niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział VII "Miłość naszego życia zawsze jest blisko nas, a my jej zwyczajnie nie zauważamy."


Obudziły  mnie ciepłe promienie słońca padające na twarz. Miejsce obok mnie było już puste, co pozwoliło mi rozłożyć się na całym łóżku. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, była równa 14. Z niedowierzaniem przetarłam oczy. Podniosłam się  łóżka i zarzuciłam na siebie jedwabny szlafrok leżący na krześle. Snułam się ociężale po górnym korytarzu aż do łazienki, gdzie załatwiłam poranną toaletę i odświeżyłam się. Założyłam na siebie spodenki jakąś pierwszą lepszą bluzkę którą znalazłam pod ręką w szafie. Uczesałam się i zeszłam na dół. Z kuchni dobiegł mnie jakiś hałas, więc postanowiłam tam zajrzeć. Przez uchylone drzwi dostrzegłam Harrego robiącego naleśniki. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam w głąb pomieszczenia. 

         
- Dzień dobry. – powiedziałam wesoło.
- Cześć. Wyspałaś się? – zapytał nadal stojąc przy rozgrzanej patelni na której piekł się naleśnik.
- Mhm. – ziewnęłam.
- Oj, coś czuję że jednak nie. – zaśmiał się cichutko.
- Ja zawsze ziewam jak wstanę. – wyjaśniłam. – Naleśniki?
- Mmmhhmmmm…. Pamiętasz, że kiedyś mieliśmy je zjeść, ale w efekcie nam się to nie udało? – spoglądnął za siebie kierując wzrok na mnie. Kiwnęłam przecząco głową i usiadłam przy kuchennym stole.
- Proszę, mała kawa na rozbudzenie. – podał mi filiżankę z czarną cieszą.
- Dzięki wielkie – powiedział, po czym zrobiłam dużego łyka. – Dawno temu wstałeś?
- Jakąś godzinę temu. Nie chciałem cię budzić. – odparł zawijając naleśnika, po czym położył na środku stołu Duży talerz pełen naleśników.
- Ty serio myślisz, że my to wszystko zjemy? – zrobiłam wielkie oczy.
- Damy sobie radę – odparł i usiadł naprzeciwko lustrując mnie spojrzeniem.
- Co? – zapytałam z pełną buzią.
- Nic. Polubiłaś Sive? – zapytał robiąc łyka mojej kawy.
- Nie wiem… Nie znam go.
- Ale całowaliście się wczoraj.
- Błąd. To on mnie pocałował, nie ja jego. Z resztą i tak już pewnie się nie spotkamy. – westchnęłam.
-Może to i lepiej. – wdał się w zamyślenie.
- Czemu niby?
- Sam nie wiem. Po prostu martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś znowu cierpiała tak jak przy twoim byłym. Co prawda nie miałem okazji go poznać, ale raczej nie polubiłbym go z tego co mówił Louis.
- Nie bój się, on też nie pałałby do ciebie sympatią. On ogółem Ne lubił was wszystkich. Sivy też nie trawił. Tu chodziło przede wszystkim o to, że kiedyś chciał mieć boy band, ale nie posiadał talentu, więc teraz nienawidzi wszystkich którym się udało.
- Jak ty mogłaś z nim chodzić?
- A jak ty mogłeś chodzić z panną Perfect-Swift? – spojrzałam na niego.
- Tak jakoś wyszło. Nie kochałem jej.
- No właśnie… tak jakoś wyszło… u mnie też, z tym że ja myślałam, że się kochamy. – odparłam.
- Skarbie, jedziesz ze mną do Liama? Tam będzie reszta chłopaków.
- Jasne, czemu nie. Tylko daj mi dokończyć śniadanie. – puściłam mu oczko.
- Raczej obiad – uśmiechnął się szeroko.


- Hej! – krzyknął Harry wchodząc do domu Liama. Oboje udaliśmy się do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i rozmawiali o jakimś tam wyjeździe.
- Część – powiedziałam stojąc w drzwiach. Wszyscy na mnie spojrzeli jednak nie odezwali się do mnie. Jedynie Liam uśmiechnął się lekko, a Dan i Perrie do mnie pomachały. To było jasne, że są wściekli o wczoraj. Harry objął mnie w pasie i wyszeptał mi do ucha „Nie przejmuj się” Usiadłam obok Dziewczyn na kanapie. El mierzyła mnie wzrokiem. Miałam ochotę wstać i jej przyłożyć, jednak nie mogłam tego zrobić ze względu na Louisa.
- Bardzo są na mnie źli? – zapytałam brunetki i blondynki.
- Tak… - wyszeptała Perrie.
- W ogóle powiedz nam, co się tam wczoraj działo. – odezwała się Dan.
- Nic takiego. Rozmawialiśmy tylko, a potem Harry po mnie przyszedł. Ja mu powiedziałam, że muszę już spadać, a on mnie pocałował. Ni stąd ni zowąd.
- Na prawdę? – spojrzała zdziwiona Perrie.
- Tak. Nie wiem dlaczego to zrobił, pewnie chciał was wszystkich wkurzyć, bo się przyglądaliście. – wyjaśniłam. W tym też momencie spojrzałam na Louisa, który patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem, jak na jakiegoś przestępcę analizując mój każdy ruch. Nagle usłyszałam to zdanie wypowiedziane nie przez kogo innego niż Eleanor „Ja tam chciałam iść tylko po to żeby się fajnie zabawić z przyjaciółmi, a nie patrzeć jak jakaś idiotka całuję się z jakimś pedałem.” Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Spojrzałam po ludziach siedzących w pomieszczeniu, byli równie zaskoczeni jej słowami co ja. Jednak nie miałam zamiaru dłużej wysłuchiwać tego jak na mnie najeżdża i powiedziałam jej kilka słów.
- Może lepiej byłoby gdybyś zajęła się własnymi sprawami a nie podniecała się tym co robią inni ludzie. – Teraz zdziwione spojrzenia skierowały się na moją osobę.
- Może lepiej byłoby gdybyś się nie obściskiwała z każdym kolesiem którego widzisz. – ponownie zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiesz, gdybyś była tego warta to w tym momencie bym ci przyłożyła. Zejdź w końcu ze mnie i zajmij się swoim płytkim, nudnym życiem. – powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam podążać w kierunku drzwi.
- Uważasz że moje życie jest płaskie i nudne bo nie zapraszam wszystkich do swojego łóżka. Dzisiejszej nocy spałaś z Harrym, czemu nie ze Sivą skoro tak dobrze się wam wczoraj romansowało? – krzyknęła za mną.
              Wyszłam z domu Liama. Nie chciałam już tam dłużej być i wysłuchiwać tego co ma mi do powiedzenia. Danielle i Perrie wybiegły za mną.
- Angel! – krzyknęła Danielle. Przystanęłam na moment.
- Angel… Nie bierz do siebie tego co ona mówi. Nie warto. – przytuliła mnie do siebie blondynka.
- Perrie ma rację, El przesadziła i uwierz mi, że nikt, serio nikt nie podziela jej zdania. Ona po prostu ci zazdrości tego jak dobrze dogadujesz się z zespołem. – pogłaskała mnie po głowie zmartwiona Dan.
- Dziękuję wam. Ja wiem, że ona mnie nie znosi bo jest zazdrosna o Louisa, ale to nie jest powód żeby traktować mnie jak dziwkę. – po moim policzku spłynęła łza.
- Możecie nas zostawić samych? – usłyszałam głos Loczka za moimi plecami. Dziewczyny posłuchały go i posłusznie wróciły do środka.
- Wszystko słyszałem. – zaczął – Przepraszam, że nie zareagowałem, ale byłem w innej części domu i zanim dobiegłem, ty już wyszłaś. – tłumaczył się.
- Ja nie jestem o to na ciebie zła. Nie potrzebuję, żebyś stawał w mojej obronie. – spojrzałam mu w oczy.
- Ale czuję się za ciebie odpowiedzialny. Nie zrozumiesz tego. Nie chcę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek doprowadzał cię do płaczu. Nie zasłużyłaś na to. – chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w głąb oczu.
- Nie sądziłam, że ona mnie za taką ma. – odparłam. Z moich oczu popłynął strumień, słonych łez. Chłopak zmartwiony przytulił mnie do siebie. Wiedziałam, że stoi pomiędzy młotem a kowadłem, z jednej strony ja – jego najbliższa przyjaciółka, a z drugiej Louis i jego narzeczona.
- Nie płacz, proszę. Nikt cię za taką nie uważa. Nie ciebie. – pogładził mnie po włosach. – Otrzyj łzy i chodź do środka, dobrze? – uśmiechnął się do mnie słodko.
- Nie – pokiwałam przecząco głową.
- No.. zrób to dla mnie. Chodź. – ponownie przesłał mi ten sam uśmiech.
- Zgoda, ale trzymaj mnie z dala od niej. – wybełkotałam. Otarłam łzy rękawem sweterka i powróciłam ze Stylesem do środka. Od progu słyszałam podniesione tony.
- Co ci do cholery odbiło?! – krzyknął Louis.
- Nie spodziewałem się tego po tobie Eleanor! Jak mogłaś?! – podniósł głos Niall który krążył po pokoju i gestykulował.
- Co ja takiego niby zrobiłam? Powiedziałam prawdę! – broniła się brunetka.
- Prawdę? Nie rozumiem… Co ona ci takiego zrobiła? Przesadziłaś tym razem! – odezwał się wkurzony Malik.
- Ludzie, uspokójcie się. – powtarzał w kółko Liam.
- Co jest z tobą nie tak? – zapytała ją Perrie.
Kłótnia trwała w najlepsze, ja nieśmiało stanęłam w drzwiach trzymając kurczowo dłoń Harrego. Miałam poczucie winy, że to przeze mnie oni wszyscy teraz na siebie wrzeszczą. Kiedy Zayn i Niall ujrzeli mnie w progu ucichli, a razem z nimi reszta.
- Przepraszam was. – zaczęłam. – To przeze mnie się kłócicie.
- No co ty nie powiesz. Przyszłaś tu teraz zgrywać niewiniątko? – skoczyła na mnie Calder.
- Ty się już lepiej nie odzywaj!! – wykrzyczał Louis prosto w jej twarz.
- Nie chcę zgrywać niewiniątka, bo wszyscy dobrze wiecie, ze nim nie jestem. – zrobiłam kilka kroków w przód. – Muszę was wszystkich przeprosić za wczorajszy wieczór. Nie chciałam, żeby to tak się potoczyło. Nie sądziłam, że Siva mnie pocałuje. Byłam równie zaskoczona co wy.
- Nie jesteśmy an ciebie źli. – uśmiechnął się do mnie Zayn, co dodało mi otuchy.
- No może na początku trochę byliśmy, ale jesteś jedną z nas. – powiedział Niall, po czym podszedł do mnie i mnie uściskał z całych sił.
- Cieszę się, że nie macie do mnie to żalu. Jednak została jeszcze jedna sprawa, którą chcę załatwić teraz i tu, w obecności was wszystkich. – puściłam dłoń Loczka i podeszłam do brunetki która nadal miała wypisaną wściekłość na twarzy. – wiem, że mnie nie lubisz. Nie trzeba być geniuszem żeby to zauważyć, ale chcę wiedzieć co ja ci takiego zrobiłam? Jeśli kiedykolwiek uraziłam cię czymś, to przepraszam. Naprawdę przepraszam. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. A jeśli ty widzisz to inaczej, to mi powiedz, a spróbuję to jakoś naprawić. – spojrzałam w jej oczy, które ze złości przeszły w stan zdziwienia. Nie spodziewała się takiego ruchu po mnie.
- Dobrze, chcesz moment szczerości? Okay… Pamiętasz, miałaś kiedyś chłopaka, miał na imię Will. – już po tym zdaniu poczułam ukłucie w sercu kiedy o nim pomyślałam. – Zostawiłaś go, żeby móc mi odebrać Louisa. Myślisz że ja jestem ślepa?! - wykrzyczała.
- Ja nigdy nie chciałam ci go odebrać! Nawet przez myśl mi to nie przyszło. – odparłam.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale jak dla mnie to jest śmieszne. Angel nigdy nie była zainteresowana twoim narzeczonym w ten sposób. Ani on nią. Angel i Louis są jak rodzeństwo. Naprawdę nie widzisz tego? – zwrócił się do niej Mulat. Ja spojrzałam na El nie odzywając się już ani słowem. Czekałam, co teraz powie.
- Ale to nie zmienia faktu, że spędza nią więcej czasu niż ze mną! – podniosła ton głosu na Zayna.
- Przesadzasz! Dobrze wiesz, ile Angel dla mnie znaczy! Jest dla mnie jak młodsza siostra. Mam już tego dość, że ciągle doszukujesz się między nami romansu. On istnieje, ale tylko w twojej głowie! – wykrzyczał prosto w jej twarz Lou.
- Louis to dlatego, że cię kocham. – rozpłakała się.
- Ja ciebie też kocham, ale kocham też Angel. – spojrzał w jej oczy.
- Wiem. I muszę to w końcu zaakceptować. Przepraszam cię kochanie i.. ciebie tez przepraszam – spojrzała na mnie.
- Nie ma sprawy. – odparłam. Niby sobie wszystko wyjaśniłyśmy, jednak nie zauważyłam, żeby ona jakoś specjalnie zmieniła o mnie zdanie. No cóż. To jej sprawa co o mnie myśli.
- O właśnie! Angel! – krzyknął Niall – Wybieramy się na Hawaje! – oznajmił.
- Na Gran Canarie! - przewrócił oczami Zayn.
- I chcemy żebyś z nami pojechała – dopowiedział Liam.
- Ja chciałem jej o tym powiedzieć! – zaśmiał się Styles.
- Dziękuję za zaproszenie chłopaki, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł. – udzieliłam błyskawicznie odpowiedzi.
- Dlaczego niby nie? Będzie fajnie! Nie daj się prosić. – zachęcał mnie Niall.
- Muszę się nad tym zastanowić. – odparłam czochrając włosy blondyna.
-Okay, ale będzie nam bardzo miło, jeśli z nami pojedziesz. – powiedziała Danielle uśmiechając się do mnie serdecznie.

Piosenka: 
http://www.youtube.com/watch?v=7_zcnqoLxXI
               Po długiej i ciężkiej wizycie u Liama Harry zawiózł mnie do siebie do domu. Siedzieliśmy w ciepłym pokoju oglądając „Pamiętnik”. Był to nasz ulubiony film. Widziałam go już tysiąc razy, jednak mimo to nadal się wzruszałam. Podobnie jak Harry.
- Ty płaczesz? – spojrzał na mnie.
- Ty też płaczesz, więc o co ci chodzi? – podniosłam głowę i spojrzałam na jego twarz po której spływały łzy wzruszenia.
- Nie prawda Angel. – spojrzał na mnie tym swoim spojrzeniem , którego w dalszym ciągu nie potrafię zdefiniować.
- Przecież widzę, że płaczesz.
- Nie o tym mówię – odparł ocierając łzy. – Widziałem twój wpis na tweeterze. Napisałaś, że nie wierzysz w prawdziwą miłość. Gdyby tak było naprawdę, teraz byś nie płakała. – Zdumiona wbiłam w niego moje oczy.
- To nie tak, że nie wierzę. Kiedyś wierzyłam i to bardzo, ale dorosłam Harry. – odpowiedziałam mu wgapiając się beznamiętnie w napisy końcowe.
- Wiem, że nadal wierzysz. – stwierdził.
- Może i tak. – ciężko westchnęłam. – Wiem, że miłość istnieje. To nie jest blef. Miłość naprawdę jest na tym świecie, ale ciężko ją odszukać. Myślę, że każdej osobie przypisana jest dokładnie ta jedna, jedyna druga połówka. Każdy ma już gdzieś wysoko w gwiazdach przypisaną osobę z którą będzie się uzupełniać. Taką, której nigdy nikt inny jej nie zastąpi. Zdarza się też tak, że te dwie połówki błądzą po życiu tak długo, a wciąż nie mogą się znaleźć i pewnie niektóre z nich nigdy nie dowiedzą się o swoim istnieniu.
- Gdy się nie dowiedzą o swoim istnieniu, to nie będzie przeznaczenie. – pogłaskał mnie po włosach.
- Nie… to nie tak. Zazwyczaj druga połówka jest bliżej nas niż nam się wydaje, tuż na wyciągnięcie ręki, niekiedy spędzamy z nią całe dnie, ale nie potrafimy tego dostrzec. Twoją drugą połówką może być nawet sklepikarka z warzywniaka do którego chodzisz. – spojrzałam na niego.
- Gdybyś ja tylko widziała… - uśmiechnął się szyderczo.
- Mam na myśli to, że miłość naszego życia zawsze jest blisko nas, a my jej zwyczajnie nie zauważamy. Dostrzegamy ją dopiero wtedy, gdy wypuścimy ja ze swoich rąk i nigdy do nas nie wróci. – ponownie zanurzyłam  oczy w mrówkach na ekranie.
- Czy Will był właśnie kimś takim? – zapytał z lekkim zmartwieniem.
- Nie. – pokiwałam przecząco głową i uśmiechnęłam się delikatnie mimowolnie. – A ty kiedykolwiek miałeś takie wrażenie, że straciłeś część siebie wraz z odejściem jakiejś osoby ze swojego życia?
- Nie. – westchnął.
- To nie przeżyłeś jeszcze prawdziwej miłości. – uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
                Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, po czym uznałam, ze najwyższy czas się zbierać, bo jutro mam na wcześnie do pracy. Styles odprowadził mnie w stronę czekającej na mnie taksówki za jego ogrodzeniem.
- To pojedziesz z nami na Gran Canarie? – zapytał uśmiechając się szeroko.
- Chyba raczej nie. – odparłam.
- Czemu?
- Nie chcę żeby doszło do takiej sytuacji jak dzisiaj. – wyjaśniłam krótko.
- Nie dojdzie. Nie pozwolimy na to z chłopakami, żeby ona cię dręczyła. Angel, co ci szkodzi? Jedź z nami, rozerwij się. Później wracasz i za dwa tygodnie zdajesz egzamin końcowy. Musisz się trochę od stresować, żeby twój mózg lepiej przyswajał informację. – zachęcał mnie.

- Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, to pojadę. – uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w policzek na pożegnanie, po czym wsiadłam do taksówki i wróciłam do domu. 

1 komentarz: