niedziela, 22 września 2013

Rozdział XIX "The End"

               Po cudownym pobycie we Francji pojechaliśmy do Holmes Chapel odebrać Darcy. a następnie wróciliśmy do Londynu. Jak się okazało chłopcy oraz Eleanor, Danielle i Perrie byli wtajemniczeni w niecny plan Stylesa. Ucieszyli się, że powiedziałam „Tak”. Postanowiliśmy ustalić z Harrym wstępną datę ślubu. Musieliśmy wziąć pod uwagę wszystkie goniące go terminy i wyjazdy. Kiedy już znaleźliśmy odpowiedni dzień na ślub poszliśmy wszystko załatwiać. Nie było to aż takie proste jak nam się wydawało, ale udało się. Oboje z Harrym uznaliśmy, że nadeszła pora poinformować o naszych zaręczynach i ślubie jego rodzinę. Oczywiście o zaręczynach już wiedzieli. Harry zdążył się pochwalić Gremmie i Anne. Zaprosiliśmy ich na obiad. Przyjechali. Oczywiście na początku wszyscy byli ciekawi jednego: Gdzie jest nasza kruszynka? Uznałam, że to jest kochane, że tak mocno im na niej zależy. Jak zwykle mieli dla niej masę prezentów. Po jakiejś godzinie zasiedliśmy wszyscy razem przy stole. Po uczcie Harry zaczął temat.
- Bardzo się cieszymy, że dzisiaj przyjechaliście. – powiedział lustrując wzrokiem każdego z osobna. – Chcemy wspólnie z Angel was zaprosić na nasz ślub, który odbędzie się 1 września. – powiedział. Wszyscy się ucieszyli! Wszyscy z wyjątkiem jego mamy.
- To wspaniale! – krzyknął jego ojciec dumny z syna.
- Ogromnie się cieszę kochani. – posłała nam serdeczny uśmiech Gremma.
- W końcu będziecie prawdziwą rodziną. – dodał ojczym.
              Anne nic się nie odzywała. Po obiedzie musieli się już zwijać, ponieważ mieli coś jeszcze do załatwienia. Anne wzięła Harrego na słowo, a ja pożegnałam ich wszystkich i udałam się do płaczącej Darcy. Idąc do pokoju córki usłyszałam przez uchylone drzwi fragment rozmowy.
- Mówiłam ci, że ślub to złe rozwiązanie! – krzyknęła półgłosem wściekła Anne.
- Proszę cię przestań. To naprawdę nie jest twoja sprawa! – odezwał się Styles.
- Moja! Bo jesteś moim synem. Nie wolno ci brać ślubu z byle kim. Ona nie jest dla ciebie! Nie rozumiesz tego? Nie pamiętasz już jak przez nią cierpiałeś? – zapytała go.
- Pamiętam, ale mamy razem dziecko. Zapomniałaś? Jesteś babcią Darcy, a ona jest jej matką. Musicie się w końcu dogadać. – stwierdził.
- Nie ufam jej! Nigdy nie zapałam do niej sympatią. – powiedziała chłodno.
- Mamo kocham cię i wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale Angel jest dla mnie ważna. Kocham ją. I wiem o tym, że ona mnie też. – powiedział.
- Skoro tak mówisz… Ale to nie zmienia faktu, że jestem przeciwna waszemu małżeństwu. - Po tych słowach usłyszałam kroki zmierzające ku drzwiom, uciekłam więc do pokoju Darcy. Mała już nie płakała. Teraz słodko spała. W mojej głowie znowu głębiły się myśli. Było mi przykro, że mama Harrego ma o mnie takie złe zdanie, ale przecież to nie było nowością. Nigdy mnie nie lubiła. Postanowiłam się tym nie przejmować. Najważniejsze było to, że Harry mnie kocha.
                    Przez kolejne dwa miesiące nasze życie nabrało tępa. Musieliśmy zająć się przygotowaniami do ślubu. To było strasznie czasochłonne. Pogoń za dekoracjami, zaproszeniami, bukowanie biletów na samolot do UK dla całej rodziny, przymiarki sukni, jadłospis, szukanie odpowiedniej Sali itp… to wszystko mnie męczyło. Brakowało mi czasu dla Darcy, praktycznie ciągle opiekowali się nią Louis i Liam na zmianę. Ale… ślub bierze się tylko raz.
             Zostały trzy tygodnie do 1 września. Najintensywniejszy okres. W zasadzie teraz to już profesjonaliści przejęli pałeczkę w kwestii wystroju Sali, kościoła, cateringu. Byłam sama obejrzeć salę weselną, bo Harry jechał do studia, a małą zajmowali się moi rodzice, którzy niedawno przylecieli chcąc nam pomóc. Kiedy skończyłam „nadzorować” przygotowania wróciłam do auta, już miałam je odpalać, ale mój telefon zadzwonił. Postanowiłam odebrać. Dzwonił Niall.
- No hej. – powiedziałam radośnie.
- Angel.. – wybełkotał.
- Stało się coś? – zapytałam.
- Przyjedź, bo Ha.. Harr.. y.. bądź tu! – nie mogłam go zrozumieć, był cały roztrzęsiony.
- Niall? Co się dzieje? Coś z Harrym? – zapytałam.
- Harry miał wypadek. – powiedział Liam który najwyraźniej wyrwał telefon Irlandczykowi. – Przyjedź do szpitala, tego gdzie rodziłaś Darcy! – krzyknął. – Piętro drugie pokój 205. Pośpiesz się. – powiedział w nerwach poczym się rozłączył.
                    Byłam przerażona. Z ledwością odpaliłam auto. Jak na złość kluczyk nie chciał wejść do stacyjki. Ruszyłam z piskiem opon nie zważając na to, że jadę właśnie pod prąd i mam na liczniku 100 k/h. Po drodze o mały włos nie spowodowałam wypadku. Ale to nie było istotne. Liczyło się tylko, aby dojechać na miejsce i to jak najszybciej. Kiedy byłam już pod szpitalem zostawiłam auto gdzieś na parkingu i pobiegłam jak na złamanie karku do recepcji. Cała roztrzęsiona zapytałam gdzie leży Harry Styles. Nakierowano mnie. Nie zważałam na ludzi których taranowałam. Chciałam pobiec do Harrego i zobaczyć, że wszystko jest w porządku. Wbiegłam na drugie piętro. Wszyscy tam już byli. Ledwo łapiąc powietrze do płuc zapytałam co się stało i gdzie on jest. Wszyscy ryczeli. Przeczuwałam najgorsze.
- Gdzie jest Harry? – zapytałam ponownie, do moich oczu napłynęły łzy. – Do jasnej cholery! Gdzie jest mój Harry?! – krzyknęłam, a Louis wstał z miejsca i mnie mocno do siebie przytulił.
- Harry miał wypadek. – powiedział drżącym głosem.
- Nie… Gdzie on jest? Chcę go zobaczyć – rozpłakałam się już na dobre.
- Nie wolno tam wchodzić. Właśnie go operują. Jechał za szybko i stracił kontrolę nad kierownicą… zatrzymał się na drzewie. – powiedział. Zamarłam.
- Boże…! – zaczęłam zanosić się płaczem. Wszyscy próbowali mnie uspokoić. Zauważyłam, że jest też z nami Anne, siedziała na końcu rzędu kryjąc twarz w dłonie. Niepewnie podeszłam do niej.
- Anne.. – wyszeptałam trzęsąc się ze strachu i z bólu. Po moich policzkach nadal ciekły łzy.
- Jechał za szybko… - wyszeptała i spojrzała na mnie.
Nic już nie powiedziałam, usiadłam obok niej i zamarłam. Skryłam twarz w dłonie, skuliłam się i zaczęłam zanosić się gorzkim płaczem. Cała się trzęsłam i miałam problemy z złapaniem tchu. W tamtym momencie czułam, że wszystko się może zdarzyć, a Harry może umrzeć. Nie przeżyłabym tego. „Biedna Darcy – pomyślałam. – A jeśli Harry… jeśli on…” Wtedy usłyszałam, że ktoś wychodzi z Sali. Zeskoczyłam z krzesła i podbiegłam do lekarza.
- Co z nim? – zapytałam.
- Nie mogę jeszcze udzielić żadnych informacji. Proszę czekać cierpliwie.
- Cierpliwie?! – podniosłam ton głosu. Na nowo zaczęłam płakać. Byłam kłębkiem nerwów. Danielle przyniosła mi kawę, jednak nie miałam ochoty jej pić.
- Błaga cię Harry walcz. Nie poddawaj się. Masz dla kogo żyć. Masz mnie, Darcy. Błagam. Kocham cię. – szeptałam półgłosem w nerwach zaciskając mocno powieki i składając ręce jak do modlitwy. Anne mocno mnie wtedy przytuliła.
- Kochasz go. – wyszeptała. – Naprawdę go kochasz.
- Jak mogła pani w to kiedykolwiek wątpić? – zapytałam zdołowana.
Czekanie dłużyło i się i dłużyło. Godzina, dwie, trzy… operacja wciąż trwała.
- Jeśli Harry.. – zaczęłam.
- Wszystko będzie dobrze Angel! Nie wolno ci tam myśleć! – złapał mnie za dłoń Zayn.
- On i Darcy są dla mnie wszystkim. Jeśli on u-u-umrze ja… - na nowo zaniosłam się płaczem. Liam przytulił mnie mocno do siebie.
W tym samym momencie lekarz wyszedł z sali. Wstałam z krzesła i podbiegłam do niego, po mnie powtórzyli to wszyscy.
- Kto jest jego rodziną? – zapytał doktor.
- Wszyscy. – odparł Niall.
- A więc, pacjent miał poważne obrażenia wewnętrzne. Zrobiliśmy co w naszej mocy. Operacja się udała. Pacjent jest teraz w śpiące farmakologicznej. Powinien się wybudzić za klika godzin. Stoczyliśmy ciężką walkę o jego życie, prawdę mówiąc z medycznego punktu widzenia szanse na jego ocalenie były marne. Walczył zacięcie. Jak widać ma tym świecie osoby z którymi jeszcze się nie chciał żegnać.
- Można do niego wejść? – zapytałam ocierając łzy.
- Tak. Ale tylko jedna – dwie osoby. Nie siedźcie za długo. Dzisiaj i tak się już nie obudzi.
- Dziękujemy. – powiedziała Anne.
- Kto idzie go odwiedzić? – zapytał Zayn.
- Idź. – usłyszałam z ust Anne.
                      Niepewnie weszłam do środka. Trzęsłam się. Na widok nieprzytomnego, obolałego Harrego dostałam do serca uderzenie bólu. Usiadłam przy jego boku i chwyciłam jego dłoń.
- Kochanie, jestem tu. – zaczęłam mówić delikatnym głosem. – Tak się o ciebie bałam. Nigdy więcej mi tak nie rób.  Kocham cię. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Zanim cię poznałam moje życie było nijakie. Ty nadałeś mu kolorów. Kocham cię i błagam cię nigdy mnie nie zostawiaj. Nie umiałabym żyć bez ciebie. Harry, bądź silny. Proszę.
- Musi pani już wyjść. – usłyszałam głos pielęgniarki.
- Mogę przy nim zostać? Nie chcę żeby był tu sam. – odparłam.
- To nie zgodne z przepisami naszego szpitala.
- Błagam panią. Chociaż na jedną noc, dopóki jest nieprzytomny. Kiedy stąd wyjdę będę umierać z niepokoju.
- No dobrze. Poinformuję ordynatora. – uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Nie zostawię cię kochanie. – powiedziałam i pocałowałam jego dłoń.
                      Nazajutrz Harry się obudził. I właściwie… zaraz po przebudzeniu obudził mnie głaszcząc ostatkiem sił moją głowę którą miałam oparta o barierkę jego łóżka. Czując jego dotyk na nowo czułam, że żyję. Poinformowałam lekarza. Od wczesnych porannych godzin chłopaki siedzieli pod salą wraz z matką Harrego. Powiedziałam im, że zostałam wyproszona na moment z sali, bo Harry się obudził. Ucieszyli się.. odetchnęli z ulgą. Kiedy lekarz opuścił jego pokój Anne weszła do środka i powiedziała, że ja też mam tam iść.
- Jak się czujesz synku? – zapytała z troską siadając przy jego boku.
- Bywało lepiej. – wyszeptał. Był pozbawiony sił. Stanęłam obok Anne i posłałam mu serdeczny uśmiech pełen miłości i otuchy.
- Musisz wracać do zdrowia, w końcu bierzecie ślub za 3 tygodnie. – powiedziała chwytając mnie i chłopaka za dłoń. Byłam zaskoczona. – Chce was przeprosić, a zwłaszcza ciebie Angel. – zaczęła. – To jak cię traktowałam było złe. Widzę, jak mocno kochasz Harrego, a on to odwzajemnia. Jesteście dla siebie stworzeni. Ja nie mogę tego niszczyć. Kochacie się i to jest dla mnie najważniejsze. Angel witaj w rodzinie. – powiedziała ze łzami. Ja i Harry też się wzruszyliśmy.
- Dziękuję. – powiedziałam, poczym ją uścisnęłam.
Ponownie wszedł lekarz. Kazał nam wyjść, bo robi obchód. Po tygodniu Harry opuścił szpital i na ostro zajęliśmy się dopinaniem wszystkiego na ostatni guzik przed ceremonią.

                    W końcu nadszedł ten dzień. 1 września. Nie widziałam Harrego od samego rana gdyż on spał u siebie, a ja wraz z Darcy i rodzicami nocowałam w domu po Pani Parker. Harrym zajmowali się chłopcy, ja natomiast wpadłam w ręce Perrie, Danielle i Eleanor. Byłam strasznie podenerwowana i podekscytowana zarazem. Nie umiałam się zebrać do kupy. Chciałam, żeby ten dzień był idealny i dokładnie taki jaki sobie razem z Harrym wymarzyliśmy. Cieszyłam się, że datą ślubu jest 1. września, ponieważ była to dla mnie szczególna data. Naprawdę szczególna. Dziewczyny odprawiały nade mną i nad małą Darcy rytuały. Miałam coś niebieskiego, pożyczonego itp., itd. Moja suknia ślubna była skromna i pełna klasy. Nigdy nie chciałam iście balowej kiecki. Były zbyt przerysowane i teatralne. Zamówiona specjalnie na ten dzień fryzjerka spięła moje włosy, zrobiła mi śliczny makijaż którego prawie nie było widać, a przy okazji zrobiła na główce Darcy małe warkoczyki. Wygląda tak ślicznie! Kiedy założyłam na siebie białą suknię, wtedy dopiero poczułam, że to już. Że dzisiaj zostanę żoną Harrego. ZOSTANĘ JEGO ŻONĄ! Czy może być coś piękniejszego? Byłam cała w skowronkach. Od samego rana tańczyłam, śpiewałam, a dziewczyny i rodzice mi w tym pomagali.
  

   Zaczęła się schodzić najbliższa rodzina. Wynajęliśmy im pokoje w jednym z hoteli z Londynie i opłaciliśmy lot w obie strony. Chciałam, żeby dzisiaj byli ze mną wszyscy moi najbliżsi. Nie było tylko mojego dziadka. Było mi smutno, że dziadziuś nie zatańczy ze mną na moim weselu, ale wiem, że obserwował mnie z góry. Brakowało mi też wśród gości Pani Parker. Ona tyle dla mnie zrobiła i zawdzięczam jej wszystko. Kochała mnie jak własną córkę, a ja ją jak najlepsza w świecie ciotkę.
                   Kiedy wybiła godzina zero kamerzysta wparował do pięknie przystrojonego domu a zaraz za nim Harry i reszta gości. Rodzice nas pobłogosławili, a potem pojechaliśmy razem w białej limuzynie do Katedry.
- Denerwujesz się? – zapytałam.
- Nie. – odparł Harry i chwycił mocno moją dłoń. – A ty?
- Nie. – uśmiechnęłam się szeroko. – Mocno cię kocham.
- Ja ciebie też. – odparł. – Nigdy jeszcze nie widziałem równie pięknej panny młodej. – zaśmiał się wesoło.
- Ty też wyglądasz nieziemsko. – posłałam mu promienny uśmiech. Razem z  nami w limuzynie jechali nasi rodzice oraz nasza córka. Miałam coś ważnego powiedzieć Harremu – Harry, musisz o czymś wiedzieć – zaczęłam, ale do naszych uszu dobiegł inny dźwięk.
- Pieś. – powiedziała dość niezrozumiale Darcy.
- Angel? Słyszałaś?! – krzyknął Harry.
- Słyszałam. – ucieszyłam się. – Moja księżniczka. – pocałowałam ją.
- Nasza. – poprawił mnie Harry i również ją pocałował.
- Ma coś z ciebie. – zaśmiałam się. – Twoim pierwszym słowem był kot, a jej pies. – zachichotałam. – Moim było tylko Gaga. – Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Kocham cię i jestem największym szczęściarzem na ziemi. - W tym momencie dojechaliśmy. Nie zdążyłam mu powiedzieć czegoś niezwykle istotnego. Wolałam żeby dowiedział się o tym przed ślubem… ale zwyczajnie nie zdążyłam. Pomógł mi wysiąść z limuzyny, za nami wysiedli nasi rodzice wraz z naszą gaworzącą perełką. Wszyscy już się zjechali. Harry wprowadził do kościoła moją mamę i swoją. Ja natomiast byłam prowadzona do ołtarza przez mojego tatę. Moje nogi znowu zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa robiąc się jak z waty. Doszłam. Idąc do ołtarza miałam na ustach szeroki uśmiech. Tak samo jak i czekający na mnie przyszły mąż. Ceremonia się zaczęła. Kiedy nadszedł czas przysięgi, słyszałam jak świadek Harrego, którym był Zayn cicho łka, tak samo jak i mój świadek – Perrie.
                       Kiedy Harry zaczął powtarzać za księdzem słowa przysięgi, łzy popłynęły wzdłuż jego policzka, jednak nie zasłoniły uśmiechu który mu towarzyszył przez całą ceremonię..  "Ja Harold biorę sobie Ciebie Anielo za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Następnie nadeszła moja kolej.  "Ja Aniela biorę sobie Ciebie Haroldzie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci." Kiedy ksiądz powiedział słynne „Możesz pocałować Pannę Młodą” Harry zaczął całować mnie tak zachłannie, jakbyśmy się nie widzieli od roku. To było miłe. Lubiłam jak mnie całował, dotykał, przytulał, pieścił, szeptał że mnie kocha. Kochałam jego wahania nastrojów, dziwne, ale słodkie poczucie humoru, jego sposób mówienia, poruszania się, jego kręte włosy, błysk zielonych oczu oraz uśmiech który sprawiał, że chciało mi się żyć. Wyszliśmy razem z Katedry, a na zewnątrz czekali już na nas goście którzy obrzucali nas ryżem i polskimi grosikami (oczywiście moja część gości) na szczęście. Zaczęliśmy je zbierać z Harrym. Później wszyscy udaliśmy się do Sali weselnej. Wszystko poszło perfekcyjnie. Wesele było dwudniowe. Prawdę mówiąc nie mieliśmy nawet z Harrym czasu ba porządną noc poślubną, bo zaraz po pierwszym dniu wesela, które skończyło się o 7 rano poszliśmy do hotelu naprzeciwko, gdzie zatrzymali się nasi goście aby się wykąpać i trochę wyspać przed dalszą częścią imprezy.
                       Po drugim dniu wesela wróciliśmy już wymordowani, ale szczęśliwi do naszego wspólnego domu. Darcy została z rodzicami w domu po Pani Parker, bo chcieli spędzić z nią trochę czasu zanim wyjadę a tym samym dając nam chwilkę dla siebie.
- Witam w domu Pani Styles. – powiedział Loczek biorąc mnie na ręce i przenosząc przez próg domu. – Mamy przed sobą długą noc. – na jego twarzy pojawił się figlarny uśmiech.
- Już się nie mogę doczekać. – wyszeptałam i pocałowałam go namiętnie bawiąc się przy tym jego włosami. Harry ponownie wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni gdzie położył mnie na naszym dużym łóżku i całując mnie po szyi zaczął ściągać ze mnie części garderoby. Pomagałam mu w tym trochę, bo miał problem ze zdjęciem jasnoróżowej sukienki.
- To będzie nasz pierwsza noc jako małżonkowie. – powiedział odrywając się od moich ust.
- Pierwsza i na jakiś czas ostatnia. – powiedziałam.
- Ostatnia? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Jestem w ciąży. – odparłam, na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.
- Kocham cię. – powiedział i pocałował mnie namiętnie.
- 2 miesiąc – wyszeptałam podczas pocałunku.
- Darcy będzie miała brata. – powiedział Styles.
- Skąd wiesz, że brata? – zapytałam przerywając na moment pieszczoty.
- Imię Nathan nie może się przecież zmarnować. – zaśmiał się wesoło i zaczął mnie ponownie całować.
                          To była jedna z najcudowniejszych nocy jakie razem spędziliśmy. Od momentu ślubu wiele się w naszym życiu pozmieniało, ale zdecydowanie na lepsze. Byliśmy bardziej wytrwali, utwierdzeni w naszym związku i nic nie stawało nam na drodze do szczęścia. W zasadzie to brukowce próbowali wymyślać różne sensacje na nasz temat i na temat mojego męża, jednak nauczyłam się, że to tylko sieczka. Nie warto w nią wierzyć. Po 7 miesiącach na świat przyszedł Nathan. Urodził się 20 marca o godzinie 17:34. Od tamtej pory wszystko było jeszcze bardziej zwariowane. Nathan odziedziczył po mnie upartość, a Darcy odziedziczyła też tą samą cechę, tyle tylko, że  po Harrym. Kiedyś przyjechałam do Londynu aby odmienić swoje życie. Syudia były tylko pretekstem do przyjazdu tutaj. Nie sadziłam, że to miasto zaoferuje mi tyle łez, upadków, wzlotów i przede wszystkim szczęścia. Może nie zawsze się zgadzamy we wszystkich kwestiach, ale nasze uczucie się nie wypala. Chciałam od Londynu miłości i dostałam Harrego. Dostałam spełnienie najskrytszych marzeń skryte w jednym zachrypniętym „Kocham.” Z biegiem czasu zespół się rozpadł. Po 30 latach postanowili wrócić do normalności.  Jednak ich życie nigdy już nie będzie normalne, bo gdy spotykamy się razem wszyscy i zaczynamy wspominać dzieją się różne rzeczy. Powracają stare krzyki, przepychanki, napady śmiechu, wygłupy i bitwa o pilota. W tym przypadku nic się nie zmienia pomimo czasu. Wszystko jest jak dawniej i to jest cudowne.

*** 50 lat później *** 
                   
                        Miesiąc temu Harry zmarł. Miał raka. Jego organizm był zbyt słaby żeby walczyć. Miał 79 lat. Ja mam teraz 76. 72 lata… piękna liczba. Odkąd nie ma Harrego czuję pustkę i żal. Nic nie jest tak jak dawniej. Nikt nie mówi mi już, że mnie kocha w tak piękny sposób. Co noc modlę się, żeby przyszedł i mnie stąd zabrał do siebie, żebyśmy znowu mogli być razem. Bo ON tylko ON od momentu kiedy po raz pierwszy spojrzeliśmy sobie w oczy na przyjęciu u Louisa 22 grudnia 53 lata temu, aż do momentu kiedy jego serce przestało bić, jest, był i będzie tym jednym jedynym już na zawsze. Nawet śmierć nas nie rozdzieli. To uczucie jest zbyt silne, aby mogło tak po prostu nie przetrwać. Darcy i Nathan opiekują się mną odkąd Harry odszedł, jestem im za to wdzięczna. Martwią się o mnie i nie chcą żebym była sama w domu. Ale mi jest tak dobrze. Nie chcę nigdzie wychodzić, nie chcę czuć na twarzy promieni słońca, nie chcę słyszeć śpiewu ptaków. Nic już nie chcę. Chce tylko mojego Harrego. Chcę żeby mnie przytulił, pocałował i powiedział, ze jest przy mnie i ze mnie kocha. Tyle chcę. Czy to aż tak wiele? Mój dzień wygląda całkiem normalnie. Budzę się rano, ubieram się, idę coś zjeść, włączę stare płyty One Direction, rozmawiam z dziećmi i z wnukami, wpatruję się w nasze ślubne zdjęcie, a potem kładę się spać. Kładę się spać i modlę się, żeby przyszedł i mnie uratował. Modlę się, żeby zabrał mnie ze sobą. W każdej sekundzie przez 50 lat naszego małżeństwa sprawiał, że czułam się jak w jednej z bajek Disneya… „I żyli długo i szczęśliwie”. On był moją bajką.

***KONIEC***





2 komentarze: