i odeszłam szybkim krokiem. On stał w miejscu. Nie poszedł już za mną. To by było na tyle naszej historii miłosnej. Byłam zagubiona. Nie wiedziałam, gdzie mogę iść, gdzie się schronić. 



                  Nie bardzo orientowałam się w tej części Londynu. Poszłam do jakiegoś pobliskiego parku, gdzie przesiedziałam kilak godzin w samotności, ciemności i ciszy rozdartej moim łkaniem. Miałam kilak połączeń nieodebranych od Harrego. Cierpiałam jak jeszcze nigdy. Poczułam jakby cząstka mojej duszy odeszła. Jak do tego doszło? Widocznie on i ja nie jesteśmy sobie pisani, albo to ja nie jestem pisana jemu, bo w moim przypadku byłam pewna, że on jest tym jednym jedynym na dobre i złe i nagle wszystko runęło. Nie było już nic. Właśnie nazwał mnie szmatą i dowiedziałam się, że nie był ze mną szczery. A obiecał, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Dzwonił też do mnie Louis. „Louis odwal się.” Napisałam i posłałam dalej.
Rano obudziłam się na kanapie w moim salonie z potężnym bólem głowy. Świat stracił kolory. Był szary, ponury, nijaki. Krwawiłam od wewnątrz. Byłam cała rozdarta i nie widziałam żadnego sensu  w niczym. Nawet nie zamknęłam wejściowych drzwi, przez które wparował Tomlinson zaraz po moim przebudzeniu.
- Po co przyszedłeś? – zapytałam nie wstając  z kanapy.
- Porozmawiać. – powiedział niepewnie przyglądając się mi.
- Nie chce. – zajęczałam poczym zaczęłam płakać.
- Harry opowiedział mi co się wczoraj stało.
- Nic się nie stało. Tylko mój świat legł w gruzach, tylko czuję nieopisany ból bo tylko dowiedziałam się, że nie brał mnie na poważnie. – powiedziałam z dziwnym, pozornym spokojem. – Zostaw mnie samą. – powiedziałam zakrywając twarz dłońmi.
- Co ci mogę powiedzieć? Przecież ty już sama wszystko wiesz najlepiej. Jak zwykle przyjęłaś zły punkt widzenia i niepotrzebnie zareagowałaś tak gwałtownie.
- Gwałtownie? A ty jakbyś zareagował jakbyś się dowiedział, że facet który mówił ci wczoraj że cię kocha dwa tygodnie temu obściskiwał jakąś mężatkę w parku. – spojrzałam na niego. – On mnie wziął na spotkanie ze swoją lalą. Rozumiesz to? – spojrzałam na niego zawiedziona.
- To nie tak!
- A jak? Zabawił się mną. Kaja miała racje. Nie powinnam była mu ufać.
- On cię kocha. Od zawsze cię kochał! Wiem, bo mi o tym powiedział już dawno temu, ale nie wiedział jak ma się do tego zabrać. Bał się, a ona? Jessica nic dla niego nie znaczy. I to nie on całował ją tylko ona jego. – wyjaśnił mi.
- Jak to? – spojrzałam na niego pełna nadziei.
- Normalnie idiotko! – krzyknął. – On cię kocha a ona od dawna na niego poluje.
- Ale co robili razem w parku?
- Spotkali się przypadkiem. Byłem tam z nim! Ona go pocałowała z zaskoczenia na moich oczach. Błagał mnie, żebym ci o niczym nie mówił, bo go odepchniesz. – wyjaśnił mi na spokojnie.
- Louis jaka ja jestem głupia! – uderzyłam się w czoło. – Musze z nim pogadać i to natychmiast.
- Ale najpierw się ogarnij wyglądasz jak po całonocnym czyszczeniu śmietników.
- Nawet w takiej chwili trzymają się ciebie żarty? – wbiłam w niego zdezorientowane spojrzenie.
Udałam się do łazienki i szybko się wykąpałam i założyłam an siebie ciepły, kolorowy dres.
Louis już dawno wyszedł. Ja natomiast chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Stylesa.
- Angel! – krzyknął do słuchawki.
- Przyjedź do mnie. Musimy porozmawiać.
Niecałe 15 minut był już u mnie. Usiedliśmy sztywno na kanapie.
- Louis mi opowiedział jak naprawdę było z Jessicą. Przepraszam, że nie dałam ci dojść do słowa tylko zareagowałam tak gwałtownie. – spojrzałam w jego ozy.
- To ja cię przepraszam. Nie powinienem cię zabierać ze sobą, mało tego w ogóle nie powinienem był tam iść.
- Nic się nie stało. – odparłam.
- To co wczoraj powiedziałem…
- Miałeś trochę racji. Zachowuję się momentami nie fair.
- Nie, ja wcale tak nie myślę. Powiedziałem to pod wpływem chwili. Byłem rozżalony i chciałem ci utrzeć nosa. Dlatego tak powiedziałem. – tłumaczył się i chwycił mnie za dłoń.
- Nie gniewam się. – uśmiechnęłam się lekko, ledwie zauważalnie. – Jeśli chodzi o nas…
- Nie chcę żebyśmy się w ten sposób rozstawali. Zależy nam na sobie. – powiedział.
- Tak, ale to za mało. Byliśmy parą zaledwie trzy dni i sam widzisz jak to wyglądało. Może lepiej będzie jeśli odpuścimy sobie póki co bycie razem? Nie chcę zadawać ci już więcej bólu i sama nie chcę cierpieć.
- Ale w ten sposób żadne z nas nie będzie szczęśliwe. Przecież się kochamy. Ja cię kocham! – zerwał się i kucnął naprzeciwko mnie.
- Wróćmy do przyjaźni, jeśli to jest  w ogóle możliwe. – uśmiechnęłam się delikatnie wymuszonym uśmiechem.
- Skoro tego właśnie chcesz.
- Tak będzie łatwiej. – odparłam.
           Harry pożegnał się ze mną zwykłym ‘cześć’ i wyszedł. Nie umiałam opanować łez. Moje serce było złamane, jednak tak było łatwiej. Może i jesteśmy swoimi drugimi połówkami, ale na razie nasz związek nie miałby sensu. Jeśli to jest przeznaczenie, to pewnego razu gwiazdy pomogą nam być razem. Wiem o tym. Po prostu wiem.

            Minął rok. Ograniczyłam moje kontakty z Harrym do minimum. Właściwie widujemy się tylko na imprezach u któregoś z chłopaków, tak to raczej oboje preferujemy unikać swojego towarzystwa. Od miesiąca spotykam się z Sivą. Nie kocham go. Ani trochę nie czuję do niego tego co czułam do Stylesa i co nadal jest we mnie żywe. Każda pojedyncza myśl o nim boli mnie. Jestem z Sivą tylko dlatego, żeby zapomnieć o Harrym i dać mu do zrozumienia, że jestem silną kobietą. Gdyby tylko wiedział, jak mocno go potrzebuję w każdej sekundzie mojego życia. Jestem idiotką. Rok temu wypuściłam z rąk coś, co mogłoby pozostać w nich już na zawsze.
Dzisiaj jest kolejna impreza, tym razem u Zayna i Perrie. Z okazji narodzin ich córeczki. Poszłam na nią bez Sivy, przecież wiem jak wszyscy go atakują. Nie zabrakło Stylesa. Nadal był singlem. Z jednej strony cieszyło mnie to, bo świadomość, że jakaś dziewczyna go całuje i dotyka w sposób w jaki robiłam to ja. Mała spała na górze. Postanowiłam do niej zajrzeć. Stałam nad łóżeczkiem, wtedy ona się przebudziła i zaczęła płakać. Wzięłam ja pośpiesznie na ramiona i spokojnymi, wolnymi ruchami bawiłam ją w moich ramionach.
- Ślicznie razem wyglądacie. – usłyszałam za sobą znajomy głos, na którego dźwięk przeszły mnie ciarki.
- Cicho, bo się przebudziła. – wyszeptałam. Chłopak podszedł do mnie i przyglądał się mi z małą Victorią na rękach. Zasnęła w mgnieniu oka i odłożyłam ją do łóżeczka. Oparłam dłonie o drewniane łóżeczko w którym spała dziewczynka. – Ja już pójdę. – wyszeptałam, a on wziął moją dłoń w swoją i przyjrzał się jej zauważając na niej pierścionek zaręczynowy.
- Dlaczego to robisz? – zapytał cicho.
- Harry…
- Nie kochasz go. – stwierdził.
- Skąd możesz wiedzieć? – zapytałam.
- Widzę to w twoich oczach. Nie patrzyłaś na niego tak jak na mnie. – wyszeptał.
- Proszę cię, skończ. – powiedziałam błagalnym tonem.
- Zapomniałaś o mnie? – kontynuował.
- Nie. Nie umiem.
- Więc dlaczego chcesz za niego wyjść? Oboje dobrze wiemy, że to jest błąd, bo kochasz mnie. – w jego oczach ponownie pojawiły się łzy.
- To niczego nie zmienia. – odparłam.
- Nawet nie dałaś nam szansy. Po jednej porażce zrezygnowałaś z nas. Sama mówiłaś, że nikt nie powiedział, że w życiu ma być łatwo.
- To był błąd, że w ogóle próbowaliśmy.
- Błąd? Powiedz mi, tylko szczerze, czy kiedy się całowaliśmy, kiedy byliśmy w swoich ramionach, nie byłaś najszczęśliwszą kobieta na ziemi?
- Byłam. – po moim policzku spłynęła łza.
- A czy przy nim czujesz to samo?
- Nie. I nigdy nie poczuję. Nigdy. – Harry pocałował mnie namiętnie z Nienacka. Ponownie cały świat stanął w miejscu, wszystko przestało się liczyć. Byłam tylko ja i on. Tylko my. – Nie. Nie mogę. – powiedziałam kiedy nasze usta przestały tworzyć jedność.
- Kocham cię. Tylko tyle wiem. Nigdy nie przestanę. Jesteś moją druga połówką która odchodząc zabrała cząstkę mnie. Poczułem to wtedy i nadal czuję. – Będę na ciebie czekał, chociażby do końca życia. Będę. – ponownie musnął moje usta. Ja wybiegłam z pokoju, pożegnałam szybko wszystkich i poszłam na nogach do domu. Znowu wszystko powróciło. Wszystkie wspomnienia od pierwszego wspólnego spotkania aż po dzisiejszy wieczór. Kochałam go nadal jak szalona. Plątałam się jeszcze ze 3 godziny po mieście. Około 2  w nocy zadzwoniłam po taksówkę i kazałam jechać kierowcy pod wyznaczony przeze mnie adres.
Po półgodzinie byłam na miejscu. Zadzwoniłam na domofon olbrzymiej furtki. Dobijałam się jak oszalała, aczkolwiek domownik już pewnie spał. Po 2 minutach trąbienia odezwał się zaspany głos.
- Kto tam?
- Wpuść mnie. – rozkazałam. Drzwiczki się otworzyły. Wbiegłam do środka i pognałam w stronę drzwi w których stała już dobrze mi znana męska postać. Bez zbędnych słów rzuciłam się mu na szyję i zaczęłam namiętnie go całować zrzucając z siebie kurtkę. Zapomniałam chyba powiedzieć, że tym chłopakiem był Styles, który nie specjalnie się mi opierał. Poszliśmy do sypialni gubiąc części garderoby po drodze. Chyba nie muszę mówić, co się tam później działo. Zrobiliśmy to. Po raz pierwszy. To była najcudowniejsza noc mojego życia. Rano obudziłam się w ramionach miłości mojego życia, która wpatrywała się we mnie maślanymi oczami.
- Dzień dobry kochanie. – pocałowałam go
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jesteś. – wyszeptał do mojego ucha porannym, zachrypniętym głosem.
- Kocham cię. – odpowiedziałam.


- Gdzie idziesz? – zapytał kiedy podniosłam się z łóżka.
- Musze wracać. Siva… - Harry posmutniał.
- Masz zamiar mu powiedzieć? – zapytał pełen nadziei.
- Muszę, ale nie wiem czy zdobędę się na odwagę teraz. Potrzebuję czasu. Daj mi jeszcze trochę. – spojrzałam na niego.
- Dobrze, ale załatw to. Nie chcę się z nikim tobą dzielić. – uśmiechnął się szeroko. Zaczęłam się ubierać i opuściłam jego dom.
Pojechałam do siebie. Byłam z jednej strony najszczęśliwszą kobieta na świecie, a z drugiej czułam się podle. Zdradziłam narzeczonego. Musze mu o wszystkim powiedzieć, wiem, ale to nie zmienia faktu, że się boję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz