poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział VIII "To już druga dziewczyna, którą przez ciebie musiałem odesłać z kwitkiem."

                 W przed dzień wyjazdu, czyli 28 kwietnia powracając z pracy zobaczyłam znajome auto na podjeździe. Znałam je bardzo dobrze, aż za dobrze. Nie stało tutaj już od pół roku. Dobrze zapamiętałam ten połysk białego lakieru, znaczek Audi z tyłu i przodu samochodu, srebrne, połyskujące w słońcu relingi na dachu, te srebrne alufelgi. Na moment odebrało mi dech w piersi. Poczułam uderzenia gorąca i miliony kłębiących się myśli w mojej głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, gdzie iść, jak przemknąć niezauważona. Tak bardzo nie chciałam się spotkać twarzą w twarz z osobą siedzącą za kierownicą. Jednak to musiało nastąpić. Drzwi samochodu od strony kierowcy otwarły się i wysiadła z nich sylwetka człowieka, którego nie mogłaby pomylić z żadnym innym. Zamarłam. Dzieliło nas zaledwie 20 metrów. Zostałam zauważona. Nie było już odwrotu musiałam się zebrać do kupy i śmiało podejść do tej osoby.
- Co ty tu robisz? – syknęłam półgłosem na starcie.
- Teraz tak mnie witasz? – usłyszałam w ramach odpowiedzi.
- Przepraszam. – spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłam w nich to samo co kiedyś. Nadal zachwycał mnie ich intensywny brąz i wypisane w nich uczucia. Przypomniałam sobie, że przecież to osoba, która pomimo bólu dawała mi też powody do radości. – Czemu przyjechałeś Will? – zapytałam zmieniając ton głosu na łagodny i opanowany.
- Chciałem cię po prostu zobaczyć. Zmieniłaś się. – przejechał dłonią po moim policzku.
- Proszę, przestań. – odtrąciłam jego dłoń.
- Nie chcesz żebym cie dotykał, czyli to znaczy, że ty i Louis jesteście teraz razem. – stwierdził.
- Nie. – odparłam błyskawicznie. – On i ja nigdy nie byliśmy razem i już nie będziemy. – spojrzałam na niego srogo.
- Więc czemu jesteś taka oschła? – zapytał ponownie gładząc mnie po policzku, a ja znów odepchnęłam jego dłoń.
- Przypominam ci, że to ty ze mną zerwałeś. – odparłam.
- Wiem. To był najgorszy błąd mojego życia. Ja nadal cię kocham. – spojrzał w moje oczy.
- Proszę cię, nie rób mi tego. – do oczu napłynęły mi łzy, jednak nie pozwoliłam żadnej z nich spłynąć wzdłuż mojego policzka.
- Kocham cię. Proszę wróć do mnie. – chwycił mnie za dłonie. – Wyjedźmy stąd, ucieknijmy razem. Tylko ty i ja. Z dala od wszystkiego co jest w Londynie. Porzućmy to i zacznijmy wszystko od nowa. Choćby dziś! Kocham cię.
- Jak ty to sobie wszystko wyobrażasz? Will ja już dorosłam i wiem czego chcę od życia.
- Proszę pojedź ze mną do Los Angeles. Daj nam kolejną szansę, obiecuję, że się zmienię. Przysięgam! Tylko jedź ze mną.
- Nie. Nie mogę.
- Dobrze. Rozumiem. Ja wylatuję jutro. Zastanów się nad wszystkim jeszcze raz. Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. To dla ciebie. Jeśli zmienisz zdanie, ja będę czekał, jeśli nie, trudno, polecę sam. – powiedział po czym wręczył mi bilet. Nie dal mi nawet szansy zanegować tego co przed chwilą doszło do moich uszu, bo ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. Włożył w ten pocałunek tyle pasji i pożądania. Kiedy skończył, wsiadł w auto i odjechał z piskiem opon zostawiając mnie tym samym z biletem na lot do Los Angeles na jutro oraz z rozdartymi myślami.

***


- (…) i wyobraźcie sobie, że znalazł je dopiero na drugi dzień rano wynosząc śmieci. – właśnie kończył swoją opowieść Tomlinson, a Niall i Harry zwijali się ze śmiechu na mojej kanapie. – To szalone, prawda? – zapytał patrząc na mnie. Prawdę mówiąc nawet nie słyszałam.
- Hallo, ziemia do Angel! – zerwał się Horan i pomachał mi dłonią przed oczami. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam się zdezorientowana po pokoju.
- T-tak. – odparłam w ślepo.
- Czy ty nas w ogóle słuchasz? – zapytał Styles odkładając pustą filiżankę na szklaną ławę.
- Co? – spojrzałam na niego pytająco. – Przepraszam, zamyśliłam się.
- Właśnie widzimy. – stwierdził Louis.
- Coś się stało? – zapytał Niall wracając na swoje miejsce.
- N-nie. Nie. Wszystko w porządku. – posłałam im wszystkim wymuszony uśmiech.
- Na pewno? – ciągnął temat Harry.
- Tak na pewno. Nic mi nie jest. – odparłam stanowczo. W tym samym czasie Tommo poszedł do kuchni po ciastka, gdzie znalazł mój bilet na jutro.
- Angel, co to jest? – zapytał wchodząc z tekturową kartką do salonu i czytając uważnie, co jest w niej napisane.
- Pokaż to. – zerwał się z kanapy Styles i wyrwał mu kartkę. – Bilet do Los Angeles na jutro? – wbił we mnie wzrok pełen obaw. – Angel, coś ty wymyśliła? – doczekiwał się wyjaśnień, z resztą nie tylko on, bo Niall i Louis też nie mogli się doczekać, co im powiem w tej sprawie.
- Nie chciałam wam tym zawracać głowy. – odparłam beznamiętnie jakby nigdy nic.
- Wyjeżdżasz jutro do Stanów i nie chciałaś nas tym martwić?! – krzyknął na mnie cicho Irlandczyk.
- Co? Nie.. To nie tak.. – zaczęłam.
- A jak? Chyba mamy prawo wiedzieć? – kucnął przy mnie Louis i chwycił mnie za dłoń.
- Był u mnie dzisiaj Will i powiedział, że mnie kocha i chce żebym do niego wróciła. Mało tego chce żebym wyjechała z nim do L.A na stałe. – odparłam i wstałam z miejsca opierając się o chłodną ścianę.
- I co zamierzasz zrobić? – spojrzał na mnie zatroskany Loczek.
- Angel, nie możesz z nim jechać. Rozumiesz? Twoje miejsce jest z nami w Londynie. – wytłumaczył mi Tomlinson obszernie gestykulując.
- Angel, nie jedź. – dodał Niall.
- Masz zamiar na nowo wyjechać z tym pacanem? – oburzył się Louis.
- Skończyliście już? – zapytałam gapiąc się na każdego po kolei. – Dał mi czas do jutra, żebym się zastanowiła, ma na mnie czekać na lotnisku, jeśli się nie zjawię, to poleci beze mnie. – cała trójka wbiła we mnie pytając i pełen nadziei wzrok. – Nigdzie się nie wybieram. Z resztą i tak nie mam wizy do Stanów. – wyjaśniłam, a na ich twarzach pojawił się radosny uśmiech.
- Wiedziałem, że nam tego nie zrobisz. – przytulił mnie Horan, a po nim Louis.
- Grzeczna dziewczynka. Wiedziałem, że podejmiesz właściwą decyzję. – przytulił mnie Harry.
- Ej, ale jutro jedziesz z nami? Tak? – spojrzał na mnie stanowczo Niall.
- Oczywiście że tak. Miałabym dać tą satysfakcję Eleanor? Bez urazy braciszku.
- Spoko. – puścił mi oczko Tommo.

***


          Po dwugodzinnym locie w końcu wylądowaliśmy. Taksówka zawiozła nas pod sam pięciogwiazdkowy hotel. Był ogromny i strasznie ekskluzywny. Wszędzie dookoła kręcili się jacyś biznesmeni i inni ludzie o wielkiej fortunie. Na początku poczułam się trochę nieswojo, w końcu nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu. Wszyscy dostaliśmy jeden, wspólny, ogromny apartament dzielący się na kilkanaście pomieszczeń. Łatwo było się zgubić. Na samym początku raz po rozpakowaniu bagaży zaatakowaliśmy basen z tyłu hotelu. Ludzie ciągle o nas plotkowali, w końcu zobaczyli One Direction w pełnym składzie wraz z osobami towarzyszącymi. Takie coś nie zdarza się codziennie. Młode, rozpiszczane dziewczyny podbiegały do nas i robiły sobie zdjęcia z chłopakami oraz prosiły ich o autografy. Po raz pierwszy mogłam z bliska zobaczyć, jak chłopaki są blisko swoich fanów. To było wspaniałe, ile uwagi im poświęcali. Podobało mi się to jak z nimi rozmawiają, żartują i doprowadzają do wrzenia. Mimo tego, że obserwowałam 1D w akcji, mojej uwadze nie umknęło to, że panna Calder non stop mnie obserwowała. Postanowiłam się tym nie przejmować.
Wieczorem wszyscy poszliśmy się przejść na mała imprezkę na plaży. Było tam wiele osób, praktycznie cały hotel się zeszedł. Nigdzie nie było widać głodnych nowych sensacji reporterów. Chłopaki odetchnęli z ulgą, bo w planach mieli spędzić miło urlop, a nie ukrywać się przed blaskiem fleszy jak jacyś kryminaliści. Muzyka grała głośno, na stolikach nastawione było dość sporo alkoholu i różnych przekąsek, na widok których Niall dostał białej gorączki. Z boku paliło się dość spore ognisko oświetlające pół zawalonej tańczącymi ludźmi plaży. Louis i Eleanor usiedli gdzieś z boku i cieszyli się swoją obecnością, Dan i Liam zniknęli koło ogniska a Zayn i Perrie omawiali kolejny tatuaż na ciele Mulata. Przystanęłam obok trunków, aby się rozeznać co ewentualnie mogłabym wypić dzisiejszej nocy. Wtedy ktoś pociągnął mnie za rękę między tańczących ludzi.
- Co ty wyprawiasz? – spojrzałam na roześmianego Loczka.
- Porywam cię. – powiedział po czym zaczął tańczyć.
- Ty już jesteś pijany. – stwierdziłam i dołączyłam do niego.
- Możliwe, ale właśnie poczułem muzykę. – zaśmiał się i zaczął się ruszać w jej rytm. Jego ruchy były momentami komiczne, ale prawdę mówiąc podobało mi się to jak tańczy.
- Widzę – zaśmiałam się i tańczyłam dalej.
Po chwili jednak poczułam, że potrzebuję odpoczynku. Hazza został na parkiecie i szybko zainteresowała się nim jakaś opalona brunetka. Ja przysiadłam się do samotnie siedzącego Zayna.
- Serio fajnie, że tu jesteś. – powiedział gdy tylko obok niego spoczęłam.
- Też się cieszę. – odparłam. Ponownie poczułam na sobie wzrok Calder.
- Słyszałem, że zdajesz egzamin za dwa tygodnie. Boisz się?
- Żartujesz? Umieram z nerwów! – na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Głowa do góry, dasz sobie radę. Trzeba myśleć pozytywnie. – uśmiechnął się do mnie i objął mnie ramieniem.
- Dzięki za słowa otuchy. – odwzajemniłam jego mimikę.
- Nie ma sprawy – odparł.
- Rany… - westchnęłam.
- Co się stało? – zaniepokoił się Malik.
- Nic, ale ona ciągle się na mnie gapi… bez przerwy. To mnie wkurza. – skinęłam głową w kierunku obserwującej nas El.
- To dajmy jej jeszcze jeden powód do złości. – zaśmiał się Mulat, po czym położył swoja dłoń na moich ustach i przywarł do niej swoimi wargami, a druga ręką chwycił tył mojej głowy. Zrobił to tak szybko i płynnie, że wyglądało jakbyśmy się naprawdę całowali. Kiedy El to zobaczyła kipiała ze złości. Natomiast Perrie i Louis zaczęli się zwijać ze śmiechu, gdyż dobrze znali ten numer. Razem z Zaynem nie mogliśmy złapać powietrza do płuc, gdyż tak zanosiliśmy się śmiechem. Wstałam wtedy nadal śmiejąc się, straciłam równowagę i aby ją odzyskać zaczęłam machać rękami przez co niechcący wytrąciłam szklankę czerwonego wina z rąk kobiety z którą tańczył Harry w naszym pobliżu, przez co czerwona ciesz wylała się bezpośrednio na jej białą sukienkę. Stanęłam jak wryta. Zaczęłam ją przepraszać i ścierać plamę dłonią, przez co w efekcie ją tylko wtarłam. Harry był osłupiony.
- Najmocniej cię przepraszam. – zaczęłam się tłumaczyć z przejęciem.
- Zamknij się. Jesteś taka głupia! – krzyknęła prosto w moja twarz po czym pobiegła w stronę hotelu. Harry schował twarz w dłoniach, a ja cała pobladłam.
- Nie przejmuj się. – klepnął mnie w plecy Liam.
- Każdemu się mogło zdarzyć. – Dodał po chwili Niall trzymający w dłoni krakersy.
- Swoją drogą to było komiczne. – wybuchnął śmiechem Louis, a zaraz po nim wszyscy. Nawet Harry.
- Zawsze coś się rozleje kiedy poznaję nowych ludzi. – powiedziałam markotnie, co wywołało jeszcze większy napad śmiechu u nich.
Nad ranem, kiedy wszyscy się już rozeszli do pokoi, my nadal siedzieliśmy wtuleni jeden do drugiego wpatrując się jak gaśnie płomień ogniska. Poczułam, że zbiera mnie sen.
- Ja już idę – powiedział powoli podnosząc się z koca.
- Odprowadzę cię. – zaproponował Loczek.
- Dam sobie radę, to tylko kawałek. – odparłam.
- Mimo wszystko, wolę cię odprowadzić. Jest ciemno i nic nigdy nie wiadomo. – odpowiedział mi błyskawicznie. W drodze do hotelu przeprosiłam go za to, że pozbawiłam go partnerki.
- To już druga dziewczyna, którą przez ciebie musiałem odesłać z kwitkiem.
- Chyba nie rozumiem. – spojrzałam na niego zdziwiona stojąc pod drzwiami od mojej sypialni.
- Po prostu nie interesują mnie kobiety, które nie szanują moich przyjaciół. – uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Ale mimo to cię przepraszam. Ona wyglądała na miłą. – posmutniałam.

- Daj spokój. Ciesze się, że nie poleciałaś do Los Angeles. Nawet nie wiesz jak bardzo. – rzekł po czym mnie przytulił i pocałował w czoło – dobranoc – wyszeptał i zniknął w ciemnym korytarzu. Ja skonana otworzyłam drzwi do pokoju i bezwładnie opadłam na łóżko. Zasnęłam od razu po przyłożeniu głowy do poduszki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz