W przed dzień wyjazdu, czyli 28 kwietnia
powracając z pracy zobaczyłam znajome auto na podjeździe. Znałam je bardzo
dobrze, aż za dobrze. Nie stało tutaj już od pół roku. Dobrze zapamiętałam ten
połysk białego lakieru, znaczek Audi z tyłu i przodu samochodu, srebrne,
połyskujące w słońcu relingi na dachu, te srebrne alufelgi. Na moment odebrało
mi dech w piersi. Poczułam uderzenia gorąca i miliony kłębiących się myśli w
mojej głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, gdzie iść, jak przemknąć
niezauważona. Tak bardzo nie chciałam się spotkać twarzą w twarz z osobą
siedzącą za kierownicą. Jednak to musiało nastąpić. Drzwi samochodu od strony
kierowcy otwarły się i wysiadła z nich sylwetka człowieka, którego nie mogłaby
pomylić z żadnym innym. Zamarłam. Dzieliło nas zaledwie 20 metrów. Zostałam zauważona.
Nie było już odwrotu musiałam się zebrać do kupy i śmiało podejść do tej osoby.
- Co ty tu robisz? – syknęłam
półgłosem na starcie.
- Teraz tak mnie witasz? –
usłyszałam w ramach odpowiedzi.
- Przepraszam. – spojrzeliśmy sobie
w oczy. Zobaczyłam w nich to samo co kiedyś. Nadal zachwycał mnie ich
intensywny brąz i wypisane w nich uczucia. Przypomniałam sobie, że przecież to
osoba, która pomimo bólu dawała mi też powody do radości. – Czemu przyjechałeś
Will? – zapytałam zmieniając ton głosu na łagodny i opanowany.
- Chciałem cię po prostu zobaczyć.
Zmieniłaś się. – przejechał dłonią po moim policzku.
- Proszę, przestań. – odtrąciłam
jego dłoń.
- Nie chcesz żebym cie dotykał,
czyli to znaczy, że ty i Louis jesteście teraz razem. – stwierdził.
- Nie. – odparłam błyskawicznie. –
On i ja nigdy nie byliśmy razem i już nie będziemy. – spojrzałam na niego
srogo.
- Więc czemu jesteś taka oschła? –
zapytał ponownie gładząc mnie po policzku, a ja znów odepchnęłam jego dłoń.
- Przypominam ci, że to ty ze mną
zerwałeś. – odparłam.
- Wiem. To był najgorszy błąd mojego
życia. Ja nadal cię kocham. – spojrzał w moje oczy.
- Proszę cię, nie rób mi tego. – do
oczu napłynęły mi łzy, jednak nie pozwoliłam żadnej z nich spłynąć wzdłuż
mojego policzka.
- Kocham cię. Proszę wróć do mnie. –
chwycił mnie za dłonie. – Wyjedźmy stąd, ucieknijmy razem. Tylko ty i ja. Z
dala od wszystkiego co jest w Londynie. Porzućmy to i zacznijmy wszystko od
nowa. Choćby dziś! Kocham cię.
- Jak ty to sobie wszystko
wyobrażasz? Will ja już dorosłam i wiem czego chcę od życia.
- Proszę pojedź ze mną do Los
Angeles. Daj nam kolejną szansę, obiecuję, że się zmienię. Przysięgam! Tylko
jedź ze mną.
- Nie. Nie mogę.
- Dobrze. Rozumiem. Ja wylatuję
jutro. Zastanów się nad wszystkim jeszcze raz. Przypomnij sobie jacy byliśmy
szczęśliwi. To dla ciebie. Jeśli zmienisz zdanie, ja będę czekał, jeśli nie,
trudno, polecę sam. – powiedział po czym wręczył mi bilet. Nie dal mi nawet
szansy zanegować tego co przed chwilą doszło do moich uszu, bo ujął moją twarz
w dłonie i pocałował mnie. Włożył w ten pocałunek tyle pasji i pożądania. Kiedy
skończył, wsiadł w auto i odjechał z piskiem opon zostawiając mnie tym samym z
biletem na lot do Los Angeles na jutro oraz z rozdartymi myślami.
***
- (…) i wyobraźcie sobie, że znalazł
je dopiero na drugi dzień rano wynosząc śmieci. – właśnie kończył swoją
opowieść Tomlinson, a Niall i Harry zwijali się ze śmiechu na mojej kanapie. –
To szalone, prawda? – zapytał patrząc na mnie. Prawdę mówiąc nawet nie
słyszałam.
- Hallo, ziemia do Angel! – zerwał
się Horan i pomachał mi dłonią przed oczami. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam się
zdezorientowana po pokoju.
- T-tak. – odparłam w ślepo.
- Czy ty nas w ogóle słuchasz? –
zapytał Styles odkładając pustą filiżankę na szklaną ławę.
- Co? – spojrzałam na niego
pytająco. – Przepraszam, zamyśliłam się.
- Właśnie widzimy. – stwierdził
Louis.
- Coś się stało? – zapytał Niall
wracając na swoje miejsce.
- N-nie. Nie. Wszystko w porządku. –
posłałam im wszystkim wymuszony uśmiech.
- Na pewno? – ciągnął temat Harry.
- Tak na pewno. Nic mi nie jest. –
odparłam stanowczo. W tym samym czasie Tommo poszedł do kuchni po ciastka,
gdzie znalazł mój bilet na jutro.
- Angel, co to jest? – zapytał
wchodząc z tekturową kartką do salonu i czytając uważnie, co jest w niej
napisane.
- Pokaż to. – zerwał się z kanapy
Styles i wyrwał mu kartkę. – Bilet do Los Angeles na jutro? – wbił we mnie
wzrok pełen obaw. – Angel, coś ty wymyśliła? – doczekiwał się wyjaśnień, z
resztą nie tylko on, bo Niall i Louis też nie mogli się doczekać, co im powiem
w tej sprawie.
- Nie chciałam wam tym zawracać
głowy. – odparłam beznamiętnie jakby nigdy nic.
- Wyjeżdżasz jutro do Stanów i nie
chciałaś nas tym martwić?! – krzyknął na mnie cicho Irlandczyk.
- Co? Nie.. To nie tak.. – zaczęłam.
- A jak? Chyba mamy prawo wiedzieć?
– kucnął przy mnie Louis i chwycił mnie za dłoń.
- Był u mnie dzisiaj Will i
powiedział, że mnie kocha i chce żebym do niego wróciła. Mało tego chce żebym
wyjechała z nim do L.A na stałe. – odparłam i wstałam z miejsca opierając się o
chłodną ścianę.
- I co zamierzasz zrobić? – spojrzał
na mnie zatroskany Loczek.
- Angel, nie możesz z nim jechać.
Rozumiesz? Twoje miejsce jest z nami w Londynie. – wytłumaczył mi Tomlinson
obszernie gestykulując.
- Angel, nie jedź. – dodał Niall.
- Masz zamiar na nowo wyjechać z tym
pacanem? – oburzył się Louis.
- Skończyliście już? – zapytałam gapiąc
się na każdego po kolei. – Dał mi czas do jutra, żebym się zastanowiła, ma na
mnie czekać na lotnisku, jeśli się nie zjawię, to poleci beze mnie. – cała trójka
wbiła we mnie pytając i pełen nadziei wzrok. – Nigdzie się nie wybieram. Z
resztą i tak nie mam wizy do Stanów. – wyjaśniłam, a na ich twarzach pojawił
się radosny uśmiech.
- Wiedziałem, że nam tego nie
zrobisz. – przytulił mnie Horan, a po nim Louis.
- Grzeczna dziewczynka. Wiedziałem,
że podejmiesz właściwą decyzję. – przytulił mnie Harry.
- Ej, ale jutro jedziesz z nami?
Tak? – spojrzał na mnie stanowczo Niall.
- Oczywiście że tak. Miałabym dać tą
satysfakcję Eleanor? Bez urazy braciszku.
- Spoko. – puścił mi oczko Tommo.
***
Po dwugodzinnym locie w końcu
wylądowaliśmy. Taksówka zawiozła nas pod sam pięciogwiazdkowy hotel. Był
ogromny i strasznie ekskluzywny. Wszędzie dookoła kręcili się jacyś biznesmeni
i inni ludzie o wielkiej fortunie. Na początku poczułam się trochę nieswojo, w
końcu nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu. Wszyscy dostaliśmy jeden,
wspólny, ogromny apartament dzielący się na kilkanaście pomieszczeń. Łatwo było
się zgubić. Na samym początku raz po rozpakowaniu bagaży zaatakowaliśmy basen z
tyłu hotelu. Ludzie ciągle o nas plotkowali, w końcu zobaczyli One Direction w
pełnym składzie wraz z osobami towarzyszącymi. Takie coś nie zdarza się
codziennie. Młode, rozpiszczane dziewczyny podbiegały do nas i robiły sobie
zdjęcia z chłopakami oraz prosiły ich o autografy. Po raz pierwszy mogłam z
bliska zobaczyć, jak chłopaki są blisko swoich fanów. To było wspaniałe, ile
uwagi im poświęcali. Podobało mi się to jak z nimi rozmawiają, żartują i
doprowadzają do wrzenia. Mimo tego, że obserwowałam 1D w akcji, mojej uwadze
nie umknęło to, że panna Calder non stop mnie obserwowała. Postanowiłam się tym
nie przejmować.
Wieczorem wszyscy poszliśmy się
przejść na mała imprezkę na plaży. Było tam wiele osób, praktycznie cały hotel
się zeszedł. Nigdzie nie było widać głodnych nowych sensacji reporterów.
Chłopaki odetchnęli z ulgą, bo w planach mieli spędzić miło urlop, a nie
ukrywać się przed blaskiem fleszy jak jacyś kryminaliści. Muzyka grała głośno,
na stolikach nastawione było dość sporo alkoholu i różnych przekąsek, na widok
których Niall dostał białej gorączki. Z boku paliło się dość spore ognisko
oświetlające pół zawalonej tańczącymi ludźmi plaży. Louis i Eleanor usiedli
gdzieś z boku i cieszyli się swoją obecnością, Dan i Liam zniknęli koło ogniska
a Zayn i Perrie omawiali kolejny tatuaż na ciele Mulata. Przystanęłam obok
trunków, aby się rozeznać co ewentualnie mogłabym wypić dzisiejszej nocy. Wtedy
ktoś pociągnął mnie za rękę między tańczących ludzi.
- Co ty wyprawiasz? – spojrzałam na
roześmianego Loczka.
- Porywam cię. – powiedział po czym
zaczął tańczyć.
- Ty już jesteś pijany. –
stwierdziłam i dołączyłam do niego.
- Możliwe, ale właśnie poczułem
muzykę. – zaśmiał się i zaczął się ruszać w jej rytm. Jego ruchy były momentami
komiczne, ale prawdę mówiąc podobało mi się to jak tańczy.
- Widzę – zaśmiałam się i tańczyłam
dalej.
Po chwili jednak poczułam, że
potrzebuję odpoczynku. Hazza został na parkiecie i szybko zainteresowała się
nim jakaś opalona brunetka. Ja przysiadłam się do samotnie siedzącego Zayna.
- Serio fajnie, że tu jesteś. –
powiedział gdy tylko obok niego spoczęłam.
- Też się cieszę. – odparłam.
Ponownie poczułam na sobie wzrok Calder.
- Słyszałem, że zdajesz egzamin za
dwa tygodnie. Boisz się?
- Żartujesz? Umieram z nerwów! – na mojej
twarzy pojawił się lekki grymas.
- Głowa do góry, dasz sobie radę.
Trzeba myśleć pozytywnie. – uśmiechnął się do mnie i objął mnie ramieniem.
- Dzięki za słowa otuchy. –
odwzajemniłam jego mimikę.
- Nie ma sprawy – odparł.
- Rany… - westchnęłam.
- Co się stało? – zaniepokoił się Malik.
- Nic, ale ona ciągle się na mnie
gapi… bez przerwy. To mnie wkurza. – skinęłam głową w kierunku obserwującej nas
El.
- To dajmy jej jeszcze jeden powód
do złości. – zaśmiał się Mulat, po czym położył swoja dłoń na moich ustach i
przywarł do niej swoimi wargami, a druga ręką chwycił tył mojej głowy. Zrobił
to tak szybko i płynnie, że wyglądało jakbyśmy się naprawdę całowali. Kiedy El
to zobaczyła kipiała ze złości. Natomiast Perrie i Louis zaczęli się zwijać ze
śmiechu, gdyż dobrze znali ten numer. Razem z Zaynem nie mogliśmy złapać
powietrza do płuc, gdyż tak zanosiliśmy się śmiechem. Wstałam wtedy nadal
śmiejąc się, straciłam równowagę i aby ją odzyskać zaczęłam machać rękami przez
co niechcący wytrąciłam szklankę czerwonego wina z rąk kobiety z którą tańczył
Harry w naszym pobliżu, przez co czerwona ciesz wylała się bezpośrednio na jej
białą sukienkę. Stanęłam jak wryta. Zaczęłam ją przepraszać i ścierać plamę
dłonią, przez co w efekcie ją tylko wtarłam. Harry był osłupiony.
- Najmocniej cię przepraszam. –
zaczęłam się tłumaczyć z przejęciem.
- Zamknij się. Jesteś taka głupia! –
krzyknęła prosto w moja twarz po czym pobiegła w stronę hotelu. Harry schował
twarz w dłoniach, a ja cała pobladłam.
- Nie przejmuj się. – klepnął mnie w
plecy Liam.
- Każdemu się mogło zdarzyć. – Dodał
po chwili Niall trzymający w dłoni krakersy.
- Swoją drogą to było komiczne. –
wybuchnął śmiechem Louis, a zaraz po nim wszyscy. Nawet Harry.
- Zawsze coś się rozleje kiedy
poznaję nowych ludzi. – powiedziałam markotnie, co wywołało jeszcze większy
napad śmiechu u nich.
Nad ranem, kiedy wszyscy się już
rozeszli do pokoi, my nadal siedzieliśmy wtuleni jeden do drugiego wpatrując
się jak gaśnie płomień ogniska. Poczułam, że zbiera mnie sen.
- Ja już idę – powiedział powoli
podnosząc się z koca.
- Odprowadzę cię. – zaproponował Loczek.
- Dam sobie radę, to tylko kawałek. –
odparłam.
- Mimo wszystko, wolę cię
odprowadzić. Jest ciemno i nic nigdy nie wiadomo. – odpowiedział mi
błyskawicznie. W drodze do hotelu przeprosiłam go za to, że pozbawiłam go
partnerki.
- To już druga dziewczyna, którą
przez ciebie musiałem odesłać z kwitkiem.
- Chyba nie rozumiem. – spojrzałam na
niego zdziwiona stojąc pod drzwiami od mojej sypialni.
- Po prostu nie interesują mnie
kobiety, które nie szanują moich przyjaciół. – uśmiechnął się do mnie
delikatnie.
- Ale mimo to cię przepraszam. Ona
wyglądała na miłą. – posmutniałam.
- Daj spokój. Ciesze się, że nie
poleciałaś do Los Angeles. Nawet nie wiesz jak bardzo. – rzekł po czym mnie
przytulił i pocałował w czoło – dobranoc – wyszeptał i zniknął w ciemnym
korytarzu. Ja skonana otworzyłam drzwi do pokoju i bezwładnie opadłam na łóżko.
Zasnęłam od razu po przyłożeniu głowy do poduszki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz