środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział II cz II "Gdybym nie spotkała Tomlinsona, wszystko potoczyłoby się inaczej."


              Ulice Londynu są takie tłoczne, zabiegane, ale nawet to nie odejmuje mu uroku. To miasto ze snów. Moich snów. Kiedyś często je sobie wyobrażałam jako nastolatka, lecz dopiero teraz, mogłam naprawdę doświadczyć tej niezwykłej harmonii tego miejsca. Od czterech lat na nowo je odkrywam i to jest właśnie piękne, bo nocą kładę się spać, tylko po to żeby rano się obudzić i podziwiać zmiany jakie tu zaszły przez ten krótki czas mojej ‘hibernacji’. W drodze do kina mijałam tysiące ludzi. Wszyscy się czymś od siebie różnili. Na jednym z przystanków zauważyłam młodziutką afro amerykankę z dwiema walizkami. Przez moment dostrzegam w niej siebie samą. Była taka zagubiona, nieporadna, zatroskana o swój los, zupełnie jak ja w pierwszych godzinach pobytu tutaj. Wiedziałam, że nie ma odwrotu, bo w końcu po coś tu przyjechałam. Nie mogłam się wycofać, pomimo że rozum głośno krzyczał ‘Wracaj’, a serce galopowało jak oszalałe. Nie mogłam się już wrócić. Nie. Nie tym razem. Czułam, że muszę tu zostać, bo odtąd moje życie nie będzie już takie samo. I miałam rację, nic już nie było jak dawniej. Nic a nic. Nawet najmniejszy szczegół uległ minimalnej reformacji. A to był dopiero początek. W sumie, nadal wszystko się dopiero zaczyna. Moje życie nie umie być poukładane, albo to ja wszystko komplikuję? Nie wiem. Wiem tylko to, że gdybym nie spotkała Tomlinsona, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Dotarłam na miejsce. Czarny czekał na mnie w holu trzymając w dłoni dwa bilety na jakiś film akcji. Nienawidziłam tego gatunku, no ale niech mu już będzie. Wybuchy, eksplozje, rozbijające się auta i spoceni, poobijani goryle z lufami. Co w tym niby takiego fajnego?
- Długo czekasz? – zapytałam po czym musnęłam jego policzek.
- Chwilkę – objął mnie w pasie i poprowadził wzdłuż holu. Musieliśmy się przeciskać między ludźmi ponieważ było niesamowicie tłoczno tego dnia. – Poczekaj tu. Pójdę po colę i popcorn. Chcesz słodki?
- Nie, wolę słony. – odparłam i stanęłam w kącie sali. Zaczytałam się w ogromnym plakacie wiszącym nad moją głową. Zwiastował dramat który miał wkrótce wejść na duży ekran. Spodobała mi się obsada. Głównym bohaterem filmu miał być Johnny Deep. Uwielbiałam tego aktora. ‘Muszę to kiedyś zobaczyć’ pomyślałam. ‘Deep to dobry aktor, więc na pewno film będzie spektakularny, tym bardziej, że reżyserem jest Cameron.’ – poczułam jak ktoś obejmuje mnie ramieniem. To wyrwało mnie  z zamysłu. – Will, szybko wróciłeś – powiedziałam.
- Niespodzianka – wyszeptał mi ktoś do ucha. Odwróciłam twarz w stronę tej osoby. – Cieszysz się, że mnie znów widzisz?
- Louis Tomlinson. – uśmiechnęłam się promiennie.
- We własnej osobie i na żywo. – odpowiedział momentalnie – Zaczynam myśleć, że to przeznaczenie, ze ciągle na siebie wpadamy.
- A ja zaczynam myśleć, że mnie śledzisz. – Louis uśmiechnął się szeroko.
- Masz mnie. – puścił mi oczko. – Przyszłaś z chłopakiem?
- Tak. Poszedł po popcorn. – błyskawicznie udzieliłam odpowiedzi. – A ty jesteś sam?
- Nie, przyszedłem z Eleo. Jest teraz w toalecie. – wyjaśnił.
Zauważyłam zbliżającego się do nas Willa. Miał poważną minę i ściskał pudełko od popcornu,  jeszcze trochę a doszczętnie by je pomiął.
- Twój popcorn księżniczko. – objął mnie w pasie ramieniem i pocałował w policzek. Zrobiło się trochę niezręcznie.
- Ty pewnie jesteś Will. – radośnie powiedział chłopak z którym to moje kochanie przerwało mi rozmowę.
- Tak. A ty…
- Jestem Louis.
- Yyyy.. Louis?
- Tomlinson.
- wyglądasz nawet znajomo, ale dalej nic.
- Z One Direction.
- Ach tak, teraz coś mi świta. Nie skojarzyłem cię w pierwszym momencie. Z waszego zes… grupy rozpoznaję tylko tego Rosjanina.
- Irlandczyka.
- Słucham?
- Irlandczyka. Niall to Irlandczyk.
- Możliwe. Więc, o czym sobie gawędziliście? – dociekał Czarny.
- O niczym takim. – szybko odpowiedziałam. – Wiesz, lepiej będzie jak już pójdziemy. – spojrzałam na mojego chłopaka.
- O El idzie. – powiedział nagle Tomlinson.
- Kto? – zainteresował się Will.
- Jego narzeczona. – sprostowałam. W tym samym czasie dołączyła do nas długonoga piękność. W rzeczywistości była dużo ładniejsza niż na zdjęciach. Perfekcyjnie ułożone włosy, nienaganna cera, szeroki uśmiech i modne, stylowe ciuchy. Na pierwszy rzut oka robiła dobre wrażenie.
- Cześć. – przywitała się ciepło.
- Ty pewnie jesteś Angel. Louis mi o tobie opowiadał. – zaczęła. – Z góry cię za niego przepraszam, wiem jaki zakręcony potrafi być.
- Nic nie szkodzi. Cieszę się, że mam przyjemność cię w końcu poznać. – uśmiechnęłam się do niej serdecznie. Spojrzałam na Willa. Stał jak wryty. Nic się nie odzywał. Wściekłość miał wypisaną na twarzy.  - ‘Teraz to mam przerąbane.’ – pomyślałam.
- Też idziecie do kina na ten film akcji? – zapytała brunetka.
- Tak.
- W takim razie chodźmy wszyscy razem. Będzie zabawa. – zaproponowała.
- Ok. – wymuszony uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
            Przez cały seans Will nie odezwał się do mnie słowem. Nie byłam nawet w stanie skupić się na filmie. Moją głowę zalewało poczucie winy i same czarne scenariusze dzisiejszego wieczoru. Film dłużył się i dłużył. Trwał 2 godziny a ja czułam jakby to było co najmniej 5 godzin. Czułam się tak cholernie podle. Teraz pojęłam to, że trzeba było mu powiedzieć. Nie spodziewałam się, że natrafię dzisiaj na tego chłopaka. Myślałam, że już się z nim nie zobaczę, a tym bardziej nie wyobrażałam sobie, że tego wieczoru, kiedy będzie ze mną Czarny. Po filmie zakochani zaproponowali nam wspólny wypad na pizze. Ani mi, ani Willowi ten pomysł się nie podobał. Próbowaliśmy się wykręcić zasłaniając się tym, że jest już późno i powinniśmy się już zbierać, jednak oni nie chcieli nawet słyszeć o odmowie. Wspólna kolacja z wściekłym na mnie chłopakiem, zawsze radosnym Louisem i jego nic nie rozumiejącą dziewczyną. Fantastycznie. El była w porządku. Łatwo się nam rozmawiało, przez chwilę nawet zapomniałam o tym, co przysporzyło mi zmartwień dzisiejszego wieczoru. Louis nie umiał dogadać się z Willem. Liczy się to, ze próbował. Mój chłopak ogółem milczał tego wieczoru. Nie dziwię się, zachowałam się jak świnia. To i tak miłe z jego strony, że był przy mnie a nie wyszedł urażony. Chociaż wiem, że miał ochotę odwalić taką scenę.
- Możesz mi do cholery wytłumaczyć co to było? – zapytał gasząc silnik auta pod moim domem.
- Powinnam była ci wcześniej powiedzieć.
- Wcześniej? Niczego już nie rozumiem. – spojrzał mi w oczy – Skąd ty go znasz?
- Poznaliśmy się na tym bankiecie. – powiedziałam.
- Nie wierzę…. Dlaczego mnie okłamujesz?
- Will to nie tak. Uwierz mi.
- Dlaczego mi o nim nie powiedziałaś, kiedy pytałem się, czy poznałaś kogoś?
- Bałam się.
- Czego?
- Twojej reakcji. Wiedziałam, że będziesz zły. Dlatego nic nie mówiłam.
- Mhm… świetnie. Lepiej było robić ze mnie głupka? Ile razy się spotkaliście? - wykrzyczał
- Dwa.
- Dwa… nie mamy o czym rozmawiać. Idź już. – odwrócił ode mnie wzrok.
- Ale Will…. – milczał – To tylko przypadkowa znajomość. To ty jesteś moim chłopakiem i tylko ty się dla mnie liczysz. Kiedy ty to w końcu zrozumiesz? Kocham cię i przysięgam, że między mną a nim nigdy nic nie było i nie będzie. Zrozum to. On ma narzeczoną a ja mam ciebie.
- Ale to nie jest ok., że zatajasz przede mną takie rzeczy!
- Przepraszam.
- Ok. Ale już nigdy więcej tak nie rób. – wyszeptał. Rzuciłam się mu na szyję i namiętnie go pocałowałam.

               Ten wieczór był jedną wielką klęską. Czułam się do dupy. DO DUPY. W nocy spałam jak zabita. Rano wciąż jeszcze myślałam o tym do czego wczoraj doszło. Poranny kac moralny się odezwał. Mimo to, że Czarny mi wybaczył czułam się źle i… winna? Winna… tylko czemu? Nasza sprzeczka o piosenkarza była poważna, ale nie sprawiła, że przestałam z nim rozmawiać. Polubiłam go. Jego, a nie tą medialną postać, tylko zwykłego, szalonego chłopaka i jego narzeczoną. Czarny wciąż tego nie pojmował i wszędzie dopatrywał się niewierności. Bolało mnie to, jak słabo mi ufa. Zyskałam nowych przyjaciół, a w między czasie traciłam Willa. Nie było już tak kolorowo jak dawniej. Na dodatek Pani Parker wyjechała do Irlandii i jej wielki, pusty dom wydawał mi się być przerażający. Słyszałam echo własnego oddechu. Miałam więcej wolnego czasu z którym nie miałam co robić. Próbowałam zapełnić go nauką i spotkaniami ze starymi współlokatorami, Louisem i Czarnym. Z początku nieobecności staruszki, kiedy Will nie miał dla mnie czasu, Tomlinson siedział w studiu nagraniowym, a Eleanor zajmowała się swoimi sprawami siedziałam na Newham. Desperacko szukałam towarzystwa, chciałam je tam odnaleźć, ale to już nie był mój świat. Ludzie którzy niegdyś byli mi tak bliscy obecnie stali się kimś zupełnie obcym, kogo już nie byłam w stanie zrozumieć. Niby wszystko grało, ale brakowało nam tematów. Dawni najbliżsi znajomi powyjeżdżali i zostali zastąpieni nowymi ludźmi, których imion nawet nie znam. Był już tylko Jim i Laura. Nadszedł czas żeby zostawić Newham za sobą. Przecież wszystko w życiu kiedyś końcem końców się zmienia i przemija. Nagle poczułam się taka cholernie samotna. Jakbym nie miała nikogo i była jedyną materią żywą w całym wszechświecie. Wieczorami przed zaśnięciem rozmawiałam z samą sobą. Chore. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz