wtorek, 10 września 2013

Rozdział XVII "Right here waiting for you"

Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=2HE0Zwo9soQ
             Kolejnego dnia cała piątka z 1D pomogła mi przewieźć rzeczy do rezydencji Stylesa. Moje ubrania poukładałam w szafie tuż obok jego, książki z których się uczyłam w biblioteczce pełnej bestsellerów, kosmetyki przy umywalce w łazience, nasze zdjęcie oprawione w ramkę na stoliku nocnym zaraz obok naszej wspólnej fotografii zrobionej na Guan Canarii przez Louisa którą trzymał przy łóżku i wpatrywał się w nią przed zaśnięciem. Poukładałam całe moje życie tuż obok Harrego łącząc je wraz z jego w jedną, spójną całość. To był początek czegoś nowego, początek naszej przyszłości. Nie miałam problemu z zaaklimatyzowaniem się u niego, przecież bywałam tu już wcześniej tak często, że znałam każdy zakamarek.
- Nareszcie jesteśmy naprawdę razem. – powiedział, kiedy chowałam bagaż na dno szafy. Nic nie odpowiedziałam, uśmiechnęłam się jedynie delikatnie i zeszłam na sam dół do kuchni, gdzie był Louis.
- Nie śpij bo cię okradną. – rzuciłam wchodząc do wielkiego, białego pomieszczenia w którym Tomo medytował nad kubkiem z herbatą.
- I jak? Rozpakowałaś się? – zapytał odrywając wzrok od pływającej w cieczy cytryny. – Swoją drogą, to nawet nie zauważyłem, kiedy nauczyłem się przy tobie pić herbatę z cytryną. – spojrzał na mnie tym swoim spojrzeniem, które można różnorako interpretować.
- Kocham cię. – wyszeptałam mu do ucha tuląc go mocno do siebie.
- Ohohoho… - zaśmiał się. – Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że na mnie lecisz. – odparł.
- Jesteś durniem. – nadal go tuliłam. Wtedy do kuchni wszedł Harry. Stanął naprzeciwko nas opierając się o blat mebli i przyglądał się nam z lekkim uśmiechem.
- Ale i tak mnie kochasz. – odparł.
- Mhm. Nawet nie wiesz jak mocno. – pocałowałam go w policzek.
- Co się stało, ze jesteś dzisiaj dla mnie taka miła? – zapytał podejrzliwie.
- Nic tylko, już dawno ci tego nie mówiłam. – zaśmiałam się wesoło.
- Bo twój facet będzie zazdrosny. – powiedział Lou.
- Nie będzie. – odparłam natychmiastowo.
- Jasne… - przewrócił oczami Tomo.
- Lecz się deklu. – strzeliłam go lekko w tył głowy i podeszła do Harrego, który mocno mnie objął i pocałował namiętnie.
- Prosiłem żebyście tego przy mnie nie robili. – wtrącił Tomlinson. – Angel jest moją siostrą, nie pozwalaj sobie Styles. – zagroził mu palcem. Zaczęłam się śmiać i rzuciłam w niego ścierką którą znalazłam pod ręką.

          Uznaliśmy z Harrym, ze nie mamy niczego w lodówce. Ubraliśmy się ciepło i wsiedliśmy do auta jadąc do jakiegoś supermarketu. Oczywiście Styles upierał się, żebym została w domu, bo przecież jestem w ciąży i Bóg wie, co może się stać. Masakra. Kiedy byliśmy już w sklepie pakowaliśmy do wózka wszystko co było słodkie, kaloryczne i trudno dostępne w nocy jeśli najdzie mnie ochota na coś innego. Zapłaciliśmy w kasie i zanieśliśmy torby do niewielkiego bagażnika auta. Już mieliśmy wsiadać, ale ktoś do nas podbiegł. Nie był to żaden reporter, o dziwo, nie było ich tu dzisiaj. Nie spodziewałam się, że zobaczę ponownie ta osobę. Dobrze znałam tego gościa. Przecież przez jakiś czas byliśmy razem, o mały włos nie wzięłam z nim ślubu. Tak, to był Siva. Podbiegł do nas jakby się paliło i zaczął krzyczeć na nas w nerwach.
- Widzę, że sobie już znalazłaś pocieszyciela. – zaczął. – Ile minęło od naszego rozstania? 5 minut, a ty już do niego pobiegłaś?
- Siva, proszę cię, uspokój się. – próbowałam mówić do niego w spokoju.
- Uspokój? Jesteś bezduszną egoistką. Masz teraz nowego kochasia. Brawo zyskasz rozgłos i pieniądze, czy nie o to ci od samego początku chodziło? – złapał mnie za ramię, Harry próbował go ode mnie odciągnąć, jednak na marne, Siva był silniejszy.
- Zostaw mnie! – krzyknęłam. Wtedy on się roześmiał i spojrzał na mój brzuch.
- Widzę, że dobrze się tobą zajął. Czy to było tej nocy, kiedy wlazłaś mu do łóżka dziwko? – zapytał z ironią. Harry nie wytrzymał, popchnął go na uliczną latarnię i uderzył pięścią w twarz. Siva zachwiał się lekko, jednak szybko doszedł do siebie i oddał Stylesowi ze zdwojoną siłą rozbijając mu wargę i łuk brwiowy. Z nosa ciekła mu krew, jednak nie był on na szczęście złamany. Siva odszedł szybkim krokiem, a Harry skulił się na chodniku opierając plecy o latarnie za nim.
- Harry! – krzyknęłam wystraszona i podbiegłam do niego. – Harry… - spojrzałam na jego obolałą twarz. Zaczęłam płakać.
- Nic mi nie jest. – wysyczał z bólu.
- Chodź, jedziemy do lekarza. – powiedziałam stanowczo.
- Nie trzeba. – zanegował.
- A jak to coś poważnego? – zapytałam zmartwiona.
- Wszystko jest dobrze. – podniósł się z chodnika.
- Daj mi kluczyki, ja prowadzę. – rozkazałam i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony wyjęłam je z kieszeni jego kurtki.
Zajechaliśmy szybko do domu, gdyż sklep był nieopodal. Wprowadziłam go do środka, on usiadł na kuchennym krześle, a ja pobiegłam po apteczkę. Kucnęłam przed nim i opatrzyłam jego ranę. Syczał z bólu.
- Przepraszam cię kochanie. – wyszeptałam patrząc w jego oczy.
- Ty mnie? Za co?
- Za to że on cię pobił. To moja wina. – miałam wyrzuty sumienia.
- Pamiętasz co kiedyś powiedziałem? Że  nie przeszkadza mi to że mam podbite oko czy złamaną rękę tak długo jak dziewczyna całuje mnie w to miejsce. – uśmiechnął się słodko pokazując dołeczki, a ja zrobiłam jak powiedział. Obdarowałam jego rany czułymi, delikatnymi całusami.
- Kochanie, - przerwałam – jesteś już spakowany na pojutrze? – zapytałam patrząc w jego zielone oczy.
- Już prawie. Nie mam ochoty się pakować. Bardzo chcę jechać w trasę, ale myśl, że nie będzie cię tam ze mną jest straszna. – westchnął.
- Ponad 90 dni osobno. – posmutniałam. – Może wrócę na ten czas do Polski? Będę się czuła strasznie samotna tutaj. – zaproponowałam.
- Angel, boję się puścić się w środku października do Polski i to jeszcze samolotem. – zaczął.
- To mam siedzieć tu przez 3 miesiące sama nie wychodząc z domu i nie rozmawiając z nikim?  - posłałam mu gniewne spojrzenie.
- To dla twojego dobra.
- Nie wiesz co jest dla mnie dobre. – powiedziałam srogo.
- Ale muszę się tobą zaopiekować. Ty sobie sama nie poradzisz, a teraz kiedy jeszcze jesteś w ciąży, wszystko jest niepewne. – podniósł minimalnie ton głosu.
- No właśnie! Sama sobie nie poradzę. A karząc mi tu zostać skazujesz mnie na samotność. Nie rozumiesz tego? – spojrzałam na niego wzrokiem pełnym wyrzutów.
- Przestań. – odparł i podniósł się z krzesła idąc do salonu.
- Nie! To ty przestań i przejrzyj na oczy. Chciałbyś żebym była słodką, bezbronną, nieporadną dziewczynką która tylko czeka na wybawienie z twoich rąk! Ale ja taka nie jestem. Nie widzisz tego? Nigdy taka nie byłam. Zawsze robiłam to co uważałam za słuszne, wbrew temu co inni myśleli i czy to było bezpieczne. Nie jestem malutką Angel Harry! Ty próbujesz to we mnie zmienić, ale nie uda ci się. Innym się nie udało, to tobie ma się udać? – spojrzałam na niego. Po jego policzku spłynęła łza. – Nie jestem twoja wymarzoną Angel Styles. Pomyliłeś mnie z kim innym. Zakochałeś się w upartej suce o dużych ambicjach i charakterze. Przykro mi, ale ja taka właśnie jestem, czy ty to akceptujesz czy nie! – wykrzyczałam i wbiegłam po schodach do sypialni trzaskając drzwiami. Zostawiłam go samego na dole z jego łzami. Pewnie moje zachowanie było nie słuszne, ale poniosło mnie, a co najgorsze nie żałowałam słów. Byłam wściekła, chociaż nie wolno mi się denerwować. Zasnęłam.
          Obudziłam się rano w tych samych ciuchach w których się położyłam. Byłam przykryta kocem, pewnie zrobił to Hazza. Nie spał ze mną tej nocy, wiem, bo poduszka obok była w nienagannym stanie. Zeszłam na dół i zobaczyłam go na kanapie. Jeszcze spał. Nie chciałam go budzić.
  

Zrobiłam sobie słaba kawę i coś przegryzłam. No ładnie… pierwszy dzień razem we wspólnym domu, a my się pożarliśmy jak kretyni i spaliśmy osobno. Usłyszałam szelest i trzeszczenie wypoczynku. Harry się obudził i wstał. Wszedł do kuchni w której kończyłam śniadanie. Nie odezwał się ani słowem. Był na mnie zły o wczoraj, ale z drugiej strony, ja też miałam chyba jakiś powód do obrazy. Posprzątałam po sobie i poszłam wziąć prysznic. Założyłam świeże ciuchy i wróciłam na dół. Jego nie było. Zaczęłam być przybita. Kumulowało się wiele czarnych scenariuszy w mojej głowie. Wstał bez słowa, wyszedł bez słowa…. Znowu zawaliłam?

            Nie było już godzinę, potem dwie, trzy, cztery, pięć… zadzwoniłam do Louisa, czy wie gdzie on jest. Nie odbierał ode mnie. Postanowiłam więc napisać. „Lou, czy Harry jest z tobą? Pokłóciliśmy się i nie rozmawia ze mną od wczoraj. Nie ma go już bardzo długo! Boję się o niego!” Nie dostałam odpowiedzi. Zaczęłam dzwonić do Harrego, nie odbierał. Pisałam „Harry kiedy będziesz?” „Harry gdzie jesteś odezwij się!” „Jest już późno, boję się o ciebie! Gdzie jesteś?!” Płakałam. Zero odpowiedzi. Zbliżała się północ, a jego wciąż nie było. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Miałam zamiar zadzwonić do każdego chłopaka z zespołu i błagać ich o jakieś informacje co się z nim dzieje. Wykręciłam numer do Mlika.
- Hallo? – odebrał.
- Zayn?! Jest tam gdzieś przy tobie Harry? Strasznie się o niego martwię! – mówiłam roztrzęsionym głosem. – Posprzeczaliśmy się wczoraj i on się do mnie przestał odzywać! Wyszedł wcześnie rano i wciąż go nie ma! – zaczęłam panikować.
- Nie. Nie ma go. Widzieliśmy się dzisiaj na próbie, ale ona się skończyła o 18. – odparł. – Próbowałaś do niego dzwonić? – zapytał przejęty.
- Tak, do niego, do Louisa, ale nic! – krzyknęłam podenerwowana. – Zayn, boję się! – zaczęłam płakać do słuchawki.
- Nie płacz, tylko spokojnie. Na pewno wróci. Jeszcze ja spróbuję się z nim skontaktowac. Ode mnie może odbierze. – usłyszałam.
- Tak! Proszę cię. – powiedziałam. Zayn się rozłączył. Cała się trzęsłam. Łaziłam z jednego końca domu na drugi. Zayn oddzwonił.
- I co?! – zapytałam na starcie.
- Nic. Nie odbiera ode mnie. Nie wiem co się dzieje. – powiedział zmartwiony. – O co się pokłóciliście?
- O nic takiego. Jak zwykle poszło o drobiazg, ale powiedziałam mu za dużo, to przez te hormony… - rozpłakałam się ponownie.
- Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Nie wolno ci się denerwować. – zaczął.
- Łatwo ci mówić. – odparłam.
- Na pewno za niedługo wróci. To jest Harry! Pewnie musi sobie przemyśleć parę spraw. – powiedział.
- Tak czy siak dzięki za pomoc. Będę próbowała dalej się z nim kontaktować. – odparłam i rozłączyłam nas.
Wstukałam numer Liama. Miałam resztki nadziei, że może on będzie wiedział gdzie jest mój chłopak.
- Hallo? – usłyszałam jego głos.
- Liam, nie wiesz gdzie jest Harry? – zapytałam roztrzęsiona.
- Jest u mnie. – usłyszałam.
- Jak to? – zapytałam. Ulżyło mi.
- Przyjechał po próbie do mnie bo nie chciał wracać do domu.
- Nie chciał do mnie wracać? – rozpłakałam się. Te słowa zabolały.
- Ja nie chce się wtrącać, ale zraniłaś go. Musicie sobie wszystko wyjaśnić. – powiedział.
- Wyjaśnić? Liam, on wstał rano i nie odezwał się do mnie ani słowem i wyszedł nie mówiąc dokąd idzie i po co! – krzyknęłam do słuchawki. – Kiedy wróci do domu?
- Nie wiem. Nie chce wracać. – odparł.
- Bo ja tu jestem?
- Angel, to naprawdę nie jest moja sprawa. Jest 1 w nocy. Harry śpi. Jak wytrzeźwieje, to może wróci.
- Może? Liam do cholery! Czy ty siebie słyszysz?! – zaczęłam na niego krzyczeć. – Za godzinę Harry ma być z powrotem w domu. Jak nie, to ja po niego przyjadę. Zrozumiałeś? – rozłączyłam się i zaczęłam czekać na jego powrót. Bałam się, że nie wróci. Na szczęście przyjechał. Ledwie szedł. Jak się okazało Tomlinson był razem z nim przez cały czas. Razem z Liamem wprowadzili półprzytomnego Harrego do domu. Zaniesli go do sypialni gdzie zasnął w mgnieniu oka. Podziękowałam Liamowi, za pomoc, a Louisa wzięłam na słówko.
- Angel.. – zaczął chłopak.
- Nic nie mów! – krzyknęłam na niego.
- Miałem oddzwonić. – tłumaczył się.
- Oddzwonić? Weź nie ściemniaj. Odchodziłam od zmysłów, co się z nim dzieje, a ty nawet nie raczyłeś napisać krótkiej wiadomości, że wszystko gra!
- Przepraszam.
- Gówno mi z twojego przepraszam. Tak się nie robi Louis! Ja nie wiedziałam co się stało, gdzie on jest, a ty byłeś przez cały czas z nim. – zaczęłam płakać.
- Tylko nie płacz. – poprosił mnie.
- Myślałam, ze mogę ci ufać. Pomyliłam się.
- Możesz, naprawdę możesz! On potrzebował dzisiaj rozmowy. Musiał się nam wyżalić.
- Powiedz mi prawdę. Co się dzieje z Harrym, z nami? Nie kłam, błagam. Wolę najstraszniejszą prawdę od najlepszego kłamstwa.
- On nie jest pewien, czy to dobrze że do siebie wróciliście.
- Jak to? Przecież chciał żebyśmy ze sobą zamieszkali. – do moich oczu ponownie napłynęły  łzy.
- Tak, ale on kieruje się teraz tylko i wyłącznie dobrem waszego dziecka. Poczuwa się do odpowiedzialności i nie chce cię samej z tym wszystkim zostawiać. – wyjaśnił mi. – Potrzebuje przerwy od ciebie, od Londynu. Od tego wszystkiego co jest teraz i tu. Rozumiesz mnie?
- Tak. – potwierdziłam.
- Ta trasa to dobra okazja żeby odetchnął. Jutro o północy mamy samolot. Właściwie to już dzisiaj.
- Ok. Dziki że mi wszystko wyjaśniłeś. – odparłam. Louis wyszedł. Załamałam się. Nic już nie rozumiałam. Nic a nic.

            Następnego dnia, Harry obudził się z kacem. Powiedział do mnie „cześć” na co odparłam tym samym.
- Dobrze się czujesz? – zapytałam siedząc na sofie.
- Nie. – przetarł ociężałe powieki.
- Musisz się spakować  w trasę.
- Już to zrobiłem, wczoraj w nocy jak spałaś.
- To dobrze. – powiedziałam chłodno. – Chyba powinnam cię przeprosić, za to, co wtedy powiedziałam. Przepraszam. – spojrzałam na niego.
- Nie jestem już zły. Minęło. – odparł.
- Rozmawiałam z Louisem i powiedział mi wszystko. Harry, czemu nie powiedziałeś jak jest? Że nie jesteś pewien czy ci zależy? Zrozumiałabym.
- To nie tak, że mi nie zależy. Kocham cię i wiesz o tym, ael wszystko dzieje się tak szybko. Nie chce cię ranić, ale inaczej nie umiem. Musze cie ograniczać, bo dając ci więcej swobody mam wrażenie jakbyś wymykała się z moich rąk.
- Nie wymykam się. – zapewniłam go. – Mamy teraz trzy miesiące aby wszystko przemyśleć. – ulokowałam moje spojrzenie w nim.
- Wiem. Mimo wszystko będę tęsknić, bo cię kocham.
- Ja ciebie też. – odparłam.
              Północ nadeszła tak szybko. Nie pojechałam na lotnisko z nimi. Zostałam w domu. Było późno, a ja czułam się źle, a poza tym nie miałam sił na spotkanie z jego fankami bo większość z nich jeszcze mnie nie akceptowała. Pożegnałam go w domu.
- kocham cię. – powiedziałam patrząc w jego oczy. – Zawsze będę cię kochać chociażby nie wiem co. Pamiętaj. – powiedziałam.
- Wiem. Ja też cie kocham i nie chce przerwy w związku. Jest momentami ciężko, ale przynajmniej się nie nudzimy – zaśmiał się. – Kocham cię. Od zawsze o tym wiedziałem. Proszę dbaj o siebie i nie dźwigaj niczego ciężkiego, uważaj na to z kim rozmawiasz, nie wychodź nigdzie sama, dzwoń do mnie jak cos się będzie działo, ogólnie musimy do siebie dzwonić co najmniej 3 razy dziennie! – powiedział i pocałował mnie namiętnie. Nie mogłam pożegnać jego ust, dłoni, zapachu, delikatności, subtelności. Ponownie byłam rozdarta. Kiedy zniknął za drzwiami, zatęskniłam. Było mi go tak bardzo bark!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz