czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział IX "I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way"

 Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=KuofE13pFCM

       Kolejnego dnia wszyscy udaliśmy się na obiad do najdroższej restauracji na wyspie który nam sponsorował Liam. Nawet podczas jedzenia chłopcy nie mieli chwili wytchnienia od gapiących się na nich ludzi, ale im to nie sprawiało różnicy. Przez te wszystkie lata istnienia One Direction przyzwyczaili się do tego, że bez względu na to gdzie są zawsze budzą sensację. Chyba tylko ja jeszcze nie oswoiłam się z ciekawskim wzrokiem ludzi obserwującym każdy nasz krok i nawet najdrobniejszy gest. Byłam troszkę spięta przy obiedzie. Ale nie ma co mi się dziwić. Zazwyczaj kiedy wychodzę do restauracji ludzi nie robią mi zdjęć. No cóż… trzeba to przecierpieć. Louis zauważył moje zmieszanie.
- Siostra, wszystko dobrze? – zapytał siedząc naprzeciwko mnie.
- Tak. Jasne. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Przepraszamy, nie wiedzieliśmy, że tu będzie tylu reporterów – uśmiechnął się do mnie Mulat.
- Nic nie szkodzi. Naprawdę. Przecież to jest oczywiste, że oni za wami chodzą. To ich praca, a wy jesteście popularni. – wzięłam do ust łyżkę jakiejś zupy.
- Gdzie idziemy po obiedzie? – zapytał Niall z pełnymi ustami.
- Nie wiem, może na spacer? Jeszcze nie zwiedziliśmy tutaj nic. – wtrąciła się Perrie.
- Ciekawe czy mają tutaj Nando’s – rzucił ni stąd ni zowąd Horan.
- Nando’s? Na Guan Canarii? – spojrzałam na niego wzrokiem pełnym politowania.
- Nando’s na Guan Canarii.. na Guan Canarii – przedrzeźnił mnie z irytacją. - Niall, wyluzuj. – klepnął go w plecy Payne.
- Co ja znowu zrobiłem? – przekręcił oczami Irlandczyk.
- Pstro. Może mają coś lepszego niż Nando’s. – puściłam mu oczko.
- Nie ma nic, ale to nic lepszego od Nando’s. – odpowiedział błyskawicznie.
- Jasne.. – westchnął Louis – Chodźmy na ten spacer, ale może wieczorem? O zachodzie słońca? – spojrzał na Eleanor i pocałował ja czule.
- To dobry pomysł. – odparł Liam gładząc dłoń Danielle.
- Mhm. Brzmi ok. – zgodził się z nimi Mulat.
Jeszcze chwilkę posiedzieliśmy w restauracji, a następnie wybrałyśmy się z dziewczynami na mały shopping zostawiając chłopców samych. Biegałyśmy po sklepach jak oszalałe. Tutejsza moda znacznie różniła się od londyńskiej. Prawdę mówiąc, to te ciuchy jak dla mnie były trochę kiczowate, ale dało się przeżyć. Obeszłyśmy wszystkie sklepy które tylko tu znalazłyśmy, w efekcie jednak żadna z nas nic nie kupiła. Wróciłyśmy do hotelu idealnie na zachód słońca. Udałam się do mojego pokoju, przebrałam się w lekkie, wygodne ciuchy i rozpuściłam włosy które opadły na moje opalone ramiona. Ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę. – powiedziałam stojąc tyłem do wejścia i szukając telefonu w torebce.
- Idziemy na plażę na spacer, jesteś już gotowa? – usłyszałam głos Louisa.
- Tak, tak. Już idę. – rzuciłam po czym sprawdziłam wiadomości i szybko odpisałam na nie.
Na plaży praktycznie nie było ludzi. „To jest dziwne, przecież jest piękny zachód słońca.” Pomyślałam. Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś dotyk na mojej dłoni. Był to Louis.
- Chodź, musimy zrobić sobie razem zdjęcie – zaśmiał się i ustawił aparat równolegle do naszych skąpanych w promieniach zachodzącego słońca twarzy. Oczywiście musiał mnie razić lampą błyskową.
- Następnym razem wyłącz lampę ciemnoto – pokazałam mu język i oddaliłam się od niego siadając na piaszczystej plaży. Nie obchodziło mnie, co robi reszta.

  


 Pewnie wszyscy zajęci byli przytulaniem się i wyznawaniem sobie miłości na tle pomarańczowo –czerwonego nieba. Nie ważne. Odkąd byłam singielką miałam w nosie takie rzeczy. Skuliłam nogi i oparłam na nich łokcie podpierając podbródek dłońmi. Poczułam się dziwnie. Miałam wrażenie, że w moim życiu coś niebawem się zmieni. Stanie się coś, co odwróci mój świat do góry nogami. Nie lubiłam przeczuć tego rodzaju, bo zawsze prędzej czy później się sprawdzały. Polubiłam to miejsce i te widoki, jednak pomimo licznego towarzystwa, czułam się samotna. Nie tęskniłam na Willem, ani też nie chciałam się wiązać z nikim nowym.. ja po prostu… sama nie wiem. Pogubiłam się w swoich własnych uczuciach. Nie chciałam się zakochać, a na pewno nie w najbliższym czasie. Lubiłam mój obecny stan, jednak … nie miałam nikogo, kto martwiłby się o mnie, kto by mnie kochał, kogo kochałabym ja. Czasami czułam, że jestem jedną z tych osób, które nigdy nie natrafią na tę drugą połówkę. Zastanawiałabym się, dlaczego byłam skłonna do tak heroicznego czynu po stracie Czarnego jak samobójstwo. Przecież ja kocham życie, a on nie byłby wart takiego poświęcenia. Przysięgłam sobie uroczyście w tamtej chwili, że już nigdy dla nikogo nic nie poświęcę, a już zwłaszcza siebie. Trwając w dalszym zamyśleniu poczułam błysk lamy na mojej twarzy. To przytwierdziło mnie z powrotem do ziemi.
- Skasuj to, wyszłam okropnie. – rozkazałam.
- Oszalałaś? Dobrze wyszłaś. – usłyszałam w ramach odpowiedzi, na co tylko się uśmiechnęłam. – Czemu siedzisz tutaj sama?
- Tak jakoś. – spojrzałam na Harrego, któremu wiatr mierzwił brązowe loki. Ten widok naniósł jeszcze większy uśmiech na moją twarz.
- Znowu chodziłaś z głową w chmurach? – zapytał siadając tuż obok mnie.
- Znasz mnie. – odparłam przesypując piasek z jednej dłoni do drugiej.
- Momentami za dużo myślisz kochanie – przysunął mnie do siebie i objął ramieniem.
- Wiem, ale już taka jestem. – spojrzałam na niego.
- I to właśnie w Tobie uwielbiam. Przy Tobie mogę być sobą. Nie Harrym Stylesem, którego kochają miliony, ale Harrym z piekarni. Rozumiesz?
- Chyba tak. – kiwnęłam twierdząco głową.- A wiesz co ja w Tobie lubię? To że zawsze jesteś obok, nie pytasz mnie o powody, denerwujesz mnie swoimi telefonami o 3 w nocy i liczysz się z moim zdaniem. To wiele dla mnie znaczy.
- Oj, bo się rozkleję – zaśmiał się melodyjnie. – Idziemy się przejść?
- Zabierasz mnie na romantyczny spacer o zachodzie słońca wzdłuż plaży? – poruszyłam zabawnie brwiami.
- Na to wygląda. – wstał i podał mi rękę.       Ruszyliśmy wolnym krokiem wzdłuż piaszczystej plaży. Słona morka woda obmywała delikatnie nasz stopy. Harry zaczął mi opowiadać o czasach swojego dzieciństwa, a ja nie zostałam mu dłużna. Okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego niżby mogło się zdawać. Zawsze będąc w jego towarzystwie czułam się tak dobrze i tak beztrosko. Za jego jeden uśmiech potrafiłam wysłać wszystkie smutki do diabła. Więź między nami była z dnia na dzień silniejsza, jednak nie było to, to samo co między mną a Tomlinsonem. Czułam się szczęśliwa mogąc z nim rozmawiać, bo nie musiałam udawać nikogo innego. Bycie sobą wystarczyło. W pewnym momencie naszego spaceru Harry splątał nasze palce, co sprawiło że uderzyła mnie dziwna fala gorąca. Podobna poczułam w momencie, kiedy go po raz pierwszy zobaczyłam. Kiedy wróciliśmy, zabawa trwała w najlepsze. Wszyscy biegali po piasku i krzyczeli bawiąc się w berka. Bez zastanowienia dołączyliśmy do nich. Gra polegała na tym, że Liam miał nas wszystkich złapać i wrzucić do wody. Jest szybkim biegaczem, więc uwinął się z nami w mgnieniu oka. Wszyscy byliśmy cali mokrzy, co tylko zachęciło nas do pływania i tańczeniu w ubraniach w ciepłej wodzie. Z daleka można było uznać, że właśnie banda balujących nastolatków opanowała plażę. Nikt się tym nie przejmował ani czającymi się za palmami fotoreporterami. Chcieliśmy na moment udać, że cały świat nie istnieje. Że jest tylko nasza dziewiątka i nic poza nią. Mamy wakacje i chcemy je wspominać jak najlepiej. Nawet nie wiem kiedy wróciliśmy do swoich pokoi. Na pewno zdążyliśmy obudzić cały hotel śpiewając „What makes you beautiful”. Planowaliśmy zobaczyć zachód słońca, a zostaliśmy aż do jego wschodu. 

            






***
Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg

    Tydzień wakacji szybko przeleciał i musieliśmy już wracać do Londynu. Zaraz po przylocie każdy z nas wrócił do siebie, aby się rozpakować i trochę odetchnąć. Było około 2 w nocy, a ja leżałam w łóżku i przeglądałam zdjęcia i filmiki które udało mi się zrobić podczas pobytu na wyspie.


   
 Oglądając je chichotałam jak mała dziewczynka. Mój telefon zaczął dzwonić. Zerknęłam na wyświetlacz, jak zwykle był to Styles.
- Zakład pogrzebowy „Radość” w czym mogę pomóc? – odebrałam nadal chichocząc.
- Bardzo śmieszne Angel. – odezwał się zachrypnięty głos po drugiej stronie słuchawki. – Brałaś coś? – zapytał również się śmiejąc.
- Tak… znalazłam jakąś miętówkę w torebce. – odparłam.
- A tak w ogóle to przepraszam, że dzwonię tak późno. Chociaż sądząc po tym, że się śmiejesz, to jeszcze nie spałaś.
- Nie. Oglądałam zdjęcia z wakacji. Mam jedno Twoje, które zamierzam ustawić sobie na tapecie w telefonie. Gdybyś je tylko widział… klękajcie narody. – zaśmiałam się melodyjnie.
- I tak wiem, że mi je pokażesz. – opowiedział. – Nie mogę zasnąć. – westchnął.
- Ja też nie. Niepotrzebnie wypiłam kawę na dobranoc.
- Mhmm… wiesz, jakoś mnie to nie dziwi. Często robisz dziwne rzeczy. Angel… Co robisz?
- Leżę i rozmawiam z Tobą.
- A nie chciałoby ci się ruszyć tyłka z łóżka i przejść się ze mną na spacer?
- O tej porze?
- Tak. Czemu nie? Chodź, nie będzie ludzi. Spokój i cisza. Nie daj się prosić. – usłyszałam jego błagalny ton.
- Nie ma sprawy. Poczekam na ciebie na huśtawce za domem. Do zobaczenia. – rozłączyłam się.
Pośpiesznie wstałam z łóżka, pobiegłam do łazienki wysuszyć i rozczesać włosy. Założyłam na siebie koszulkę z napisem „I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way”, czarne obcisłe rurki oraz zarzuciłam ciepłą bluzę na ramiona. Schowałam telefon do kieszeni spodni i udałam się do ogrodu z tyłu domu. Usiadłam na trzeszczącej, drewnianej huśtawce i czekałam na Stylesa. Wpatrywałam się w gwieździste niebo i ponownie zaczęłam rozmyślać, o tym co było i co jeszcze może być. Usłyszałam szelest uginającej się trawy, uniosłam lekko głowę i oparłam się na łokciach. W moja stronę zbliżała się smukła, wysoka postać z lokami na głowie, oświetlana od tyłu blaskiem ulicznej latarni.
- Idziemy? – zapytał podając mi dłoń po którą sięgnęłam i wstałam z miejsca na którym przed momentem leżałam.
- Spójrz jakie piękne niebo. – powiedziałam poczym Loczek zerknął w górę.
- Dlatego chciałem iść na spacer. – dodał po momencie.
- Cieszę się, że po mnie zadzwoniłeś, inaczej męczyłabym się próbując zasnąć a tak przynajmniej mogę spędzić czas z moim przystojnym przyjacielem. – zaśmiałam się wesoło.
- I wice wersa.  – odwzajemnił moją mimikę poczym ścisnął mocniej moja dłoń której nie puścił ani na sekundę. - Jak ci się podobało na Guan Canarii?
- Było niesamowicie. – odpowiedziałam pełna entuzjazmu. – Ten klimat, te widoki, piasek, słońce… ach…
- Kolejnym razem zabieram cię ze sobą na rejs po Karaibach. Tylko najpierw musisz wyrobić sobie wizę. – odparł.
- Oszalałeś? Nie stać mnie luksusowy rejs.
- Ale ja nie pytałem, czy tobie się ten pomysł podoba czy nie. Powiedziałem że cię zabieram. Jedziesz ze mną. Postanowione i koniec kropka. Nie nauczyłaś się jeszcze kochanie, że Pan Harold Edward Styles zawsze ma ostatnie słowo. – spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Nie nauczyłeś się jeszcze, że Angel to jest Angel i tego nie ogarniesz? – spojrzałam na niego poczym oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Gdybyś była taka sama jak reszta dziewczyn, to nie dzwonił bym do ciebie o 2 w nocy żeby się z tobą umówić.
- To jest randka? – spojrzałam na niego lekko oszołomiona, poczułam jak moje policzki się rumienią. Dobrze, że było ciemno i nie był w stanie zauważyć czerwieni mojej twarzy.
- Hmm.. nie, jeszcze nie randka. Gdyby to była randka, to zaplanowałbym coś wyjątkowego. Takiego, co zwaliłoby cię z nóg i sprawiło, że byłabyś najszczęśliwszą kobieta na świecie. – odparł muskając mój policzek.
- Dobrze wiedzieć. – odparłam. W sumie chyba nawet troszkę mi ulżyło.
- Ale pamiętaj, że powiedziałem „jeszcze nie”. – puścił mi oczko.
- Harry, teraz nie wiem, czym mam skakać z radości czy raczej się bać. – odpowiedziałam.
- I jedno i drugie. Jeśli chcę zrobić dobre wrażenie na dziewczynie staję się nieobliczalny. – zaśmiał się.
- Znamy się pół roku, a ty dopiero teraz starasz się zrobić na mnie dobre wrażenie? – spojrzałam na niego z miną wtf.
- Lepiej późno niż wcale. Ale i tak wiem, że je już na tobie wywarłem dawno temu. Wtedy u Louisa, jak się po raz pierwszy spotkaliśmy. Widziałem ten rumieniec na twoim policzku. – spojrzał na mnie słodko.
- Owszem, wydałeś mi się być bardzo czarujący… no ale hej.. czego ty się spodziewałeś po swojej fance? Ciesz się, że nie zaczęłam piszczeć i błagać się żebyś się ze mną ożenił. – odparłam śmiejąc się.
- Zgodziłbym się. Wyglądałaś tak słodko z tymi wypiekami na policzkach.
- Oj, pożałowałbyś tego z czasem. Nie wiem czy zauważyłeś, ale faceci mają mnie dość po tygodniu. – zaśmiałam się.
- Ja znam cię od 6 miesięcy i jeszcze nie wymiękam. 
- Jesteś twardy. Właśnie! Miałam ci pokazać moją nową, słodką tapetę. – zachichotałam wyjmując telefon z kieszeni lewą dłonią, gdyż prawą wciąż trzymał Styles. – Słodka, prawda? – poruszyłam zabawnie brwiami. 


- Nieee… Kiedy ty to zrobiłaś? – zapytał zaskoczony. – Jak ja wyglądam? – zapytał śmiejąc się.
- Jak mój Harry. – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Twój Harry – wyszeptał po czym spojrzał na mnie i odwzajemnił moją mimikę.
- No wiesz… kochany, nierozgarnięty i radosny. – odparłam. Oczy chłopaka zwróciły się na napis na mojej bluzie.
- I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way. – odczytał na głos mocno wytężając wzrok gdyż mało co było widać po ciemku.
- Ekstra, prawda? – zapytałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że to nie jest skierowane do mnie.
- W żadnym wypadku. – zaśmiałam się.
- Swoją drogą, wracając do momentu, kiedy się poznaliśmy, chciałabym cię przeprosić, za to, że wtarłam mąkę w twoje włosy. – przygryzłam dolną wargę.
- Nie gniewam się. Pewnie gdybyś tego nie zrobiła, nie byłoby nas teraz tutaj razem, samych. – odpowiedział z uśmiechem.
- W takim razie cieszę się, że to zrobiłam. – puściłam jego dłoń i pomierzwiłam burzę jego loków.
- Ej! – krzyknął wesoło po czym odwzajemnił się tym samym.
- Pięknie – na mojej twarzy pojawił się grymas stłumiony uśmiechem – Wyglądam teraz tak jak ty.
- Słodko? – zatrzepotał rzęsami żeby mnie rozbawić.
- Nie, jak pacan. – odparłam po czym go przytuliłam. – Zwijajmy się stąd. Już jest późno. – powiedział po czym odsunęłam się do niego na bezpieczną odległość, a on chwycił moją dłoń i zaczęliśmy iść droga powrotną.
- Stresujesz się przed egzaminem? – zapytał zerkając na mnie ukradkiem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – westchnęłam.
- Dasz sobie radę. Wierzę w ciebie. – ścisnął mocniej moją dłoń.
- Cieszę się, ale wiesz.. teraz będziesz musiał przeżyć dwa tygodnie beze mnie, bo muszę zająć się nauką. To jest dla mnie naprawdę ważny egzamin i nie mogę go oblać. Muszę zaangażować się w naukę an 200%, a zostały mi już tylko dwa tygodnie.
- Spokojnie. Rozumiem Kochanie. Nie musisz się tłumaczyć ,wiem ile dla ciebie znaczą te studia. Będę za ciebie trzymał kciuki.

           Styles odprowadził mnie pod furtkę do domu. Rozmawialiśmy jeszcze krótka chwilkę stojąc pod nią. Kopnął mnie nawet kilka razy w tyłek na szczęście i odjechał. Ja wróciłam do domu i standardowo położyłam się spać. Jutro, a raczej dzisiaj miałam ostatni dzień urlopu i chciałam się maksymalnie poświęcić zakuwaniu. Nie mogłam pozwolić, żeby cokolwiek mnie rozproszyło, a znając moje rozkojarzenie, wszystko mogłoby mnie bardziej zaciekawić niż siedzenie and książkami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz