sobota, 24 sierpnia 2013

Rodział V cz. I i II "To będzie początek niezwykłej przyjaźni"

Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=LUjn3RpkcKY
            Kiedy wróciłam do domu zaczęłam się pakować, bo już wieczorem miałam lecieć do domu. Zabrałam ze sobą bardzo Mało rzeczy, ale swoją drogą po co miałam ich brać nie wiem jak dużo, jeśli w Polsce nadal miałam kilka ciuchów? Krzątałam się po domu. Już przyzwyczaiłam się do tej ciszy, spokoju i samotności którą było czuć w powietrzu między jego ścianami. Za dwa tygodnie Pani Parker miała powrócić. Nie mogłam się doczekać! Brakowało mi jej. Ona jako jedyna potrafiła wczuć się w moją sytuację. Ona jako jedyna nie pytała o powody.. może to dlatego, że przeszła już swoje w życiu?
                Około 21 taksówka wysadziła mnie tuż pod lotniskiem. Cieszyłam się, że nareszcie wrócę do domu. Miałam już dość Londynu. Jeszcze miesiąc temu kochałam to miasto, bo dało mi poczucie bezpieczeństwa, schronienie, odskocznię od codzienności, szansę na uchwycenie marzeń. Obecnie, towarzyszyły mi mieszane uczucia. To miasto, które ofiarowało mi szczęście, teraz pozbawiło mnie go. Jednak nadal czułam sentyment do tego miejsca. Czułam, że jeśli nie wrócę, to będę nieszczęśliwa. Tylko dlaczego, skoro nie koniecznie miałam do czego i kogo wracać? Siedząc już na pokładzie samolotu moje ciało przeszło milion dreszczy na myśl o tym, ile się wydarzyło w moim życiu w przeciągu tych 4 długich lat. Zrozumiałam, że chociażbym nie wiem jaka samotna i zagubiona była, teraz to jest mój drugi dom i czy tego chcę czy nie, Londyn jest jedynym miejscem w którym  mogę znaleźć odpowiedź na wszystko co mnie dręczy.
                 Samolot wylądował na lotnisku Balice w Krakowie, na miejscu już czekali na mnie stęsknieni rodzice. Tak bardzo brakowało mi ich obecności. To wspaniałe – mieć miejsce do którego zawsze można wrócić. Całą drogę do domu wypytywali mnie o lot, o Willa, o wszystko co się dzieje w moim życiu. Na początku wkurzyło mnie to, bo uznałam że to ingerowanie w moją prywatność, ale po chwili dotarło do mnie, że oni się zwyczajnie o mnie martwią. Właśnie za to ich kocham. Na miejscu, pozwolili mi odetchnąć trochę po podróży, jednak wolałam pomóc im w przygotowywaniu potraw na wigilijny stół. Te święta były wspaniałe. Spędziłam je w gronie najbliższej rodziny, łamiąc się opłatkiem, śpiewając kolędy oraz wspominając stare czasy. Dobrze bawiłam się w Polsce, jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nadszedł czas powrotu. Rodzice nie chcieli żebym jechała, ja jednak nie mogłam zostać. Przecież teraz tam jest moje życie. Może nie idealne i często mam go dość, ale jednak życie. Pokochałam to miasto równie mocno jak znienawidziłam. Tak czy siak, wsiadłam w samolot. To nie było dla mnie łatwe, ale czas zrobić coś dla siebie, nie dla innych.
                 Londyn.. moje miasto… mój dom… mój znienawidzony, a jednocześnie upragniony dom. Tęskniłam. Kiedy przekręciłam klucz drzwi wejściowych do domu Pani Parker, uderzył mnie emanujący z niego charakterystyczny zapach angielskiej herbatki z mlekiem. Tu zawsze tak pachniało, od pierwszego dnia aż po dzisiejszy. Weszłam bardziej w głąb. Rozejrzałam się dookoła i mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie. Wniosłam małą walizkę po schodach do mojego pokoju i wypakowałam z niej całą zawartość układając wszystko na swoim miejscu. Później chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Louisa. Włączyłam głośnomówiący, po czterech sygnałach zauważyłam na wyświetlaczu, że połączenie zostało odebrane.
- Heeeey braciszku. Bardzo za mną tęskniłeś? – zaśmiałam się wesoło. Po drugiej stronie odezwał się czyjś zachrypnięty głos, który już dobrze znałam, jednak nie był to Louis.
- No heeeey, Louis nie może teraz podejść do telefonu, ale ja chętnie z Tobą porozmawiam – usłyszałam.
- Cześć Harry. – zmieniłam moją pozycję z leżącej na siedzącą. – Miło Cię słyszeć.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Wróciłaś już?
- Tak, dokładnie godzinę temu wylądowałam.
- Cieszę się. Mam nadzieję, że pamiętasz co mi obiecałaś. – zaczął.
- Obiecałam ci coś? – zapytałam lekko zdziwiona – Co to takiego było?
- No, jak staliśmy przed domem, obiecałaś że spotkamy się jutro u mnie na imprezie. – wyjaśnił.
- Nie obiecałam ci niczego takiego, powiedziałam jedynie, że jeśli nie będę zmęczona po podróży, to wtedy przyjdę.
- Z mojej perspektywy brzmiało to jak coś w stylu „Obiecuję że będą. Bez względu na wszystko i nie odmówię ci jeśli zapytasz mnie o taniec” – zaśmiał się wesoło.
- Wiem, że mam dziwny akcent, ale aż tak niewyraźnie to znowu nie mówię.
- Masz słodki akcent. Naprawdę masz zamiar jutro siedzieć w domu przed telewizorem? Nie rób mi tego i przyjdź. Obiecuję, że będziesz się dobrze bawić. To jak? Zobaczymy się jutro?
- Niech ci będzie. To o której mam być?
- Powiem Louisowi żeby po ciebie przyjechał około 21. Czekaj właśnie idzie! To do jutra Angel. – powiedział i podał słuchawkę Louisowi.
- Angel!!!!! – usłyszałam radosny krzyk po drugiej stronie. – Kiedy wylądowałaś?
- Godzinę temu. Gdzie byłeś? Bo Harry odebrał.
- W toalecie. Znowu cię zamęczał swoją osobą? To takie… sam nie wiem… dziwny jest.. on myśli, że do niego pasujesz – wybełkotał niewyraźnie do słuchawki. Wówczas dobiegł mnie cichy krzyk Stylesa „Nic takiego nie mówiłem!”
- Hahahh – zaśmiałam się. – Tomlinson, jesteś dziwny! Ale właśnie za to cię kocham.
- Wiesz, jutru jest impreza u Harrego i może byś wbiła?
- Tak wiem, wspominał mi o tym. Mam zamiar wpaść. A tak na marginesie, to nie ładnie z Twojej strony, żebyś mnie wkręcał na czyjąś imprezę głupku. – zażartowałam.
- Obrażasz mnie? – zapytał – Owszem, jestem nieokrzesany i głupi. Ale nie bój się, wszystko zostaje w rodzinie siostro.
- Lecz się.
- Daj mi namiary na swojego lekarza! – wybuchnął śmiechem do telefonu.
- Mój lekarz wylądował w wariatkowie z mojego powodu. Jestem przypadkiem którego nie obejmuje medycyna. – odgryzłam się.
- Kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Masz już jedną narzeczoną, to po ci druga braciszku?
- Fakt. Zapomniałem. – westchnął.
- Okay, kończę już, bo nie mam kasy na koncie. Spotkamy się jutro. Masz po mnie przyjechać! – rozkazałam i rozłączyłam się.

Piosenka: 
http://www.youtube.com/watch?v=Z5OsTXIMJYc
                  Położyłam się na posłanym łóżku i wtuliłam się w maskotkę leżącą na skraju łóżka. Zaczęłam się śmiać w niebogłosy zakrywając twarz pluszakiem. Niekiedy zastanawiałam się, jakby to było, gdybym była naprawdę spokrewniona z Louisem. Jedno wiem na pewno: Byłaby patologia. Kochałam tego idiotę, za to jaki był. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego przyjaciela. Czasami ciężko jest mi sobie wyobrazić jakby potoczyło się dalej moje życie, gdybym go nie spotkała tamtego dnia na bankiecie. Pewnie nadal zmagałabym się z oszukaną miłością do Willa oraz prowadziła NORMALNE życie. Nigdy nie ceniłam sobie normalności. Zawsze lubiłam oryginalność oraz szaloną zabawę. Z czasem o tym zapomniałam, a dzięki Louisowi i One Direction przypomniałam sobie, jaka jestem naprawdę Za to zawsze pozostanę im wdzięczna bez względu na to, co przyniesie mi życie.
          Rano wcześnie wstałam. Miałam sporo do załatwienia, a przede wszystkim musiałam znaleźć jak najlepszą kreację na dzisiejszy wieczór. Lubię być przebojowa, a jednocześnie nie rzucać się w oczy. Obeszłam większość sklepów w Londynie, aż w końcu poczułam miłość od pierwszego wejrzenia do pięknej, zwiewnej, kremowej sukienki którą zauważyłam na wystawie. Zawróciłam mi w głowie! Bez dłuższego namysłu weszłam do sklepu i poprosiłam ekspedientkę aby zdjęła dla mnie ową rzecz z manekina. Kiedy to zrobiła i podała mi ją, pognałam jak wariatka do przymierzalni. Wyglądałam zjawiskowo! Powróciłam do domu właśnie z nią. Przez cały dzień odbierałam e-maile, sms-y, telefony i rozmowy na skypie od znajomych i rodziny którzy składali mi noworoczne życzenia. Wybiła godzina 20. Uznałam, że najwyższy czas się zbierać. Zrobiłam sobie delikatny, dziewczęcy makijaż, rozpuściłam moje długie, blond włosy i założyłam na siebie nową kieckę. Spodobało mi się to co ujrzałam w lustrze. Zeszłam na dół do kuchni i napiłam się mineralnej. Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, był to Louis.
- Jeeeej… to znaczy.. jeeej… - zaczął oszołomiony.
- Dziękuję. To co jedziemy? – spojrzałam na niego rozbawiona.
- Jasne, chodź. – powiedział, a ja zdjęłam płaszcz z wieszaka przy wejściu i założyłam go na siebie.
- Naprawdę pięknie wyglądasz. – rzucił jeszcze w drodze do samochodu, gdzie czekała na nas jego narzeczona. W mgnieniu oka dojechaliśmy do domu Harrego. Jego rezydencja była wielka! Z pewnością łatwo się w niej zgubić – pomyślałam. Louis i El wprowadzili mnie do środka, gdzie już zgromadzonych było większość gości, a muzyka grała bardzo głośno. Wypatrzyłam w tłumie Zayna, który pomachał do mnie. Odwzajemniłam ten gest. Czułam się troszkę zagubiona, gdyż nie znałam tu nikogo poza chłopakami z zespołu i ich drugimi połówkami. Zauważyłam objadającego się kurczakiem Nialla, tłumaczącego mu cos Liama, Danielle plotkującą z Perrie, tańczącego Zayna, ale wciąż nie dostrzegłam nigdzie właściciela domu. Zaczęłam wolnym krokiem podążać w stronę Dan i Perry, wtedy poczułam czyjąś dłoń na moim biodrze.
- Jednak przyszłaś – usłyszałam, po czym się obejrzałam za siebie. Stał za mną uśmiechnięty brunet w kręconych włosach.
- Obiecałeś mi taniec, pamiętasz? Więc jak mogłam nie przyjść – odparłam posyłając mu promienny uśmiech.
-Wyglądasz nieziemsko – stwierdził – Oczywiście, że pamiętam. – dodał po momencie.
- Dziękuję. – moje policzki oblał lekki rumieniec.
- Naprawdę cieszę się, że przyszłaś. Może masz ochotę na coś do picia? – spojrzał w moje oczy.
- Jasne. -  odparłam, a on chwycił mnie pod ramię i zaprowadził ku postawionemu pod ścianą stole wypełnionym po brzegi jedzeniem i napojami.
- Lubisz wino? – ponownie napotkałam jego oczy.
- W szczególności czerwone. – chłopak nalał mi pół lampki wina i wręczył mi.
- Jak było w Polsce? – zapytał.
- Świetnie, chyba sam dobrze wiesz, jakie to wspaniałe uczucie wrócić do domu po długiej nieobecności.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze – westchnął. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Strasznie tu głośno, nie sądzisz? – zapytał.
- Czy ja wiem? – odparłam.
- Pójdziemy na taras?
- Okay. – zdziwiłam się trochę jego propozycją. Chłopak przeprowadził mnie do innej części domu i otworzył wielkie, szklane drzwi przez które wyszliśmy na zewnątrz.  Stanęliśmy przy barierce.
- Trzymaj, przeziębisz się. – rzekł ściągając marynarkę i zarzucając na moje ramiona.
- Dzięki. Ładnie pachnie. – zachichotałam wąchając kołnierzyk.
- Mogę cię o coś zapytać? – spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jasne, wal śmiało. Postaram się odpowiedzieć.
- Co ty tu robisz?
- Zaprosiłeś mnie…
- Nie, nie o to pytam. Co robisz w Londynie? Przecież wyglądasz na osobę z wielkimi możliwościami, więc czemu pracujesz w cukierni?
- Przyjechałam tu 4 lata temu, żeby… sama nie wiem… odetchnąć? Znalazłam tanie mieszkanie na Newham gdzie było nas 9 na 30 metrach kwadratowych, pracę w cukierni i zaczęłam studia. Oczywiście na początku chciałam stąd uciekać, bo czułam się jak w pułapce, ale z biegiem czasu ta pułapka stała się moim domem. To ciężkie do zrozumienia.
- Więc mi wytłumacz, postaram się zrozumieć. – uśmiechnął się do mnie serdecznie.
- Byłam młoda, dopiero co skończyłam szkołę, nadarzyła się okazja żeby tu przyjechać więc z niej skorzystałam. Pierwsze tygodnie były ciężkie. Nie mogłam znaleźć pracy, miałam problem z dostaniem się na wymarzone studia, ale czułam, że warto się starać i nie można się poddać. Nie było łatwo, ale w końcu się udało. Później przeprowadziłam się z Newham na Westminster, do domu starszej kobiety którą się opiekuję. Na pewno chcesz tego wszystkiego wysłuchiwać?
- Tak. Kontynuuj.
- Pani Parker stała się dla mnie jak ciotka. Jak członek rodziny…. Gdybyś ją tylko poznał, zrozumiałbyś dlaczego tak o niej myślę. Później spotkałam Louisa i dzięki niemu dzisiaj ze mną rozmawiasz. – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- I za to powinienem mu podziękować. Polubiłem cię.
- Wow, polubiłeś? Praktycznie mnie nie znasz.
- Wiem o tobie wystarczająco dużo, żeby móc stwierdzić, że jesteś wyjątkowa. – spojrzał mi w oczy. Nic nie odpowiedziałam, nie wiedziałam co. Jedynie posłałam mu serdeczny uśmiech. Przeszedł mnie zimny dreszcz i otrzepało mnie. – Może wracajmy do środka, widzę że ci zimno. – Po tych słowach wróciliśmy do bawiących się gości. Przybiegł do nas Niall krzycząc, że została jeszcze godzina do północy. Oboje zaśmialiśmy się z tej informacji wesoło. Razem z Harrym dołączyliśmy do reszty onedirectionowego towarzystwa. Zaczęliśmy gadać, śmiać się i opowiadać sobie różne szalone historie z minionych sylwestrów na jakich byliśmy. Świetnie się bawiłam. Właśnie Zayn był w trakcie swojej opowieści, kiedy usłyszeliśmy wszyscy głośne odliczanie 20, 19, 18… spojrzeliśmy po sobie, po czym jak w prawdziwym amoku złapaliśmy za kieliszki pełne szampana i ruszyliśmy na wielki taras gdzie przed godziną rozmawiałam ze Stylesem. W momencie kiedy dobiegliśmy zostało już tylko 5 sekund, stanęliśmy ciasno obok siebie i patrząc w niebo dołączyliśmy do odliczania 5 – 4 – 3 -2 -1!! Wszyscy krzyknęli wooohooo!! I gapili się w niebo pełne fajerwerków. Zaczęliśmy sobie składać nawzajem życzenia noworoczne i przytulać się. Byliśmy jeszcze chwilkę na balkonie obserwując jak na niebie rozbłyskuje tysiące kolorowych świateł. Ten widok był cudowny.
- Hej, pamiętasz co ci obiecałem? – zapytał Styles podchodząc do mnie.
- Oczywiście. – puściłam mu oczko. Wprowadził mnie z powrotem do salonu w którym część ludzi bawiła się w najlepsze. Akurat leciała jakaś wolna piosenka. Chłopak objął mnie  w pasie, a ja zarzuciłam mu ramiona na szyję. Przytuleni poruszaliśmy się wolno, dokładnie w rytm muzyki. Kiedy piosenka się skończyła, a my przystanęliśmy Louis zaczął bić nam brawo.
- Dziękuję za taniec. – pocałował mnie w dłoń. Wtedy też podszedł do nas Lou.
- Widziałem!! – zaczął krzyczeć śmiejąc się.
- Co widziałeś? – zapytał Styles.
- Tańczyliście! – nadal zwijał się ze śmiechu.
- Jesteś głupi. – skomentowałam posyłając mu gniewne spojrzenie.
- No wiesz? – oburzył się Tomlinson. – Nie gorzej niż ty. – pstryknął mnie w nos.
- Swój swojego zawsze rozpozna. – odparłam.
- Czyż ona nie jest urocza? – zapytał Styles łapiąc mnie za podbródek i odwracając moją twarz w stronę loczka.
- Louis. – próbowałam go uspokoić i walnęłam go z łokcia w brzuch, biedak aż się zgiął z bólu.
- Czuję, że to będzie początek niezwykłej przyjaźni – zaśmiał się Harry obejmując mnie ramieniem.
- Kto wie. – odparłam i zostawiłam ich samych idąc do plotkujących dziewczyn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz