czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział IX "I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way"

 Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=KuofE13pFCM

       Kolejnego dnia wszyscy udaliśmy się na obiad do najdroższej restauracji na wyspie który nam sponsorował Liam. Nawet podczas jedzenia chłopcy nie mieli chwili wytchnienia od gapiących się na nich ludzi, ale im to nie sprawiało różnicy. Przez te wszystkie lata istnienia One Direction przyzwyczaili się do tego, że bez względu na to gdzie są zawsze budzą sensację. Chyba tylko ja jeszcze nie oswoiłam się z ciekawskim wzrokiem ludzi obserwującym każdy nasz krok i nawet najdrobniejszy gest. Byłam troszkę spięta przy obiedzie. Ale nie ma co mi się dziwić. Zazwyczaj kiedy wychodzę do restauracji ludzi nie robią mi zdjęć. No cóż… trzeba to przecierpieć. Louis zauważył moje zmieszanie.
- Siostra, wszystko dobrze? – zapytał siedząc naprzeciwko mnie.
- Tak. Jasne. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Przepraszamy, nie wiedzieliśmy, że tu będzie tylu reporterów – uśmiechnął się do mnie Mulat.
- Nic nie szkodzi. Naprawdę. Przecież to jest oczywiste, że oni za wami chodzą. To ich praca, a wy jesteście popularni. – wzięłam do ust łyżkę jakiejś zupy.
- Gdzie idziemy po obiedzie? – zapytał Niall z pełnymi ustami.
- Nie wiem, może na spacer? Jeszcze nie zwiedziliśmy tutaj nic. – wtrąciła się Perrie.
- Ciekawe czy mają tutaj Nando’s – rzucił ni stąd ni zowąd Horan.
- Nando’s? Na Guan Canarii? – spojrzałam na niego wzrokiem pełnym politowania.
- Nando’s na Guan Canarii.. na Guan Canarii – przedrzeźnił mnie z irytacją. - Niall, wyluzuj. – klepnął go w plecy Payne.
- Co ja znowu zrobiłem? – przekręcił oczami Irlandczyk.
- Pstro. Może mają coś lepszego niż Nando’s. – puściłam mu oczko.
- Nie ma nic, ale to nic lepszego od Nando’s. – odpowiedział błyskawicznie.
- Jasne.. – westchnął Louis – Chodźmy na ten spacer, ale może wieczorem? O zachodzie słońca? – spojrzał na Eleanor i pocałował ja czule.
- To dobry pomysł. – odparł Liam gładząc dłoń Danielle.
- Mhm. Brzmi ok. – zgodził się z nimi Mulat.
Jeszcze chwilkę posiedzieliśmy w restauracji, a następnie wybrałyśmy się z dziewczynami na mały shopping zostawiając chłopców samych. Biegałyśmy po sklepach jak oszalałe. Tutejsza moda znacznie różniła się od londyńskiej. Prawdę mówiąc, to te ciuchy jak dla mnie były trochę kiczowate, ale dało się przeżyć. Obeszłyśmy wszystkie sklepy które tylko tu znalazłyśmy, w efekcie jednak żadna z nas nic nie kupiła. Wróciłyśmy do hotelu idealnie na zachód słońca. Udałam się do mojego pokoju, przebrałam się w lekkie, wygodne ciuchy i rozpuściłam włosy które opadły na moje opalone ramiona. Ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę. – powiedziałam stojąc tyłem do wejścia i szukając telefonu w torebce.
- Idziemy na plażę na spacer, jesteś już gotowa? – usłyszałam głos Louisa.
- Tak, tak. Już idę. – rzuciłam po czym sprawdziłam wiadomości i szybko odpisałam na nie.
Na plaży praktycznie nie było ludzi. „To jest dziwne, przecież jest piękny zachód słońca.” Pomyślałam. Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś dotyk na mojej dłoni. Był to Louis.
- Chodź, musimy zrobić sobie razem zdjęcie – zaśmiał się i ustawił aparat równolegle do naszych skąpanych w promieniach zachodzącego słońca twarzy. Oczywiście musiał mnie razić lampą błyskową.
- Następnym razem wyłącz lampę ciemnoto – pokazałam mu język i oddaliłam się od niego siadając na piaszczystej plaży. Nie obchodziło mnie, co robi reszta.

  


 Pewnie wszyscy zajęci byli przytulaniem się i wyznawaniem sobie miłości na tle pomarańczowo –czerwonego nieba. Nie ważne. Odkąd byłam singielką miałam w nosie takie rzeczy. Skuliłam nogi i oparłam na nich łokcie podpierając podbródek dłońmi. Poczułam się dziwnie. Miałam wrażenie, że w moim życiu coś niebawem się zmieni. Stanie się coś, co odwróci mój świat do góry nogami. Nie lubiłam przeczuć tego rodzaju, bo zawsze prędzej czy później się sprawdzały. Polubiłam to miejsce i te widoki, jednak pomimo licznego towarzystwa, czułam się samotna. Nie tęskniłam na Willem, ani też nie chciałam się wiązać z nikim nowym.. ja po prostu… sama nie wiem. Pogubiłam się w swoich własnych uczuciach. Nie chciałam się zakochać, a na pewno nie w najbliższym czasie. Lubiłam mój obecny stan, jednak … nie miałam nikogo, kto martwiłby się o mnie, kto by mnie kochał, kogo kochałabym ja. Czasami czułam, że jestem jedną z tych osób, które nigdy nie natrafią na tę drugą połówkę. Zastanawiałabym się, dlaczego byłam skłonna do tak heroicznego czynu po stracie Czarnego jak samobójstwo. Przecież ja kocham życie, a on nie byłby wart takiego poświęcenia. Przysięgłam sobie uroczyście w tamtej chwili, że już nigdy dla nikogo nic nie poświęcę, a już zwłaszcza siebie. Trwając w dalszym zamyśleniu poczułam błysk lamy na mojej twarzy. To przytwierdziło mnie z powrotem do ziemi.
- Skasuj to, wyszłam okropnie. – rozkazałam.
- Oszalałaś? Dobrze wyszłaś. – usłyszałam w ramach odpowiedzi, na co tylko się uśmiechnęłam. – Czemu siedzisz tutaj sama?
- Tak jakoś. – spojrzałam na Harrego, któremu wiatr mierzwił brązowe loki. Ten widok naniósł jeszcze większy uśmiech na moją twarz.
- Znowu chodziłaś z głową w chmurach? – zapytał siadając tuż obok mnie.
- Znasz mnie. – odparłam przesypując piasek z jednej dłoni do drugiej.
- Momentami za dużo myślisz kochanie – przysunął mnie do siebie i objął ramieniem.
- Wiem, ale już taka jestem. – spojrzałam na niego.
- I to właśnie w Tobie uwielbiam. Przy Tobie mogę być sobą. Nie Harrym Stylesem, którego kochają miliony, ale Harrym z piekarni. Rozumiesz?
- Chyba tak. – kiwnęłam twierdząco głową.- A wiesz co ja w Tobie lubię? To że zawsze jesteś obok, nie pytasz mnie o powody, denerwujesz mnie swoimi telefonami o 3 w nocy i liczysz się z moim zdaniem. To wiele dla mnie znaczy.
- Oj, bo się rozkleję – zaśmiał się melodyjnie. – Idziemy się przejść?
- Zabierasz mnie na romantyczny spacer o zachodzie słońca wzdłuż plaży? – poruszyłam zabawnie brwiami.
- Na to wygląda. – wstał i podał mi rękę.       Ruszyliśmy wolnym krokiem wzdłuż piaszczystej plaży. Słona morka woda obmywała delikatnie nasz stopy. Harry zaczął mi opowiadać o czasach swojego dzieciństwa, a ja nie zostałam mu dłużna. Okazało się, że mamy ze sobą więcej wspólnego niżby mogło się zdawać. Zawsze będąc w jego towarzystwie czułam się tak dobrze i tak beztrosko. Za jego jeden uśmiech potrafiłam wysłać wszystkie smutki do diabła. Więź między nami była z dnia na dzień silniejsza, jednak nie było to, to samo co między mną a Tomlinsonem. Czułam się szczęśliwa mogąc z nim rozmawiać, bo nie musiałam udawać nikogo innego. Bycie sobą wystarczyło. W pewnym momencie naszego spaceru Harry splątał nasze palce, co sprawiło że uderzyła mnie dziwna fala gorąca. Podobna poczułam w momencie, kiedy go po raz pierwszy zobaczyłam. Kiedy wróciliśmy, zabawa trwała w najlepsze. Wszyscy biegali po piasku i krzyczeli bawiąc się w berka. Bez zastanowienia dołączyliśmy do nich. Gra polegała na tym, że Liam miał nas wszystkich złapać i wrzucić do wody. Jest szybkim biegaczem, więc uwinął się z nami w mgnieniu oka. Wszyscy byliśmy cali mokrzy, co tylko zachęciło nas do pływania i tańczeniu w ubraniach w ciepłej wodzie. Z daleka można było uznać, że właśnie banda balujących nastolatków opanowała plażę. Nikt się tym nie przejmował ani czającymi się za palmami fotoreporterami. Chcieliśmy na moment udać, że cały świat nie istnieje. Że jest tylko nasza dziewiątka i nic poza nią. Mamy wakacje i chcemy je wspominać jak najlepiej. Nawet nie wiem kiedy wróciliśmy do swoich pokoi. Na pewno zdążyliśmy obudzić cały hotel śpiewając „What makes you beautiful”. Planowaliśmy zobaczyć zachód słońca, a zostaliśmy aż do jego wschodu. 

            






***
Piosenka: http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg

    Tydzień wakacji szybko przeleciał i musieliśmy już wracać do Londynu. Zaraz po przylocie każdy z nas wrócił do siebie, aby się rozpakować i trochę odetchnąć. Było około 2 w nocy, a ja leżałam w łóżku i przeglądałam zdjęcia i filmiki które udało mi się zrobić podczas pobytu na wyspie.


   
 Oglądając je chichotałam jak mała dziewczynka. Mój telefon zaczął dzwonić. Zerknęłam na wyświetlacz, jak zwykle był to Styles.
- Zakład pogrzebowy „Radość” w czym mogę pomóc? – odebrałam nadal chichocząc.
- Bardzo śmieszne Angel. – odezwał się zachrypnięty głos po drugiej stronie słuchawki. – Brałaś coś? – zapytał również się śmiejąc.
- Tak… znalazłam jakąś miętówkę w torebce. – odparłam.
- A tak w ogóle to przepraszam, że dzwonię tak późno. Chociaż sądząc po tym, że się śmiejesz, to jeszcze nie spałaś.
- Nie. Oglądałam zdjęcia z wakacji. Mam jedno Twoje, które zamierzam ustawić sobie na tapecie w telefonie. Gdybyś je tylko widział… klękajcie narody. – zaśmiałam się melodyjnie.
- I tak wiem, że mi je pokażesz. – opowiedział. – Nie mogę zasnąć. – westchnął.
- Ja też nie. Niepotrzebnie wypiłam kawę na dobranoc.
- Mhmm… wiesz, jakoś mnie to nie dziwi. Często robisz dziwne rzeczy. Angel… Co robisz?
- Leżę i rozmawiam z Tobą.
- A nie chciałoby ci się ruszyć tyłka z łóżka i przejść się ze mną na spacer?
- O tej porze?
- Tak. Czemu nie? Chodź, nie będzie ludzi. Spokój i cisza. Nie daj się prosić. – usłyszałam jego błagalny ton.
- Nie ma sprawy. Poczekam na ciebie na huśtawce za domem. Do zobaczenia. – rozłączyłam się.
Pośpiesznie wstałam z łóżka, pobiegłam do łazienki wysuszyć i rozczesać włosy. Założyłam na siebie koszulkę z napisem „I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way”, czarne obcisłe rurki oraz zarzuciłam ciepłą bluzę na ramiona. Schowałam telefon do kieszeni spodni i udałam się do ogrodu z tyłu domu. Usiadłam na trzeszczącej, drewnianej huśtawce i czekałam na Stylesa. Wpatrywałam się w gwieździste niebo i ponownie zaczęłam rozmyślać, o tym co było i co jeszcze może być. Usłyszałam szelest uginającej się trawy, uniosłam lekko głowę i oparłam się na łokciach. W moja stronę zbliżała się smukła, wysoka postać z lokami na głowie, oświetlana od tyłu blaskiem ulicznej latarni.
- Idziemy? – zapytał podając mi dłoń po którą sięgnęłam i wstałam z miejsca na którym przed momentem leżałam.
- Spójrz jakie piękne niebo. – powiedziałam poczym Loczek zerknął w górę.
- Dlatego chciałem iść na spacer. – dodał po momencie.
- Cieszę się, że po mnie zadzwoniłeś, inaczej męczyłabym się próbując zasnąć a tak przynajmniej mogę spędzić czas z moim przystojnym przyjacielem. – zaśmiałam się wesoło.
- I wice wersa.  – odwzajemnił moją mimikę poczym ścisnął mocniej moja dłoń której nie puścił ani na sekundę. - Jak ci się podobało na Guan Canarii?
- Było niesamowicie. – odpowiedziałam pełna entuzjazmu. – Ten klimat, te widoki, piasek, słońce… ach…
- Kolejnym razem zabieram cię ze sobą na rejs po Karaibach. Tylko najpierw musisz wyrobić sobie wizę. – odparł.
- Oszalałeś? Nie stać mnie luksusowy rejs.
- Ale ja nie pytałem, czy tobie się ten pomysł podoba czy nie. Powiedziałem że cię zabieram. Jedziesz ze mną. Postanowione i koniec kropka. Nie nauczyłaś się jeszcze kochanie, że Pan Harold Edward Styles zawsze ma ostatnie słowo. – spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Nie nauczyłeś się jeszcze, że Angel to jest Angel i tego nie ogarniesz? – spojrzałam na niego poczym oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Gdybyś była taka sama jak reszta dziewczyn, to nie dzwonił bym do ciebie o 2 w nocy żeby się z tobą umówić.
- To jest randka? – spojrzałam na niego lekko oszołomiona, poczułam jak moje policzki się rumienią. Dobrze, że było ciemno i nie był w stanie zauważyć czerwieni mojej twarzy.
- Hmm.. nie, jeszcze nie randka. Gdyby to była randka, to zaplanowałbym coś wyjątkowego. Takiego, co zwaliłoby cię z nóg i sprawiło, że byłabyś najszczęśliwszą kobieta na świecie. – odparł muskając mój policzek.
- Dobrze wiedzieć. – odparłam. W sumie chyba nawet troszkę mi ulżyło.
- Ale pamiętaj, że powiedziałem „jeszcze nie”. – puścił mi oczko.
- Harry, teraz nie wiem, czym mam skakać z radości czy raczej się bać. – odpowiedziałam.
- I jedno i drugie. Jeśli chcę zrobić dobre wrażenie na dziewczynie staję się nieobliczalny. – zaśmiał się.
- Znamy się pół roku, a ty dopiero teraz starasz się zrobić na mnie dobre wrażenie? – spojrzałam na niego z miną wtf.
- Lepiej późno niż wcale. Ale i tak wiem, że je już na tobie wywarłem dawno temu. Wtedy u Louisa, jak się po raz pierwszy spotkaliśmy. Widziałem ten rumieniec na twoim policzku. – spojrzał na mnie słodko.
- Owszem, wydałeś mi się być bardzo czarujący… no ale hej.. czego ty się spodziewałeś po swojej fance? Ciesz się, że nie zaczęłam piszczeć i błagać się żebyś się ze mną ożenił. – odparłam śmiejąc się.
- Zgodziłbym się. Wyglądałaś tak słodko z tymi wypiekami na policzkach.
- Oj, pożałowałbyś tego z czasem. Nie wiem czy zauważyłeś, ale faceci mają mnie dość po tygodniu. – zaśmiałam się.
- Ja znam cię od 6 miesięcy i jeszcze nie wymiękam. 
- Jesteś twardy. Właśnie! Miałam ci pokazać moją nową, słodką tapetę. – zachichotałam wyjmując telefon z kieszeni lewą dłonią, gdyż prawą wciąż trzymał Styles. – Słodka, prawda? – poruszyłam zabawnie brwiami. 


- Nieee… Kiedy ty to zrobiłaś? – zapytał zaskoczony. – Jak ja wyglądam? – zapytał śmiejąc się.
- Jak mój Harry. – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Twój Harry – wyszeptał po czym spojrzał na mnie i odwzajemnił moją mimikę.
- No wiesz… kochany, nierozgarnięty i radosny. – odparłam. Oczy chłopaka zwróciły się na napis na mojej bluzie.
- I live at the corner of Kiss Me Ass Avenue and No Friggin Way. – odczytał na głos mocno wytężając wzrok gdyż mało co było widać po ciemku.
- Ekstra, prawda? – zapytałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że to nie jest skierowane do mnie.
- W żadnym wypadku. – zaśmiałam się.
- Swoją drogą, wracając do momentu, kiedy się poznaliśmy, chciałabym cię przeprosić, za to, że wtarłam mąkę w twoje włosy. – przygryzłam dolną wargę.
- Nie gniewam się. Pewnie gdybyś tego nie zrobiła, nie byłoby nas teraz tutaj razem, samych. – odpowiedział z uśmiechem.
- W takim razie cieszę się, że to zrobiłam. – puściłam jego dłoń i pomierzwiłam burzę jego loków.
- Ej! – krzyknął wesoło po czym odwzajemnił się tym samym.
- Pięknie – na mojej twarzy pojawił się grymas stłumiony uśmiechem – Wyglądam teraz tak jak ty.
- Słodko? – zatrzepotał rzęsami żeby mnie rozbawić.
- Nie, jak pacan. – odparłam po czym go przytuliłam. – Zwijajmy się stąd. Już jest późno. – powiedział po czym odsunęłam się do niego na bezpieczną odległość, a on chwycił moją dłoń i zaczęliśmy iść droga powrotną.
- Stresujesz się przed egzaminem? – zapytał zerkając na mnie ukradkiem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – westchnęłam.
- Dasz sobie radę. Wierzę w ciebie. – ścisnął mocniej moją dłoń.
- Cieszę się, ale wiesz.. teraz będziesz musiał przeżyć dwa tygodnie beze mnie, bo muszę zająć się nauką. To jest dla mnie naprawdę ważny egzamin i nie mogę go oblać. Muszę zaangażować się w naukę an 200%, a zostały mi już tylko dwa tygodnie.
- Spokojnie. Rozumiem Kochanie. Nie musisz się tłumaczyć ,wiem ile dla ciebie znaczą te studia. Będę za ciebie trzymał kciuki.

           Styles odprowadził mnie pod furtkę do domu. Rozmawialiśmy jeszcze krótka chwilkę stojąc pod nią. Kopnął mnie nawet kilka razy w tyłek na szczęście i odjechał. Ja wróciłam do domu i standardowo położyłam się spać. Jutro, a raczej dzisiaj miałam ostatni dzień urlopu i chciałam się maksymalnie poświęcić zakuwaniu. Nie mogłam pozwolić, żeby cokolwiek mnie rozproszyło, a znając moje rozkojarzenie, wszystko mogłoby mnie bardziej zaciekawić niż siedzenie and książkami. 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział VIII "To już druga dziewczyna, którą przez ciebie musiałem odesłać z kwitkiem."

                 W przed dzień wyjazdu, czyli 28 kwietnia powracając z pracy zobaczyłam znajome auto na podjeździe. Znałam je bardzo dobrze, aż za dobrze. Nie stało tutaj już od pół roku. Dobrze zapamiętałam ten połysk białego lakieru, znaczek Audi z tyłu i przodu samochodu, srebrne, połyskujące w słońcu relingi na dachu, te srebrne alufelgi. Na moment odebrało mi dech w piersi. Poczułam uderzenia gorąca i miliony kłębiących się myśli w mojej głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, gdzie iść, jak przemknąć niezauważona. Tak bardzo nie chciałam się spotkać twarzą w twarz z osobą siedzącą za kierownicą. Jednak to musiało nastąpić. Drzwi samochodu od strony kierowcy otwarły się i wysiadła z nich sylwetka człowieka, którego nie mogłaby pomylić z żadnym innym. Zamarłam. Dzieliło nas zaledwie 20 metrów. Zostałam zauważona. Nie było już odwrotu musiałam się zebrać do kupy i śmiało podejść do tej osoby.
- Co ty tu robisz? – syknęłam półgłosem na starcie.
- Teraz tak mnie witasz? – usłyszałam w ramach odpowiedzi.
- Przepraszam. – spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłam w nich to samo co kiedyś. Nadal zachwycał mnie ich intensywny brąz i wypisane w nich uczucia. Przypomniałam sobie, że przecież to osoba, która pomimo bólu dawała mi też powody do radości. – Czemu przyjechałeś Will? – zapytałam zmieniając ton głosu na łagodny i opanowany.
- Chciałem cię po prostu zobaczyć. Zmieniłaś się. – przejechał dłonią po moim policzku.
- Proszę, przestań. – odtrąciłam jego dłoń.
- Nie chcesz żebym cie dotykał, czyli to znaczy, że ty i Louis jesteście teraz razem. – stwierdził.
- Nie. – odparłam błyskawicznie. – On i ja nigdy nie byliśmy razem i już nie będziemy. – spojrzałam na niego srogo.
- Więc czemu jesteś taka oschła? – zapytał ponownie gładząc mnie po policzku, a ja znów odepchnęłam jego dłoń.
- Przypominam ci, że to ty ze mną zerwałeś. – odparłam.
- Wiem. To był najgorszy błąd mojego życia. Ja nadal cię kocham. – spojrzał w moje oczy.
- Proszę cię, nie rób mi tego. – do oczu napłynęły mi łzy, jednak nie pozwoliłam żadnej z nich spłynąć wzdłuż mojego policzka.
- Kocham cię. Proszę wróć do mnie. – chwycił mnie za dłonie. – Wyjedźmy stąd, ucieknijmy razem. Tylko ty i ja. Z dala od wszystkiego co jest w Londynie. Porzućmy to i zacznijmy wszystko od nowa. Choćby dziś! Kocham cię.
- Jak ty to sobie wszystko wyobrażasz? Will ja już dorosłam i wiem czego chcę od życia.
- Proszę pojedź ze mną do Los Angeles. Daj nam kolejną szansę, obiecuję, że się zmienię. Przysięgam! Tylko jedź ze mną.
- Nie. Nie mogę.
- Dobrze. Rozumiem. Ja wylatuję jutro. Zastanów się nad wszystkim jeszcze raz. Przypomnij sobie jacy byliśmy szczęśliwi. To dla ciebie. Jeśli zmienisz zdanie, ja będę czekał, jeśli nie, trudno, polecę sam. – powiedział po czym wręczył mi bilet. Nie dal mi nawet szansy zanegować tego co przed chwilą doszło do moich uszu, bo ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. Włożył w ten pocałunek tyle pasji i pożądania. Kiedy skończył, wsiadł w auto i odjechał z piskiem opon zostawiając mnie tym samym z biletem na lot do Los Angeles na jutro oraz z rozdartymi myślami.

***


- (…) i wyobraźcie sobie, że znalazł je dopiero na drugi dzień rano wynosząc śmieci. – właśnie kończył swoją opowieść Tomlinson, a Niall i Harry zwijali się ze śmiechu na mojej kanapie. – To szalone, prawda? – zapytał patrząc na mnie. Prawdę mówiąc nawet nie słyszałam.
- Hallo, ziemia do Angel! – zerwał się Horan i pomachał mi dłonią przed oczami. Wzdrygnęłam się i rozejrzałam się zdezorientowana po pokoju.
- T-tak. – odparłam w ślepo.
- Czy ty nas w ogóle słuchasz? – zapytał Styles odkładając pustą filiżankę na szklaną ławę.
- Co? – spojrzałam na niego pytająco. – Przepraszam, zamyśliłam się.
- Właśnie widzimy. – stwierdził Louis.
- Coś się stało? – zapytał Niall wracając na swoje miejsce.
- N-nie. Nie. Wszystko w porządku. – posłałam im wszystkim wymuszony uśmiech.
- Na pewno? – ciągnął temat Harry.
- Tak na pewno. Nic mi nie jest. – odparłam stanowczo. W tym samym czasie Tommo poszedł do kuchni po ciastka, gdzie znalazł mój bilet na jutro.
- Angel, co to jest? – zapytał wchodząc z tekturową kartką do salonu i czytając uważnie, co jest w niej napisane.
- Pokaż to. – zerwał się z kanapy Styles i wyrwał mu kartkę. – Bilet do Los Angeles na jutro? – wbił we mnie wzrok pełen obaw. – Angel, coś ty wymyśliła? – doczekiwał się wyjaśnień, z resztą nie tylko on, bo Niall i Louis też nie mogli się doczekać, co im powiem w tej sprawie.
- Nie chciałam wam tym zawracać głowy. – odparłam beznamiętnie jakby nigdy nic.
- Wyjeżdżasz jutro do Stanów i nie chciałaś nas tym martwić?! – krzyknął na mnie cicho Irlandczyk.
- Co? Nie.. To nie tak.. – zaczęłam.
- A jak? Chyba mamy prawo wiedzieć? – kucnął przy mnie Louis i chwycił mnie za dłoń.
- Był u mnie dzisiaj Will i powiedział, że mnie kocha i chce żebym do niego wróciła. Mało tego chce żebym wyjechała z nim do L.A na stałe. – odparłam i wstałam z miejsca opierając się o chłodną ścianę.
- I co zamierzasz zrobić? – spojrzał na mnie zatroskany Loczek.
- Angel, nie możesz z nim jechać. Rozumiesz? Twoje miejsce jest z nami w Londynie. – wytłumaczył mi Tomlinson obszernie gestykulując.
- Angel, nie jedź. – dodał Niall.
- Masz zamiar na nowo wyjechać z tym pacanem? – oburzył się Louis.
- Skończyliście już? – zapytałam gapiąc się na każdego po kolei. – Dał mi czas do jutra, żebym się zastanowiła, ma na mnie czekać na lotnisku, jeśli się nie zjawię, to poleci beze mnie. – cała trójka wbiła we mnie pytając i pełen nadziei wzrok. – Nigdzie się nie wybieram. Z resztą i tak nie mam wizy do Stanów. – wyjaśniłam, a na ich twarzach pojawił się radosny uśmiech.
- Wiedziałem, że nam tego nie zrobisz. – przytulił mnie Horan, a po nim Louis.
- Grzeczna dziewczynka. Wiedziałem, że podejmiesz właściwą decyzję. – przytulił mnie Harry.
- Ej, ale jutro jedziesz z nami? Tak? – spojrzał na mnie stanowczo Niall.
- Oczywiście że tak. Miałabym dać tą satysfakcję Eleanor? Bez urazy braciszku.
- Spoko. – puścił mi oczko Tommo.

***


          Po dwugodzinnym locie w końcu wylądowaliśmy. Taksówka zawiozła nas pod sam pięciogwiazdkowy hotel. Był ogromny i strasznie ekskluzywny. Wszędzie dookoła kręcili się jacyś biznesmeni i inni ludzie o wielkiej fortunie. Na początku poczułam się trochę nieswojo, w końcu nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu. Wszyscy dostaliśmy jeden, wspólny, ogromny apartament dzielący się na kilkanaście pomieszczeń. Łatwo było się zgubić. Na samym początku raz po rozpakowaniu bagaży zaatakowaliśmy basen z tyłu hotelu. Ludzie ciągle o nas plotkowali, w końcu zobaczyli One Direction w pełnym składzie wraz z osobami towarzyszącymi. Takie coś nie zdarza się codziennie. Młode, rozpiszczane dziewczyny podbiegały do nas i robiły sobie zdjęcia z chłopakami oraz prosiły ich o autografy. Po raz pierwszy mogłam z bliska zobaczyć, jak chłopaki są blisko swoich fanów. To było wspaniałe, ile uwagi im poświęcali. Podobało mi się to jak z nimi rozmawiają, żartują i doprowadzają do wrzenia. Mimo tego, że obserwowałam 1D w akcji, mojej uwadze nie umknęło to, że panna Calder non stop mnie obserwowała. Postanowiłam się tym nie przejmować.
Wieczorem wszyscy poszliśmy się przejść na mała imprezkę na plaży. Było tam wiele osób, praktycznie cały hotel się zeszedł. Nigdzie nie było widać głodnych nowych sensacji reporterów. Chłopaki odetchnęli z ulgą, bo w planach mieli spędzić miło urlop, a nie ukrywać się przed blaskiem fleszy jak jacyś kryminaliści. Muzyka grała głośno, na stolikach nastawione było dość sporo alkoholu i różnych przekąsek, na widok których Niall dostał białej gorączki. Z boku paliło się dość spore ognisko oświetlające pół zawalonej tańczącymi ludźmi plaży. Louis i Eleanor usiedli gdzieś z boku i cieszyli się swoją obecnością, Dan i Liam zniknęli koło ogniska a Zayn i Perrie omawiali kolejny tatuaż na ciele Mulata. Przystanęłam obok trunków, aby się rozeznać co ewentualnie mogłabym wypić dzisiejszej nocy. Wtedy ktoś pociągnął mnie za rękę między tańczących ludzi.
- Co ty wyprawiasz? – spojrzałam na roześmianego Loczka.
- Porywam cię. – powiedział po czym zaczął tańczyć.
- Ty już jesteś pijany. – stwierdziłam i dołączyłam do niego.
- Możliwe, ale właśnie poczułem muzykę. – zaśmiał się i zaczął się ruszać w jej rytm. Jego ruchy były momentami komiczne, ale prawdę mówiąc podobało mi się to jak tańczy.
- Widzę – zaśmiałam się i tańczyłam dalej.
Po chwili jednak poczułam, że potrzebuję odpoczynku. Hazza został na parkiecie i szybko zainteresowała się nim jakaś opalona brunetka. Ja przysiadłam się do samotnie siedzącego Zayna.
- Serio fajnie, że tu jesteś. – powiedział gdy tylko obok niego spoczęłam.
- Też się cieszę. – odparłam. Ponownie poczułam na sobie wzrok Calder.
- Słyszałem, że zdajesz egzamin za dwa tygodnie. Boisz się?
- Żartujesz? Umieram z nerwów! – na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
- Głowa do góry, dasz sobie radę. Trzeba myśleć pozytywnie. – uśmiechnął się do mnie i objął mnie ramieniem.
- Dzięki za słowa otuchy. – odwzajemniłam jego mimikę.
- Nie ma sprawy – odparł.
- Rany… - westchnęłam.
- Co się stało? – zaniepokoił się Malik.
- Nic, ale ona ciągle się na mnie gapi… bez przerwy. To mnie wkurza. – skinęłam głową w kierunku obserwującej nas El.
- To dajmy jej jeszcze jeden powód do złości. – zaśmiał się Mulat, po czym położył swoja dłoń na moich ustach i przywarł do niej swoimi wargami, a druga ręką chwycił tył mojej głowy. Zrobił to tak szybko i płynnie, że wyglądało jakbyśmy się naprawdę całowali. Kiedy El to zobaczyła kipiała ze złości. Natomiast Perrie i Louis zaczęli się zwijać ze śmiechu, gdyż dobrze znali ten numer. Razem z Zaynem nie mogliśmy złapać powietrza do płuc, gdyż tak zanosiliśmy się śmiechem. Wstałam wtedy nadal śmiejąc się, straciłam równowagę i aby ją odzyskać zaczęłam machać rękami przez co niechcący wytrąciłam szklankę czerwonego wina z rąk kobiety z którą tańczył Harry w naszym pobliżu, przez co czerwona ciesz wylała się bezpośrednio na jej białą sukienkę. Stanęłam jak wryta. Zaczęłam ją przepraszać i ścierać plamę dłonią, przez co w efekcie ją tylko wtarłam. Harry był osłupiony.
- Najmocniej cię przepraszam. – zaczęłam się tłumaczyć z przejęciem.
- Zamknij się. Jesteś taka głupia! – krzyknęła prosto w moja twarz po czym pobiegła w stronę hotelu. Harry schował twarz w dłoniach, a ja cała pobladłam.
- Nie przejmuj się. – klepnął mnie w plecy Liam.
- Każdemu się mogło zdarzyć. – Dodał po chwili Niall trzymający w dłoni krakersy.
- Swoją drogą to było komiczne. – wybuchnął śmiechem Louis, a zaraz po nim wszyscy. Nawet Harry.
- Zawsze coś się rozleje kiedy poznaję nowych ludzi. – powiedziałam markotnie, co wywołało jeszcze większy napad śmiechu u nich.
Nad ranem, kiedy wszyscy się już rozeszli do pokoi, my nadal siedzieliśmy wtuleni jeden do drugiego wpatrując się jak gaśnie płomień ogniska. Poczułam, że zbiera mnie sen.
- Ja już idę – powiedział powoli podnosząc się z koca.
- Odprowadzę cię. – zaproponował Loczek.
- Dam sobie radę, to tylko kawałek. – odparłam.
- Mimo wszystko, wolę cię odprowadzić. Jest ciemno i nic nigdy nie wiadomo. – odpowiedział mi błyskawicznie. W drodze do hotelu przeprosiłam go za to, że pozbawiłam go partnerki.
- To już druga dziewczyna, którą przez ciebie musiałem odesłać z kwitkiem.
- Chyba nie rozumiem. – spojrzałam na niego zdziwiona stojąc pod drzwiami od mojej sypialni.
- Po prostu nie interesują mnie kobiety, które nie szanują moich przyjaciół. – uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Ale mimo to cię przepraszam. Ona wyglądała na miłą. – posmutniałam.

- Daj spokój. Ciesze się, że nie poleciałaś do Los Angeles. Nawet nie wiesz jak bardzo. – rzekł po czym mnie przytulił i pocałował w czoło – dobranoc – wyszeptał i zniknął w ciemnym korytarzu. Ja skonana otworzyłam drzwi do pokoju i bezwładnie opadłam na łóżko. Zasnęłam od razu po przyłożeniu głowy do poduszki. 

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział VII "Miłość naszego życia zawsze jest blisko nas, a my jej zwyczajnie nie zauważamy."


Obudziły  mnie ciepłe promienie słońca padające na twarz. Miejsce obok mnie było już puste, co pozwoliło mi rozłożyć się na całym łóżku. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu, była równa 14. Z niedowierzaniem przetarłam oczy. Podniosłam się  łóżka i zarzuciłam na siebie jedwabny szlafrok leżący na krześle. Snułam się ociężale po górnym korytarzu aż do łazienki, gdzie załatwiłam poranną toaletę i odświeżyłam się. Założyłam na siebie spodenki jakąś pierwszą lepszą bluzkę którą znalazłam pod ręką w szafie. Uczesałam się i zeszłam na dół. Z kuchni dobiegł mnie jakiś hałas, więc postanowiłam tam zajrzeć. Przez uchylone drzwi dostrzegłam Harrego robiącego naleśniki. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam w głąb pomieszczenia. 

         
- Dzień dobry. – powiedziałam wesoło.
- Cześć. Wyspałaś się? – zapytał nadal stojąc przy rozgrzanej patelni na której piekł się naleśnik.
- Mhm. – ziewnęłam.
- Oj, coś czuję że jednak nie. – zaśmiał się cichutko.
- Ja zawsze ziewam jak wstanę. – wyjaśniłam. – Naleśniki?
- Mmmhhmmmm…. Pamiętasz, że kiedyś mieliśmy je zjeść, ale w efekcie nam się to nie udało? – spoglądnął za siebie kierując wzrok na mnie. Kiwnęłam przecząco głową i usiadłam przy kuchennym stole.
- Proszę, mała kawa na rozbudzenie. – podał mi filiżankę z czarną cieszą.
- Dzięki wielkie – powiedział, po czym zrobiłam dużego łyka. – Dawno temu wstałeś?
- Jakąś godzinę temu. Nie chciałem cię budzić. – odparł zawijając naleśnika, po czym położył na środku stołu Duży talerz pełen naleśników.
- Ty serio myślisz, że my to wszystko zjemy? – zrobiłam wielkie oczy.
- Damy sobie radę – odparł i usiadł naprzeciwko lustrując mnie spojrzeniem.
- Co? – zapytałam z pełną buzią.
- Nic. Polubiłaś Sive? – zapytał robiąc łyka mojej kawy.
- Nie wiem… Nie znam go.
- Ale całowaliście się wczoraj.
- Błąd. To on mnie pocałował, nie ja jego. Z resztą i tak już pewnie się nie spotkamy. – westchnęłam.
-Może to i lepiej. – wdał się w zamyślenie.
- Czemu niby?
- Sam nie wiem. Po prostu martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś znowu cierpiała tak jak przy twoim byłym. Co prawda nie miałem okazji go poznać, ale raczej nie polubiłbym go z tego co mówił Louis.
- Nie bój się, on też nie pałałby do ciebie sympatią. On ogółem Ne lubił was wszystkich. Sivy też nie trawił. Tu chodziło przede wszystkim o to, że kiedyś chciał mieć boy band, ale nie posiadał talentu, więc teraz nienawidzi wszystkich którym się udało.
- Jak ty mogłaś z nim chodzić?
- A jak ty mogłeś chodzić z panną Perfect-Swift? – spojrzałam na niego.
- Tak jakoś wyszło. Nie kochałem jej.
- No właśnie… tak jakoś wyszło… u mnie też, z tym że ja myślałam, że się kochamy. – odparłam.
- Skarbie, jedziesz ze mną do Liama? Tam będzie reszta chłopaków.
- Jasne, czemu nie. Tylko daj mi dokończyć śniadanie. – puściłam mu oczko.
- Raczej obiad – uśmiechnął się szeroko.


- Hej! – krzyknął Harry wchodząc do domu Liama. Oboje udaliśmy się do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i rozmawiali o jakimś tam wyjeździe.
- Część – powiedziałam stojąc w drzwiach. Wszyscy na mnie spojrzeli jednak nie odezwali się do mnie. Jedynie Liam uśmiechnął się lekko, a Dan i Perrie do mnie pomachały. To było jasne, że są wściekli o wczoraj. Harry objął mnie w pasie i wyszeptał mi do ucha „Nie przejmuj się” Usiadłam obok Dziewczyn na kanapie. El mierzyła mnie wzrokiem. Miałam ochotę wstać i jej przyłożyć, jednak nie mogłam tego zrobić ze względu na Louisa.
- Bardzo są na mnie źli? – zapytałam brunetki i blondynki.
- Tak… - wyszeptała Perrie.
- W ogóle powiedz nam, co się tam wczoraj działo. – odezwała się Dan.
- Nic takiego. Rozmawialiśmy tylko, a potem Harry po mnie przyszedł. Ja mu powiedziałam, że muszę już spadać, a on mnie pocałował. Ni stąd ni zowąd.
- Na prawdę? – spojrzała zdziwiona Perrie.
- Tak. Nie wiem dlaczego to zrobił, pewnie chciał was wszystkich wkurzyć, bo się przyglądaliście. – wyjaśniłam. W tym też momencie spojrzałam na Louisa, który patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem, jak na jakiegoś przestępcę analizując mój każdy ruch. Nagle usłyszałam to zdanie wypowiedziane nie przez kogo innego niż Eleanor „Ja tam chciałam iść tylko po to żeby się fajnie zabawić z przyjaciółmi, a nie patrzeć jak jakaś idiotka całuję się z jakimś pedałem.” Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Spojrzałam po ludziach siedzących w pomieszczeniu, byli równie zaskoczeni jej słowami co ja. Jednak nie miałam zamiaru dłużej wysłuchiwać tego jak na mnie najeżdża i powiedziałam jej kilka słów.
- Może lepiej byłoby gdybyś zajęła się własnymi sprawami a nie podniecała się tym co robią inni ludzie. – Teraz zdziwione spojrzenia skierowały się na moją osobę.
- Może lepiej byłoby gdybyś się nie obściskiwała z każdym kolesiem którego widzisz. – ponownie zmierzyła mnie wzrokiem.
- Wiesz, gdybyś była tego warta to w tym momencie bym ci przyłożyła. Zejdź w końcu ze mnie i zajmij się swoim płytkim, nudnym życiem. – powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam podążać w kierunku drzwi.
- Uważasz że moje życie jest płaskie i nudne bo nie zapraszam wszystkich do swojego łóżka. Dzisiejszej nocy spałaś z Harrym, czemu nie ze Sivą skoro tak dobrze się wam wczoraj romansowało? – krzyknęła za mną.
              Wyszłam z domu Liama. Nie chciałam już tam dłużej być i wysłuchiwać tego co ma mi do powiedzenia. Danielle i Perrie wybiegły za mną.
- Angel! – krzyknęła Danielle. Przystanęłam na moment.
- Angel… Nie bierz do siebie tego co ona mówi. Nie warto. – przytuliła mnie do siebie blondynka.
- Perrie ma rację, El przesadziła i uwierz mi, że nikt, serio nikt nie podziela jej zdania. Ona po prostu ci zazdrości tego jak dobrze dogadujesz się z zespołem. – pogłaskała mnie po głowie zmartwiona Dan.
- Dziękuję wam. Ja wiem, że ona mnie nie znosi bo jest zazdrosna o Louisa, ale to nie jest powód żeby traktować mnie jak dziwkę. – po moim policzku spłynęła łza.
- Możecie nas zostawić samych? – usłyszałam głos Loczka za moimi plecami. Dziewczyny posłuchały go i posłusznie wróciły do środka.
- Wszystko słyszałem. – zaczął – Przepraszam, że nie zareagowałem, ale byłem w innej części domu i zanim dobiegłem, ty już wyszłaś. – tłumaczył się.
- Ja nie jestem o to na ciebie zła. Nie potrzebuję, żebyś stawał w mojej obronie. – spojrzałam mu w oczy.
- Ale czuję się za ciebie odpowiedzialny. Nie zrozumiesz tego. Nie chcę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek doprowadzał cię do płaczu. Nie zasłużyłaś na to. – chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w głąb oczu.
- Nie sądziłam, że ona mnie za taką ma. – odparłam. Z moich oczu popłynął strumień, słonych łez. Chłopak zmartwiony przytulił mnie do siebie. Wiedziałam, że stoi pomiędzy młotem a kowadłem, z jednej strony ja – jego najbliższa przyjaciółka, a z drugiej Louis i jego narzeczona.
- Nie płacz, proszę. Nikt cię za taką nie uważa. Nie ciebie. – pogładził mnie po włosach. – Otrzyj łzy i chodź do środka, dobrze? – uśmiechnął się do mnie słodko.
- Nie – pokiwałam przecząco głową.
- No.. zrób to dla mnie. Chodź. – ponownie przesłał mi ten sam uśmiech.
- Zgoda, ale trzymaj mnie z dala od niej. – wybełkotałam. Otarłam łzy rękawem sweterka i powróciłam ze Stylesem do środka. Od progu słyszałam podniesione tony.
- Co ci do cholery odbiło?! – krzyknął Louis.
- Nie spodziewałem się tego po tobie Eleanor! Jak mogłaś?! – podniósł głos Niall który krążył po pokoju i gestykulował.
- Co ja takiego niby zrobiłam? Powiedziałam prawdę! – broniła się brunetka.
- Prawdę? Nie rozumiem… Co ona ci takiego zrobiła? Przesadziłaś tym razem! – odezwał się wkurzony Malik.
- Ludzie, uspokójcie się. – powtarzał w kółko Liam.
- Co jest z tobą nie tak? – zapytała ją Perrie.
Kłótnia trwała w najlepsze, ja nieśmiało stanęłam w drzwiach trzymając kurczowo dłoń Harrego. Miałam poczucie winy, że to przeze mnie oni wszyscy teraz na siebie wrzeszczą. Kiedy Zayn i Niall ujrzeli mnie w progu ucichli, a razem z nimi reszta.
- Przepraszam was. – zaczęłam. – To przeze mnie się kłócicie.
- No co ty nie powiesz. Przyszłaś tu teraz zgrywać niewiniątko? – skoczyła na mnie Calder.
- Ty się już lepiej nie odzywaj!! – wykrzyczał Louis prosto w jej twarz.
- Nie chcę zgrywać niewiniątka, bo wszyscy dobrze wiecie, ze nim nie jestem. – zrobiłam kilka kroków w przód. – Muszę was wszystkich przeprosić za wczorajszy wieczór. Nie chciałam, żeby to tak się potoczyło. Nie sądziłam, że Siva mnie pocałuje. Byłam równie zaskoczona co wy.
- Nie jesteśmy an ciebie źli. – uśmiechnął się do mnie Zayn, co dodało mi otuchy.
- No może na początku trochę byliśmy, ale jesteś jedną z nas. – powiedział Niall, po czym podszedł do mnie i mnie uściskał z całych sił.
- Cieszę się, że nie macie do mnie to żalu. Jednak została jeszcze jedna sprawa, którą chcę załatwić teraz i tu, w obecności was wszystkich. – puściłam dłoń Loczka i podeszłam do brunetki która nadal miała wypisaną wściekłość na twarzy. – wiem, że mnie nie lubisz. Nie trzeba być geniuszem żeby to zauważyć, ale chcę wiedzieć co ja ci takiego zrobiłam? Jeśli kiedykolwiek uraziłam cię czymś, to przepraszam. Naprawdę przepraszam. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. A jeśli ty widzisz to inaczej, to mi powiedz, a spróbuję to jakoś naprawić. – spojrzałam w jej oczy, które ze złości przeszły w stan zdziwienia. Nie spodziewała się takiego ruchu po mnie.
- Dobrze, chcesz moment szczerości? Okay… Pamiętasz, miałaś kiedyś chłopaka, miał na imię Will. – już po tym zdaniu poczułam ukłucie w sercu kiedy o nim pomyślałam. – Zostawiłaś go, żeby móc mi odebrać Louisa. Myślisz że ja jestem ślepa?! - wykrzyczała.
- Ja nigdy nie chciałam ci go odebrać! Nawet przez myśl mi to nie przyszło. – odparłam.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale jak dla mnie to jest śmieszne. Angel nigdy nie była zainteresowana twoim narzeczonym w ten sposób. Ani on nią. Angel i Louis są jak rodzeństwo. Naprawdę nie widzisz tego? – zwrócił się do niej Mulat. Ja spojrzałam na El nie odzywając się już ani słowem. Czekałam, co teraz powie.
- Ale to nie zmienia faktu, że spędza nią więcej czasu niż ze mną! – podniosła ton głosu na Zayna.
- Przesadzasz! Dobrze wiesz, ile Angel dla mnie znaczy! Jest dla mnie jak młodsza siostra. Mam już tego dość, że ciągle doszukujesz się między nami romansu. On istnieje, ale tylko w twojej głowie! – wykrzyczał prosto w jej twarz Lou.
- Louis to dlatego, że cię kocham. – rozpłakała się.
- Ja ciebie też kocham, ale kocham też Angel. – spojrzał w jej oczy.
- Wiem. I muszę to w końcu zaakceptować. Przepraszam cię kochanie i.. ciebie tez przepraszam – spojrzała na mnie.
- Nie ma sprawy. – odparłam. Niby sobie wszystko wyjaśniłyśmy, jednak nie zauważyłam, żeby ona jakoś specjalnie zmieniła o mnie zdanie. No cóż. To jej sprawa co o mnie myśli.
- O właśnie! Angel! – krzyknął Niall – Wybieramy się na Hawaje! – oznajmił.
- Na Gran Canarie! - przewrócił oczami Zayn.
- I chcemy żebyś z nami pojechała – dopowiedział Liam.
- Ja chciałem jej o tym powiedzieć! – zaśmiał się Styles.
- Dziękuję za zaproszenie chłopaki, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł. – udzieliłam błyskawicznie odpowiedzi.
- Dlaczego niby nie? Będzie fajnie! Nie daj się prosić. – zachęcał mnie Niall.
- Muszę się nad tym zastanowić. – odparłam czochrając włosy blondyna.
-Okay, ale będzie nam bardzo miło, jeśli z nami pojedziesz. – powiedziała Danielle uśmiechając się do mnie serdecznie.

Piosenka: 
http://www.youtube.com/watch?v=7_zcnqoLxXI
               Po długiej i ciężkiej wizycie u Liama Harry zawiózł mnie do siebie do domu. Siedzieliśmy w ciepłym pokoju oglądając „Pamiętnik”. Był to nasz ulubiony film. Widziałam go już tysiąc razy, jednak mimo to nadal się wzruszałam. Podobnie jak Harry.
- Ty płaczesz? – spojrzał na mnie.
- Ty też płaczesz, więc o co ci chodzi? – podniosłam głowę i spojrzałam na jego twarz po której spływały łzy wzruszenia.
- Nie prawda Angel. – spojrzał na mnie tym swoim spojrzeniem , którego w dalszym ciągu nie potrafię zdefiniować.
- Przecież widzę, że płaczesz.
- Nie o tym mówię – odparł ocierając łzy. – Widziałem twój wpis na tweeterze. Napisałaś, że nie wierzysz w prawdziwą miłość. Gdyby tak było naprawdę, teraz byś nie płakała. – Zdumiona wbiłam w niego moje oczy.
- To nie tak, że nie wierzę. Kiedyś wierzyłam i to bardzo, ale dorosłam Harry. – odpowiedziałam mu wgapiając się beznamiętnie w napisy końcowe.
- Wiem, że nadal wierzysz. – stwierdził.
- Może i tak. – ciężko westchnęłam. – Wiem, że miłość istnieje. To nie jest blef. Miłość naprawdę jest na tym świecie, ale ciężko ją odszukać. Myślę, że każdej osobie przypisana jest dokładnie ta jedna, jedyna druga połówka. Każdy ma już gdzieś wysoko w gwiazdach przypisaną osobę z którą będzie się uzupełniać. Taką, której nigdy nikt inny jej nie zastąpi. Zdarza się też tak, że te dwie połówki błądzą po życiu tak długo, a wciąż nie mogą się znaleźć i pewnie niektóre z nich nigdy nie dowiedzą się o swoim istnieniu.
- Gdy się nie dowiedzą o swoim istnieniu, to nie będzie przeznaczenie. – pogłaskał mnie po włosach.
- Nie… to nie tak. Zazwyczaj druga połówka jest bliżej nas niż nam się wydaje, tuż na wyciągnięcie ręki, niekiedy spędzamy z nią całe dnie, ale nie potrafimy tego dostrzec. Twoją drugą połówką może być nawet sklepikarka z warzywniaka do którego chodzisz. – spojrzałam na niego.
- Gdybyś ja tylko widziała… - uśmiechnął się szyderczo.
- Mam na myśli to, że miłość naszego życia zawsze jest blisko nas, a my jej zwyczajnie nie zauważamy. Dostrzegamy ją dopiero wtedy, gdy wypuścimy ja ze swoich rąk i nigdy do nas nie wróci. – ponownie zanurzyłam  oczy w mrówkach na ekranie.
- Czy Will był właśnie kimś takim? – zapytał z lekkim zmartwieniem.
- Nie. – pokiwałam przecząco głową i uśmiechnęłam się delikatnie mimowolnie. – A ty kiedykolwiek miałeś takie wrażenie, że straciłeś część siebie wraz z odejściem jakiejś osoby ze swojego życia?
- Nie. – westchnął.
- To nie przeżyłeś jeszcze prawdziwej miłości. – uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
                Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, po czym uznałam, ze najwyższy czas się zbierać, bo jutro mam na wcześnie do pracy. Styles odprowadził mnie w stronę czekającej na mnie taksówki za jego ogrodzeniem.
- To pojedziesz z nami na Gran Canarie? – zapytał uśmiechając się szeroko.
- Chyba raczej nie. – odparłam.
- Czemu?
- Nie chcę żeby doszło do takiej sytuacji jak dzisiaj. – wyjaśniłam krótko.
- Nie dojdzie. Nie pozwolimy na to z chłopakami, żeby ona cię dręczyła. Angel, co ci szkodzi? Jedź z nami, rozerwij się. Później wracasz i za dwa tygodnie zdajesz egzamin końcowy. Musisz się trochę od stresować, żeby twój mózg lepiej przyswajał informację. – zachęcał mnie.

- Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, to pojadę. – uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w policzek na pożegnanie, po czym wsiadłam do taksówki i wróciłam do domu.