poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział X "Powiedziałam to, żebyś ty mnie w końcu zaprosił."

    Oczywiście nie udało mi się wykorzystać wolnego dnia na naukę, gdyż już po 14 na głowę zwalił mi się Horan.


- Siema!- rzucił wchodząc jak do siebie.
- Yy.. cześć. – odparłam zaskoczona. – Nie spodziewałam się tu ciebie.- powiedziałam naciągając rękawy swetra.
- Mogę wejść? – zaczął. – Byłem w pobliżu i pomyślałem, że zajrzę.
- Jasne. I tak już wszedłeś. – zaśmiałam się. – Ooo byłeś w pobliżu? Ekstra. Co załatwiałeś?
- Nic, tylko małe zakupy w H&M. – odparł. Udaliśmy się do kuchni, gdzie cały stół zawalony był od książek.
- Przepraszam za ten bałagan, ale nie spodziewałam się dzisiaj nikogo – wyjaśniłam układając je kolejno jedna na drugą.
- Nic nie szkodzi. Zapomniałem, że masz się uczyć. Jak ci idzie? – zapytał zatroskany.
- Średnio na jeża. – westchnęłam. – Kawa czy herbata? – zapytałam wyjmują szklanki z szafki.
- Herbata.
- Co kupiłeś w H&M?- zapytałam zalewając dwie szklanki z granulowaną herbatą wrzątkiem i podając blondynowi.
- Rozglądałem się za garniturem na ślu… tak tylko byłem się przejść. – wykręcał się i spuścił wzrok na ziemię.

     


- Niall…? – doświadczył mojego przeszywającego spojrzenia.
- Nieważne. Ok.? – odparł.
- No ok. – przekręciłam oczami.
- No dobra! Już dobra! Powiem ci! – krzyknął.
- Ale ja…
- Masz nikomu nie mówić. – rozkazał przerywając mi w połowie zdania.
- Obiecuję, że zatrzymam wszystko w sekrecie. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Louis się żeni. – powiedział po czym nabrał powietrza do płuc i wypuścił.
- Louis robi co? – spojrzałam na niego oszołomiona. To zdanie zaczęło odbijać się echem w mojej głowie.
- No… bierze ślub. – wyjaśnił.
- Słyszałam. – odparłam nadal nie przyjmując tego do wiadomości. – Ale jak? Z kim? Pff z kim – skarciłam samą siebie puknięciem w głowę – Ale kiedy? Przecież.. nic mi nie wspominał.
- Powiedział nam przed wyjazdem.
- To już jest pewne? – wbiłam w niego moje zielone oczy.
- Tak. Na tysiąc procent. Nie cieszysz się? – zdziwił się.
- Nie no cieszę się. Oczywiście, że się cieszę, ale dlaczego mi nic nie powiedział? – posmutniałam. – Myślałam, że ja i on mówimy sobie o wszystkim.
- Nie chcieliśmy ci zawracać głowy. – odparł.
- Czyli wszyscy wiedzieli z wyjątkiem mnie? – moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej.
- Tak, ale nie chcieliśmy żebyś teraz skupiała się na czymś innym niż studia. – uśmiechnął się do mnie delikatnie i upił trochę herbaty.
- Okay.. ale mimo wszystko… Kiedy będzie ślub? – spojrzałam na niego.
- Tydzień po twoich egzaminach.
- Tak szybko?! – zdziwiłam się jeszcze bardziej.
- Taaaak, ale wszystko jest już załatwione. Wiesz.. sala, goście, muzyka, catering… wszystko jest. – oznajmił.
- To świetnie. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Dobra Angel, nie będę ci przeszkadzał, bo masz sporo na głowie teraz. Ucz się i nie rozmyślaj o tym ślubie. Słyszysz?
- Jasne.- uśmiechnęłam się szeroko, a blondyn wstał z miejsca. Odprowadziłam go do drzwi po czym powróciłam do nauki. Nie mogłam się an niczym skupić. Miałam ochotę wziąć telefon i zadzwonić do Louisa z pretensjami, że nic mi nie powiedział, albo chociaż do Hazzy, ale on pewnie powiedziałby Tomlinsonowi, że ja już wiem. Postanowiłam dać czas Lou na to, żeby sam mnie poinformował. To jednak nie zmienia faktu, że było mi przykro, że zataił to przede mną. Przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nigdy nie mamy przed sobą tajemnic, a tu nagle dowiaduję się o jego ślubie przypadkiem i to na dodatek z ust Nialla, który niechcący mi się wygadał. Byłam na niego zła i poczułam się pominięta. Ja przecież jemu pierwszemu powiedziałabym o takiej rzeczy! „Ok. Angel. Daj spokój. Musisz się teraz zająć egzaminem.” – powtarzałam sobie w myślach.
                  Kiedy nadszedł dzień egzaminu, wariowałam od samego rana. Nie byłam w stanie zebrać się do kupy. Wszystko czego się tak zachłannie uczyłam nagle uciekło z mojej głowy. Wszystko widziałam w czarnych barwach i cała się trzęsłam. W drodze na uczelnie przeglądałam jakieś niewyraźne notatki, na marne. „Dooobra…. jestem.” – powiedziałam sama do siebie stojąc przed ogromnymi drzwiami starego, wysokiego budynku na uboczu północnego Londynu. Przekroczyłam próg i poczułam determinację, jednak strach nadal mi towarzyszył. Wiedziałam, że po coś tu jestem i muszę zdać chociażby cały świat miał wybuchnąć. Nie pamiętam zbyt wiele z samego momentu, kiedy już zdawałam. Skupiłam się tylko na prawidłowości każdej z mojej odpowiedzi. Byłam roztrzęsiona, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Po napisaniu wybiegłam jak strzała z uczelni. Poszłam przed siebie w nieznanym kierunku analizując ile punktów ewentualnie mogłam stracić. Wróciłam do domu i położyłam się spać. Było już około 20, więc miałam w nosie resztę świata. Kolejnego dnia poszłam sprawdzić wyniki. Byłam większym kłębkiem nerwów niż wczoraj. Miałam lodowate, trzęsące się dłonie i  bladą twarz bez wyrazu. Niepewnie podeszłam do tablicy na której zamieszczone były wszystkie wyniki wczorajszego egzaminu. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam poszukiwać wzrokiem mojego nazwiska. Znalazłam. Rzuciłam szybko okiem na raz, dwa, trzy i zamarłam widząc czerwony napis: FLUNK co oznacza to samo co oblać egzamin. Zakręcił mi się na moment w głowie. Zerknęłam kolejny raz, aby się upewnić. Czytałam całą lista szeptem: Emmet Anne – PASS, Franklyn Adam – FLUNK , Frytkowska Aniela – PASS. „Co?!” – krzyknęłam, wszyscy zaczęli się na mnie gapić. Sprawdziłam jeszcze raz: Frytkowska Aniela – PASS. W tamtym momencie świat na nowo ruszył. Poczułam napływające do oczu łzy szczęścia. Nie mogłam przez pierwsze sekundy złapać tchu. Przecież na początku myślałam, że oblałam, a teraz… to się nie mieściło w mojej głowie. Byłam szczęśliwa. Właśnie zakończyłam studia. Teraz wystarczyło tylko iść i odebrać indeks. Niby czekało mnie jeszcze to całe śmieszne zakończenie roku akademickiego, ale to tylko formalność. Właśnie zakończył się etap mojego życia, który trzymał mnie w Londynie od 4 lat. Jednak to nie sprawiło, że miałam zamiar wracać do Polski. Jeszcze na pewno nie teraz.

Piosenka: 
http://www.youtube.com/watch?v=wmXQFwlD7vk
            W drodze do domu wstąpiłam do supermarketu i zrobiłam górę zakupów. Zaopatrzyłam się w chipsy, napoje, ciastka, lody itp. Oczywiście nie mogło zabraknąć szampana. Kupiłam aż 3. Byłam strasznie podjarana! Wbiegłam szybko do domu z siatkami pełnymi zakupów, rozpakowałam wszystkie produkty, po czym zajęłam się szybkim ogarnięciem domu. W zasadzie wystarczyło tylko zetrzeć kurze i pozamiatać. Kiedy już to zrobiłam, chwyciłam za telefon i zadzwoniłam najpierw do Harrego.
- Hallo? – odezwał się jego zachrypnięty głos po drugiej stronie, którego nie słyszałam już od kilku dni.
- No czeeeeść Harry – powiedziałam wesoło.
- Jaki masz dzisiaj dobry humor.
- Jak zawsze! Mam do Ciebie pytanie… co robisz dzisiaj wieczorem? – zapytałam z nadzieją, że jest wolny.
- Nic. Nie mam planów, a masz zamiar mnie gdzieś zaprosić? – zapytał flirciarsko.
- To Ty powinieneś zapraszać mnie, ale jak zauważyłeś jestem w szampańskim nastroju, więc przejmę inicjatywę. – odparłam chichocząc.
- Oooo… zaintrygowałaś mnie. – zaśmiał się cicho.
- Więc jak? Masz już jakieś plany? – zapytałam.
- Nie. Dzisiaj mogę być cały do Twojej dyspozycji. – zaakcentował ostanie słowo.
- Cieszę się, a jak z resztą ludzi? –
- Myślę, że moglibyśmy sobie doskonale dać rady bez nich. – ponownie dobiegł mnie jego cichy, wesoły śmiech.
-W to nie wątpię Styles. – zachichotałam. – Na poważnie się pytam, są dzisiaj zajęci?
- Z tego co mi wiadomo, to nie. – odparł z powagą.
- To świetnie! W takim razie o 19.30 u mnie. Adres znacie. Całuski kochanie.
- Do zobaczenia. – odparł. – Rozłącz się.
- Nie, ty się rozłącz. – zaśmiałam się cichutko.
- Dlaczego ja? Tobie to wychodzi lepiej. Jak z Tobą rozmawiam, to nie wiem, jaki guzik nacisnąć.
- Taki mały, z czerwoną słuchawką po prawej stronie. – odparłam.
- Jestem daltonistą. – wybuchnął śmiechem.
- Okay, w takim razie ja się rozłączę. No to ciau. – jak powiedziałam, tak też zrobiłam.
           Zaczęłam gotować pierogi. Chciałam ich ugościć czymś polskim. Wszystko przygotowałam perfekcyjnie. Nic, ale to nic nie byłoby w stanie popsuć dzisiaj mojego humoru. Założyłam na siebie cos luźnego. Przecież, to nie miała być jakaś gigantyczna balanga, ale jedynie małe, skromne spotkanie w gronie przyjaciół.
Wszyscy przyszli punktualnie. To aż dziwnie, bo odkąd ich znam, mały poślizg był jak najbardziej w ich stylu. Kazałam się im rozgościć, a ja sama pobiegłam do kuchni i przyniosłam ciepłe danie do salonu. Trochę się zdziwili widząc co maja na talerzach, bo pierogi nie są popularne w Anglii. Niall  dosłownie się na nie rzucił. Nic nowego. Kiedy już zjedliśmy pierogi z borówkami, nadszedł czas na wyjawienie im, po co tak na prawdę ich tu ściągnęłam. Wiedziałam, że oni się domyślają, jednak chciałam im dać do wyraźnie do zakomunikowania.
- Kochani, pewnie jesteście ciekawi, dlaczego was ściągnęłam tutaj dzisiaj na gwałt… otóż… Powiem prosto z mostu: Skończyłam studia! – krzyknęłam radośnie, a oni wstali i zaczęli klaskać w dłonie i następnie gratulować mi każdy z osobna.
- Wiedziałem, że dasz sobie radę. Nie wątpiłem w to ani przez chwilę. – powiedział dumny ze mnie Liam. Uściskałam go z całych sił. To było naprawdę miłe usłyszeć to z jego ust. Wszyscy złożyli mi życzenia, tylko Harry i Louis gdzieś zniknęli. Właśnie chciałam się zapytać Perrie, czy wie może gdzie poszli, kiedy obydwoje otworzyli drzwi mojego domu z buta wnosząc przez nie ogromny kosz z czerwonymi różami i ogromny tort z napisem „You did it Angel” . Liam, Zayn i Niall w tym samym momencie odkorkowali szampany które wybuchły. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy wzruszenia.
- Nie płacz głuptasie – przytulił mnie mocno Zayn.
- Jesteśmy z Ciebie tacy dumni, wiem ile cię to kosztowało stresu. Udało się! – Krzyknął Harry po czym podbiegł do mnie i obrócił mnie wokół swojej osi.
- Nie płacz, słyszysz! – krzyknął Lou i wyrwał mnie z jego ramion. - Jesteś moją siostrzyczką, więc nie było opcji, żeby ci się nie udało. – pocałował mnie w czoło.
- Dziękuję wam wszystkim. Nie wiem co powiedzieć… To jest wspaniałe. – ponownie się wzruszyłam.
- Tooo.. jemy ten tort? – wyskoczył Niall.

   


-Jasne. – zaśmiałam się.
 



Reszta wieczoru minęła bardzo, ale to bardzo wesoło. Byliśmy trochę wstawienie, bo na samym szampanie się nie skończyło. Przed wyjściem Lou i El wzięli mnie na stronę.
- Bo Angel… My bierzemy ślub. – powiedział Tomo.
- Cieszę się. – uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie jesteś jakoś specjalnie zaskoczona – wtrąciła się El.
- Harry ci powiedział? – spojrzał na mnie zdziwiony Lou.
- Niall. – zaśmiałam się.
- Hahahah… muszę  z nim pogadać! – wybuchnął śmiechem pijany Lou.
- Daj spokój, wyrwało mu się. – puściłam mu oczko.
- Właśnie.. ślub odbędzie się 15 maja o 14.00 w Katedrze Św. Pawła na dzielnicy The City.
- Rozumiem, że to zaproszenie – uśmiechnęłam się szeroko.
- Oczywiściei to z osobą towarzyszącą. Musisz przyjść, jako moja siostra. – pocałował mnie w policzek.
- Powinniśmy już iść. Jest późno. – wtrąciła się El.
- Okay, to do zobaczenia następnym razem. – powiedziałam, po czym zamknęłam drzwi wejściowe.
           Byłam zmęczona po przyjęciu i jednocześnie troszkę pijana. Posprzątałam wszystko ze stołu i pozmywałam naczynia. Przez cały czas rozmyślałam o ślubie. Przecież to już za tydzień! Kiedy ja zdążę kupić kieckę? Nawet nie mam osoby towarzyszącej. Kiepsko…. Ale z drugiej strony, jeśli pójdę sama, to też się nic nie stanie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to Danielle, bo na sofie została jej apaszka. Wytarłam wilgotne ręce w ręcznik i poszłam otworzyć drzwi. Stężenie alkoholu w moim organizmie zdążyło spaść do minimum.
- Chwileczkę! - krzyknęłam szukając kluczy w torebce. Kiedy je w końcu znalazłam otworzyłam potężne, dębowe drzwi.
- Hej. Właśnie byłem w domu, ale nudziłem się i pomyślałem, że przyjadę. Zobaczyłem, że się świeci i jestem. – chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko. 
- Cześć Harry. – odwzajemniłam mimikę, a on szedł i mocno mnie do siebie przytulił i pocałował w kącik ust. Oboje przenieśliśmy się do kuchni, gdzie jeszcze kończyłam zmywać.
- Louis cię już poinformował? – zaczął.
- Tak. – odparłam krótko.
- I co? Cieszysz się?
- Pewnie że tak! To wspaniała wiadomość.
- Myślałaś już  z kim pójdziesz?
- No właśnie tak trochę tak. No bo wiesz… został tydzień i nie ma bata, żebym kogoś znalazła w tak krótkim czasie. Niall idzie z jaką tam swoja dawną znajomą, ty pewnie zdążysz wyrwać jakąś sexy dupę, a ja? Pewnie pójdę sama. – wytarłam ręce w ścierkę po skończonym zmywaniu i usiadłam naprzeciwko Loczka. – Wiem! – krzyknęłam. – Zaproszę Sivę! Z tego co mi wiadomo, to on mnie polubił i raczej istnieje małe prawdopodobieństwo, że mi odmówi. Wiesz.. on jest przystojny, elegancki, miły, zabawny. – spojrzałam na Harrego zagryzając dolną wargę jednocześnie uśmiechając się delikatnie.
- Oszalałaś?! – zatopił we mnie swój zdezorientowany wzrok.
  



- Niby czemu? On jest słodki. – ciągnęłam dalej temat w głębi duszy śmiejąc się z reakcji Harrego.
- To palant! Nie możesz! Słyszysz? Angel, zabraniam ci z nim gdziekolwiek wychodzić. – powiedział poważnie. Spojrzał na mnie wzrokiem niecierpiącym sprzeciwu.
   

- No ale… coś zaiskrzyło. – sama nie wierzyłam w to co mówię. Prowokowanie Loczka zaczęło podobać mi się coraz to bardziej.
- Co zaiskrzyło? Nic nie zaiskrzyło. To co poczułaś to mogła być tylko reakcja wymiotna na jego pocałunek. Nic więcej. Idziesz ze mną. – rozkazał.

- Idę z tobą? – zdziwiłam się.
- Tak. Idziesz ze mną.
- Nie rozkazuj mi. – zbulwersowałam się lekko.
- Ktoś musi. Nie pójdziesz  z nim. Wykluczone. On na ciebie leci. – bronił się.
- A tobie co do tego kochanie, czy on na mnie leci, czy nie? – patrzyłam na niego tak trochę jak na słodkiego debila, ale mojego najukochańszego słodkiego debila.
- Wyobraź sobie, że dużo. – odparł i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Mniejsza o to. – przekręciłam oczami – Jesteś zazdrosny? – uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Nie jestem.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
-Nie.
-Tak.
-Tak.
- Acha! Mam cię! Jesteś! – krzyknęłam śmiejąc się wesoło.
- Z czego się śmiejesz? – spojrzał na mnie z lekka wkurzony.
- Z Ciebie.
- Bo?
- Bo wyobrażasz sobie, że mogłabym iść na ślub Louisa z Sivą? Powiedziałam to, żebyś ty mnie w końcu zaprosił. – rzekłam z powagą. Twarz Harrego rozpromieniała. Wstał z miejsca i klęknął naprzeciwko mnie.
   



- Anielo, Angel Frytkowska, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zechcesz pójść ze mną na ślub naszego wspólnego przyjaciela?
- Tak, ale wstawaj. – zaśmiałam się wesoło, po czym pochyliłam się i czule pocałowałam jego policzek. – Teraz wstawaj.

                 Zachowałam się trochę jak idiotka. Tak wiem. Ale to pewnie wina resztek alkoholu które powoli uchodziły z mojego organizmu. Byłam szczęśliwa, że Styles mnie zaprosił. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym tam iść z kimś innym, niż on. Na pewno, nie bawiłabym się tak jak w jego towarzystwie.

1 komentarz: