Trzy miesiące… tylko trzy miesiące…. A dłużyły
się jak 3 lata. Nie miałam co z sobą zrobić. Spędzałam dużo czasu z Perrie,
Danielle i Eleanor, ale mimo to czułam się fatalnie. Tęskniłam. Po miesiącu
radzenia sobie z samotnością wyjechałam do Polski, mimo zakazowi Harrego. Ale
on przecież i tak dobrze wiedział, że go nie posłucham w tej kwestii. Jestem
uparta. Rozmawialiśmy ze sobą dzień w dzień po kilka razy. Jednak każda
przegadana minuta nie była tym samym co prawdziwa rozmowa w cztery oczy, w
ciepłym domu przy kominku, z grającą muzyką w tle. Tęskniłam. Teraz z każdą sekundą
bardziej. Czy ktoś to zrozumie?
Będąc w domu u rodziców, ciągle słyszałam
pytania od całej rodziny: Kiedy ślub, jak dziecko będzie się nazywać, czy
jesteście dalej para, jak to się zaczęło, czy nie boisz się, że on cię zdradzi.
Miałam dość. Przecież to moje życie. Nie powinno ich to interesować. Na
wszystko przyjdzie czas, tak myślę. Przecież nie trzeba brać ślubu ze względu
na dziecko. To jest niepoważne. Ślub z rozsądku… a gdzie w tym wszystkim
miłość? Czy ktokolwiek o niej w ogóle pamięta? Nevermind. Kolejne dwa miesiące
w gronie rodziny i przyjaciół minęły. Było mi łatwiej być teraz z nimi, tutaj,
w domu. Co ja robiłabym sama w Londynie w ósmym miesiącu ciąży, na dodatek w
Wigilię? No właśnie….
Nadszedł styczeń. Wróciłam do Wielkiej
Brytanii. Był 15 stycznia. Koniec trasy One Direction. Byłam straaaaaaasznie
szczęśliwa, że w końcu go zobaczę. „Urosłam” od naszego ostatniego spotkania.
Mała Darcy nie może się już doczekać wyjścia na świat, bo kopie coraz mocniej i
częściej niż zwykle. Przygotowałam wraz z dziewczynami obiad dla chłopaków w
domu Liama i Danielle. Spisałyśmy się. Uczta wyglądała wybornie, klasa sama w
sobie. Pomieszałyśmy kuchnie angielską i polską. Nie mogłyśmy się doczekać, aż
poprzez drzwi wpadnie do środka piątka roześmianych chłopaków, których tak
bardzo nam brakuje. Chciałyśmy usłyszeć od nich wszystko co się działo w
trasie, zobaczyć zdjęcia, nagrania, na których podobno 50 procent zawartości to
zanotowane rozmowy moje i Harrego. W sumie oprócz koncertów, spotkań z fanami i
rozmów ze mną nic więcej nie robił. Tak przynajmniej twierdził Louis, a Niall
się z nim zgodził. Wybiła godzina 13:24 i usłyszałyśmy, jak ktoś przekręca
kluczyk w drzwiach. Był to Liam. Wszedł do środka niosąc ze sobą ogromną
walizkę, a za nim wpadła banda rozwrzeszczanych chłopaków. Na ich widok
zaczęłyśmy piszczeć jak zakochane w nich po uszy nastolatki oczekujące na
koncert. Harry widząc mój brzuch popłakał się. Podbiegł do mnie i mocno mnie
uściskał, uważając na dziecko, poczym pocałował mnie namiętnie. Brakowało mi
tego tak bardzo. Za bardzo….
- Tak bardzo tęskniłem. – powiedział tuląc mnie
i zaciskając powieki, aby nie uronić łez.
- Ja też. Kochanie, nawet nie wiesz jak bardzo.
– rozryczałam się.
- Nie płacz głuptasie. – spojrzał na mnie
śmiejąc się promiennie, otarł moje łzy.
- Sam masz ochotę płakać . – odparłam
odwzajemniając jego mimikę.
- Bo cię kocham. – wyszeptał patrząc prosto w
moje oczy i ponownie złączył nasze usta.
- Wiem. Tylko, nie wiem, dlaczego. Zasługujesz
na kogoś dużo lepszego. – odparłam.
- Ty jesteś najlepszym co dostałem od losu. –
uśmiechnął się delikatnie i pocałował moje czoło.
Następnie odkleiłam się od niego i przywitałam
resztę. Tak mocno tęskniłam za nimi wszystkimi, za wiecznymi wrzaskami,
śmiechami, przygaduszkami, bójkami o jedzenie i pilota do plazmy. Teraz
wszystko jest na swoim miejscu. Dźwięki, które zwykle doprowadzają mnie do bólu
głowy, teraz są najpiękniejsze dla uszu. Moi chłopcy.
Zasiedliśmy do stołu, a Liam zaczął nam
opowiadać o swoich wrażeniach.
- Szkoda, że was tam nie było! Gdybyście to
tylko widziały! Na szczęście nagrałem to. – krzyczał podekscytowany.
- Tak jest, zanudzaj je swoim filmikiem jak to
pomalowałeś mi całą twarz markerem wododpornym. – wtrącił się znudzony Louis.
- Chcę to zobaczyć! – wyskoczyłam jak Filip z
konopi.
- Hahahahahahaha. Nie. – odparł krótko Zayn.
- Czemu? – zapytałam zdziwiona.
- Bo w tle widać Harrego jak goli sobie nogi,
wiesz… jeszcze byś zwątpiła w męskość swojego faceta. – parsknął śmiechem
Mulat.
- Oooooo kochanie…. – pogładziłam Hazzę po
policzku.
- To był tylko przegrany zakład… Zayn przyznaj
się lepiej, że zgubiłeś w hotelu swoje lusterko i zacząłeś płakać. – pokazał mu
język Styles.
- To nie prawda. – bronił się Malik.
- Prawda. – stwierdził jednoznacznie Lou.
- No dobra.. prawda, i co z tego? – zapytał
śmiejąc się. – Znacie mnie.
- Nie da się ukryć. – roześmiała się Perrie.
- Zaraz, to Liam cię pomalował? – obudziła się
Danielle.
- Nie wiesz z kim mieszkasz pod jednym dachem!
– krzyknął Louis. – To psychopata. – wyszeptał robiąc śmieszną minę.
- Kim jestem? – niedosłyszał Liam.
- Wspaniałym człowiekiem. – uśmiechnął się do
niego szeroko Tomlinson.
- Dzięki, Lou, ty też jesteś dobrym,
wspaniałym, kochanym facetem. – odparł Liam.
- A nie mówiłem? – ponownie wyszeptał Lou.
- Ej, a co na deser? – zapytał Niall przestając
się opychać resztkami obiadu i dołączył się do dyskusji.
- Zaraz podam. – powiedziała Perrie.
- Szybko, jestem głodny. – wszyscy spojrzeli na
niego z miną wtf? Gorzej ci?
- Dajcie spokój, przecież to Niall! – wtrąciłam
się, a cała reszta zgodziła się ze mną kiwając głową, poczym wybuchliśmy
śmiechem, a Irlandczyk znowu nie nadążał za nami. Nic nowego.
Po obiedzie wróciliśmy z Harrym do naszego
domu. Rozpakowaliśmy jego walizki.
- Angel, czekaj. Mam coś… - zaczął szukać
czegoś na dnie walizki. – Jest! – krzyknął znajdując to.
- Co to? – zapytałam kiedy wręczył mi torbę.
Wyjęłam rzeczy znajdujące się w niej. Jak się okazało były to ubranka dla
dziecka. – Harry… - zaśmiałam się wesoło.
- Wiem, wiem… ale nie mogłem się powstrzymać.
One są takie słodkie. – zaczął.
- Ale póki co będą za duże na Darcy. –
zachichotałam.
- No tak, ale dzieci szybko rosną. – pocałował
mnie w policzek.
- Ja też kupiłam kilka, a raczej kilkanaście
drobiazgów. Wpadam w zakupowy szał teraz… - przewróciłam oczami, Harry się
tylko zaśmiał i dotknął mojego brzucha.
- Tatuś już jest w domu. – wyszeptał całując
go. – kocham cię Darcy, ciebie i mamusię. Będziesz naszym największym skarbem,
już jesteś. – powiedział, poczym zaczął śpiewać What Makes You Beautiful.
- Kochanie, obawiam się, że ona nie wiele
rozumie z tego co śpiewasz. – pogłaskałam go po głowie.
- Wiem, ale musi się oswajać z moją muzyką.
Będzie największą Directionerką na świecie i jak podrośnie, to wezmę ją do nas
i będzie szóstym członkiem. – rozmarzył się. – Jeśli odziedziczy talent po
mnie, a urodę po tobie, to będzie miała wszystko czego zapragnie. Na pewno tak
będzie.
