piątek, 6 września 2013

Rozdział XIV "Przeklinam dzień w którym stanęłaś na mojej drodze"

         
          Otworzyłam drzwi i weszłam do środka cała w skowronkach. Nie dłużej niż 30 minut później, ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłam je natychmiast i ukazała mi się umięśniona sylwetka i roześmiana twarz Sivy.


- Dzień dobry kochanie. – powiedział poczym pocałował mnie w policzek. – Coś się stało? – zapytał widząc moją bladą minę.
- Nie, nic. – powiedziałam. – A właściwie to tak… - zaczęłam mówić kiedy szliśmy do salonu. – Wczoraj na imprezie u Zayna – nagle przerwał mi dźwięk telefonu Sivy, chłopak odebrał, a ja szukałam odpowiednich słów, aby powiedzieć mu prawdę.
- To dzwoniła moja mama – powiedział chowając telefon do kieszeni spodni. – Nie może się doczekać kiedy w końcu cię pozna. Zaprosiła nas dzisiaj na obiad. Nawet nie wiesz jak mocno cieszy się, że nareszcie będzie miała możliwość poznać kobietę, która skradła moje serce. – musnął moje wargi. Zbladłam.
- Aha…
- Chciałaś mi coś powiedzieć. – zauważył.
- Nie, nic. Nic takiego, ja tylko… Mała Victoria jest naprawdę bardo kochana. – uśmiechnęłam się sztucznie udając, że wszystko gra. – To o której jest ten obiad? – zapytałam.
- Za dwie godziny mamy tam być. – odparł siadając na kanapie.
- Okay, w takim razie pójdę się szykować.- powiedział poczym udałam się do łazienki, gdzie włączyłam strumień wody aby nie było słyszeć jak płaczę. Już byłam tak bliska powiedzenia mu. Teraz… nie chcę go ranić. Nie zasłużył sobie na to. Jest dla mnie taki dobry, cierpliwy, wyrozumiały, nie naciska na to, żebym szła z nim do łóżka, mimo że jesteśmy narzeczonymi i nigdy tego jeszcze ze sobą nie robiliśmy. Rozumie mnie i pomógł mi znaleźć nową pracę, kiedy zwolniono mnie z cukierni. Obecnie pracowałam w Harrods w jednym ze sklepów odzieżowych.  Zarabiałam dość dobrze. Gdyby nie pomoc Sivy, pewnie musiałabym wracać do Polski. Byłam zdruzgotana tym co aktualnie działo się w moim życiu. Wszystko było nie tak. Jak zwykle, to ja komplikowałam sprawy. Norma. Gdybym powiedziała Sivie o zeszłej nocy, znienawidziłby mnie. Wiem o tym. Przecież mnie kocha, a ja zrobiłam mu takie świństwo. A gdybym to zataiła, też byłabym zwykłą szmatą. Nie powinnam była tego robić, emocje wzięły górę. Kocham Harrego. Kocham go jak szalona. Nigdy nie przestałam czuć do niego tego co kiedyś. On jest facetem mojego życia. Jestem sama sobie winna, to ja puściłam go kantem i odeszłam po drodze komplikując wszystko i wdając się w kolejny związek bez przyszłości z facetem który skoczyłby za mną w ogień i którego ja nie potrafiłam pokochać. Nie był Harrym. Gdyby Siva poprosił mnie o numer telefonu wtedy kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy, to kto wie? Może nie darzyłabym Harrego tym uczuciem? Na pewno nie pozwoliłabym nam się do siebie zbliżyć.
Musiałam wziąć się w garść i robić dobrą minę do złej gry. Założyłam na siebie jakąś pierwszą, lepszą kolorową koszulę, żakiet i kremowe rurki. Włosy spięłam w niski kucyk. Nie specjalnie zależało mi na tym, aby zrobić dobre wrażenie na jego rodzicach. Po co miałam to robić? Po godzinie zeszłam na dół. Byłam już gotowa.
- Ślicznie wyglądasz. – uśmiechnął się szeroko Siva.
- Dzięki. – odpowiedziałam zgaszona.
- Hej, co jest? Denerwujesz się przed spotkaniem z moimi rodzicami? – wstał i objął mnie czule.
- Coś w tym stylu. – odparłam chłodno. – Jedziesz tak ubrany? – zapytałam odsuwając się do niego.
- Tak, przecież to moi rodzice, nie mam zamiaru się szykować jak do jakiejś restauracji czy coś.
- Jasne. – odparłam z delikatnym, wymuszonym uśmiechem.
            Po piętnastu minutach byliśmy już pod jego domem. Otworzyła nam jego mam która wybiegła i zaczęła mnie ściskać i całować. – Jesteś taka piękna! – powiedziała. – Nawet nie   wiesz, jak bardzo chciałam cię poznać! Mój syn ma szczęście, że cię ma! – powtarzała w kółko. Poczułam się strasznie podle. Ona była wniebowzięta widząc mnie, a ja chciałam z tamtą uciec... i to do Harrego. Udaliśmy się do skromnej kuchni, gdzie siedział brat bliźniak Sivy i ich ojciec. Wszyscy przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Nie byłam w stanie już tam wytrzymać. Przez cały czas  siedziałam pokornie na miejscu i prawie się nie odzywałam. Czułam się osaczona. Po obiedzie nadszedł czas na deser, później kolację. Przesiedzieliśmy cały dzień z jego rodziną, która wciąż powtarza mi jak mocno mu na mnie zależy. Jak już mieliśmy odjeżdżać jego mama wzięła mnie na stronę i powiedziała: „Nie mogę się doczekać ślubu. Nic nie jest dla mnie ważniejsze od widoku mojego syna tak szczęśliwego. Bardzo cię kocha. Jestem szczęśliwa, że ma ciebie. Jesteście doskonale dopasowani” Miałam ochotę krzyknąć „Nie! Ty nic nie rozumiesz”, ale nie mogłam. Nie byłam w stanie. Nic nie przeszło mi przez gardło, nawet najprostsze słowo ugrzęzło w nim na stałe. Po chwili dodała: „To wspaniałe, że nie mówicie o waszym związku światu, teraz widzę, że zależy ci na moim synu, a  nie na rozgłosie.” Chciałam jak najszybciej stamtąd wiać. Pożegnałam się  z jego rodziną z wymuszonym uśmiechem na twarzy i razem z moim narzeczonym wróciliśmy do mnie.
- Co się z tobą działo dzisiaj? – zapytał wchodząc do kuchni, gdzie siedziałam.
- Nic. Głowa mnie rozbolała. – odparłam.
- Na pewno? W ogóle nie chciałaś z nimi rozmawiać. – ciągnął dalej temat.
- Siva, jesteś pewien, że ślub to dobre rozwiązanie? – spojrzałam na niego.
- A czemu nie? Kocham cię  i chce się w końcu ustatkować. – odpowiedział siadając obok mnie.
- Ale jesteś pewien, że to ja jestem ta twoją jedną, jedyną? – liczyłam, że powie, że nie jest pewien.
- Oczywiście, co ci przyszło do głowy? – pocałował mnie.
- Tak tylko pytałam.
- Zabiłbym się, gdybym cię stracił. – dodał po chwili.
          Te słowa mnie zabolały, przecież ja wcale nie chciałam ich usłyszeć, nie chciałam usłyszeć takich słów z jego ust. Przypomniał mi się wtedy Will. Łączyło nas mniej więcej to samo. On też był ucieczką. Dlaczego ja już taka jestem? Odtrącam ludzi których kocham i zastępuję ich tymi, którzy mnie nie interesują? Tak było ze Stylesem. Odepchnęłam go, zostawiłam, bo bałam się, że ponownie ktoś złamie mi serce, a w efekcie, sama sobie to zrobiłam. To ja wszystko zepsułam. Teraz wcale nie jest lepiej.
- Nad czym myślisz? – zapytał mnie.
- Nad niczym. – odparłam wyrywając się z zamyślenia.
- Kocham cię Angel! – powiedział i mnie do siebie mocno przytulił.
- Ja ciebie też Harry. – odpowiedziałam cicho.
- Harry? – spojrzał na mnie rozkojarzony.
- Yyy.. co? To znaczy Siva. Tak Siva. – odpowiedziałam gestykulując nerwowo.
- Powiedziałaś Harry. Słyszałem. – rzekł.
- Przejęzyczyłam się.
- Czy ty nadal…. – nie dokończył.
- Siva ja… - w tym momencie zebrałam się na odwagę, aby mu wszystko wyjawić.
- Nie musisz nic mówić. – przerwał mi. – Wiem, że on dla ciebie wiele znaczy i kochasz go. W końcu był najważniejszą osobą w twoim życiu. Rozumiem to. Dla mnie liczy się tylko to, że kochasz bardziej mnie niż jego. – powiedział z uśmiechem.
- Pewnie. – wyszeptałam z  grobowa miną. – Przepraszam, głowa mnie boli. Muszę się położyć. – zaczęłam.
- Okay, mogę iść z tobą?
- Nie. Chce pobyć sama. – wstałam od stołu i udałam się na górę. Leżałam w łóżku i ubolewałam nad moim życiem. Gdybym nie chciała rok temu udowodnić Harremu mojej niezależności, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Potrzebowałam się z nim spotkać. Czułam, że nie jestem w stanie wytrzymać bez niego. Biłam się z  myślami, jak powiedzieć Sivie o mnie i o Stylesie. Nie chciałam go ranić! Byłam pewna, że go kocham. Napisałam wiadomość do Harrego, żeby czekał na mnie w parku o 23. Tam, gdzie zawsze.

            Kiedy Siva pojechał już do siebie, ja udałam się do wyznaczonego miejsca na spotkanie. Chłopak już tam na mnie czekał. Ucieszył się na mój widok, chciał mnie mocno objąć i pocałować, jednak ja chciałam zachować dystans.
- Angel, co się stało? – zapytał zaniepokojony.
- To co się wydarzyło w nocy… nie powinno było do tego dojść. Przepraszam. Narobiłam ci tylko nadziei.- rzekłam.
- O czym ty mówisz? Przecież jeszcze rano mówiłaś, że mnie kochasz.
- Kocham. Ale nie mogę tego dłużej ciągnąć. Ja i Siva bierzemy ślub, czy tobie się to podoba czy nie. Nie jestem w  stanie złamać jego serca.
- A moje możesz? – zapytał ze  łzami.
  


- Nie utrudniaj tego. – powiedziałam ze szklanymi oczami.
- To ty wszystko utrudniasz! Bawisz się mną! Raz mnie chcesz, a potem odkładasz na półkę i rujnujesz wszystko. Nie rozumiem już tego! Za kogo ty mnie masz! Myślałem, że zdążyłem cię poznać, ale ty przez cały czas grałaś. To była dla ciebie tylko gra. Nigdy nic do mnie czułaś, lubiłaś myśleć, że za tobą latam.
- To nie tak. Kocham cię! Ale nie umiem żyć w ten sposób. Ty nie jesteś z mojej ligi. Na pstryknięcie palcem możesz mieć każdą dziewczynę i wybrałeś właśnie mnie? Ta noc, była najlepsza w moim życiu, bo byłam z tobą tak blisko, jak zawsze tego chciałam, ale to jest złe!
- Tylko ty tak sądzisz. Louis mówił mi, że jesteś moją druga polówką zanim zdążyłem cię poznać. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że miał rację. Ale co z tego, skoro ty nie chcesz być szczęśliwa. Nie chcesz żebyśmy oboje mogli być szczęśliwi. Wiesz co? Przeklinam dzień w którym stanęłaś na mojej drodze!
- Nie bój się, już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Możesz być tego pewien. – powiedziałam i odeszłam.
             Ponownie byłam rozbita i ponownie żałowałam tego co powiedziałam. Czułam, że to nie jest rozwiązanie, ale działam pod wpływem chwili. Nie myślałam. Mówiłam wszystko co mi przyniosła ślina na język. Pojechałam do Sivy. Miałam szczęście, że nie było chłopaków z The Wanted w domu. Weszłam jak do siebie. Byłam cała zapłakana.
- Kochanie! Co się stało? – wystraszył się na mój widok, chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to. Zdjęłam pierścionek z palca i dałam mu go do dłoni. – Nie rozumiem Co zrobiłem? Angel!
- Nic. – powiedziałam stanowczo.
- Więc dlaczego? Błagam cię, porozmawiajmy.
- Ty nic nie zrobiłeś, ale ja tak. – zaczęłam. – Wczorajszej nocy spałam z Harrym. – powiedziałam. Siva pobladł.
- Żartujesz sobie? To są żarty tak? – spojrzał na mnie wzrokiem pełnym nadziei.
- Wracam do Polski. Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich. – powiedziałam.
- Wynoś się! – wykrzyczał.
- Siva ja… nie planowałam tego. – zaczęłam się bronić.
- Nie słyszałaś? Wypierdalaj! – krzyknął i wypchnął mnie za drzwi.
               Doskonale rozumiałam jego postawę. Przecież to było zrozumiałe. Sama postąpiłabym w ten sam sposób. Mimo to, bolało. Byłam debilką. Jeszcze tego samego wieczora wyszukałam i zakupiłam przez Internet bilety do Polski. Udało mi się kupić Las minute na jutro. Spakowałam się i wyjechałam.
 
         Będąc już w domu, nadal udawałam, że wszystko gra. Nikt nie słyszał jak płaczę w nocy i rozpaczam, kiedy jestem sama. Pierwsze trzy miesiące strasznie się dłużyły. Dni były długie i szare, bez światła, bez muzyki, bez Harrego. Obwiniałam się. Miałam ku temu powody. Nikomu nigdy nie opowiedziałam o tym, co się stało w ciągu tych 5 lat  w Londynie. Ludzie znienawidziliby mnie. Przecież wiem o tym. Byłam pewna, że jestem w ciąży. Podpowiadał mi to mój instynkt, brak okresu i codzienne mdłości połączone ze wzmożonym apetytem. Nie miałam wątpliwości, co to tego, kto jest ojcem. W dalszym ciągu utrzymywałam kontakt  z Louisem. On wiedział co się dzieje w moim życiu i zagłębił się w historię mnie i Hazzy. Tylko od niego mogłam się dowiedzieć co się dzieje w jego życiu. Podobno za mną tęskni i nadal mnie kocha jednocześnie mnie nienawidząc. Pytał Louisa, czy ma ze mną kontakt, ale ten zaprzeczył, jednak Styles mu nie wierzył. Przecież ja i Tomlinson zawsze rozmawialiśmy ze sobą o wszystkim. Louis jako jedyny wiedział o ciąży poza moimi rodzicami. Obiecał milczeć. Chociaż nie było mu łatwo zatajać taką rzecz przed swoim najlepszym przyjacielem. Moi rodzice byli ciekawi kto jest ojcem i jak niby zamierzam sobie poradzić z samotnym wychowaniem. Powiedziałam więc im prawdę. Przecież zasługują na to, żeby wiedzieć, ze to Harry Styles jest ojcem. Nienawidzili go, za to że zrobił mi dziecko i się ulotnił, ale to nie było przecież tak! To ja od niego odeszłam, pomimo że on mnie kocha, bo powiedzieliśmy sobie za dużo.  Tyle wiedzieli. Tyle powinni wiedzieć. Nie mieli pojęcia o zaręczynach ze Sivą, ani o tym, że go zdradziłam z Harrym. Namawiali mnie, żebym mu dała jeszcze jedna szansę i porozmawiała z nim bo dziecko musi mieć ojca, ale  to nie ja powinnam była mu dawać szansę, tylko on mi. Widzieli nasze wspólne zdjęcia, nagrania. Widzieli między nami tę chemię, która aż kipiała. Bolało mnie powracanie do przeszłości, ale tylko tam byłam ja i Harry razem. Uległam namową rodziców i Louisa. Wróciłam do Londynu po 4 miesiącach. Było mi już widać brzuszek.
 

  

           Ponownie zamieszkałam w domu po Pani Parker. Trzeba było go solidnie przewietrzyć. Louis przychodził mnie odwiedzać przez pierwszy tydzień. Wspierał mnie na duchu i motywował mnie do tego aby jechać do Stylesa i z nim uczciwie porozmawiać. Po kilku dniach odważyłam się.
Pojechałam taksówką do domu Harrego i zadzwoniłam na domofon. Bramka się otworzyła. Weszłam niepewnie do środka i stanęłam pod drzwiami aż ktoś mi otworzy. Po kilku sekundach drzwi się otwarły. A w progu ujrzałam kogoś, kogo się tu nigdy nie spodziewałam, kogoś przez kogo wszystko się schrzaniło.
- Jest Harry? – zapytałam łamanym głosem.
- Nie ma. – odparła Jessica.
- Skarbie, kto przyszedł? – usłyszałam dobiegający z głębi domu głos Stylesa.
- Przecież jest. – powiedziałam stanowczo. – Możesz mnie wpuścić do środka.
- Słuchaj mała, miałaś swoją szansę i spieprzyłaś. Teraz się od niego odwal. – uśmiechnęła się „słodko” .
- Jessica, kto tam jest? – zapytał ponownie i wyszedł z pokoju stając w korytarzu naprzeciwko drzwi. Zdziwił go mój widok.
- Możemy porozmawiać? – zapytałam niepewnie.
- Czego ty tu chcesz? – spojrzał na mnie. Nie chciał ze mną rozmawiać, nie po tym, co mu zrobiłam.
 

 
- Proszę cię, to zajmie ci tylko chwilkę. – powiedziałam błagalnym tonem.
- No dobrze. Wejdź. – odparł.
- Możemy zostać sami? – zapytałam patrząc na Jessicę.
- Możesz już iść? – zwrócił się do niej, a ona podeszła do niego i pocałowała go namiętnie. Podczas pocałunku, ona miała otwarte oczy. Zakochana osoba tak się nie całuje.  W końcu wyszła.
- Ty i Jessica jesteście teraz razem? – zapytałam.
- Do rzeczy Angel. – odparł chłodno.
- Do rzeczy.. tak.. więc… jestem w ciąży. – spojrzałam na niego.
- Znowu przyszłaś sobie żartować? – spojrzał na mnie oczami za którymi krył się ból.
- Mówię jak jest. Jestem w ciąży. Będziesz ojcem mojego dziecka. – odparłam.
- Skąd mam mieć pewność? – zapytał.
- Zaufaj mi. Byłeś moim pierwszym i ostatnim mężczyzną po Willu i nie zabezpieczyliśmy się. Nie myśl, że chce cię złapać na dziecko. Jestem gotowa wychować je sama, ale uznałam, że lepiej będzie, jeśli się dowiesz teraz.
- Naprawdę, to dziecko będzie moje?
  

- Nie ma innej opcji. Zostaniesz tatą. – na mojej twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. – Harry… wiem, że namieszałam w twoim życiu i naprawdę przepraszam cię za to. Ja sama się pogubiłam. Wystraszyłam się naszego związku. Rok temu, chciałam być z tobą, i to bardzo, ale ta Jessica, ona… poczułam się zdradzona. Nie wiem dlaczego, ona była ci taka bliska. Nie chciałam dać ci wtedy odejść, zrobiłam to, żeby ci udowodnić, że jestem niezależna i umiem sobie radzić. Zniszczyłam wszystko w tamtym momencie. Harry, ty nawet nie wiesz, jak ja mocno żałuje. Nie widzisz jak każdej nocy płaczę, modle się o ciebie, rozpamiętuję wszystko i obwiniam się, że wypuściłam z rąk mój najcenniejszy skarb. Nie byłam z Siva z miłości. Byłam z nim, żeby zapomnieć o tobie, ale to nie wykonalne. Nie da się zapomnieć o kimś, kto mieszka w twoim sercu. Kocham cię i tego jednego jestem pewna. Za 50 lat też będę cię kochać, nic nigdy nie zabije we mnie tej miłości. Zostawiłam cię i wyjechałam, bo nie chciałam być z żadnym z was, bo będąc z tobą cierpiałby on, a gdybym nadal była z nim, to ty… - nie dokończyłam, bo Harry wbił we mnie swoje usta. Ja odwzajemniłam ten pocałunek. Tęskniłam za smakiem jego ust.


- Kocham cię mocniej z każdym dniem i z każdym kolejnym złamanym sercem. Uzależniłem się od ciebie i obiecuję, że już nigdy, ale to nigdy nie pozwolę ci odjeść. Jesteśmy sobie pisani. Umrę razem z tobą, jak w „Pamiętniku”
- Ty jesteś moim Noah. – pocałowałam go delikatnie. Włożyłam w ten pocałunek wszystkie uczucia.
- Jeśli to będzie dziewczynka to..
- Wiem, wiem, ma na imię Darcy – roześmiałam się. – A jak chłopiec to Nathan.
- Oczywiście. – pocałował moje czoło.
- A co z Jessicą. Wy przecież…
- Zerwę z nią.
- Jesteś tego pewien?
- Jak niczego innego na świecie. Kocham cię.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz