Obudziły mnie ciepłe promienie słońca padające na twarz. Miejsce obok mnie było już puste, co pozwoliło mi rozłożyć się na całym łóżku. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, była równa 14. Z niedowierzaniem przetarłam oczy. Podniosłam się łóżka i zarzuciłam na siebie jedwabny szlafrok leżący na krześle. Snułam się ociężale po górnym korytarzu aż do łazienki, gdzie załatwiłam poranną toaletę i odświeżyłam się. Założyłam na siebie spodenki jakąś pierwszą lepszą bluzkę którą znalazłam pod ręką w szafie. Uczesałam się i zeszłam na dół. Z kuchni dobiegł mnie jakiś hałas, więc postanowiłam tam zajrzeć. Przez uchylone drzwi dostrzegłam Harrego robiącego naleśniki. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam w głąb pomieszczenia.
- Dzień dobry. – powiedziałam
wesoło.
- Cześć. Wyspałaś się? – zapytał
nadal stojąc przy rozgrzanej patelni na której piekł się naleśnik.
- Mhm. – ziewnęłam.
- Oj, coś czuję że jednak nie. –
zaśmiał się cichutko.
- Ja zawsze ziewam jak wstanę. –
wyjaśniłam. – Naleśniki?
- Mmmhhmmmm…. Pamiętasz, że kiedyś
mieliśmy je zjeść, ale w efekcie nam się to nie udało? – spoglądnął za siebie
kierując wzrok na mnie. Kiwnęłam przecząco głową i usiadłam przy kuchennym
stole.
- Proszę, mała kawa na rozbudzenie.
– podał mi filiżankę z czarną cieszą.
- Dzięki wielkie – powiedział,
po czym zrobiłam dużego łyka. – Dawno temu wstałeś?
- Jakąś godzinę temu. Nie chciałem
cię budzić. – odparł zawijając naleśnika, po czym położył na środku stołu Duży
talerz pełen naleśników.
- Ty serio myślisz, że my to
wszystko zjemy? – zrobiłam wielkie oczy.
- Damy sobie radę – odparł i usiadł
naprzeciwko lustrując mnie spojrzeniem.
- Co? – zapytałam z pełną buzią.
- Nic. Polubiłaś Sive? – zapytał
robiąc łyka mojej kawy.
- Nie wiem… Nie znam go.
- Ale całowaliście się wczoraj.
- Błąd. To on mnie pocałował, nie ja
jego. Z resztą i tak już pewnie się nie spotkamy. – westchnęłam.
-Może to i lepiej. – wdał się w
zamyślenie.
- Czemu niby?
- Sam nie wiem. Po prostu martwię
się o ciebie. Nie chcę, żebyś znowu cierpiała tak jak przy twoim byłym. Co
prawda nie miałem okazji go poznać, ale raczej nie polubiłbym go z tego co
mówił Louis.
- Nie bój się, on też nie pałałby do
ciebie sympatią. On ogółem Ne lubił was wszystkich. Sivy też nie trawił. Tu
chodziło przede wszystkim o to, że kiedyś chciał mieć boy band, ale nie
posiadał talentu, więc teraz nienawidzi wszystkich którym się udało.
- Jak ty mogłaś z nim chodzić?
- A jak ty mogłeś chodzić z panną
Perfect-Swift? – spojrzałam na niego.
- Tak jakoś wyszło. Nie kochałem
jej.
- No właśnie… tak jakoś wyszło… u
mnie też, z tym że ja myślałam, że się kochamy. – odparłam.
- Skarbie, jedziesz ze mną do Liama?
Tam będzie reszta chłopaków.
- Jasne, czemu nie. Tylko daj mi
dokończyć śniadanie. – puściłam mu oczko.
-
Raczej obiad – uśmiechnął się szeroko.
- Hej! – krzyknął Harry wchodząc do domu Liama. Oboje udaliśmy się do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i rozmawiali o jakimś tam wyjeździe.
- Część – powiedziałam stojąc w
drzwiach. Wszyscy na mnie spojrzeli jednak nie odezwali się do mnie. Jedynie
Liam uśmiechnął się lekko, a Dan i Perrie do mnie pomachały. To było jasne, że
są wściekli o wczoraj. Harry objął mnie w pasie i wyszeptał mi do ucha „Nie
przejmuj się” Usiadłam obok Dziewczyn na kanapie. El mierzyła mnie wzrokiem.
Miałam ochotę wstać i jej przyłożyć, jednak nie mogłam tego zrobić ze względu
na Louisa.
- Bardzo są na mnie źli? – zapytałam
brunetki i blondynki.
- Tak… - wyszeptała Perrie.
- W ogóle powiedz nam, co się tam
wczoraj działo. – odezwała się Dan.
- Nic takiego. Rozmawialiśmy tylko,
a potem Harry po mnie przyszedł. Ja mu powiedziałam, że muszę już spadać, a on
mnie pocałował. Ni stąd ni zowąd.
- Na prawdę? – spojrzała zdziwiona
Perrie.
- Tak. Nie wiem dlaczego to zrobił,
pewnie chciał was wszystkich wkurzyć, bo się przyglądaliście. – wyjaśniłam. W
tym też momencie spojrzałam na Louisa, który patrzył na mnie przenikliwym
wzrokiem, jak na jakiegoś przestępcę analizując mój każdy ruch. Nagle
usłyszałam to zdanie wypowiedziane nie przez kogo innego niż Eleanor „Ja tam
chciałam iść tylko po to żeby się fajnie zabawić z przyjaciółmi, a nie patrzeć
jak jakaś idiotka całuję się z jakimś pedałem.” Nie mogłam uwierzyć w to co
słyszę. Spojrzałam po ludziach siedzących w pomieszczeniu, byli równie
zaskoczeni jej słowami co ja. Jednak nie miałam zamiaru dłużej wysłuchiwać tego
jak na mnie najeżdża i powiedziałam jej kilka słów.
- Może lepiej byłoby gdybyś zajęła
się własnymi sprawami a nie podniecała się tym co robią inni ludzie. – Teraz
zdziwione spojrzenia skierowały się na moją osobę.
- Może lepiej byłoby gdybyś się nie
obściskiwała z każdym kolesiem którego widzisz. – ponownie zmierzyła mnie
wzrokiem.
- Wiesz, gdybyś była tego warta to w
tym momencie bym ci przyłożyła. Zejdź w końcu ze mnie i zajmij się swoim
płytkim, nudnym życiem. – powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam podążać w
kierunku drzwi.
- Uważasz że moje życie jest płaskie
i nudne bo nie zapraszam wszystkich do swojego łóżka. Dzisiejszej nocy spałaś z
Harrym, czemu nie ze Sivą skoro tak dobrze się wam wczoraj romansowało? –
krzyknęła za mną.
Wyszłam z domu Liama. Nie chciałam
już tam dłużej być i wysłuchiwać tego co ma mi do powiedzenia. Danielle i Perrie
wybiegły za mną.
- Angel! – krzyknęła Danielle.
Przystanęłam na moment.
- Angel… Nie bierz do siebie tego co
ona mówi. Nie warto. – przytuliła mnie do siebie blondynka.
- Perrie ma rację, El przesadziła i
uwierz mi, że nikt, serio nikt nie podziela jej zdania. Ona po prostu ci
zazdrości tego jak dobrze dogadujesz się z zespołem. – pogłaskała mnie po
głowie zmartwiona Dan.
- Dziękuję wam. Ja wiem, że ona mnie
nie znosi bo jest zazdrosna o Louisa, ale to nie jest powód żeby traktować mnie
jak dziwkę. – po moim policzku spłynęła łza.
- Możecie nas zostawić samych? –
usłyszałam głos Loczka za moimi plecami. Dziewczyny posłuchały go i posłusznie
wróciły do środka.
- Wszystko słyszałem. – zaczął –
Przepraszam, że nie zareagowałem, ale byłem w innej części domu i zanim
dobiegłem, ty już wyszłaś. – tłumaczył się.
- Ja nie jestem o to na ciebie zła.
Nie potrzebuję, żebyś stawał w mojej obronie. – spojrzałam mu w oczy.
- Ale czuję się za ciebie odpowiedzialny.
Nie zrozumiesz tego. Nie chcę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek doprowadzał cię do
płaczu. Nie zasłużyłaś na to. – chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w głąb
oczu.
- Nie sądziłam, że ona mnie za taką
ma. – odparłam. Z moich oczu popłynął strumień, słonych łez. Chłopak zmartwiony
przytulił mnie do siebie. Wiedziałam, że stoi pomiędzy młotem a kowadłem, z
jednej strony ja – jego najbliższa przyjaciółka, a z drugiej Louis i jego
narzeczona.
- Nie płacz, proszę. Nikt cię za
taką nie uważa. Nie ciebie. – pogładził mnie po włosach. – Otrzyj łzy i chodź
do środka, dobrze? – uśmiechnął się do mnie słodko.
- Nie – pokiwałam przecząco głową.
- No.. zrób to dla mnie. Chodź. –
ponownie przesłał mi ten sam uśmiech.
- Zgoda, ale trzymaj mnie z dala od
niej. – wybełkotałam. Otarłam łzy rękawem sweterka i powróciłam ze Stylesem do
środka. Od progu słyszałam podniesione tony.
- Co ci do cholery odbiło?! –
krzyknął Louis.
- Nie spodziewałem się tego po tobie
Eleanor! Jak mogłaś?! – podniósł głos Niall który krążył po pokoju i gestykulował.
- Co ja takiego niby zrobiłam?
Powiedziałam prawdę! – broniła się brunetka.
- Prawdę? Nie rozumiem… Co ona ci
takiego zrobiła? Przesadziłaś tym razem! – odezwał się wkurzony Malik.
- Ludzie, uspokójcie się. –
powtarzał w kółko Liam.
- Co jest z tobą nie tak? – zapytała
ją Perrie.
Kłótnia trwała w najlepsze, ja
nieśmiało stanęłam w drzwiach trzymając kurczowo dłoń Harrego. Miałam poczucie winy,
że to przeze mnie oni wszyscy teraz na siebie wrzeszczą. Kiedy Zayn i Niall
ujrzeli mnie w progu ucichli, a razem z nimi reszta.
- Przepraszam was. – zaczęłam. – To przeze
mnie się kłócicie.
- No co ty nie powiesz. Przyszłaś tu
teraz zgrywać niewiniątko? – skoczyła na mnie Calder.
- Ty się już lepiej nie odzywaj!! –
wykrzyczał Louis prosto w jej twarz.
- Nie chcę zgrywać niewiniątka, bo
wszyscy dobrze wiecie, ze nim nie jestem. – zrobiłam kilka kroków w przód. – Muszę
was wszystkich przeprosić za wczorajszy wieczór. Nie chciałam, żeby to tak się
potoczyło. Nie sądziłam, że Siva mnie pocałuje. Byłam równie zaskoczona co wy.
- Nie jesteśmy an ciebie źli. –
uśmiechnął się do mnie Zayn, co dodało mi otuchy.
- No może na początku trochę
byliśmy, ale jesteś jedną z nas. – powiedział Niall, po czym podszedł do mnie i
mnie uściskał z całych sił.
- Cieszę się, że nie macie do mnie
to żalu. Jednak została jeszcze jedna sprawa, którą chcę załatwić teraz i tu, w
obecności was wszystkich. – puściłam dłoń Loczka i podeszłam do brunetki która
nadal miała wypisaną wściekłość na twarzy. – wiem, że mnie nie lubisz. Nie
trzeba być geniuszem żeby to zauważyć, ale chcę wiedzieć co ja ci takiego
zrobiłam? Jeśli kiedykolwiek uraziłam cię czymś, to przepraszam. Naprawdę przepraszam.
Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. A jeśli ty widzisz to inaczej, to mi
powiedz, a spróbuję to jakoś naprawić. – spojrzałam w jej oczy, które ze złości
przeszły w stan zdziwienia. Nie spodziewała się takiego ruchu po mnie.
- Dobrze, chcesz moment szczerości?
Okay… Pamiętasz, miałaś kiedyś chłopaka, miał na imię Will. – już po tym zdaniu
poczułam ukłucie w sercu kiedy o nim pomyślałam. – Zostawiłaś go, żeby móc mi
odebrać Louisa. Myślisz że ja jestem ślepa?! - wykrzyczała.
- Ja nigdy nie chciałam ci go
odebrać! Nawet przez myśl mi to nie przyszło. – odparłam.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale
jak dla mnie to jest śmieszne. Angel nigdy nie była zainteresowana twoim
narzeczonym w ten sposób. Ani on nią. Angel i Louis są jak rodzeństwo. Naprawdę
nie widzisz tego? – zwrócił się do niej Mulat. Ja spojrzałam na El nie
odzywając się już ani słowem. Czekałam, co teraz powie.
- Ale to nie zmienia faktu, że
spędza nią więcej czasu niż ze mną! – podniosła ton głosu na Zayna.
- Przesadzasz! Dobrze wiesz, ile
Angel dla mnie znaczy! Jest dla mnie jak młodsza siostra. Mam już tego dość, że
ciągle doszukujesz się między nami romansu. On istnieje, ale tylko w twojej
głowie! – wykrzyczał prosto w jej twarz Lou.
- Louis to dlatego, że cię kocham. –
rozpłakała się.
- Ja ciebie też kocham, ale kocham
też Angel. – spojrzał w jej oczy.
- Wiem. I muszę to w końcu zaakceptować.
Przepraszam cię kochanie i.. ciebie tez przepraszam – spojrzała na mnie.
- Nie ma sprawy. – odparłam. Niby
sobie wszystko wyjaśniłyśmy, jednak nie zauważyłam, żeby ona jakoś specjalnie
zmieniła o mnie zdanie. No cóż. To jej sprawa co o mnie myśli.
- O właśnie! Angel! – krzyknął Niall
– Wybieramy się na Hawaje! – oznajmił.
- Na Gran Canarie! - przewrócił oczami Zayn.
- Na Gran Canarie! - przewrócił oczami Zayn.
- I chcemy żebyś z nami pojechała –
dopowiedział Liam.
- Ja chciałem jej o tym powiedzieć! –
zaśmiał się Styles.
- Dziękuję za zaproszenie chłopaki,
ale nie wiem czy to jest dobry pomysł. – udzieliłam błyskawicznie odpowiedzi.
- Dlaczego niby nie? Będzie fajnie!
Nie daj się prosić. – zachęcał mnie Niall.
- Muszę się nad tym zastanowić. –
odparłam czochrając włosy blondyna.
-Okay, ale będzie nam bardzo miło,
jeśli z nami pojedziesz. – powiedziała Danielle uśmiechając się do mnie
serdecznie.
Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=7_zcnqoLxXI
Piosenka:
Po długiej i ciężkiej wizycie u
Liama Harry zawiózł mnie do siebie do domu. Siedzieliśmy w ciepłym pokoju oglądając
„Pamiętnik”. Był to nasz ulubiony film. Widziałam go już tysiąc razy, jednak
mimo to nadal się wzruszałam. Podobnie jak Harry.
- Ty płaczesz? – spojrzał na mnie.
- Ty też płaczesz, więc o co ci
chodzi? – podniosłam głowę i spojrzałam na jego twarz po której spływały łzy
wzruszenia.
- Nie prawda Angel. – spojrzał na
mnie tym swoim spojrzeniem , którego w dalszym ciągu nie potrafię zdefiniować.
- Przecież widzę, że płaczesz.
- Nie o tym mówię – odparł ocierając
łzy. – Widziałem twój wpis na tweeterze. Napisałaś, że nie wierzysz w prawdziwą
miłość. Gdyby tak było naprawdę, teraz byś nie płakała. – Zdumiona wbiłam w
niego moje oczy.
- To nie tak, że nie wierzę. Kiedyś
wierzyłam i to bardzo, ale dorosłam Harry. – odpowiedziałam mu wgapiając się
beznamiętnie w napisy końcowe.
- Wiem, że nadal wierzysz. –
stwierdził.
- Może i tak. – ciężko westchnęłam. –
Wiem, że miłość istnieje. To nie jest blef. Miłość naprawdę jest na tym
świecie, ale ciężko ją odszukać. Myślę, że każdej osobie przypisana jest
dokładnie ta jedna, jedyna druga połówka. Każdy ma już gdzieś wysoko w
gwiazdach przypisaną osobę z którą będzie się uzupełniać. Taką, której nigdy nikt
inny jej nie zastąpi. Zdarza się też tak, że te dwie połówki błądzą po życiu
tak długo, a wciąż nie mogą się znaleźć i pewnie niektóre z nich nigdy nie
dowiedzą się o swoim istnieniu.
- Gdy się nie dowiedzą o swoim
istnieniu, to nie będzie przeznaczenie. – pogłaskał mnie po włosach.
- Nie… to nie tak. Zazwyczaj druga
połówka jest bliżej nas niż nam się wydaje, tuż na wyciągnięcie ręki, niekiedy
spędzamy z nią całe dnie, ale nie potrafimy tego dostrzec. Twoją drugą połówką
może być nawet sklepikarka z warzywniaka do którego chodzisz. – spojrzałam na
niego.
- Gdybyś ja tylko widziała… - uśmiechnął
się szyderczo.
- Mam na myśli to, że miłość naszego
życia zawsze jest blisko nas, a my jej zwyczajnie nie zauważamy. Dostrzegamy ją
dopiero wtedy, gdy wypuścimy ja ze swoich rąk i nigdy do nas nie wróci. –
ponownie zanurzyłam oczy w mrówkach na
ekranie.
- Czy Will był właśnie kimś takim? –
zapytał z lekkim zmartwieniem.
- Nie. – pokiwałam przecząco głową i
uśmiechnęłam się delikatnie mimowolnie. – A ty kiedykolwiek miałeś takie
wrażenie, że straciłeś część siebie wraz z odejściem jakiejś osoby ze swojego
życia?
- Nie. – westchnął.
- To nie przeżyłeś jeszcze
prawdziwej miłości. – uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, po
czym uznałam, ze najwyższy czas się zbierać, bo jutro mam na wcześnie do pracy.
Styles odprowadził mnie w stronę czekającej na mnie taksówki za jego
ogrodzeniem.
- To pojedziesz z nami na Gran Canarie? –
zapytał uśmiechając się szeroko.
- Chyba raczej nie. – odparłam.
- Chyba raczej nie. – odparłam.
- Czemu?
- Nie chcę żeby doszło do takiej sytuacji
jak dzisiaj. – wyjaśniłam krótko.
- Nie dojdzie. Nie pozwolimy na to z
chłopakami, żeby ona cię dręczyła. Angel, co ci szkodzi? Jedź z nami, rozerwij
się. Później wracasz i za dwa tygodnie zdajesz egzamin końcowy. Musisz się
trochę od stresować, żeby twój mózg lepiej przyswajał informację. – zachęcał mnie.
- Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę,
to pojadę. – uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w policzek na
pożegnanie, po czym wsiadłam do taksówki i wróciłam do domu.

Ten "wyklad" o milosci jest po prostu piekny! :')
OdpowiedzUsuń