- Gadasz bez ładu i składu, ale lubię to jak
gadasz, więc nie przerywaj. – zaśmiałam się melodyjnie.
Dwa kolejne miesiące minęły jak pstryknięcie palcem. Był marzec. Dokładnie 14 marca. Godzina 21. Poczułam silny skurcz. Zasyczałam z bólu, później kolejny, 2 razy mocniejszy. O mały włos nie przewróciłam się w kuchni. Zawyłam lekko. Złapałam się kurczowo za blat mebli i zaczęłam wołać:
- Harry! Harrrrry! – darłam się.
- Kochanie, tak wiem! Mam herbatę. Przyjdę, jak
skończy się odcinek. – krzyknął ze salonu gdzie oglądał X-Factora.
- Haaaaarrrryyyyy! – darłam się dalej.
- No jeszcze 10 minut! – usłyszałam.
- Harry głąbie! Zaczyna się! – krzyknęłam. Nie
byłam podenerwowana, świadomość bólu wypełniła całe moje wnętrze.
- Co sie zaczyna? – zapytał nie rozumiejąc. –
Zaczy… co?!!!! – wykrzyczał i podskoczył rzucając pilota gdzieś za siebie który
roztrzaskał się na kilkanaście części. Cały spanikowany pobiegł do kuchni.
Chwycił mnie ostrożnie, ale mocno, abym się nie przewróciła i jeszcze głupio
zapytał – Kochanie, jesteś pewna, że to już?
- Teraz nie dam rady, ale jak Darcy się urodzi,
to cię walnę za to pytanie. Wieź mnie do szpitala! – rozkazałam. Zaprowadził
mnie pod drzwi wyjściowe. Już miał mnie wyprowadzać z domu, ale dla pewności
postanowiłam zapytać: - Kluczyki?
- Co? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Masz kluczyki?
- Jakie?
- Do auta!
- Yy? O cholera! – krzyknął i zostawił mnie tak
opierając mnie najpierw o niską półkę. – Już wracam! Nigdzie beze mnie nie idź!
– rozkazał.
- Bardzo śmieszne. – odparłam z ironią. –
Aaaaaaaaaałaaaaaa – zawyłam kiedy poczułam kolejny skurcz. Harry latał z pokoju
do pokoju szukając kluczy, nawet wlazł do łazienki. – Na stole w kuchni Harry!
– nakierowałam go. Pobiegł do kuchni.
- Gdzie jest stół?! – usłyszałam.
- Jaja sobie robisz? – teraz zwątpiłam. Czułam,
że za moment urodzę Darcy na wycieraczce. – Przed tobą. Take duże, białe,
połyskujące! To jest stół! – wytłumaczyłam biorąc wdech między każdym
pojedynczym słowem. W końcu przybiegł z kluczami. Wziął też ze sobą jabłko. –
Po co mi to? – zapytałam kiedy mi je wręczył.
- Na wypadek, jakbyś zgłodniała po drodze.
- Wkurwiasz mnie! Wieź mnie do szpitala. –
rzuciłam jabłkiem i rozbiło się na obrazie.
- Gdzie to jest? – zapytał.
- Co?
- Szpital.
- Harry błagam, dowieź mnie tam. – rozbeczałam
się, skurcze się nasilały.
Jakimś cudem tam trafiliśmy. Oczywiście ja
musiałam skupiać się na drodze podczas gdy rodziłam, bo Hazzie wszystko
wyleciało z głowy. Dojechaliśmy szczęśliwe. Harry szybko pobiegł po lekarzy,
podał moje dane personalne i przewieziono mnie na porodówkę. Harry wszedł razem
ze mną, ale zemdlał po 5 minutach i go wyprowadzono. To był niesamowity ból.
Przeciśnięcie arbuza przez dziurkę wielkości cytryny. Nie lada sztuka! Bolało
jak diabli. Po trzygodzinnych męczarniach na porodówce rozległ się głośny płacz
dziecka. Popłakałam się z bólu, wycieńczenia, ale przede wszystkim ze
szczęścia. Lekarze zawołali Harrego, aby odciął pępowinę. Nigdy nie zapomnę
wyrazu jego twarzy, kiedy dowiedział się, że został ojcem. Lekarze obmyli i
opatulili małą w ciepły powijak i dali Harremu na trzęsące się ręce. Łzy zaczęły
płynąć z jego oczu. Podszedł do mnie
ostrożnie i dał mi ją potrzymać. Usiadł obok mnie i oboje wpatrywaliśmy się w
nią jak w obrazek.
- Mój aniołek. – wyszeptałam płacząc ze
szczęścia.
- Mała Angel. – powtórzył za mną Harry.
- Jest taka piękna. – przejechałam delikatnie
opuszkiem palca po jej policzku, aby jej nie zranić. – Kocham cię mój aniołku.
– mój głos zadrżał.
- Teraz już prawie jesteśmy rodziną. – rzekł
płacząc.
Zabrano nam małą na badania. Zostałam z Harrym
sam na sam.
- To jest niesamowite… ja… przepraszam.
Spanikowałem. Nie codziennie rodzisz dzieci. – tłumaczył się.
- Kocham cię. – pogładziłam jego policzek
dłonią, on ją objął swoją.
- Za niedługo będziemy prawdziwą rodziną. –
powiedział.
- Jestem taka szczęśliwa. – powiedziałam. –
Muszę odpocząć.
-Mam iść?
- Nie. Zostań tu przy mnie. Proszę. – posłałam
mu kojący uśmiech.
Nadeszła pora karmienia, miałam spore obawy,
nie chciałam skrzywdzić naszej kruszynki. Położna wytłumaczyła mi wszystko co i
jak. Udało się. Pierwsze karmienie miałam za sobą.
Po chwili przyszedł do nas lekarz prowadzący.
Miał w dłoni akta urodzenia małej. Chciał żebyśmy je wypełnili.
- Imię dziecka?
- Darcy – odparliśmy równocześnie.
- Nazwisko? – Harry spojrzał na mnie niepewny.
- Styles. Darcy Styles. – odparłam.
- Dziecko nosi nazwisko pani byłego męża?
- Tak. To znaczy nie byłego męża. Chłopaka. A
coś w tym złego? – zapytałam.
- Nie. Już zapisuję. – odparł.
- Imiona rodziców?
- Harold
i Angel, to znaczy Harold i Aniela. – poprawiłam się.
- Dobrze. Adres?
Lekarz zadawał nam masę pytań. Kiedy już
zakończył uzupełnianie powiedział krótko:
Darcy Styles urodzona 14 marca o 23:59.
Gratuluję nowo upieczonym rodzicom. – wyszedł.
Ze szpitala wypuszczono mnie już po 2
dniach. Zawieźliśmy Darcy do jej domu,
do naszego domu. Pokój dziecięcy już na nią czekał, był cały umeblowany i
różowy. Harry uparł się na ten kolor, a ja nie miałam sił go przekonywać do
zmiany zdania. Uległam i nie żałuję bo wszystko w tym pomieszczeniu wygląda tak
słodko i przytulnie. Pierwsze dni były ciężkie. Nie umieliśmy sobie do końca
poradzić z obowiązkami, jednak pomagała nam mama Harrego, a po dwóch tygodniach
moi rodzice przylecieli do nas. Byli szczęśliwi i dumni. Na początku patrzyli
sceptycznie na Harrego, ale przed wyjazdem z Londynu powiedzieli, że są
szczęśliwi nie tylko dlatego, że zostali dziadkami, ale również są spokojni i
cieszą się, że mam Harrego, bo widać jak mocno się kochamy. Chciałam usłyszeć
od nich te słowa. Onedirectionowa ekipa od momentu przywiezienia Darcy do domu
przesiadywała u nas całymi dniami. Byli 24/7. Doceniałam to. Darcy ma fajnych
wujków! Oni niemalże biją się o to, kto będzie ją nosił na rękach. Ze względu
na narodziny dziecka przesunięto termin wydania ich nowego albumu. Paul
rozumiał, że teraz na pierwszym miejscu jest dziecko i wszyscy musimy oswoić
się z tą sytuacją.
Darcy ma już rok i 3 miesiące. Zawieźliśmy ją do Anne. Ma
się nią zaopiekować przez dwa dni. Harry uparł się, że mamy lecieć do Paryża.
Nie byłam przekonana. Nie wolno zostawiać dziecka i jechać gdzieś w cholerę.
Błagał mnie tak długo, ze w końcu się zgodziłam. Zamówił dla nas apartament
naprzeciwko wieży Eiffla. Widok był cudowny! Przylecieliśmy w piątek rano,
a wracać mieliśmy kolejnego dnia w
sobotę wieczór. Po przylocie zostawił mnie na dwie godziny samą w hotelu i
poszedł sobie gdzieś. Mówił, że ma coś do załatwienia. Martwiłam się o niego
jak to ja. Dzwoniłam też co chwilę do Anne aby wiedzieć jak czuje się mała.
Kobieta nadal nie chętnie ze mną rozmawiała.
Po długiej nieobecności Styles w końcu wrócił. Przyniósł ze sobą duże
pudełko, pod którego wiekiem kryła się piękna, czarna, wieczorowa suknia, która
błyszczała w świetle.
- Harry, co to jest? – spojrzałam na niego
niepewnie.
- Załóż ją. Na dzisiejszy wieczór. – uśmiechnął
się tajemniczo – Masz dwie godziny czasu żeby zdążyć. Przyślę kogoś po ciebie.
– powiedział poczym wyszedł.
Nic z
tego nie rozumiałam, ale zrobiłam jak kazał. Zaczęłam się szykować. Dzięki Bogu
moje ciało po porodzie zmieniło się tylko nieznacznie. Zrobiłam delikatny
makijaż, rozpuściłam długie, blond włosy oraz założyłam suknię wieczorową jaką
dla mnie zostawił. Punktualnie o 20 ktoś zapukał do mich drzwi, byłam
przekonana że to Harry, ale za nimi stał jakiś wystrojony mężczyzna.
- W czym mogę pomóc? – zapytałam.
- Panna Aniela Frytkowska? – zapytał czytając z
kartki moje nazwisko.
- Tak, ale o co chodzi? – spojrzałam na niego
zdezorientowana.
- Niech pani idzie za mną. – powiedział i wziął
mnie pod rękę.
- No ale…
- Niech się panienka nie obawia. – uśmiechnął się
przyjaźnie i wyprowadził mnie z hotelu, przed którym stała udekorowana bryczka.
Rozkazał mi w niej usiąść i sam powiózł mnie w niej pod wieżę Eiffla. Wjechałam
winda na sam szczyt. Nie wiedziałam co tu robię. Dokoła było pusto! Ani jednej
żywej duszy. Kiedy byłam już na szczycie niepewnie ruszyłam przed siebie
stawiając ostrożnie każdy krok. W świetle zachodzącego, lipcowego słońca
zauważyłam postać której kontury były tak wyraźne…. Stała nieruchomo przy
barierce patrząc bezpośrednio przed siebie na ulice Paryża. Chyba owa osoba
usłyszała, że nie jest już sama, odwróciła się powoli i posłała mi serdeczny
uśmiech, który ja odwzajemniłam. Był to Harry. Podszedł do mnie swoim kocim
krokiem i pocałował mnie w dłoń.
- Brak mi słów, żeby opisać jak pięknie wyglądasz.
– powiedział patrząc w moje oczy.
- Harry… - zaczęłam, on uciszył mnie delikatnym
muśnięciem ust.
- Panowie! – zwrócił się do francuskich
muzyków, którzy zaczęli grać na instrumentach piękne ballady. Dziwne, ale
dopiero teraz ich zauważyłam. Moja cała uwaga skupiła się na Harrym, nie
dostrzegłam też w pierwszym momencie nakrytego stoliku dla dwojga.
- Jak ty to załatwiłeś? – zapytałam ciekawa.
- Mam .. znajomości. – przesłał mi szeroki
uśmiech i chwycił moją dłoń ponownie. – Mogę Panią prosić do tańca? – zapytał. Kiwnęłam
twierdząco głową. Zaczął mnie prowadzić w rytm muzyki. Cały świat dookoła
wirował. Poczułam się jak bohaterka jednej z komedii romantycznych. Przez cały
taniec byłam wpatrzona w jego zielone, błyszczące oczy.
- Sprawiasz,
że czuję się jak księżniczka. – powiedziałam pewnym momencie.
- Jesteś nią. – odparł i musnął moje wargi.
Przystanęliśmy na moment. Harry złapał moją dłoń i poprowadził mnie w stronę
pięknie nakrytego stolika. Odsunął mi krzesło i pomógł usiąść. – Paryż jest
piękny – zaczął mówić siadając naprzeciwko mnie. – To miasto zakochanych. –
stwierdził.
- Czemu właściwie jesteśmy na Wierzy Eiffla Anie
w zwykłej restauracji? – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Mówiłem ci już, że nasz pierwsza randka będzie
niezapomniana. – przesłał mi szeroki, słodki uśmiech i zaczął nerwowo grzebać
po kieszeniach spodni i garnituru. Nie wiedziałam o co chodzi. – Mam! –
krzyknął wyciągając z tylniej kieszeni chusteczki higieniczne. Miałam nadzieję,
że wyjmie coś innego. Głupia ja, myślałam, że ma zamiar mi się oświadczyć.
- Chusteczki? – zapytałam nieco zaskoczona.
- Tak. – odpowiedział krótko. – Mam nadzieję,
że lubisz francuską kuchnię. – uśmiechnął się do mnie słodko.
- Nie próbowałam jeszcze, ale kto wie. –
uśmiechnęłam się lekko. – Ale ślimaków i żab nie mam zamiaru jeść. – uniosłam
prawa brew i na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Nie zamówiłem ich głuptasie. – roześmiał się.
Oboje skosztowaliśmy tego, co mieliśmy na talerzach. Kiedy to już zjedliśmy Harry
zaproponował, żebyśmy udali się ku barierce aby podziwiać piękną, nocną panoramę
miasta. Widok był niesamowity. Zaparł mi dech w piersiach. W pewnym momencie
Harry gdzieś polazł. Nawet tego nie zauważyłam. Usłyszałam pierwsze takty
piosenki, do której wspólnie tańczyliśmy na weselu Tomlinsonów. Odwróciłam się
i ujrzałam za sobą Stylesa trzymającego w prawej dłoni piękną, czerwoną różę.
Wręczył mi ją i klęknął przede mną wyjmując z niewielkiej kieszonki małe,
czerwone pudełeczko, które otworzył. Tak jest. Był to pierścionek zaręczynowy.
Na moment zdrętwiałam, a po chwili moje nogi stały się niczym z waty. Byłam
roztrzęsiona, szczęśliwa, zaskoczona i z niecierpliwością czekałam aż coś
powie. Klęczał przede mną z dobre pół minuty. Widziałam jaki jest
podenerwowany. Wziął głęboki wdech i w końcu przemówił:
- Angel, miałem przygotowaną piękną,
wzruszającą mowę, ale z nerwów zapomniałem wszystkiego. Kocham cię i chcę
spędzić z Toba resztę życia. Nie ważne ile nas jeszcze czeka kłótni,
nieprzespanych nocy, trzaskania drzwiami. To wszystko się nie liczy. Wiem
jedno, że będąc razem.. tylko wtedy jesteśmy szczęśliwi oboje, kiedy mamy
siebie. Mój świat stał się lepszy od momentu kiedy wtarłaś mąkę w moje włosy.
Kocham cię i nigdy nic tego nie zmieni. Chcę się co wieczór kłaść obok ciebie
do łóżka i budzić widząc twój piękny uśmiech i czując ciepło twoich dłoni, chcę
dawać ci powody do radości, chcę móc troszczyć się o ciebie i być z tobą. Od
teraz już na zawsze. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie. I dlatego ja
Harold Edward Styles błagam cię Anielo Angel Frytkowska uczyń mnie
najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi i wyjdź za mnie. – mówiąc te wszystkie
piękne słowa patrzył w moje oczy. Łzy wzruszenia spływały po naszych
policzkach. Ja nie umiałam odnaleźć języka w buzi.
- Tak. – tyle tylko byłam w stanie powiedzieć w
tamtym momencie.
- Tak? – spojrzała na mnie chcąc cie upewnić.
- Po stokroć tak. – powiedziałam śmielej nie
kryjąc mojej radości. Harry założył pierścionek na mój palec poczym wstał i
pocałował mnie namiętnie unosząc mnie przy tym w górę. Byłam szczęśliwa. Byłam…
SZCZĘŚLIWA.
- Wiedziałem, że chusteczki się przydadzą. –
zaśmiał się wesoło Harry ocierając moje łzy. Wróciliśmy do stołu, usiadłam na
jego kolanach.
- Harry.. –zaczęłam. – Nie sądzisz, że najpierw
powinieneś zapytać moich rodziców o moją rękę? – pogłaskałam go po dłoni.
- W zasadzie, to już ich pytałem. – odparł gryząc
delikatnie moje ucho.
- Jak to? – zdziwiłam się. – Przecież oni nie
znają angielskiego, ani ty polskiego.
- Zanim wyjechali poprosiłem ich o zgodę na
nasze zaręczyny, nie mieli nic przeciwko… A bariera językowa to żadna
przeszkoda. Przecież tłumacz internetowy istnieje. – zaśmiał się wesoło. – A żeby
nie mieli wątpliwości pokazałem im pierścionek i zacząłem gestykulować.
Domyślili się o co mi chodzi i obiecali że nic ci nie powiedzą.
- Kocham cię. – pocałowałam go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz