Ulice Londynu są takie tłoczne, zabiegane, ale nawet to nie odejmuje mu uroku. To miasto ze snów. Moich snów. Kiedyś często je sobie wyobrażałam jako nastolatka, lecz dopiero teraz, mogłam naprawdę doświadczyć tej niezwykłej harmonii tego miejsca. Od czterech lat na nowo je odkrywam i to jest właśnie piękne, bo nocą kładę się spać, tylko po to żeby rano się obudzić i podziwiać zmiany jakie tu zaszły przez ten krótki czas mojej ‘hibernacji’. W drodze do kina mijałam tysiące ludzi. Wszyscy się czymś od siebie różnili. Na jednym z przystanków zauważyłam młodziutką afro amerykankę z dwiema walizkami. Przez moment dostrzegam w niej siebie samą. Była taka zagubiona, nieporadna, zatroskana o swój los, zupełnie jak ja w pierwszych godzinach pobytu tutaj. Wiedziałam, że nie ma odwrotu, bo w końcu po coś tu przyjechałam. Nie mogłam się wycofać, pomimo że rozum głośno krzyczał ‘Wracaj’, a serce galopowało jak oszalałe. Nie mogłam się już wrócić. Nie. Nie tym razem. Czułam, że muszę tu zostać, bo odtąd moje życie nie będzie już takie samo. I miałam rację, nic już nie było jak dawniej. Nic a nic. Nawet najmniejszy szczegół uległ minimalnej reformacji. A to był dopiero początek. W sumie, nadal wszystko się dopiero zaczyna. Moje życie nie umie być poukładane, albo to ja wszystko komplikuję? Nie wiem. Wiem tylko to, że gdybym nie spotkała Tomlinsona, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Dotarłam na miejsce. Czarny czekał
na mnie w holu trzymając w dłoni dwa bilety na jakiś film akcji. Nienawidziłam
tego gatunku, no ale niech mu już będzie. Wybuchy, eksplozje, rozbijające się
auta i spoceni, poobijani goryle z lufami. Co w tym niby takiego fajnego?
- Długo czekasz? – zapytałam po czym
musnęłam jego policzek.
- Chwilkę – objął mnie w pasie i
poprowadził wzdłuż holu. Musieliśmy się przeciskać między ludźmi ponieważ było
niesamowicie tłoczno tego dnia. – Poczekaj tu. Pójdę po colę i popcorn. Chcesz
słodki?
- Nie, wolę słony. – odparłam i
stanęłam w kącie sali. Zaczytałam się w ogromnym plakacie wiszącym nad moją
głową. Zwiastował dramat który miał wkrótce wejść na duży ekran. Spodobała mi
się obsada. Głównym bohaterem filmu miał być Johnny Deep. Uwielbiałam tego
aktora. ‘Muszę to kiedyś zobaczyć’ pomyślałam. ‘Deep to dobry aktor, więc na
pewno film będzie spektakularny, tym bardziej, że reżyserem jest Cameron.’ –
poczułam jak ktoś obejmuje mnie ramieniem. To wyrwało mnie z zamysłu. – Will, szybko wróciłeś –
powiedziałam.
- Niespodzianka – wyszeptał mi ktoś do ucha. Odwróciłam twarz w stronę tej osoby. – Cieszysz się, że mnie znów widzisz?
- Niespodzianka – wyszeptał mi ktoś do ucha. Odwróciłam twarz w stronę tej osoby. – Cieszysz się, że mnie znów widzisz?
- Louis Tomlinson. – uśmiechnęłam
się promiennie.
- We własnej osobie i na żywo. –
odpowiedział momentalnie – Zaczynam myśleć, że to przeznaczenie, ze ciągle na
siebie wpadamy.
- A ja zaczynam myśleć, że mnie
śledzisz. – Louis uśmiechnął się szeroko.
- Masz mnie. – puścił mi oczko. –
Przyszłaś z chłopakiem?
- Tak. Poszedł po popcorn. –
błyskawicznie udzieliłam odpowiedzi. – A ty jesteś sam?
- Nie, przyszedłem z Eleo. Jest
teraz w toalecie. – wyjaśnił.
Zauważyłam zbliżającego się do nas
Willa. Miał poważną minę i ściskał pudełko od popcornu, jeszcze trochę a doszczętnie by je pomiął.
- Twój popcorn księżniczko. – objął
mnie w pasie ramieniem i pocałował w policzek. Zrobiło się trochę niezręcznie.
- Ty pewnie jesteś Will. – radośnie powiedział
chłopak z którym to moje kochanie przerwało mi rozmowę.
- Tak. A ty…
- Jestem Louis.
- Yyyy.. Louis?
- Tomlinson.
- wyglądasz nawet znajomo, ale dalej
nic.
- Z One Direction.
- Ach tak, teraz coś mi świta. Nie
skojarzyłem cię w pierwszym momencie. Z waszego zes… grupy rozpoznaję tylko
tego Rosjanina.
- Irlandczyka.
- Słucham?
- Irlandczyka. Niall to Irlandczyk.
- Możliwe. Więc, o czym sobie
gawędziliście? – dociekał Czarny.
- O niczym takim. – szybko
odpowiedziałam. – Wiesz, lepiej będzie jak już pójdziemy. – spojrzałam na
mojego chłopaka.
- O El idzie. – powiedział nagle
Tomlinson.
- Kto? – zainteresował się Will.
- Jego narzeczona. – sprostowałam. W
tym samym czasie dołączyła do nas długonoga piękność. W rzeczywistości była
dużo ładniejsza niż na zdjęciach. Perfekcyjnie ułożone włosy, nienaganna cera,
szeroki uśmiech i modne, stylowe ciuchy. Na pierwszy rzut oka robiła dobre
wrażenie.
- Cześć. – przywitała się ciepło.
- Ty pewnie jesteś Angel. Louis mi o
tobie opowiadał. – zaczęła. – Z góry cię za niego przepraszam, wiem jaki zakręcony
potrafi być.
- Nic nie szkodzi. Cieszę się, że
mam przyjemność cię w końcu poznać. – uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
Spojrzałam na Willa. Stał jak wryty. Nic się nie odzywał. Wściekłość miał
wypisaną na twarzy. - ‘Teraz to mam
przerąbane.’ – pomyślałam.
- Też idziecie do kina na ten film
akcji? – zapytała brunetka.
- Tak.
- W takim razie chodźmy wszyscy
razem. Będzie zabawa. – zaproponowała.
- Ok. – wymuszony uśmiech pojawił
się na mojej twarzy.
Przez cały seans Will nie odezwał
się do mnie słowem. Nie byłam nawet w stanie skupić się na filmie. Moją głowę
zalewało poczucie winy i same czarne scenariusze dzisiejszego wieczoru. Film
dłużył się i dłużył. Trwał 2 godziny a ja czułam jakby to było co najmniej 5
godzin. Czułam się tak cholernie podle. Teraz pojęłam to, że trzeba było mu
powiedzieć. Nie spodziewałam się, że natrafię dzisiaj na tego chłopaka.
Myślałam, że już się z nim nie zobaczę, a tym bardziej nie wyobrażałam sobie,
że tego wieczoru, kiedy będzie ze mną Czarny. Po filmie zakochani zaproponowali
nam wspólny wypad na pizze. Ani mi, ani Willowi ten pomysł się nie podobał.
Próbowaliśmy się wykręcić zasłaniając się tym, że jest już późno i powinniśmy
się już zbierać, jednak oni nie chcieli nawet słyszeć o odmowie. Wspólna
kolacja z wściekłym na mnie chłopakiem, zawsze radosnym Louisem i jego nic nie
rozumiejącą dziewczyną. Fantastycznie. El była w porządku. Łatwo się nam
rozmawiało, przez chwilę nawet zapomniałam o tym, co przysporzyło mi zmartwień
dzisiejszego wieczoru. Louis nie umiał dogadać się z Willem. Liczy się to, ze
próbował. Mój chłopak ogółem milczał tego wieczoru. Nie dziwię się, zachowałam
się jak świnia. To i tak miłe z jego strony, że był przy mnie a nie wyszedł
urażony. Chociaż wiem, że miał ochotę odwalić taką scenę.
- Możesz mi do cholery wytłumaczyć
co to było? – zapytał gasząc silnik auta pod moim domem.
- Powinnam była ci wcześniej
powiedzieć.
- Wcześniej? Niczego już nie
rozumiem. – spojrzał mi w oczy – Skąd ty go znasz?
- Poznaliśmy się na tym bankiecie. –
powiedziałam.
- Nie wierzę…. Dlaczego mnie
okłamujesz?
- Will to nie tak. Uwierz mi.
- Dlaczego mi o nim nie
powiedziałaś, kiedy pytałem się, czy poznałaś kogoś?
- Bałam się.
- Czego?
- Twojej reakcji. Wiedziałam, że
będziesz zły. Dlatego nic nie mówiłam.
- Mhm… świetnie. Lepiej było robić
ze mnie głupka? Ile razy się spotkaliście? - wykrzyczał
- Dwa.
- Dwa… nie mamy o czym rozmawiać.
Idź już. – odwrócił ode mnie wzrok.
- Ale Will…. – milczał – To tylko
przypadkowa znajomość. To ty jesteś moim chłopakiem i tylko ty się dla mnie
liczysz. Kiedy ty to w końcu zrozumiesz? Kocham cię i przysięgam, że między mną
a nim nigdy nic nie było i nie będzie. Zrozum to. On ma narzeczoną a ja mam
ciebie.
- Ale to nie jest ok., że zatajasz
przede mną takie rzeczy!
- Przepraszam.
- Ok. Ale już nigdy więcej tak nie
rób. – wyszeptał. Rzuciłam się mu na szyję i namiętnie go pocałowałam.
Ten wieczór był jedną wielką klęską.
Czułam się do dupy. DO DUPY. W nocy spałam jak zabita. Rano wciąż jeszcze
myślałam o tym do czego wczoraj doszło. Poranny kac moralny się odezwał. Mimo
to, że Czarny mi wybaczył czułam się źle i… winna? Winna… tylko czemu? Nasza
sprzeczka o piosenkarza była poważna, ale nie sprawiła, że przestałam z nim
rozmawiać. Polubiłam go. Jego, a nie tą medialną postać, tylko zwykłego,
szalonego chłopaka i jego narzeczoną. Czarny wciąż tego nie pojmował i wszędzie
dopatrywał się niewierności. Bolało mnie to, jak słabo mi ufa. Zyskałam nowych
przyjaciół, a w między czasie traciłam Willa. Nie było już tak kolorowo jak dawniej.
Na dodatek Pani Parker wyjechała do Irlandii i jej wielki, pusty dom wydawał mi
się być przerażający. Słyszałam echo własnego oddechu. Miałam więcej wolnego
czasu z którym nie miałam co robić. Próbowałam zapełnić go nauką i spotkaniami
ze starymi współlokatorami, Louisem i Czarnym. Z początku nieobecności
staruszki, kiedy Will nie miał dla mnie czasu, Tomlinson siedział w studiu
nagraniowym, a Eleanor zajmowała się swoimi sprawami siedziałam na Newham.
Desperacko szukałam towarzystwa, chciałam je tam odnaleźć, ale to już nie był
mój świat. Ludzie którzy niegdyś byli mi tak bliscy obecnie stali się kimś
zupełnie obcym, kogo już nie byłam w stanie zrozumieć. Niby wszystko grało, ale
brakowało nam tematów. Dawni najbliżsi znajomi powyjeżdżali i zostali zastąpieni
nowymi ludźmi, których imion nawet nie znam. Był już tylko Jim i Laura.
Nadszedł czas żeby zostawić Newham za sobą. Przecież wszystko w życiu kiedyś
końcem końców się zmienia i przemija. Nagle poczułam się taka cholernie
samotna. Jakbym nie miała nikogo i była jedyną materią żywą w całym
wszechświecie. Wieczorami przed zaśnięciem rozmawiałam z samą sobą. Chore.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz