środa, 4 września 2013

Rozdział: XII "Begin Again"

Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=OqYzjJHM_qE
            Następnego dnia nie widziałam się z Harrym. Nie było ku temu okazji. Z jednej strony oboje chcieliśmy odespać po weselu, a z drugiej ja musiałam zająć się Kają i pokazać jej co nieco w Londynie. Ona wyjeżdża już po jutrze a ja nie dostanę kolejnego urlopu. Postanowiłyśmy wykorzystać więc niedzielę.  Byłam padnięta, ale nie chciałam jej zawieść. Pokazałam jej Big Ben – moją ulubiona atrakcję Londynu, Trafalgar Squere, London Eye i kilka innych miejsc o których piszą w przewodnikach turystycznych. Była zadowolona z naszej wycieczki i narobiła mnóstwo zdjęć.
            Nazajutrz będąc w pracy byłam strasznie, ale to strasznie rozkojarzona. Szefowa była o to wkurzona. No ale co ja mam zrobić, że w mojej głowie wciąż siedzi sobotnia noc? Tym bardziej, że nie wiem co się dzieje. Nie widzieliśmy się. Nie mam pojęcia, czy ten pocałunek był tylko chwilowym brakiem kontroli nad zmysłami czy jakimś minimalnym dowodem miłości. Nic nie wiedziałam. Bałam się każdego z tych dwóch rozwiązań. Wiedziałam, że robię źle zbliżając się do niego, bo ludzie nie zrozumieją niczego. Będą nas nienawidzić i oczerniać. Zawsze tak było ilekroć Harry się z kimś związał. Fanki były rozgoryczone i atakowały jego dziewczyny. Ja nie chciałam być kolejnym celem hejtów. Nie mam na tyle cierpliwości… chyba. Dostałam wiadomość, wyjęłam telefon z prawej kieszeni jeansów czając się z nim, gdyż dostałabym ochrzan od szefowej że nie zajmuję się tym czym powinnam. Ostrożnie odblokowałam klawiaturę i odczytałam sms’a. „Cześć kochanie ;* Mam nadzieję, że Ci nie przeszkadzam w pracy. Będę dzisiaj po ciebie o 14. Ubierz się ładnie!” Ubierz się ładnie? Co to miało niby znaczyć? Ładnie.. ale z jakiej okazji? Gdzie? Czy ładnie oznacza podarte jeansy i t-shirt lub koronkową wieczorową suknię a może spódnica i żakiet? Nic z tego nie rozumiałam. Szybko wystukałam na klawiaturze: „Przeszkadzasz. ;* Harry o czym ty mówisz? W co mam się ubrać?” szybko dostałam odpowiedź: „W co tylko chcesz, ale żeby ci było wygodnie.” Jakoś nie wiele mi rozjaśnił. No nic. Pora wrócić do pracy.  Siedziałam właśnie w kuchni i nakładałam ciasto do kartonów. Szefowa była na mnie dzisiaj strasznie cięta i obserwowała mnie z ukrycia.
                  Po powrocie do domu około 13 wbiegłam z rozpędu do pokoju ledwie mieszcząc się w drzwiach, Kaja pobiegła za mną.
- Co ty wyprawiasz? – zapytała stojąc nade mną, a ja wygrzebywałam z dna szafy jakieś ciuchy i przebierałam w nich starając się znaleźć coś „ładnego”.
- Harry po mnie przyjeżdża za godzinę! Kazał mi się ładnie ubrać. – wyjaśniałam.
- Gdzie idziecie?
- Gdybym wiedziała byłoby bosko. – odparłam nie przerywając przerzucania szmat. Kaja kucnęła obok mnie i wyciągnęła jakąś sukienkę.
- W tym ci będzie dobrze. – powiedziała.
Szybko pobiegłam na dół wyprasować sukienkę i następnie do łazienki aby ją przymierzyć.
- I jak wyglądam? – zapytałam wchodząc ponownie do pokoju.
- ślicznie, jak Taylor Swift!


  
- Jak była Harrego? Wielkie dzięki! Fantastycznie doradzasz. – uśmiechnęłam się sztucznie i pobiegłam to z siebie ściągnąć. Usłyszałam dzwonek do drzwi – Choler to pewnie Harry! Miał być dopiero za pół godziny – zerknęłam na zegarek – Otwórz! – krzyknęłam z łazienki.
Udałam się ponownie do pokoju aby jeszcze raz przeglądnąć szafę. Ostatecznie wybrałam niebieską kieckę z jeansu i lekką brązową kurtkę ze sztucznej skóry. Zaniosłam te ciuchy do łazienki, a  sama pobiegłam na dół.
  
- Hej. – rzuciłam zbiegając w dół po schodach, gdzie siedział samotnie Harry. – Gdzie Kaja? – zapytałam zdezorientowana.
- Cześć – odwrócił twarz w moją stronę. – Nie wiem, otworzyła drzwi i gdzieś poszła.
- Standard. – przewróciłam oczami i zatrzymałam się w połowie schodów. – Jeszcze nie jestem gotowa. A tak w ogóle, to w co mam się ubrać? – spojrzałam na niego ciekawa.
- Załóż cokolwiek, we wszystkim będzie ci pięknie. – uśmiechnął się szeroko, a ja odwzajemniłam jego mimikę i wróciłam z powrotem na górę ubrać się i uczesać. Po 15 minutach zeszłam po schodach już w pełni gotowa.
- Możemy iść. – powiedziałam podając dłoń siedzącemu na kanapie chłopakowi. On posłusznie wstał i zaczął podążać za mną w stronę drzwi.
- Pięknie wyglądasz. Czekaj. – usłyszałam. – Nie przywitaliśmy się nawet. – zatrzymał mnie w drzwiach i oparł o ścianę zatapiając usta w moich. Ponownie poczułam silne, przyjemne mrowienie w brzuchu a nogi stały się niczym z waty.
- Najlepsze chciałam zostawić na koniec. – wyszeptałam. Harry chwycił mnie mocno za dłoń i poprowadził do swojego samochodu otwierając mi drzwi i wpuszczając do środka. Następnie wsiadł on. Włączył radio i odpalił silnik ruszając z piskiem opon. Pomimo ostremu startowi jechał w miarę wolno i bezpiecznie, pewnie dlatego, że miał mnie na pokładzie.
- Kochanie, gdzie my jedziemy? – zapytałam po 30 minutach drogi, kiedy zauważyłam, że wyjeżdżamy z Londynu.
- Spokojnie. Za jakieś 3 godziny będziemy na miejscu. – zerknął na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- Za ile? – zapytałam niedowierzaniem. – No ale… po co i dlaczego? Gdzie my w ogóle jedziemy?
- Zobaczysz. – posłał mi swój cwaniacki uśmiech.
- No proszę cię! – usłyszał mój błagalny ton.
- Cichutko kochanie. Jeśli jesteś zmęczona po pracy, możesz się zdrzemnąć na 3 godziny. – puszczając kierownicę lewą ręką pogładził moją dłoń.
- Nie zasnę. Lubię się patrzeć na drogę kiedy jadę. – uśmiechnęłam się szeroko i  zaczęłam śpiewać „Best song ever” która właśnie leciała w radiu. Loczek przyłączył się do mnie.

                Po 3 godzinach drogi GPS dał nam sygnał, że już zbliżamy się do celu. Przez te całe 3 godziny nie wspomnieliśmy ani słowem o tym co miało miejsce po weselu oraz dzisiaj… mam na myśli te dwa pocałunki. W ogóle nie poruszyliśmy nawet naszego tematu. Zatrzymaliśmy się na podjeździe jakiegoś dużego, oświetlonego domu. Zbliżała się 17.
   
- Co my tutaj robimy? – zapytałam kiedy zgasił silnik auta. Harry uśmiechnął się nieznacznie, wysiadł i otworzył dla mnie drzwi podając mi swoją dłoń. Wysiadłam i rozejrzałam się dokoła nadal trzymając się go.
- Wiesz gdzie jesteśmy? – zapytał radośnie.
- To twój dom. Jesteśmy w Holmes Chapel. – stwierdziłam patrząc w jego oczy.
- No właśnie… Uznałem, że moja rodzina powinna poznać moją dziewczynę. – uśmiechnął się nieśmiało.
- Dziewczynę? – spojrzałam na niego zaskoczona – Jeszcze nawet nie byliśmy na pierwszej randce. – uśmiechnęłam się promiennie.
- Nadrobimy to. – wyszeptał poczym pocałował mnie namiętnie. Oddałam jego pocałunek. Byłam strasznie spragniona jego ust. Nie wiem jak mogę opisać to co czułam za każdym razem kiedy nasze usta się odnajdywały. To jest chyba niemożliwe. Kochałam ten stan i kołatanie serca.
Wziął mnie za dłoń i poprowadził w stronę drzwi pukając w nie donośnie. Szybko otworzyła je wysoka, piękna brunetka na której twarzy gościł uśmiech i małe dołeczki. Nie miałam wątpliwości, że musi to być Gremma.
- Cześć Harry! – krzyknęła od progu i rzuciła się w ramiona swojego brata.
- Tęskniłem. – powiedział – Poznaj, to jest Angel, moja dziewczyna. – zwrócił się do niej wskazując na mnie wzrokiem. Brunetka natychmiast mnie uściskała z całej siły.
- Strasznie się cieszę, że mogę cię poznać. – powiedziała. – Harry wielokrotnie mi o Tobie wspominał przez telefon. – powiedziała. – Wejdźcie! – zaprosiła nas do środka. Ja przesłałam Stylesowi pytające spojrzenie, a on tylko mocniej chwycił moją dłoń i pocałował mnie w głowę, aby dodać mi otuchy. Niesamowicie bałam się wejść dalej. Byłam cała podenerwowana, oczywiście starałam się nie dać tego po sobie poznać, jednak mój chłopak… Boże jak to pięknie brzmi… znał mnie niemalże na wylot. Gremma zaprowadziła nas do ogromnego salonu gdzie czekało na nas kilka osób. Wszyscy przerwali dyskusję na nasz widok.
- Cześć wszystkim! – powiedział Harry, ścisnęłam mocno jego dłoń – Nie przyjechałem dzisiaj sam. Chciałem wam wszystkim przedstawić moją dziewczynę Angel. Pewnie wspominałem wam o niej kilka razy. Jak widzicie jest piękna i bardzo nieśmiała. – zaśmiał się. Piękna, starsza kobieta w ciemnych włosach wstała od stołu i podeszła do nas ściskając moją dłoń na przywitanie.
- Miło mi cię poznać. Jestem Anne. – powiedziała poczym pocałowała mój policzek.
- Mi również miło panią poznać. – uśmiechnęłam się do niej promiennie.
- Proszę mów do mnie po imieniu. – odparła. Później rzuciła się na szyję Harremu. Do mnie natomiast podeszło dwóch silnych, potężnych mężczyzn, pierwszym z nich był Robin – ojczym Hazzy, a drugim Des – jego tata. Z wszystkimi się przywitałam. Potem zasiedliśmy do wielkiego stołu który był obficie zastawiony. Można było wywnioskować, że Harry uprzedził swoją rodzinę, nie pojawi się sam. Nie rozumiałam nic z tego co się działo. Byłam spięta, to fakt, ale z drugiej strony starałam się zachowywać naturalnie.
- Harry mówił, że jesteś z Polski. – zwróciła się do mnie jego mama.
- Tak, pochodzę z Krakowa. Do Londynu przyjechałam 4 lata temu. – wyjaśniłam.
- W jakim celu? – zaciekawił się jego ojciec, w odpowiedzi dostał karcące spojrzenie Gremmy.
- Na studia. – odpowiedziałam krótko.
- Co studiujesz? – kontynuował starszy mężczyzna. Miałam dość tego wywiadu. Zważałam na każde wypowiedziane słowo.
- Filologie Angielską na polskiej uczelni. Właściwie, to skończyłam już studia tydzień temu. – odparłam z delikatnym uśmiechem.
- Co planujesz teraz robić? – pytaniom nie było końca.
- Odkąd zamieszkałam w Londynie, pracuję w małej cukierni na Victoria Street, z czasem zatrudniłam się jako opiekunka u pewnej starszej kobiety. – odpowiedziałam.
- Dobrze, może już dość tego wywiadu? – powiedział Harry.
- To nie jest żaden wywiad, tylko proste pytania. To chyba nic zdrożnego, że chcemy się czegoś dowiedzieć o twojej przyjaciółce.
- O mojej dziewczynie. – poprawił go chłopak.
- Tak, tak. – odparł przeżuwając kromkę chleba.
- Angel, słyszałam, że poznaliście się z Harrym dzięki Louisowi. – zaczęła Anne.
- Tak. To było dokładnie 22 grudnia, kiedy Louis robił urodziny. – sprostowałam.
- Pamiętasz, opowiadałem ci o tym. – wtrącił się Loczek.
- Ach, faktycznie. – uśmiechnęła się szeroko brunetka.
Po chwili podała na stół ciasto kokosowe. Było naprawdę bardzo dobre.
- Wyborne ciasto. – powiedziałam.
- Cieszę się, że ci smakuje – przesłała mi serdeczny uśmiech.
- Angel uwielbia słodycze. – wtrącił się Harry i objął mnie ramieniem. – To pewnie dlatego pracuje w cukierni. – zaśmiał się melodyjnie. – A swoją drogą trzeba zrobić dobre wrażenie na teściowej.
- Cicho bądź – szturchnęłam go lekko śmiejąc się. – Twoja mam naprawdę dobrze gotuje i piecze.
- A nie mówiłem? – musnął lekko moje usta.
- On jest niemożliwy. – pokiwałam głową.
- Cały Harry. Wiesz, że jesteś pierwszą dziewczyną, którą tak śmiało przyprowadził do domu? – spojrzała na mnie starsza kobieta.
- Mamo proszę cię, nie zawstydzaj mnie. – zakrył twarz lewą dłonią i śmiał się pod nosem.

- Prawdę mówiąc, to sama byłam w szoku, bo rano przysłał mi wiadomość, że mam się ubrać w coś ładnego i przyjedzie po mnie o 14 nie mówiąc mi dokąd się wybieramy. Dopiero gdy byliśmy już pod Państwa domem oświecił mnie. – powiedziałam śmiejąc się cicho.
- Wstydziłbyś się. – zażartowała jego siostra.
- Oj Harry, Harry. – wtrącił się ojczym.
- No co? – spojrzał na ojczyma. – Gdybym powiedział, gdzie chcę ją zabrać, to pewnie wykręcałaby się, że jest zmęczona po pracy i nie ma sił, bo bałaby się tu przyjechać.
- Kochanie, proszę cię. – zwróciłam się do niego nieśmiało. - Mimo wszystko bardzo się cieszę, że mogę tutaj dzisiaj być. – uśmiechnęłam się szeroko.
- Nam tez jest równie miło! Harry tyle nam o tobie opowiadał, że czuję, jakbym cię znała znacznie dłużej. – wtrąciła się jego matka.
- To miłe. – odparłam z lekkim rumieńcem.
                        Posiedzieliśmy z nimi jeszcze krótką chwilkę, po czym pożegnaliśmy się i odjechaliśmy. Anne i Robin proponowali nam, żebyśmy zostali jeszcze na noc, ale nie byliśmy w stanie ze względu na moją pracę. Wróciliśmy do Londynu blisko północy. Styles odwiózł mnie do domu. Od razu po przekroczeniu progu opowiedziałam Kai, co się dzisiaj stało. Oczywiście nie oszczędziła sobie komentarzy. Jakoś przestały mnie one interesować. Ja wiedziałam swoje, byłam pewna, ze skoro Styles przedstawił mnie swoim rodzicom, to nie jestem tylko przelotnym romansem.
Na drugi dzień z samego rana pojechałyśmy z Kają na lotnisko, gdzie miała czekać na samolot, pożegnałam ją i pobiegłam do pracy. Spóźniłam się 5 minut i szefowa urządziła mi istny Sajgon. David – mój współpracownik cieszył się z tego, ponieważ mnie nie lubił i był zły, że niekiedy robię coś sumienniej od niego.

                         Wieczorem pojechałam z One Direction do pubu. Mieliśmy oblać ukazanie się ich nowego teledysku który pobił rekordy oglądalności. Było dość tłocznie i wszędzie czaili się fotoreporterzy. Mieli nową sensację widok mnie i Harrego w swoich ramionach. Czułam się dziwnie, wiedząc, że cały świat śledzi mój związek z nim. A raczej zacznie śledzić, kiedy wyjdzie na jaw po opublikowaniu tych zdjęć z imprezy. Harry w pełni to rozumiał. Wiedział, ze muszę nauczyć, że odkąd ludzie się o nas dowiedzą to po pierwsze nie zostawią na ans suchej nitki, a po drugie wszędzie gdzie tylko się pojawimy aparaty pójdą w ruch. Nie było mi łatwo zaakceptować ten fakt, ale musiałam ze względu na niego. Zależało mi na nim i wiedziałam, że gra jest warta świeczki. Kiedy siedzieliśmy wszyscy razem przy stoliku, poczułam, że potrzebuję się czegoś napić, chłopak chciał skoczyć dla mnie po coś do picia, ale powstrzymałam go, gdyż chciałam jeszcze skorzystać z toalety. Po „odcedzeniu kartofli xd” podeszłam do baru zamawiając drinka. Wtedy napatoczył się Siva. Stanęłam jak wryta.
- Znowu się spotykamy. Przypadek czy przeznaczenie? – posłał mi zalotne spojrzenie.
- Ślepy traf. – zaśmiałam się. Nie chciałam z nim gadać!
- Jesteś tego pewna? Przeznaczeniu zawsze można pomóc. – przybliżył się do mnie i czułam, że chce mnie pocałować.
  
- Nie tym razem. - Powiedziałam i pokiwałam przecząco głową odsuwając się kilka centymetrów w bok.
- Dobra, przepraszam. – powiedział, kiedy próba pocałowania mnie nie wyszła. – Jesteś bardzo piękna i spodobałaś mi się już wtedy na przyjęciu, to dlatego cię pocałowałem. Myślałem, że mogę to powtórzyć. – powiedział.
- Spóźniłeś się. Gdybyś odezwał się do mnie po tamtym przyjęciu, to pewnie miałbyś szansę. – odparłam biorąc do rąk drinka którego właśnie przyrządził mi barman.
- Nie miałem twojego numeru. – odparł lekko zawiedziony.
- Mogłeś zapytać. – powiedziałam chcąc odejść.
- Daj mi go teraz. – powiedział łapiąc mnie na odchodne.
- Zapomniałam jak szedł. – uśmiechnęłam się delikatnie i odeszłam do niego.
Wracając do stolika widziałam i czułam, jak Hazza mnie lustruje od stóp do głów.
  



 Usiadłam obok niego jakby nigdy nic, a on nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Poczułam się jak kawał szmaty, po co ja w ogóle gadałam z Sivą? Jak to musiało wyglądać w oczach Harrego… zrobiło mi się głupio. Reszta towarzystwa skapnęła się o co chodzi. Ja oparłam się o tył sofy i posłusznie piłam mojego drinka przez słomkę. Myślałam, co mogę zrobić, żeby Harry nie zinterpretował źle tej sceny pod barem, przecież tam nic się nie stało! Odłożyłam pusta szklankę na stolik i objęłam mojego chłopaka w pasie szepcząc mu do ucha „Przepraszam” on tylko zmierzył mnie wzrokiem i objął w ramieniu, jednak nie odezwał się do mnie już ani słowem. Udawałam, że tego nie zauważam. Nie chciałam psuć innym wieczoru małym nieporozumieniem między mną a nim.
    
               Kiedy wyszliśmy z klubu Harry kurczowo trzymał mój dłoń próbując nas wydostać z tłumu reporterów którzy nas oblężyli z każdej strony. Otworzył mi drzwi do auta poczym trzasnął nimi, aż podskoczyłam na siedzeniu. Kiedy usiadł obok mnie, widziałam jak złość emanuje z jego twarzy. Nie dawał mi otwarcie do zrozumienia, że przegięłam dzisiaj, ale można było to wyczytać z jego ruchów.
- Harry, spójrz na mnie. – powiedziałam cicho. Nie zareagował, tylko odpalił silnik i ruszył z piskiem opon nie zważając na prędkość. – Do cholery jasnej mówię do ciebie! – podniosłam ton głosu. Dalej nic. – Ok. Jeśli chcesz się zachowywać jak dziecko i wolisz milczeć niż pogadać ze mną otwarcie i powiedzieć mi czym cię dzisiaj uraziłam, to mnie tu wysadź. Znam drogę do domu. Jakoś sobie poradzę. – rozkazałam mu. Byłam zaskoczona i jednocześnie wkurzona tym, ze wysadził mnie gdzieś po środku ciemnej ulicy o 1 w nocy i odjechał bez słowa. Nie rozumiałam jego zachowania. Zawsze wszystko sobie wyjaśnialiśmy, a dzisiaj nie poznawałam go. Szłam długą, ciemną ulicą mijając jakiś żuli których się panicznie bałam. Pobeczałam się. On odjechał…. Przeszłam dobry kilometr, kiedy zatrzymało się obok mnie srebrne auto. Drzwi do środka się otworzyły. Szybko otarłam łzy i wsiadła bez zastanowienia. Był to samochód Stylesa. 
  

Nie odezwałam się już ani słowem i utkwiłam oczy w szybie. Nie chciałam na niego patrzeć w tamtym momencie oraz nie chciałam aby dostrzegł moje łzy. Po pięciu minutach zatrzymał się gdzieś w ślepej uliczce gdzie nie było żywej duszy.
- Przepraszam – powiedział mając nadal dłonie na kierownicy. Nie zareagowałam. – Przepraszam – wyszeptał ponownie i chwytając mnie za podbródek odwrócił moją twarz w swoja stronę patrząc mi w oczy. – Przepraszam. – powtórzył kolejny raz. Po moim policzku spłynęła łza, którą otarł.
- Ja Harry nie rozumiem, co ja zrobiłam? – zapytałam roniąc kolejną słoną łzę. To był pierwszy raz, kiedy płakałam z jego powodu.
- Zobaczyłem cię z Sivą. Angel, skoro coś do niego poczułaś, dlaczego mi o tym nie powiedziałaś i nie dałaś mi kosza? Zrozumiałbym. – powiedział po chwili.
- Ja nic do niego nie czuję! – powiedziałam pewnym siebie głosem – Jeśli chcesz wiedzieć, to on do mnie podszedł i chciał mnie poderwać i pocałować, a ja mu dałam do zrozumienia, że nie ma na co liczyć, a potem jeszcze prosił mnie o numer telefonu i nie dała mu go. Mówię prawdę! Przysięgam. – powiedziałam nie przestając patrzeć w jego zielone oczy. – Na tobie mi zależy. – dodałam po chwili.
- Kocham Cię. – powiedział stanowczo. – Kocham cię jak jeszcze nigdy nie kochałem żadnej kobiety. Te uczucia są takie silne, ze sam się w nich gubię od momentu kiedy cię spotkałem. Przepraszam, że zachowałem się jak palant, ale widząc cię z nim i przypominając sobie jak cię wtedy pocałował, cos we mnie pękło. Odkąd cię poznałem, wiedziałem, że jesteś niezwykła, od tamtej chwili kiedy spojrzałaś w moje oczy po raz pierwszy zakochałem się w tobie, ale nie rozumiałem tego jeszcze. – powiedział, a ja ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go namiętnie. On zaczął błądzić dłońmi po moich plecach i schodzić z pocałunkami niżej do szyi. Doprowadzał mnie do przyjemnych dreszczy. Wplątałam dłonie w jego loki i obdarzyłam jego usta kolejnym pocałunkiem. Usłyszałam z jego ust najpiękniejsze słowa na świecie.
- Też Cię kocham – wyszeptałam poprzez pocałunek. Odsunęłam się od niego na kilka centymetrów – Jako jedyny dajesz mi powód do uśmiechu. Dopiero kiedy mnie pocałowałeś, uświadomiłam sobie, jak długo czekałam na nasz pocałunek. – przytuliłam go mocno do siebie. Ponownie wszystko było idealnie.
                 Harry odwiózł mnie do domu, było już późno, bo jakoś po 2 w nocy, a ja miałam być w pracy na 8. Musiałam się szybko umyć i położyć spać. Chyba wciąż nie docierało do mnie, że on mnie KOCHA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz