Otworzyłam drzwi i weszłam do środka
cała w skowronkach. Nie dłużej niż 30 minut później, ktoś zapukał do moich
drzwi. Otworzyłam je natychmiast i ukazała mi się umięśniona sylwetka i
roześmiana twarz Sivy.
- Dzień dobry kochanie. – powiedział
poczym pocałował mnie w policzek. – Coś się stało? – zapytał widząc moją bladą
minę.
- Nie, nic. – powiedziałam. – A
właściwie to tak… - zaczęłam mówić kiedy szliśmy do salonu. – Wczoraj na
imprezie u Zayna – nagle przerwał mi dźwięk telefonu Sivy, chłopak odebrał, a
ja szukałam odpowiednich słów, aby powiedzieć mu prawdę.
- To dzwoniła moja mama – powiedział
chowając telefon do kieszeni spodni. – Nie może się doczekać kiedy w końcu cię
pozna. Zaprosiła nas dzisiaj na obiad. Nawet nie wiesz jak mocno cieszy się, że
nareszcie będzie miała możliwość poznać kobietę, która skradła moje serce. –
musnął moje wargi. Zbladłam.
- Aha…
- Chciałaś mi coś powiedzieć. –
zauważył.
- Nie, nic. Nic takiego, ja tylko…
Mała Victoria jest naprawdę bardo kochana. – uśmiechnęłam się sztucznie udając,
że wszystko gra. – To o której jest ten obiad? – zapytałam.
- Za dwie godziny mamy tam być. –
odparł siadając na kanapie.
- Okay, w takim razie pójdę się
szykować.- powiedział poczym udałam się do łazienki, gdzie włączyłam strumień
wody aby nie było słyszeć jak płaczę. Już byłam tak bliska powiedzenia mu.
Teraz… nie chcę go ranić. Nie zasłużył sobie na to. Jest dla mnie taki dobry,
cierpliwy, wyrozumiały, nie naciska na to, żebym szła z nim do łóżka, mimo że
jesteśmy narzeczonymi i nigdy tego jeszcze ze sobą nie robiliśmy. Rozumie mnie
i pomógł mi znaleźć nową pracę, kiedy zwolniono mnie z cukierni. Obecnie
pracowałam w Harrods w jednym ze sklepów odzieżowych. Zarabiałam dość dobrze. Gdyby nie pomoc Sivy,
pewnie musiałabym wracać do Polski. Byłam zdruzgotana tym co aktualnie działo
się w moim życiu. Wszystko było nie tak. Jak zwykle, to ja komplikowałam
sprawy. Norma. Gdybym powiedziała Sivie o zeszłej nocy, znienawidziłby mnie.
Wiem o tym. Przecież mnie kocha, a ja zrobiłam mu takie świństwo. A gdybym to
zataiła, też byłabym zwykłą szmatą. Nie powinnam była tego robić, emocje wzięły
górę. Kocham Harrego. Kocham go jak szalona. Nigdy nie przestałam czuć do niego
tego co kiedyś. On jest facetem mojego życia. Jestem sama sobie winna, to ja
puściłam go kantem i odeszłam po drodze komplikując wszystko i wdając się w
kolejny związek bez przyszłości z facetem który skoczyłby za mną w ogień i
którego ja nie potrafiłam pokochać. Nie był Harrym. Gdyby Siva poprosił mnie o
numer telefonu wtedy kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy, to kto wie? Może
nie darzyłabym Harrego tym uczuciem? Na pewno nie pozwoliłabym nam się do
siebie zbliżyć.
Musiałam wziąć się w garść i robić
dobrą minę do złej gry. Założyłam na siebie jakąś pierwszą, lepszą kolorową koszulę,
żakiet i kremowe rurki. Włosy spięłam w niski kucyk. Nie specjalnie zależało mi
na tym, aby zrobić dobre wrażenie na jego rodzicach. Po co miałam to robić? Po
godzinie zeszłam na dół. Byłam już gotowa.
- Ślicznie wyglądasz. – uśmiechnął się
szeroko Siva.
- Dzięki. – odpowiedziałam zgaszona.
- Hej, co jest? Denerwujesz się
przed spotkaniem z moimi rodzicami? – wstał i objął mnie czule.
- Coś w tym stylu. – odparłam chłodno.
– Jedziesz tak ubrany? – zapytałam odsuwając się do niego.
- Tak, przecież to moi rodzice, nie
mam zamiaru się szykować jak do jakiejś restauracji czy coś.
- Jasne. – odparłam z delikatnym,
wymuszonym uśmiechem.
Po piętnastu minutach byliśmy już
pod jego domem. Otworzyła nam jego mam która wybiegła i zaczęła mnie ściskać i
całować. – Jesteś taka piękna! – powiedziała. – Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam cię poznać! Mój
syn ma szczęście, że cię ma! – powtarzała w kółko. Poczułam się strasznie
podle. Ona była wniebowzięta widząc mnie, a ja chciałam z tamtą uciec... i to do
Harrego. Udaliśmy się do skromnej kuchni, gdzie siedział brat bliźniak Sivy i
ich ojciec. Wszyscy przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Nie byłam w stanie już
tam wytrzymać. Przez cały czas siedziałam pokornie na miejscu i prawie się
nie odzywałam. Czułam się osaczona. Po obiedzie nadszedł czas na deser, później
kolację. Przesiedzieliśmy cały dzień z jego rodziną, która wciąż powtarza mi
jak mocno mu na mnie zależy. Jak już mieliśmy odjeżdżać jego mama wzięła mnie
na stronę i powiedziała: „Nie mogę się doczekać ślubu. Nic nie jest dla mnie
ważniejsze od widoku mojego syna tak szczęśliwego. Bardzo cię kocha. Jestem
szczęśliwa, że ma ciebie. Jesteście doskonale dopasowani” Miałam ochotę
krzyknąć „Nie! Ty nic nie rozumiesz”, ale nie mogłam. Nie byłam w stanie. Nic
nie przeszło mi przez gardło, nawet najprostsze słowo ugrzęzło w nim na stałe.
Po chwili dodała: „To wspaniałe, że nie mówicie o waszym związku światu, teraz
widzę, że zależy ci na moim synu, a nie na
rozgłosie.” Chciałam jak najszybciej stamtąd wiać. Pożegnałam się z jego rodziną z wymuszonym uśmiechem na
twarzy i razem z moim narzeczonym wróciliśmy do mnie.
- Co się z tobą działo dzisiaj? –
zapytał wchodząc do kuchni, gdzie siedziałam.
- Nic. Głowa mnie rozbolała. –
odparłam.
- Na pewno? W ogóle nie chciałaś z
nimi rozmawiać. – ciągnął dalej temat.
- Siva, jesteś pewien, że ślub to
dobre rozwiązanie? – spojrzałam na niego.
- A czemu nie? Kocham cię i chce się w końcu ustatkować. – odpowiedział
siadając obok mnie.
- Ale jesteś pewien, że to ja jestem
ta twoją jedną, jedyną? – liczyłam, że powie, że nie jest pewien.
- Oczywiście, co ci przyszło do
głowy? – pocałował mnie.
- Tak tylko pytałam.
- Zabiłbym się, gdybym cię stracił. –
dodał po chwili.
Te słowa mnie zabolały, przecież ja
wcale nie chciałam ich usłyszeć, nie chciałam usłyszeć takich słów z jego ust.
Przypomniał mi się wtedy Will. Łączyło nas mniej więcej to samo. On też był
ucieczką. Dlaczego ja już taka jestem? Odtrącam ludzi których kocham i
zastępuję ich tymi, którzy mnie nie interesują? Tak było ze Stylesem.
Odepchnęłam go, zostawiłam, bo bałam się, że ponownie ktoś złamie mi serce, a w
efekcie, sama sobie to zrobiłam. To ja wszystko zepsułam. Teraz wcale nie jest lepiej.
- Nad czym myślisz? – zapytał mnie.
- Nad niczym. – odparłam wyrywając
się z zamyślenia.
- Kocham cię Angel! – powiedział i
mnie do siebie mocno przytulił.
- Ja ciebie też Harry. –
odpowiedziałam cicho.
- Harry? – spojrzał na mnie
rozkojarzony.
- Yyy.. co? To znaczy Siva. Tak
Siva. – odpowiedziałam gestykulując nerwowo.
- Powiedziałaś Harry. Słyszałem. –
rzekł.
- Przejęzyczyłam się.
- Czy ty nadal…. – nie dokończył.
- Siva ja… - w tym momencie zebrałam
się na odwagę, aby mu wszystko wyjawić.
- Nie musisz nic mówić. – przerwał mi.
– Wiem, że on dla ciebie wiele znaczy i kochasz go. W końcu był najważniejszą
osobą w twoim życiu. Rozumiem to. Dla mnie liczy się tylko to, że kochasz
bardziej mnie niż jego. – powiedział z uśmiechem.
- Pewnie. – wyszeptałam z grobowa miną. – Przepraszam, głowa mnie boli.
Muszę się położyć. – zaczęłam.
- Okay, mogę iść z tobą?
- Nie. Chce pobyć sama. – wstałam od
stołu i udałam się na górę. Leżałam w łóżku i ubolewałam nad moim życiem.
Gdybym nie chciała rok temu udowodnić Harremu mojej niezależności, to wszystko
potoczyłoby się inaczej. Potrzebowałam się z nim spotkać. Czułam, że nie jestem
w stanie wytrzymać bez niego. Biłam się z
myślami, jak powiedzieć Sivie o mnie i o Stylesie. Nie chciałam go
ranić! Byłam pewna, że go kocham. Napisałam wiadomość do Harrego, żeby czekał
na mnie w parku o 23. Tam, gdzie zawsze.
Kiedy Siva pojechał już do siebie,
ja udałam się do wyznaczonego miejsca na spotkanie. Chłopak już tam na mnie
czekał. Ucieszył się na mój widok, chciał mnie mocno objąć i pocałować, jednak
ja chciałam zachować dystans.
- Angel, co się stało? – zapytał zaniepokojony.
- To co się wydarzyło w nocy… nie
powinno było do tego dojść. Przepraszam. Narobiłam ci tylko nadziei.- rzekłam.
- O czym ty mówisz? Przecież jeszcze
rano mówiłaś, że mnie kochasz.
- Kocham. Ale nie mogę tego dłużej
ciągnąć. Ja i Siva bierzemy ślub, czy tobie się to podoba czy nie. Nie jestem w
stanie złamać jego serca.
- A moje możesz? – zapytał ze łzami.
- Nie utrudniaj tego. – powiedziałam
ze szklanymi oczami.
- To ty wszystko utrudniasz! Bawisz
się mną! Raz mnie chcesz, a potem odkładasz na półkę i rujnujesz wszystko. Nie
rozumiem już tego! Za kogo ty mnie masz! Myślałem, że zdążyłem cię poznać, ale
ty przez cały czas grałaś. To była dla ciebie tylko gra. Nigdy nic do mnie
czułaś, lubiłaś myśleć, że za tobą latam.
- To nie tak. Kocham cię! Ale nie
umiem żyć w ten sposób. Ty nie jesteś z mojej ligi. Na pstryknięcie palcem
możesz mieć każdą dziewczynę i wybrałeś właśnie mnie? Ta noc, była najlepsza w
moim życiu, bo byłam z tobą tak blisko, jak zawsze tego chciałam, ale to jest
złe!
- Tylko ty tak sądzisz. Louis mówił
mi, że jesteś moją druga polówką zanim zdążyłem cię poznać. I najgorsze w tym
wszystkim jest to, że miał rację. Ale co z tego, skoro ty nie chcesz być
szczęśliwa. Nie chcesz żebyśmy oboje mogli być szczęśliwi. Wiesz co? Przeklinam
dzień w którym stanęłaś na mojej drodze!
- Nie bój się, już nigdy więcej mnie
nie zobaczysz. Możesz być tego pewien. – powiedziałam i odeszłam.
Ponownie byłam rozbita i ponownie
żałowałam tego co powiedziałam. Czułam, że to nie jest rozwiązanie, ale działam
pod wpływem chwili. Nie myślałam. Mówiłam wszystko co mi przyniosła ślina na
język. Pojechałam do Sivy. Miałam szczęście, że nie było chłopaków z The Wanted
w domu. Weszłam jak do siebie. Byłam cała zapłakana.
- Kochanie! Co się stało? –
wystraszył się na mój widok, chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na
to. Zdjęłam pierścionek z palca i dałam mu go do dłoni. – Nie rozumiem Co
zrobiłem? Angel!
- Nic. – powiedziałam stanowczo.
- Więc dlaczego? Błagam cię,
porozmawiajmy.
- Ty nic nie zrobiłeś, ale ja tak. –
zaczęłam. – Wczorajszej nocy spałam z Harrym. – powiedziałam. Siva pobladł.
- Żartujesz sobie? To są żarty tak? –
spojrzał na mnie wzrokiem pełnym nadziei.
- Wracam do Polski. Tak będzie najlepiej
dla nas wszystkich. – powiedziałam.
- Wynoś się! – wykrzyczał.
- Siva ja… nie planowałam tego. – zaczęłam
się bronić.
- Nie słyszałaś? Wypierdalaj! –
krzyknął i wypchnął mnie za drzwi.
Doskonale rozumiałam jego postawę.
Przecież to było zrozumiałe. Sama postąpiłabym w ten sam sposób. Mimo to,
bolało. Byłam debilką. Jeszcze tego samego wieczora wyszukałam i zakupiłam
przez Internet bilety do Polski. Udało mi się kupić Las minute na jutro.
Spakowałam się i wyjechałam.
Będąc już w domu, nadal udawałam, że
wszystko gra. Nikt nie słyszał jak płaczę w nocy i rozpaczam, kiedy jestem
sama. Pierwsze trzy miesiące strasznie się dłużyły. Dni były długie i szare,
bez światła, bez muzyki, bez Harrego. Obwiniałam się. Miałam ku temu powody.
Nikomu nigdy nie opowiedziałam o tym, co się stało w ciągu tych 5 lat w Londynie. Ludzie znienawidziliby mnie.
Przecież wiem o tym. Byłam pewna, że jestem w ciąży. Podpowiadał mi to mój instynkt,
brak okresu i codzienne mdłości połączone ze wzmożonym apetytem. Nie miałam
wątpliwości, co to tego, kto jest ojcem. W dalszym ciągu utrzymywałam
kontakt z Louisem. On wiedział co się dzieje
w moim życiu i zagłębił się w historię mnie i Hazzy. Tylko od niego mogłam się
dowiedzieć co się dzieje w jego życiu. Podobno za mną tęskni i nadal mnie kocha
jednocześnie mnie nienawidząc. Pytał Louisa, czy ma ze mną kontakt, ale ten
zaprzeczył, jednak Styles mu nie wierzył. Przecież ja i Tomlinson zawsze rozmawialiśmy
ze sobą o wszystkim. Louis jako jedyny wiedział o ciąży poza moimi rodzicami.
Obiecał milczeć. Chociaż nie było mu łatwo zatajać taką rzecz przed swoim najlepszym
przyjacielem. Moi rodzice byli ciekawi kto jest ojcem i jak niby zamierzam
sobie poradzić z samotnym wychowaniem. Powiedziałam więc im prawdę. Przecież
zasługują na to, żeby wiedzieć, ze to Harry Styles jest ojcem. Nienawidzili go,
za to że zrobił mi dziecko i się ulotnił, ale to nie było przecież tak! To ja
od niego odeszłam, pomimo że on mnie kocha, bo powiedzieliśmy sobie za dużo. Tyle wiedzieli. Tyle powinni wiedzieć. Nie
mieli pojęcia o zaręczynach ze Sivą, ani o tym, że go zdradziłam z Harrym.
Namawiali mnie, żebym mu dała jeszcze jedna szansę i porozmawiała z nim bo
dziecko musi mieć ojca, ale to nie ja
powinnam była mu dawać szansę, tylko on mi. Widzieli nasze wspólne zdjęcia,
nagrania. Widzieli między nami tę chemię, która aż kipiała. Bolało mnie
powracanie do przeszłości, ale tylko tam byłam ja i Harry razem. Uległam namową
rodziców i Louisa. Wróciłam do Londynu po 4 miesiącach. Było mi już widać
brzuszek.
Ponownie zamieszkałam w domu po Pani
Parker. Trzeba było go solidnie przewietrzyć. Louis przychodził mnie odwiedzać
przez pierwszy tydzień. Wspierał mnie na duchu i motywował mnie do tego aby
jechać do Stylesa i z nim uczciwie porozmawiać. Po kilku dniach odważyłam się.
Pojechałam taksówką do domu Harrego
i zadzwoniłam na domofon. Bramka się otworzyła. Weszłam niepewnie do środka i
stanęłam pod drzwiami aż ktoś mi otworzy. Po kilku sekundach drzwi się otwarły.
A w progu ujrzałam kogoś, kogo się tu nigdy nie spodziewałam, kogoś przez kogo
wszystko się schrzaniło.
- Jest Harry? – zapytałam łamanym
głosem.
- Nie ma. – odparła Jessica.
- Skarbie, kto przyszedł? –
usłyszałam dobiegający z głębi domu głos Stylesa.
- Przecież jest. – powiedziałam stanowczo.
– Możesz mnie wpuścić do środka.
- Słuchaj mała, miałaś swoją szansę
i spieprzyłaś. Teraz się od niego odwal. – uśmiechnęła się „słodko” .
- Jessica, kto tam jest? – zapytał ponownie
i wyszedł z pokoju stając w korytarzu naprzeciwko drzwi. Zdziwił go mój widok.
- Możemy porozmawiać? – zapytałam niepewnie.
- Czego ty tu chcesz? – spojrzał na
mnie. Nie chciał ze mną rozmawiać, nie po tym, co mu zrobiłam.
- Proszę cię, to zajmie ci tylko
chwilkę. – powiedziałam błagalnym tonem.
- No dobrze. Wejdź. – odparł.
- Możemy zostać sami? – zapytałam patrząc
na Jessicę.
- Możesz już iść? – zwrócił się do
niej, a ona podeszła do niego i pocałowała go namiętnie. Podczas pocałunku, ona
miała otwarte oczy. Zakochana osoba tak się nie całuje. W końcu wyszła.
- Ty i Jessica jesteście teraz
razem? – zapytałam.
- Do rzeczy Angel. – odparł chłodno.
- Do rzeczy.. tak.. więc… jestem w
ciąży. – spojrzałam na niego.
- Znowu przyszłaś sobie żartować? –
spojrzał na mnie oczami za którymi krył się ból.
- Mówię jak jest. Jestem w ciąży.
Będziesz ojcem mojego dziecka. – odparłam.
- Skąd mam mieć pewność? – zapytał.
- Zaufaj mi. Byłeś moim pierwszym i
ostatnim mężczyzną po Willu i nie zabezpieczyliśmy się. Nie myśl, że chce cię
złapać na dziecko. Jestem gotowa wychować je sama, ale uznałam, że lepiej będzie,
jeśli się dowiesz teraz.
- Naprawdę, to dziecko będzie moje?
- Nie ma innej opcji. Zostaniesz
tatą. – na mojej twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. – Harry… wiem, że
namieszałam w twoim życiu i naprawdę przepraszam cię za to. Ja sama się pogubiłam.
Wystraszyłam się naszego związku. Rok temu, chciałam być z tobą, i to bardzo,
ale ta Jessica, ona… poczułam się zdradzona. Nie wiem dlaczego, ona była ci taka
bliska. Nie chciałam dać ci wtedy odejść, zrobiłam to, żeby ci udowodnić, że
jestem niezależna i umiem sobie radzić. Zniszczyłam wszystko w tamtym momencie.
Harry, ty nawet nie wiesz, jak ja mocno żałuje. Nie widzisz jak każdej nocy
płaczę, modle się o ciebie, rozpamiętuję wszystko i obwiniam się, że wypuściłam
z rąk mój najcenniejszy skarb. Nie byłam z Siva z miłości. Byłam z nim, żeby
zapomnieć o tobie, ale to nie wykonalne. Nie da się zapomnieć o kimś, kto
mieszka w twoim sercu. Kocham cię i tego jednego jestem pewna. Za 50 lat też
będę cię kochać, nic nigdy nie zabije we mnie tej miłości. Zostawiłam cię i
wyjechałam, bo nie chciałam być z żadnym z was, bo będąc z tobą cierpiałby on,
a gdybym nadal była z nim, to ty… - nie dokończyłam, bo Harry wbił we mnie swoje
usta. Ja odwzajemniłam ten pocałunek. Tęskniłam za smakiem jego ust.
- Kocham cię mocniej z każdym dniem
i z każdym kolejnym złamanym sercem. Uzależniłem się od ciebie i obiecuję, że
już nigdy, ale to nigdy nie pozwolę ci odjeść. Jesteśmy sobie pisani. Umrę
razem z tobą, jak w „Pamiętniku”
- Ty jesteś moim Noah. – pocałowałam
go delikatnie. Włożyłam w ten pocałunek wszystkie uczucia.
- Jeśli to będzie dziewczynka to..
- Wiem, wiem, ma na imię Darcy –
roześmiałam się. – A jak chłopiec to Nathan.
- Oczywiście. – pocałował moje
czoło.
- A co z Jessicą. Wy przecież…
- Zerwę z nią.
- Jesteś tego pewien?
- Jak niczego innego na świecie.
Kocham cię.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz